Panaceum: thriller prowokujący do wielu smutnych refleksji na temat kondycji współczesnego świata

2013-04-18 14:38

„Panaceum” to prowokujący do wielu smutnych refleksji na temat kondycji współczesnego świata thriller psychologiczny, w którym życie pewnej pary ulega diametralnej zmianie, kiedy zażywany przez kobietę lek wywołuje niespodziewane i tragiczne w skutkach efekty uboczne. Określany „ostatnim filmem Stevena Soderbergha”, legendarnego twórcy amerykańskiego kina niezależnego, „Panaceum” całkowicie zmieni wasz punkt widzenia i nie pozwoli spokojnie zasnąć przez wiele nocy.

Emily (Rooney Mara) oraz Martin (Channing Tatum) są młodzi, piękni i bogaci. Mają wielką posiadłość, własną łódź i cieszą się wszelkim luksusem, który można kupić za pieniądze. Kiedy Martin trafia do więzienia za przekręty finansowe, świat Emily rozpada się na kawałki. Kobieta trafia pod opiekę psychiatry, lecz jednocześnie czeka w małym mieszkanku na Manhattanie cztery długie lata na powrót ukochanego. Pojawienie się Martina z powrotem w jej życiu niewiele jednak pomaga. Chwytając się rozpaczliwie ostatniej deski ratunku przed hospitalizacją, Emily zgadza się zacząć zażywać nowe na rynku środki antydepresyjne, nie zdając sobie sprawy, że w ten sposób zmieni na zawsze życie wszystkich dookoła.

O PROCESIE PRODUKCJI

Ponad dekadę temu scenarzysta Scott Z. Burns spędził kilka tygodni na zbieraniu materiałów do serialu telewizyjnego w osławionym nowojorskim szpitalu psychiatrycznym Bellevue Hospital. Burns odbył wiele długich rozmów z psychiatrami oraz obsługą szpitala, obserwując ich także w kontaktach z chorymi psychicznie pacjentami, z których wielu miało za sobą przeszłość kryminalną. „Było to jedno z najbardziej niezwykłych doświadczeń mojego życia”, mówi scenarzysta. „Przebywali tam absolutnie zwyrodniali kryminaliści, ale także ludzie nie potrafiący z różnych powodów dostosować się do prostych reguł społecznych”. W umyśle Burnsa zostało zasiane ziarnko, które wiele lat później wykiełkowało w pomysł na pełnometrażowy film fabularny. „Chciałem napisać stylizowany na czarny kryminał thriller psychologiczny, w którym widzowie nie wiedzieliby do samego końca, co się stanie – coś na wzór Podwójnego ubezpieczenia lub Żaru ciała, tyle że osadzonego w świecie psychofarmakologii”, wspomina scenarzysta „Panaceum”. „Inspirowałem się filmami osadzonymi w rozpoznawalnej przez widzów rzeczywistości, w których następowała seria zdarzeń w inteligentny sposób zmieniająca postrzeganie wszystkiego, co działo się na ekranie.  Z jakiegoś powodu przestano tworzyć takie filmy, ale ja zawsze będę ich wielkim fanem”.

W tworzeniu scenariusza „Panaceum” Burnsowi pomagał dr Sasha Bardey, wówczas zastępca dyrektora Departamentu Medycyny Sądowej Bellevue Hospital. „Spotkaliśmy się po raz pierwszy ponad dekadę temu, kiedy pracowałem nad serialem Wonderland”, kontynuuje Burns. „Bardzo mi pomógł osadzić wydarzenia Panaceum w rzeczywistości, tak żeby zarówno poszczególni bohaterowie, jak i cała intryga wyglądały przerażająco wiarygodnie”. Połączenie talentu scenariopisarskiego Burnsa oraz eksperckiej wiedzy Bardeya dało narodziny thrillerowi, który dosłownie otwiera oczy na świat, w którym żyjemy. „Film podejmuje koncepcję zamazywania granicy pomiędzy rzeczywistością a chorobą psychiczną”, opowiada psychiatra. „Nie wiadomo, co jest prawdą, a co ułudą, niemalże jak u Hitchcocka. Natomiast zakończenie dosłownie powala realistyczną wymową i zawiera bardzo mocne przesłanie”. W miarę konstruowania narracji Burns wraz z Bardeyem (później konsultantem oraz ko-producentem „Panaceum”) przeprowadzili szeroko zakrojone badania na temat nieustannie rosnącego użycia środków antydepresyjnych na terenie Stanów Zjednoczonych.

