Sacrum Profanum - opuszczamy Strefę Dyskomfortu

2017-10-04 18:02

Od opery dla dzieci „Dragon Zoo”, przez czterogodzinną medytację i cykl improwizacji, aż po afrykańskie inspiracje Steve’a Reicha - tak zakończyliśmy tegoroczną edycję Sacrum Profanum. Od 11 rano w Centrum Kongresowym ICE Kraków zbierały się całe rodziny na pokaz performansu dla najmłodszych „Dragon Zoo”. Trzyosobowy zespół Dieserud/Lindgren przedstawił dzieciom audiowizualną, nieliniową opowieść o trzech smokach robiących fikołki i buchających siwym dymem.

Równolegle z ostatnim smoczym spektaklem rozpoczął się cykl dźwiękowych medytacji z Quiet Music Ensemble. W krótkim wstępie dowiedzieliśmy się, że słowo oznaczające ciszę w języku angielskim, czyli „quiet”, ma dwa możliwe znaczenia. Pierwsze to przeciwieństwo głośności, a drugie — stan duchowego spokoju. Kolejnych kilka godzin skupiło się raczej wokół tego drugiego rozumienia. Rozpoczęliśmy szepczącą kompozycją Davida Toopa „night leaves breathing”, po której zaprezentowano świetny przykład mikrowariacji à la dronowe sprzężenia dźwiękowe – utwór legendarnego Alvina Luciera „Shadow Lines”. Na koniec pierwszej części wybrzmiały pełne dźwięki „Grisaille no. 1”, kompozycji Rishina Singha. Sądząc po tym, jak szybko upłynęła nam ta godzina, udało nam się osiągnąć pierwszy stopień wprowadzający do medytacji, czyli stan skupienia na „zewnętrzu” poprzez zakotwiczenie uwagi w dźwiękach dziejących się „tu i teraz”.

Po przerwie po raz drugi spotkaliśmy się z Jennifer Walshe – kompozytorką prezentowanego na festiwalu „Everything is Important”. Tym razem jednak poznaliśmy irlandzką artystkę od zupełnie innej strony: za pośrednictwem Quiet Music Ensemble przedstawiła nam dość absurdalne i osobliwe opowieści wzorowane na filmach z kategorii mockumentary, czyli utwory „Dordán” i „An Ghléacht”. Do gitarowych brzmień mieszających stylistycznie pustynny rock z indyjskimi wtrętami, do machania niebieskimi flagami i światełkami na wzór lotniskowego „naprowadzacza” samolotów, do recytacji i medytacyjnego „OM” dołączyła po chwili projekcja video. Wykonawcy przedstawili historię prześladowanego przez halucynacje dźwiękowe Irlandczyka, który zakopywał taśmy z nagraniami pod ziemią w istotne dla astronomicznego kalendarza dni, wierząc w to, że taki zabieg nada im właściwość łączenia słuchacza z innymi wymiarami… Artystce prawie udało się nas nabrać, że taka postać realnie istniała. Później okazało się, że wymyślona biografia wspomnianego mężczyzny pełna jest innych zadziwiających przygód, a cała historia opowiada o szaleństwie i szamańskich skrzywieniach mieszkańców Irlandii, spowodowanych niedoborem słońca. Ten ostatni wątek został mocniej rozwinięty w drugim utworze Walshe.

Na koniec medytacyjnej serii wysłuchaliśmy kompozycji Pauline Oliveros — zmarłej w ubiegłym roku kompozytorki oraz nauczycielki/propagatorki techniki „głębokiego słuchania”. Płynące dźwięki odbijały się echem w kameralnej sali Centrum Kongresowego, a my łowiliśmy je „jak ryby” (przywołując porównanie samej artystki). Techniki Oliveros silnie łączą się z chińską filozofią, w której znajdujemy potwierdzenie tego, co Jennifer Walshe podkreśliła w jednym ze swoich najbardziej znanych projektów: „wszystko jest ważne”, nie ma „złych” i „dobrych dźwięków”. Jak widać wszystkie wątki festiwalowej narracji idealnie się połączyły.

O godzinie 18 przyszedł czas na cykl „Muzyczek” Henryka Mikołaja Góreckiego, w którym Evan Ziporyn, Adrien Lambinet, Kamil Szuszkiewicz, Mikołaj Pałosz i Kuba Sokołowski, jak sami zresztą przyznali, podjęli próbę rekonstrukcji muzyki „od zera”. Początkowe współbrzmienie szybko przemieniło się w żonglerkę instrumentalnymi rolami w jazzujących improwizacjach sięgających od subtelności do dźwiękowych mięsistości. Podczas grania „Muzyczki IV – Koncertu puzonowego” muzycy zaczęli przemieszczać się po scenie, rozstawiać w dziwnych pozycjach, kłaść na podłodze, a wybitny puzonista Adrien Lambinet usiadł nawet w pewnym momencie na jednym z krzeseł wśród publiczności.

W drugiej części koncertu, zatytułowanej „Samotność dźwięku” przenieśliśmy się na chwilę do Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia. Na scenie stanął Tomasz Stańko improwizując do „Solitude of Sounds” Tomasza Sikorskiego, a widownię wielokrotnie przeszyły wyraziste dźwięki trąbki. Następnie artysta wykonał własną kompozycję „Serial I” z elektroniczną warstwą idealnie wprowadzającą postać Eugeniusza Rudnika, legendy taśmowych manipulacji. Utworem, a właściwie dialogiem nagrań konkretnych dźwięków z trąbką Stańki zakończyliśmy przedostatni koncert festiwalowy.

Na finał finałów „Afrykańskie Reperkusje” nie tylko udowodniły, że Steve Reich w swoim minimalizmie mocno inspirował się kompozycjami Gideona Alorwoyie’a, perkusyjnego mistrza i kompozytora z Ghany, ale również przypomniały, że w Afryce muzyka i taniec nierozerwalnie się ze sobą łączą. Od dalekich, po bliskie powiązania — wraz z czasem trwania koncertu kompozycje Reicha (a zwłaszcza rytmiczne „Drumming Part One”) grane przez Gideon Alorwoyie’s Enseble i Mantra Percussion, przejawiały coraz większe związki z tradycyjną muzyką afrykańską. W trakcie utworów Alorwoyie’a na scenie tańczyły cztery kobiety, a jeden z bębniarzy w pewnym momencie nie tylko grał z nogami uniesionymi w górę, lecz również klaskał stopami! Publiczność nie podjęła już tego wyzwania – i zdała się ostatecznie na własne dłonie oraz okrzyki uznania w stronę muzyków.

Tą eksplozją rytmów i pozytywnej energii wyszliśmy ze „Strefy Dyskomfortu” i zakończyliśmy piętnastą edycję Festiwalu Sacrum Profanum. 

fot. Hasenien Dousery / fot. Michał Ramus



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.