Trans: zatarcie granic między pożądaniem, rzeczywistością a sugestią

2013-06-25 14:36

Simon (James McAvoy) to licytator sztuki, który dołącza do złodziei, żeby ukraść obraz wart miliony dolarów. W trakcie kradzieży doznaje urazu i traci przytomność – po przebudzeniu się odkrywa, że stracił pamięć i nie wie, gdzie schował skradzione dzieło sztuki. Kiedy przywódca gangu (Vincent Cassel) dochodzi do wniosku, że tortury nie pomogą wyciągnąć z Simona informacji, zatrudnia hipnoterapeutkę (Rosario Dawson). Kobieta zgłębia podświadomość Simona, co prowadzi do zatarcia granic między pożądaniem, rzeczywistością, a sugestią.

TŁO HISTORII

Po nakręceniu „Slumdoga. Milionera z ulicy”, zacząłem szukać nowego projektu, który mógłbym zrealizować z producentem Christianem Colsonem. Po głowie chodziły mi dwa filmy – ekranizacja książki Arona Ralstona, czyli późniejsze „127 godzin”, a także „Trans”. - mówi reżyser Danny Boyle.

„Nie miałem wątpliwości, że John Hodge napisze świetny scenariusz. Pracowaliśmy już razem przy „Trainspotting” i „Płytkim grobie”. Christian zajął się prawną stroną ekranizacji, a John miał swobodę przy pisaniu tekstu.” - dodaje.

„Doskonale rozumiałem wizję Danny'ego. To opowieść o trojgu ludzi, którzy znaleźli się w ekstremalnej sytuacji. Targają nimi namiętność, agresja, egoizm i chciwość. Znam Danny'ego od lat i wiem, że intrygują go historie o ludziach pchniętych do skrajności. Opisywanie ich to dla scenarzysty ogromna przyjemność”. - mówi Hodges.

Żeby uniknąć mrocznego, starodawnego klimatu charakterystycznego dla klasycznych thrillerów kina noir, reżyser postanowił nadać produkcji ładunek emocjonalny i pokazać nowe oblicze femme fatale. Film zaczyna się jak typowe kino o skoku i kradzieży, ale szybko nabiera ciekawych barw i nic nie jest już tak oczywiste.

„Pragnąłem odświeżyć klasyczny gatunek filmowy, ale zrobić to w taki sposób, by wyszło realistycznie i nowocześnie. Chciałam nadać nowy wymiar emocjonalny – inny niż w typowych produkcjach tego gatunku. Nie ma żadnych norm, hierarchii, krewnych czy bliskich. Główni bohaterowie są skazani tylko na siebie. Siła tego typu produkcji jest to, że bohaterowie działają sami, poza prawem.” - mówi reżyser.

„Zależało nam na tym, żeby do końca nie było wiadomo, jaka jest prawda. Bohaterowie polegają na tym, co od siebie usłyszą, a ich rozmowy nie są szczere, tylko podszyte kłamstwem lub manipulacją. To, co najbardziej wciągające, to próba złożenia wszystkich elementów w całość.” - mówi scenarzysta.

Scenariusz powstawał w latach 2009-2011. W 2011 roku wytwórnie wyłożyły budżet i można było przejść do obsadzania głównych ról.

AKTORZY

„W tym filmie były trzy świetne role do zagrania. Dobrze skonstruowani bohaterowie od razu podnoszą wartość produkcji. Kiedy robiliśmy z Johnem „Płytki grób”, również mieliśmy do czynienia z trzema wybitnymi rolami – bohaterowie walczyli o to, kto będzie w centrum zainteresowania. W tym przypadku mamy do czynienia z intrygującym trójkątem. Trudno stwierdzić, czyja, tak na dobrą sprawę, jest ta historia. Zaczyna się jako opowieść o Simonie, ale na koniec mamy wrażenie, że to historia Francka. Elizabeth pojawia się gdzieś w środku i sprawia, że już nic nie jest takie samo.” - mówi Boyle.