Znaleźli dowody, że leki, za pomocą których leczy się depresję i stany lękowe, powodują nierzadko u zażywających je osób niewyjaśnione zachowania. Burns wyszukał mnóstwo artykułów przypisujących środkom antydepresyjnym różne zbrodnie, od fizycznych napaści po morderstwa. Pewien Kalifornijczyk został uwolniony od zarzutów spowodowania wypadku samochodowego, ponieważ działał pod wpływem popularnych środków nasennych. W innej sprawie udowodniono powiązanie działania jednego z najbardziej znanych środków antydepresyjnych z szokującym przypadkiem porwania i gwałtu. Burns uznał za równie fascynujące opowieści o niemoralnym zachowaniu szanowanych lekarzy. „Pamiętam historię z pierwszych stron gazet o psychiatrze, który chciał zlecić jednemu ze swoich pacjentów, przestępcy z wyrokiem, zabicie swojej kochanki. Kiedy pacjent poszedł na policję, nikt mu nie uwierzył, bo przecież był ewidentnie szalony” wspomina Burns. „Opowiedziana w naszym filmie historia jest zupełnie inna, ale jest również pełna zwrotów akcji i niespodziewanych wydarzeń, które nie pozwolą widzom być pewnym tego, co widzą i słyszą; wierzyć moralności stojącej za niektórymi poczynaniami głównych bohaterów”. 

Producent Gregory Jacobs, który pracował już z Soderberghiem i Burnsem przy „Intrygancie” oraz „Contagion – Epidemii strachu”, zauważa, że „Panaceum” to bodaj pierwszy thriller psychologiczny osadzony w tym środowisku. „Nie kojarzę innego filmu o przemyśle farmaceutycznym oraz coraz większej dominacji środków antydepresyjnych i leków uspokajających nad naszym społeczeństwem”, mówi Jacobs. W miarę rozwoju scenariusza Burns zwrócił się do dwójki zaufanych współpracowników: nagrodzonego Oscarem reżysera Stevena Soderbergha oraz producenta Lorenzo di Bonaventury. „Lorenzo zatrudnił mnie do napisania Intryganta, kiedy przechodziłem bardzo trudny okres. Uwierzył we mnie i zawsze będę mu za to wdzięczny”, wyznaje scenarzysta. „Właśnie założył własną firmę producencką, więc był pierwszą osobą, do której się zwróciłem. Bardzo mu się scenariusz spodobał i od tamtego czasu wspierał mnie przez cały czas. To facet, który zrobił mnóstwo wielkich hollywoodzkich hitów, ale jednocześnie kocha kino i chce produkować intrygujące filmy”. Producent potwierdza te słowa: „Bardzo spodobał mi się pomysł zrealizowania zaangażowanego społecznie, realistycznego thrillera psychologicznego. Hollywood zaniechało tego gatunku, przez co trafił on niesłusznie na margines”. 

Scenarzysta przedstawił projekt Soderberghowi podczas wspólnej pracy nad „Intrygantem”. „Scott jest świetny w podejmowaniu intrygujących tematów i ubieraniu ich w komercyjne szaty”, mówi Soderbergh. „Lubię filmy, które nie boją się ryzyka, nie ograniczają się do bycia tylko tym czy tamtym. Podobnie było z Contagion – epidemią strachu, tak też jest w przypadku Panaceum. Oba można zdefiniować jako thrillery, ale są tak mocno osadzone w rzeczywistości, którą znamy z autopsji, że stają się czymś zupełnie innym. Wiem, że widzowie doceniają takie kino, bo jest go zdecydowanie za mało”. Soderbergh podkreśla również, że Burns jest bardzo dobry w – jak sam to określa – „architekturze scenariusza”. „Jak wykorzystać oczekiwania publiczności? Jak poruszać się po obszarach schematów i klisz? Scott jest świetny w budowaniu struktury opowieści, tworzy intrygujących bohaterów i ma świetne ucho do dialogów”, wyjaśnia amerykański twórca, który nie był z początku brany pod uwagę jako reżyser „Panaceum”. „Chciałem samemu zrobić ten film”, przyznaje Burns. „Ale Steven miał akurat wolne terminy i tak mu się spodobał pomysł, że zapytał się, czy nie mógłby nakręcić tego filmu. Ciężko było znaleźć choćby jeden dobry powód, który by dawał pierwszeństwo – chyba tylko moje ego. Wybrałem to, co było lepsze dla projektu”. 

