Festiwal szczęśliwych ludzi - za nami dwudziesta edycja Festiwalu EtnoKraków/Rozstaje

2018-07-10 23:22

Alim Qasimov, Alireza Ghorbani, Omar Souleyman, Söndörgő i Amsterdam Klezmer Band, Chico Trujillo, Tuuletar – to tylko niektórzy spośród wybitnych artystów z wielu stron świata, którzy uczcili swymi koncertami jubileusz krakowskiego festiwalu. Do tego bardzo ciekawa reprezentacja polskiej sceny – na czele z obchodzącym również jubileusz zespołem Muzykanci i symboliczny epilog teatralny: spektakl Do dna w reżyserii Ewy Kaim na deskach krakowskiej AST. To były piękne dni z piękną muzyką. Na festiwalu bawiło się razem z nami blisko 6 tysięcy osób.

Dwudziestolecie festiwalu Rozstaje Etno Kraków wypadło bardzo okazale. Raz jeszcze potwierdziła się prawda, że to jedna najważniejszych w kraju imprez przedstawiających muzykę z kręgu folku / etno / world music. Rozmach i skala przedsięwzięcia oraz artystyczna jakość kolejnych dni festiwalu – i poszczególnych koncertów – pozwalają też raz jeszcze stwierdzić bez najmniejszej wątpliwości, że to bardzo ważna impreza równie z w skali Europy Środkowej. Cztery lipcowe dni obfitowały w zmienną pogodę, za to niezmienna była świetna atmosfera, znakomita muzyka i rewelacyjne reakcje publiczności – zarówno na kameralnych scenach w małych salach, jak i w plenerze. Było kolorowo, różnorodnie, szalenie interesująco.

Pokolenia

Ta jubileuszowa edycja festiwalu była nie tylko znakomita pod względem artystycznym, ale też z wielu powodów symboliczna. I dlatego, że Muzykanci – zespół  o tak wielkim znaczeniu – postanowili uroczyście uczcić na nim dwie dekady działalności. I dlatego, że na jednej scenie spotykali się artyści doświadczeni – klasycy, mistrzowie oraz młodsi twórcy, którzy są na początku artystycznej drogi. Ta swoista „sztafeta pokoleń”, która jednak staje się przede wszystkim twórczą wspólnotą, jest też jedynym ze znaków rozpoznawczych tego świetnego festiwalu. To bowiem nie tylko naturalny przekaz technik, umiejętności i sposobów scenicznej interpretacji ale również – może przede wszystkim – umiejętność ponadpokoleniowego zachwytu nad muzyką płynącą z tradycji. Ta wspólnota rysowała się między wykonawcami, a publicznością, ale świetnie była widoczna i na samej scenie. Najbardziej ewidentnie może podczas koncertów Alima Qasimova i jego córkiFargany, albo Muzykantów, czyli małżeństw Słowińskich i Hałasów ze swymi dziećmi.

Zaplatanie 

Festiwal był również znaczący dlatego, że pokazał tak szerokie spektrum wykonawców kojarzonych z folkiem / etno / muzyką świata. Że naocznie (nausznie) udowodnił jak niebywale finezyjna i różnorodna bywa ta muzyka.

To właśnie - znów zgoła symbolicznie – pokazywały kolejne (niejako tematycznie ułożone) dni festiwalu. Oto bowiem: jeśli środa była świętem głosu, mistycznego, uduchowionego śpiewania, będącego w wielu aspektach naśladowaniem czy odwzorowaniem tradycji, to czwartek przyniósł mnóstwo twórczości inspirowanej tradycją, za to bardzo nowoczesnej, łączącej się z innymi nurtami, szalenie energetycznej. Paradoksalnie (albo życiowo) każdy z tych dni miał też element przełamania tej dominującej barwy. Oto właśnie ów dzień uduchowiony, skoncentrowany na finezyjnym, do perfekcji opanowanym przekazie wokalnym zakończył się spontaniczną zabawą taneczną w rytm włoskich melodii. Z kolei wielowątkowy, rozedrgany, pełen nowatorsko rozumianych interpretacji czwartek rozpoczął się śpiewanymi a capella pieśniami kurpiowskimi. Dzieje się tak, bowiem folkowy świat jest nie tylko szalenie różnorodny, ale też jako, czasami wydałoby się krańcowo odmienne wątki, spotykają się tu, przeglądają w sobie, a wreszcie zaplatają, z korzyścią dla artystów, słuchaczy i samej muzyki.