James McAvoy (Simon)

Aktor ma na swoim koncie główne role – między innymi w „X-Men : Pierwsza klasa” , „Ostatnim królu Szkocji” i „Pokucie”.

McAvoy przyznaje, że postać Simona od razu go zaintrygowała : „Przeczytałem scenariusz i byłem w szoku. Ten film łączy kilka gatunków – między innymi kino o skokach i thriller psychologiczny. Scenariusz nie należał do najłatwiejszych. Podczas castingu zachwyciłem się stylem pracy Danny'ego Boyle'a – jeszcze nigdy nie kierowano mną podczas przesłuchania w taki sposób. Nawet, gdybym nie dostał tej roli, fajnie było wzbogacić się o takie doświadczenie. Oczywiście bardzo mi zależało na tym, żeby zagrać w tej produkcji, więc kiedy Danny zadzwonił i zapytać, czy chcę tę rolę, byłem wniebowzięty. Zapamiętałem każdy dzień spędzony na planie. „Trans” to odważna, wciągająca historia, która postawiła przede mną niejedno wyzwanie aktorskie.”

„Każda produkcja Danny'ego to nietuzinkowa i oryginalna historia łącząca kilka gatunków filmowych. On nie boi się przekraczania granic i łamania konwencji. Razem z Anthonym Dodem Mantlem (zdjęcia) mają tyle energii i entuzjazmu, że praca staje się prawdziwą przyjemnością – nie można nie zarazić się ich optymizmem. Oczywiście zdarzały mi się chwile zwątpienia, ale bardzo krótkie. Danny potrafił przywrócić mi wiarę w to, że warto dawać z siebie wszystko i próbować, bo bez tego nie przekonamy się, czy coś ma sens.” - dodaje aktor.

Jak mówi Danny Boyle : „Początkowo wydawało mi się, że James jest za młody do tej roli, ale kiedy wcielił się w Simona, nagle wydoroślał. To było bardzo intrygujące. Powiedziałem mu, że wydał m się starszy niż w poprzednich produkcjach, co raczej nie jest typowym komplementem, jaki mówi się aktorom. Lubią być dojrzali, ale nie starzy. Poprosiłem Jamesa, żeby nie zmieniła swojego szkockiego akcentu, bo uwielbiam brzmienie jego głosu. Okazało się, że rzadko ma możliwość grania swoim naturalnym głosem. Oczywiście Vincent również mówił tak, jak na co dzień. Może po prostu lubię aktorów z akcentami? Pracowałem m.in z Ewanem McGregorem i Cillianem Murphym. Cała moja rodzina pochodzi z Irlandii, wiele razy pracowałem w Szkocji i poznałem wielu fantastycznych brytyjskich aktorów. Stałem się wielkim fanem Jamesa McAvoya – jest fenomenalny. Wypadł świetnie, a jego rola wcale nie należała do łatwych.”

„Simon ma najbardziej złożoną osobowość z trójki bohaterów. Początkowo jest ofiarą, ale wraz z rozwojem akcji zaczynamy patrzeć na niego jak na winnego. Ma obsesję, obsesję na tle seksualnym. Okazuje się, że miał problemy z hazardem. Reprezentant klasy średniej, szanowany licytator sztuki, ma swoje demony. I one ciągną go w dół.” - mówi scenarzysta John Hodge.

Vincent Cassel (Franck)

Cassel to jeden z najlepszych współczesnych francuskich aktorów. Na swoim koncie ma udział w takich filmach jak „Nienawiść”, „Wróg publiczny numer jeden” czy „Nieodwracalne”.

„Scenariusz zaintrygował mnie tym, że z początku to typowa historia o skoku, a po dwudziestu paru stronach okazuje się, że film to mieszanina gatunków. Nie wiadomo, kto jest tym dobrym, a kto tym złym. Bohaterowie się zmieniają. Nie warto ich oceniać, bo i tak nas zaskoczą. Okazuje się, że zbyt pochopnie wyrobiliśmy sobie o nich zdanie.” - mówi aktor.