Di Bonaventura przyjął kandydaturę Soderbergha z nieskrywaną radością. „Steven wnosi swój unikalny punkt widzenia do wszystkiego, w co się angażuje. Każdy jego film jest jedyny w swoim rodzaju, a na jego planach świetnie się wszystkim pracuje”, opowiada producent, podkreślając również zalety duetu Soderbergh-Burns. „Znakomicie się uzupełniają. Filmy Stevena zawsze posiadają jakiś komentarz społeczny, a Scott bardzo dobrze się w to wpisał swoimi pomysłami. Tym razem cała idea polega na uświadamianiu, że tak naprawdę nie wiemy, co te leki mogą z nami zrobić, ale z jakiegoś powodu całe społeczeństwo zaczęło na nich polegać”, kontynuuje di Bonaventura. To natomiast tylko jedno z pytań, na które widzowie będą musieli sobie odpowiedzieć w trakcie oglądania „Panaceum”, filmu wypełnionego po brzegi moralną dwuznacznością oraz świadomością kruchości ludzkiej psychiki. „Wierzę, że najważniejsze w thrillerach jest odkrywanie różnych pokładów człowieczeństwa”, mówi Burns. „Widzowie wkręcają się w film wtedy, kiedy potrafią utożsamić się z bohaterami i wierzą w wykreowaną na ekranie rzeczywistość. Fajnie jest zmieniać ludzki punkt widzenia, zmuszać do refleksji, jednak chcieliśmy ze Stevenem przede wszystkim pozwolić publiczności dokonywać własnych osądów”, dodaje scenarzysta. „Panaceum” ma najpierw rozerwać widzów, a dopiero później wywołać wśród nich dyskusję. „Mamy nadzieję, że ludzie będą wychodzić z kina, mówiąc, że nie mieli pojęcia, w jakim kierunku podążała cała historia”, wyznaje di Bonaventura. „Mamy również nadzieję, że później zdadzą sobie sprawę, że środki farmaceutyczne wniknęły zbyt głęboko w nasze społeczeństwo i że zaczyna to być bardzo niebezpieczne”.

LEKARZE I PACJENCI

Rola w „Panaceum” jest dla Rooney Mary jedną z pierwszych po nominowanym do Oscara, kontrowersyjnym występie w „Dziewczynie z tatuażem” Davida Finchera, dzięki któremu dołączyła do panteonu najbardziej pożądanych hollywoodzkich gwiazd. Soderbergh zauważył Marę jednak już wcześniej – kiedy obejrzał wstępną wersję „Social Network”, również w reżyserii Finchera. „Kiedy David obsadzał Dziewczynę z tatuażem, zapytał mnie, co sądzę o Rooney w głównej roli”, wspomina Soderbergh. „Bardzo go do tego zachęcałem, po części dlatego, że wiedziałem, iż nieznana twarz wyszłaby filmowi na dobre, ale ta dziewczyna ma także niesamowity talent Zaprzyjaźniliśmy się, ponieważ dowiedziała się o mojej pomocy. Kiedy zacząłem myśleć o aktorce do Panaceum, postanowiłem się z nią skontaktować”. Mara uznała zarówno fabułę „Panaceum”, jak i rolę Emily za porywające. „Musiałam przeczytać scenariusz kilka razy, ponieważ jest skonstruowany tak, że nic nie jest tym, czym wydaje się być i dopiero później człowiek zaczyna zdawać sobie sprawę, że coś mu nie gra. Takich thrillerów już się nie robi, to hołd dla klasyki kina”, zachwyca się aktorka. „A Emily jest tak cudownie złożoną postacią. Nie dostaje wielu takich propozycji ról. Przeważnie każą mi grać dziewczynę lub żonę, drugi plan dla mężczyzny”.