Pamięć

Podobnie było  w kolejne dwa dni. O ile piątek miał wymiar zapierającej dech w piersiach podróży przez świat, był swoistym wielobarwnym kalejdoskopem, o tyle sobota pokazała nam i potwierdziła po raz kolejny moc bijącą z polskiej muzyki inspirowanej ludowością. I dalej: w pierwszy ze wspomnianych dni artyści z Burkina Faso, Węgier, Holandii, Serbii, Chile przynieśli nam przede wszystkim gorącą, rozkołysaną muzykę, skłaniającą do zabawy raz po raz tylko zwalniając tempo w lirycznych zwrotach. W sobotę zaś muzycy z Polski równie chętnie proponowali słuchaczom liryczne, fascynująco melancholijne tematy, czasami tylko przyspieszając tempa. A jeszcze w ów ostatni ze wspomnianych dni zanim zabrzmiała muzyka odbyło się spotkanie – rozmowa, refleksja, opowieść o muzyce tradycyjnej. I to o tej, nieprostej, a fascynującej historii spotkań polskich twórców wiejskich z muzyką żydowską. Tak, bo  w folku (czy jakkolwiek nazwiemy ten nurt) wszystko zaczyna się od pamięci, od opowieści, od szacunku wobec przodków – i wobec innego. To też wielka, szalenie ważna, niezbywalna wręcz lekcja, która płynie z dwudziestej edycji Rozstajów, ale też jako piękne memento tych domkniętych właśnie pierwszych dwóch dekad historii festiwalu.

Miejsca, ludzie

Znakomicie sprawdziły się koncertowe miejsca i przestrzenie. Choć wszystkie sprawdzone już we wcześniejszych latach, to przecież zawsze pojawia się moment niepewności: czy wszyscy artyści zabrzmią odpowiednio dobrze akurat z tej sceny, którą dla nich zaplanowano. Przypomnieć trzeba, że festiwal powrócił po kilku latach do Muzeum Inżynierii Miejskiej – i to do innej hali niż ostatnio. Co może zaskakujące równie fantastycznie zabrzmiała tam wyrafinowana, uduchowiona, wspaniała wokalnie twórczość Alirezy Ghorbaniego, Alima Qasimova i jego córki Fargany czy braci Teofilović, jak rozwibrowana, rozkołysana muzyka dabke w wykonaniu Omara Souleymana, która zawdzięczała wiele tradycji syryjskiej, ale niewiele mniej tanecznej muzyce elektronicznej. A obok nich były też wymagający skupienia surowy solowy śpiew Adam Struga i  improwizacyjne poszukiwania Grzecha Piotrowskiego.

Świetnie było, jak zawsze, w kameralnych, ale jakże sprzyjających warunkach klubu Strefa, gdzie w ramach nocy tańca grali poza wieloma innymi, m.in. muzycy hiszpańskiego zespołu Viguela. Świetny był wieczór taneczny w Alchemii i egzotyczne spotkanie z nepalską muzyką zespołu Night w Żydowskim Muzeum Galicja. I wreszcie plenerowa scena na Placu Wolnica, gdzie – niezależnie od kaprysów pogody – znakomicie przyjmowano wszystkich: od  Mamadou & Percussion Mania (Burkina Faso)  przez świetny projekt Szikra w którym spotkali się Węgrzy z Söndörgő i Holendrzy z Amsterdam Klezmer Band, przez serbski Marco Markovic Brass Band i chilijski dynamit Chico Trujillo aż po polskich artystów: młode zespoły Pokrzyk i Raraszek oraz klasyków: zespół Adama Struga i kapelę Muzykanci.

Teatralnym epilogiem festiwalu był spektakl Do dna w reżyserii Ewy Kaim na deskach krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych. Świetnie zrealizowane przedstawienie, inspirowane polskimi pieśniami tradycyjnymi, w symboliczny sposób styczne jest z narracją spotkań na Rozstajach: opowieści o potrzebie wędrówki do źródeł, sięgania i czerpania z dna studni, i rozczytywania naszego kulturowego kodu DNA: w archaicznych pieśniach o narodzeniu, przemijaniu, miłości i śmierci.

Dwie dekady

Rozstaje to już dwie dekady niesamowitej historii. Trudno dziś zliczyć wszystkich ważnych artystów z różnych stron  świata, którzy tu wystąpili. Wyraźne i namacalne jest natomiast wspomniane wcześniej znaczenie festiwalu dla historii polskiej muzyki folkowej / etnicznej, ale też jej wpływ na gust i wrażliwość (pokoleń już) publiczności.

Co pozostanie w pamięci po tej jubileuszowej dwudziestej edycji? Na pewno niezwykła atmosfera, uśmiechnięci, rozbawieni, rozkołysani – a czasami przede wszystkim głęboko zasłuchani – odbiorcy. Byli oni nie tylko z Krakowa i nie tylko z Polski – z różnych stron świata, różnych pokoleń. Połączyła ich wspólnota zachwytu nad muzyką tradycyjną, tą podawaną w wersji „in crudo” bliskiej źródłom i tej interpretowanej po swojemu. Bo wartością Rozstajów była zawsze – i pozostała na w trakcie tej dwudziestej edycji – wspaniała umiejętność łączenia różnych sposobów patrzenia na kulturowe dziedzictwo, różnych sposobów jego rozumienia i opowiadania o nim.



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.