„Vincent to jeden z lepszych aktorów, z jakimi miałem okazję pracować. Mimo że świetnie zna angielski, to jednak nie jest to jego naturalny język, co zawsze stanowi przeszkodę, ale on bez problemu ją pokonał. Rzadko mam okazję pracować z tak wybitnymi artystami jak on.” - mówi Boyle.

Reżyser wspomina, gdy kręcił w bloku w South Kensington. Okazało się, że w jedno z mieszkań zajmuje francuska rodzina. Mały chłopiec przycupnął na klatce schodowej w piżamie i obserwował Vincenta. Był zachwycony. „Patrzył na niego jak na cud. Dla niego Vincent był jak Marlon Brando dla małego Amerykanina.” - mówi Boyle.

„Dobry scenariusz i dobry reżyser bardzo ułatwiają aktorowi pracę. Jeśli dialogi są dobre, nie trzeba wkładać w ich wypowiadanie dodatkowego wysiłku, wystarczy grać. A kiedy reżyser wie, czego chce i potrafi to wyegzekwować -a właśnie tak jest w przypadku Danny'go- aktor po prostu gra. Danny nie bał się próbować nowych rozwiązań. Jego filmy są bardzo nowatorskie, ale on wywodzi się ze środowiska teatralnego, więc ma bardzo naturalne podejście do aktorów.” - kontynuuje aktor i dodaje : „Danny przykłada dużą wagę do wizualnej strony filmu, ale nie chodzi tylko o robienie na widzach wrażenia. Każde ujęcie jest piękne i niepowtarzalne, a przede wszystkim, opowiada historię.”

Hodge uważa, że Cassel idealnie pokazał złożoną osobowość Francka : „Wydaje się być zwykłym zbirem, ale z czasem uświadamiamy sobie, że tkwi w nim dużo więcej, niż zakładaliśmy, a wręcz zaczyna budzić nasze współczucie. Odkrywa, że bycie gangsterem nie opisuje jego jako człowieka.”

Członkowie gangu Francka różnią się od obrazu typowego, współczesnego londyńskiego gangu.

„Chcieliśmy pokazać, jak wyglądają angielskie zbiry, ale nie kopiować takich produkcji jak filmy Guya Ritchiego. Zależało nam na tym, żeby odejść od takiego obrazu i złamać stereotyp. Gdybyśmy kręcili we Francji, Vincent byłby zbyt stereotypowy, ale u nas wypadł świetnie.” - mówi Boyle.

„Jestem dumny z mojego gangu. Są rewelacyjny.” - śmieje się Cassel.

Rosario Dawson (Elizabeth)

Ma na swoim koncie role w takich filmach jak „Sin City : Miasto Grzechu”, „Siedem dusz” czy „25. godzina”. Pracowała z takimi reżyserami jak Spike Lee, Quentin Tarantino czy Chris Columbus. „Uwielbiam ją i bardzo chciałem z nią pracować. Poznaliśmy się kilka lat temu przy okazji projektu, który nie doszedł do skutku. Być może nie będzie zadowolona z tego, co teraz powiem, ale uważam, że jeszcze żaden reżyser nie pokazał pełni jej talentu.” - mówi Boyle.

„Jeszcze nigdy nie grałam takiej postaci jak Elizabeth. Wcielałam się w kobiety, które budzą antypatię, ale w po pewnym czasie można się z nimi identyfikować. Elizabeth jest tak skryta, że prawie nie okazuje emocji. Trzeba zwracać uwagę na takie niuanse jak to, czy ma spięte czy rozpuszczone włosy. Wszystko, co jej dotyczy, jest niedopowiedziane. Stanowi ciekawą przeciwwagę dla dwóch pozostałych bohaterów.” - mówi aktorka.

„W moich filmach nie brakuje intrygujących kobiet, ale historie zawsze dotyczą mężczyzn. W tym przypadku, kobieta jest równie ważnym ogniwem opowieści jak i mężczyźni.” - mówi Boyle.

Początkowo reżyser chciał osadzić akcję filmu w Nowym Jorku i zaangażować do roli Elizabeth angielską aktorkę, ale zmienił zdanie.