Emily porzuciła dla Nowego Jorku swój przytulny Środkowy Zachód, mając nadzieję na podjęcie studiów graficznych, ale skończyła ostatecznie jako kelnerka. „Kiedy poznaje bogatego gościa z Wall Street, nie waha się długo i postanawia zaryzykować”, wyjaśnia Burns. „Naprawdę kocha Martina, ale kiedy ma się w sobie tyle niepewności i lęków, miłość nie jest czasami tym, czym wydaje się być. Martin oferuje jej bezpieczeństwo i dobre życie. Uwodzi ją możliwościami, podczas gdy ona czaruje go swoją urodą i podskórną nutką tajemniczości”. Wedle słów Burnsa, Mara ma w sobie wrodzoną enigmatyczność. „Ma w sobie coś, co sprawia, że jesteś ciekaw, kim jest ta osoba. Od pierwszej chwili, kiedy ją zobaczyłem, chciałem ją bliżej poznać. Zagrała Emily tak, że zaczynasz wsłuchiwać się we wszystko, co dziewczyna mówi. Jej bohaterka jest nieprzenikniona, ale w fascynujący sposób. To może być bardzo seksowne, ale również niebezpieczne”, zachwala aktorkę scenarzysta. Kiedy Martin trafia do więzienia, Emily traci oparcie pod stopami. „Mieszkali w pięknym domu nad wodą, mieli własną łódź, prowadzili wystawny tryb życia. Najpierw urzekł ją swoją osobowością, potem się nią zaopiekował, a na końcu zostawił. Musi się teraz męczyć w małym mieszkanku, zupełnie nie przystającym do tego, do czego została przyzwyczajona. Codziennie chodzi do pracy, opłaca rachunki, może liczyć tylko na siebie”. Powrót męża ponownie wywraca życie Emily do góry nogami, dziewczyna kończy w gabinecie psychiatry. „Walczy z lękami i depresją. Nie potrafi sobie poradzić ze zmianami”, dodaje Mara.

Aktorka wypowiada się o pracy z Soderberghiem w samych superlatywach. „Było bardzo ciężko, ale zawsze czułam, że mogę liczyć na jego pomoc”, opowiada aktorka. „Mieliśmy bardzo małą ekipę, mało czasu na przygotowania, kręciliśmy mało ujęć. Dni zdjęciowe były znacznie krótsze od tych, do których byłam przyzwyczajona. Steven kontroluje jednak każdy aspekt swoich filmów. Wchodząc na plan, ma w głowie kompletną wizję całego projektu. To daje aktorom duży komfort pracy”. Reżyser rewanżuje się swojej głównej aktorce, zachwalając jej umiejętności: „Ma wielkie poczucie humoru, dzięki któremu potrafiła odnaleźć się w każdej sytuacji. Rola Emily była bardzo wymagająca, w szczególności, kiedy nie kręci się chronologicznie, a tak właśnie pracuje się w tej branży. Rooney śledziła losy swojej postaci od początku do końca, wiedziała dokładnie co ma zagrać w danych scenach”. Po umyślnym wjechaniu w ścianę, Emily trafia do dr Banksa, którego gra Jude Law. Banks to ambitny lekarz, który ma własną praktykę. Rozumie, że czyn dokonany przez Emily to rozpaczliwe wołanie o pomoc, ale zgadza się wypuścić ją ze szpitala, jeśli dziewczyna zacznie zażywać leki oraz będzie przychodzić regularnie na sesje.

„Jude to po prostu Jude Law”, śmieje się Burns. „Wygląda jak gwiazdor filmowy, ale jest również wiarygodny jako ekscentryczny naukowiec”. Soderbergh zaproponował aktorowi rolę niedługo po zakończeniu zdjęć do „Contagion – Epidemii strachu”. „Jude świetnie gra ludzi ogarniętych obsesją. Oglądanie dążeń jego bohaterów bywa hipnotyzujące”, wyjaśnia reżyser „Panaceum”. „Stwierdziłem, że będzie lepiej dla filmu, jeśli ta postać nie będzie Amerykaninem, więc nie musiał zmieniać akcentu. W nawale wszystkich rzeczy, którym Banks musi stawić czoło w związku ze sprawą Emily, dochodzi jeszcze fakt, że pochodzi z zupełnie innej kultury”, dodaje Soderbergh. „Jude świetnie działa pod presją”, chwali aktora Jacobs. „Ma wielką charyzmę, świetnie prezentuje się na ekranie, to była dla niego idealna rola”. Law od razu zainteresował się projektem. „Banks znajduje się w punkcie swojego życia, w którym wszystko wydaje się do siebie idealnie pasować”, opowiada aktor. „Przeprowadził się z rodziną do nowego mieszkania. Jego pasierb dostał się do renomowanej prywatnej szkoły. Praktyka świetnie prosperuje, firmy farmaceutyczne walą do niego drzwiami i oknami, by pomagał im w testowaniu nowych leków. Nie ma pojęcia, że już niedługo los przestanie się do niego uśmiechać i jego życie stanie się koszmarem”. Law definiuje „Panaceum” jako wyrafinowany thriller dla dorosłych, osadzony w świecie psychiatrii oraz leków na receptę. „Jest w tym również dużo kryminału. Zwroty akcji sprawią, że widzowie nie będą do samego końca pewni, co się wydarzy – a może nawet wybiorą się do kina drugi raz, aby wszystko sobie poukładać w głowach”.

Dla Channinga Tatuma, który wciela się w Martina Taylora, był to już trzeci wspólny projekt z Soderberghiem. „Zatrudnienie Channinga było pomysłem Stevena i był to strzał w dziesiątkę”, wyjaśnia Burns. „Wyobrażałem sobie początkowo Martina jako starszego od Emily, ale Steven uważał, że wtedy wyjdzie nam kolejna Lolita. Channing jest idealny jako młody materialista wspinający się w hierarchii społecznej. Martin to przystojny chłopak, który trafił na Wall Street w poszukiwaniu spełnienia amerykańskiego snu – i go spełnił, nawet jeśli musiał przy tym kraść i oszukiwać”. To zupełnie inna rola dla Tatuma i właśnie dlatego Soderbergh się na niego zdecydował. „Ubrałem go w szyty na miarę garnitur i kazałem pracować z trenerem od dialektów nad sposobem wysławiania. Channing brzmi zupełnie inaczej w porównaniu do Magic Mike’a, naszego wcześniejszego filmu. A fakt, że wygląda i zachowuje się jak gwiazdor filmowy, jedynie pomogło nadaniu tej postaci odpowiednich rysów”. Aktor nie spodziewał się, że dostanie propozycję zagrania maklera-przestępcy. „Pochodzę z Południa, nie chodziłem do college’u”, wyznaje Tatum. „Ale Steven wierzył, że w ten sposób opowiadana historia będzie ciekawsza, zamiast angażować kogoś, kto wcielał się w podobne postaci setki razy. Martin to facet, który chciał coś osiągnąć i zrobił wszystko, by to zrobić. Przekonał sam siebie, że to nie jest oszustwo – że mu się to należy” kontynuuje aktor. „W przypadku Emily, nie zakochał się w niej samej, ale w swoim wyobrażeniu niewinnego, kruchego kwiatuszka, który będzie mógł stawiać za każdym razem na piedestale, być jej rycerzem na lśniącym koniu. To dla niego po prostu kolejne trofeum”.