„Od początku miałem taką wizję, że Elizabeth pochodzi z zupełnie innego środowiska. To ważne dla fabuły – dziewczyna nie ma nikogo bliskiego, nie ma się do kogo zwrócić. W filmach noir jest charakterystyczne napięcie wynikające z tego, że bohaterowie są w pewnym sensie odizolowani od reszty świata – wszystko rozgrywa się na małej przestrzeni i między garstką bohaterów. Elizabeth nie może pobiec do kogoś, kto udzieli jej wsparcia. Musi być silna i radzić sobie w pojedynkę.” - dodaje reżyser.

Dawson przygotowywała się do roli uczęszczając na seanse hipnozy i czytając książki na tematu hipnoterapii. Obserwując relacje między terapeutami a pacjentami, zaczęła budować obraz swojej bohaterki. „Kilka razy nawet poddałam się hipnozie, a na plan przychodził hipnoterapeuta, który pomagał nam przy poszczególnych scenach. Hipnoterapeuci są obdarzeni niezwykłą pewnością siebie i wiarą w swoje umiejętności – nie widziałam tego u przedstawicieli innych profesji.” - mówi aktorka.

„Elizabeth to kobieta po przejściach, która postanowiła odciąć się od przeszłości i już do niej nie wracać. Jako hipnoterapeutka, manipuluje mężczyznami, bo daje jej to poczucie władzy i bycia górą.” - mówi John Hodge.

„Danny to wulkan energii. Ma w sobie mnóstwo pasji i bez przerwy jest w ruchu. Nieważne, czy byliśmy zmarznięci, czy zmęczeni – bez przerwy mobilizował nas do pracy i powtarzał, że nie może się doczekać tego filmu.” ­- mówi o reżyserze aktorka.

JAK POWSTAWAŁ „TRANS”

Latem 2011 roku scenariusz był gotowy, obsada wybrana, a budżet przydzielony. Okazało się jednak, że pojawiła się nietypowa komplikacja – Danny Boyle miał wyreżyserować ceremonię otwarcia XXX Letnich Igrzysk Olimpijskich, a to ogromne przedsięwzięcie wymagało poświęcenia mu dużo czasu i pracy. Samo nakręcenie filmu zakończyłoby się jesienią 2011 roku, ale reżyser nie miałby czasu doglądać montażu, komponowania muzyki i udźwiękawiania.

Jak wspomina reżyser : „Gdybym w tamtym okresie poświęcił się tylko i wyłącznie igrzyskom olimpijskim, dostałbym kręćka. Miałem szczęście, że równolegle pracowałem nad spektaklem „Frankenstein” i „Transem”. Dzięki temu rozwijałem się jako twórca i mogłem w pełni cieszyć się zaszczytem, jakim jest reżyserowanie otwarcia olimpiady.”

„Mogliśmy przełożyć zdjęcia na później, ale byliśmy gotowi do pracy. Mieliśmy scenariusz, obsadę i fundusze. Nie chcieliśmy zwlekać, zwłaszcza że takie posunięcia zawsze wiążą się z ryzykiem – ktoś może wycofać dofinansowanie, ktoś może zrezygnować z udziału w produkcji. Dlatego postanowiliśmy jak najszybciej zacząć kręcić – nie chcieliśmy zaprzepaścić szansy na zrobienie tego filmu!” - mówi producent Christian Colson.

Zdjęcie zaczęły się we wrześniu 2011 roku. Powstawały w Three Mills Studios oraz w Londynie, co dało Boyle'owi możliwość powtórzenia współpracy z dawnymi kolegami.

Kostiumy

Autorką kostiumów jest Suttirat Larlarb, która pracowała już z Dannym Boyle'em przy filmach „127 godzin”, „Slumdog : Milioner z ulicy” i „W stronę Słońca”.