Laureatka Oscara Catherine Zeta-Jones również pracuje z Soderberghiem po raz trzeci, tym razem wcielając się w lodowatą i wyrafinowaną dr Victorię Siebert. „Podobała mi się wizja Catherine w takim filmie”, opowiada reżyser. „Jeśli robię thriller psychologiczny osadzony w Nowym Jorku, ona musi się w nim znaleźć. Chociaż tak naprawdę zaproponował ją Scott, a ja od razu skarciłem się w myślach, że sam na to nie wpadłem”. Dr Siebert to psychiatra, która jako pierwsza zajmuje się leczeniem depresji u Emily, zaraz po tym jak mąż dziewczyny trafia do więzienia. Postać ta daje widzom inny punkt widzenia głównej bohaterki, „Pomiędzy nią a Banksem wywiązuje się ciekawy konflikt, zaczynają grać w niebezpieczną odmianę zabawy w kotka i myszkę”, mówi di Bonaventura. „Dr Siebert wydaje się dość otwarta, ale w miarę rozwoju sytuacji zaczynamy domyślać się, że po prostu chroni swój tyłek i robi wszystko, żeby to na Banksa spadła cała wina”. Według Zety-Jones „Panaceum” to idealny materiał do ukazania najlepszych cech reżyserskich Soderbergha. „Przepięknie napisany scenariusz, ze świetnymi dialogami, zwrotami akcji i ciekawą intrygą, podejmujący ważne kwestie społecznie. Przeczytałam w życiu wiele scenariuszy i przeważnie wiem, w jakim kierunku zmierzają, co się wydarzy. Tym razem nie miałam najmniejszego pojęcia!”. Aktorka, podobnie jak jej koledzy i koleżanki z planu, bardzo zachwala umiejętności reżyserskie Soderbergha. „Przykłada wielką wagę do doboru ról. Wybiera aktorów, którzy pasują do jego systemu pracy – bardzo profesjonalny plan zdjęciowy, lecz bez większych prób, kręcenie sceny za sceną, ale zawsze ze świadomością, że Steven czuwa za kamerą”.

Według Gregory’ego Jacobsa Soderbergh zawsze przyciąga wielkie aktorskie talenty z kilku powodów. „Po pierwsze, jego filmy mówią same za siebie. Realizuje projekty, w które wierzy, którymi chce coś przekazać. Po drugie, świetnie się z nim współpracuje. Naprawdę interesuje go to, co aktorzy są w stanie wnieść do projektu, wszyscy na planie to odczuwają”. Na potrzeby swoich ról i Law, i Zeta-Jones dużo czytali o psychofarmakologii oraz długo dyskutowali z dr Bardeyem. „Psychiatrzy muszą dokładnie ocenić, co jest objawem niepoczytalności, a co nie. Sasha jest w tym mistrzem, nauczył nas wymawiać długie nazwy leków, języka ciała ludzi z tego środowiska, a także pomógł zrozumieć specyficzne relacje na linii lekarz-pacjent”, opowiada Law. „To kwestia znalezienia równowagi pomiędzy sympatią i empatią”, wyjaśnia psychiatra. „Postać Jude’a ma wielką potrzebę pomagania pacjentom za wszelką cenę, ale doprowadza to ostatecznie do nieprzewidzianych i niepożądanych konsekwencji. Chcąc pomagać, Banks przekracza wszelkie granice”.

ZA KULISAMI „PANACEUM”

Zdjęcia do „Panaceum” powstawały głównie w lokacjach w i wokół Nowego Jorku, które Soderbergh nazwał „onieśmielającymi”. „W tym mieście nakręcono wiele wspaniałych filmów”, wyjaśnia reżyser. „To przecież tu powstawały arcydzieła Sidneya Lumeta, Martina Scorsese czy Alana Pakuli. Postanowiłem, że lokacje muszą stać się organiczną częścią Panaceum. Nie ma w tym filmie żadnych efektownych montażówek z ujęciami Nowego Jorku. Nie pokazuję jakichś nieznanych części miasta tylko dlatego, że mogę. Najważniejsza jest opowiadana historia. Nie oznacza to, że nie szukaliśmy interesujących, nietypowych lokacji, ale nie wybraliśmy żadnych, w których by nie mogli bywać nasi bohaterowie”. Na szczęście protagoniści „Panaceum” znają dość dużo imponujących nowojorskich miejsc i krajobrazów, łącznie z legendarną restauracją Le Cirque, hotelami Waldorff-Astoria oraz Intercontinental, domem pogrzebowym Franka E. Campbella na Upper East Side oraz innymi wyrazistymi punktami Nowego Jorku. Fabuła prowadzi również publiczność do bardziej mrocznych zakątków miasta: Taconic Correctional Facility w Bedford Hills, Queens House of Detention, Bellevue Hospital na Manhattanie oraz położonym na Wards Island Manhattan Psychiatric Center, które funkcjonuje zarówno jako więzienie, jak i szpital dla psychicznie chorych oskarżonych o różne zbrodnie.

„Steven dąży w każdym swoim filmie do maksymalnego realizmu – bardzo lubi kręcić w prawdziwych lokacjach”, informuje producent Gregory Jacobs. „Zawsze wybiorę lokacje od kręcenia w studiu, w szczególności jeśli chodzi o Nowy Jork”, dodaje reżyser, który po raz piąty podjął współpracę ze scenografem Howardem Cummingsem. „Steven lubi, gdy lokacje stają się częścią opowieści – dokonujemy czasem nietypowych wyborów, ale nigdy nie rezygnujemy z realizmu”, dodaje Cummings. Twórcy spędzili wiele czasu nad wyborem odpowiedniego mieszkania dla Emily. „Wylądowaliśmy ostatecznie na 157. ulicy, w Morningside Heights na północnym Manhattanie”, mówi Cummings, „Steven zakochał się w okolicy, uważał, że idealnie ukazuje upadek Emily w hierarchii społecznej. Dziewczyna stała się częścią skandalu związanego z jej mężem, odwrócili się od niej wszyscy przyjaciele, próbuje na nowo zdefiniować swoje życie”. Dla większości mieszkańców Manhattanu mieszkanie to mogłoby się wydawać dość przestronne, jednak dla Emily jest wielkim zawodem. „Jej sypialnia jest tak naprawdę przerobioną jadalnią z dodanymi drzwiami. Aby dostać się do łazienki, trzeba przejść przez kuchnię”, opowiada Cummings. „Wiedziałem, że to mieszkanie spodoba się Stevenowi. Ograniczone przestrzenie działają na jego wyobraźnię. Wybiera kąty ustawienia kamery, na które normalnie by się nie zdecydował”.

Aby podkreślić wszystko, co Emily straciła w życiu, Soderbergh zdecydował się na sceny retrospekcji jej szczęśliwych lat z Martinem. „Chciał ich pokazać bogatych i radosnych”, mówi Cummings. „Małe mieszkanko na Manhattanie stanowi niezły kontrast do wielkiej posiadłości z trawnikiem, która symbolizowała ich wcześniejsze życie. Martha Stewart nie wymyśliłaby lepszego domu”. Soderbergh wyróżnił wizualnie te sekwencje za pomocą kręcenia kamerą z ręki oraz użycia wielu jasnych kolorów, których brakuje w pozostałej części filmu. „Krótkie retrospekcje są zalane słońcem, wizualnie letnie, pełne optymizmu”, mówi reżyser. „Tylko w nich zobaczycie czerwień, żółć, pomarańcz i inne żywe kolory. Przez resztę czasu pozostajemy w niebieskawo-szarej kolorystyce, która jest typowa dla Nowego Jorku w momencie, kiedy zima zaczyna ustępować wiośnie”. W dużym kontraście do mieszkania Emily jest utrzymane nowe mieszkanie dr Banksa, które odzwierciedla jego zawodowy awans. „Wszystko musiało być kompletnie nowe”, wspomina Cummings. „Wszystkie urządzenia ledwo ruszane, całość utrzymana w czerni oraz bieli, bardzo współcześnie, z kilkoma antykami dorzuconymi w celu wprowadzenia odrobiny klasycznego klimatu”.

Sceny w szpitalu psychiatrycznym nakręcono w prawdziwym centrum psychiatrycznym, na nieużywanym oddziale operacyjnym. „Staraliśmy się przekazać podskórnie atmosferę terroru”, wyjaśnia Cummings. „To w zasadzie więzienie – ludzie dostają tam leki, zapewnia im się opiekę, ale to i tak więzienie. Wszystko jest utrzymane w szpitalnej zieleni, która wywołuje depresyjne myśli”. Na planie zdjęciowym w szpitalu kręciło się mnóstwo ochroniarzy. „Musieliśmy za każdym razem przechodzić przez dwa punkty kontrolne”, wspomina Zeta-Jones. „W tej placówce znajdowali się pacjenci, którzy zostali zamknięci z powodu ekstremalnie brutalnych czynów. Nie było w tym nic udawanego, dzięki temu atmosfera stała się bardziej autentyczna”. Ekipa produkcyjna uzyskała również cenny dostęp do sali sądowej na 100 Center Street, gdzie odbywają się nowojorskie procesy w sprawach o morderstwo. „Nikomu nie udaje się tam wejść z kamerą”, zachwyca się Cummings. „Ale Steven kręci z minimalnym oświetleniem oraz małą ekipą, więc dostaliśmy jednodniową szansę. Tylko Steven potrafi kręcić tak, by zarejestrować w ciągu jednego dnia materiał, który inni zbieraliby przez tydzień. To miejsce to kolejny element dodający opowieści autentyzmu”.

Efektywność pracy jest jednym z wyznaczników reputacji Soderbergha, który jak zawsze stał się również autorem zdjęć do swojego filmu oraz zajął się montażem całości. „Dzięki temu, że sam stoi za kamerą, wypracowuje w każdym swoim obrazie niepowtarzalny język filmowy”, opowiada Burns. „Dzięki jego wielu talentom mogliśmy nakręcić Panaceum przy relatywnie niskim budżecie”. Każdego wieczora Soderbergh montował materiał, który nakręcił w ciągu dnia zdjęciowego. „Widzieliśmy w ten sposób codziennie efekt naszej pracy, zamiast czekać na to kilka tygodni”, zachwala reżysera di Bonaventura. „Dało nam to wielką przewagę, ponieważ mogliśmy od razu ocenić, czy dokonywane przez nas wybory były właściwe”. Cummings i Soderbergh podjęli również współpracę z kostiumografką Susan Lyall, tworząc na potrzeby głównej bohaterki realistyczną, acz zróżnicowaną garderobę typowej pracującej dziewczyny z Manhattanu. „Pomyśleliśmy, że Emily powinna nosić dużo czerni, bo to bardzo nowojorskie”, wyjaśnia Lyall. „Pracuje w agencji reklamowej, więc ma to tym większy sens, ale w ten sposób ograniczyliśmy również mocno jej świat wewnętrzny. W dodatku Rooney jest bardzo szczupłą kobietą, więc bardzo łatwo ją ubraniami przytłoczyć. Trzymaliśmy się prostoty i klarowności”.

Bohater Jude’a Lawa dał Lyall więcej zawodowej radości. „Ubraliśmy go w piękne, skrojone na miarę garnitury, ponieważ Sasha Bardey właśnie takie nosi”, wyjaśnia kostiumografka. „Banks odnosi sukcesy, piszą o nim w prasie, występuje w sądach w roli eksperta. Wszystkie te elementy wpływają na jego ubiór, ale nie chcieliśmy przesadzać za bardzo w stronę korporacyjnych garniturów, więc dodawałam mu subtelne elementy typu kolorowe koszule czy kamizelki, które łagodziły cały wygląd”. Zeta-Jones i Tatum również otrzymali ekskluzywne stroje. „Bohaterka Catherine należy do śmietanki towarzyskiej Wschodniego Wybrzeża, jest również autorytetem w wielu kwestiach medycznych i ubiera się tak, jak na autorytet przystało. Bohater Channinga jest natomiast naturalną częścią świata wielkiego biznesu, świata pięknych garniturów kojarzonych Wall Street, więc nawet ubrany na luzie, musiał wyglądać odpowiednio wystawnie”. Di Bonaventura mówi na koniec, że „Panaceum” okazał się jednym z najłatwiejszych do wyprodukowania filmów w jego karierze. „Cała ekipa rozumiała się tak świetnie, że aż przyjemnie było tam przebywać. To wszystko zasługa Stevena”, mówi producent. „Podchodzi do każdego scenariusza z wielkim zrozumieniem tego, co chce osiągnąć, dzięki temu wszyscy wiedzą, jaki film tworzą. Mam nadzieję, że widzom spodoba się efekt naszej pracy”.