„Historia opowiedziana w „Transie” rozgrywa się w męskim świecie. Jedyną kobietą, jaką pokazano, jest Elizabeth. To stworzyło ciekawą dynamikę. Elizabeth to silna, dominująca osobowość. Z punktu widzenia kostiumologa, to było ciekawe wyzwanie. Nie chcieliśmy robić z Elizabeth wampa. To nie miała być stereotypowa femme fatale”. - mówi Suttirat.

„Jej profesja jest kluczowa. Chciałam, żeby Elizabeth ubierała się w taki sposób, by wzbudzać w klientach zaufanie. Wybrałam stonowane stroje w neutralnych kolorach. Rosario Dawson jest przepiękna. Niełatwo było ubrać ją w taki sposób, by dyskretnie odwrócić uwagę od jej urody.” - dodaje kostiumolog.

Z kolei Simon i Franck to dwa silne, choć zupełnie różne, charaktery, dlatego Suttirat podeszła do nich w różny sposób : „Franck jest Francuzem – ceni sobie elegancję. Kiedy znajdzie koszulę, która mu się podoba, kupi tuzin identycznych. Nie chce zaprzątać sobie głowy tak prozaicznymi sprawami, ale che dobrze wyglądać. Postawiłam na kilka stałych elementów i łączyłam je ze sobą przez cały film. W przypadku Simona, pragnęłam podkreślić, że wspina się po drabinie społecznej i awans społeczny to jego główny cel.” - dodaje Suttirat.

„Filmy Danny'ego zachwycają swoją wizualną stroną, ale nie są przestylizowane. Na ogół składa się obraz, ale i odpowiedni montaż i muzyka. Danny zawsze ma jasną wizję, którą potrafi nam wytłumaczyć i dzięki temu powstają elementy tworzące spójną całość. Kostiumy podkreślają osobowość bohaterów – nie są tylko fajnymi ciuchami wpadającymi w oko.” - podsumowuje kostiumolog.

Zdjęcia

Anthony Dod Mantle współpracuje z Dannym Boylem od lat. „Zrobiliśmy już razem pięć czy sześć filmów, więc mamy już swoje metody. Wystarczy rzucić kilka słowa-kluczy, rozumiemy się w locie. Gdy kręciliśmy „127 godzin”, doszliśmy do wniosku, że należy oddać atmosfery suszy i unoszącego się pyłu, a w przypadku „Slumdoga” najbardziej liczyło się szybkie tempo, bo bohater sporo się nabiegał. Zjeździliśmy cały Londyn, szukając odpowiednich lokalizacji. Każdy film Danny;ego jest utrzymany w innej palecie kolorystycznej i w innym tempie. W tym przypadku najważniejszy był tytułowy trans, ale chcieliśmy pokazać go w subtelny sposób.” ­ - mówi autor zdjęć.

„Kiedy opowiedział mi o tym projekcie po raz pierwszy, opisał go jako „nic wielkiego”. Mówi tak o wszystkich swoich produkcjach – może w porównaniu do igrzysk olimpijskich rzeczywiście są mało spektakularne.” - śmieje się Mantle.

Boyle traktuje takie elementy jak scenografia i zdjęcia jako jeden ze sposobów na pokazanie, kim są bohaterowie. Dod Mantle i scenograf Mark Tildesley przedstawili reżyserowi wiele różnych opcji.

„Pierwsze sceny kręciliśmy przez pleksiglas, żeby obraz był nieco dziwny. To było ryzykowne posunięcie, ale chcieliśmy, żeby widzowie poczuli się, jakby sami byli w transie i patrzyli na lekko zniekształconą rzeczywistość.” - tłumaczy Tildesley.

Reżyserowi zależało na tym, żeby pokazać Londyn w uniwersalny sposób – tak, by dać widzom do zrozumienia, że akcja mogłaby się rozgrywać w dowolnym dużym europejskim mieście.

„Kocham Londyn i uwielbiam z nim pracować. Zawsze staram się pokazać widzom nieznaną część tej metropolii, bo ona stale się zmienia. W tym filmie nie odgrywa aż tak ważne roli jak np. w „28 dni później” - potraktowaliśmy miasto bardziej jako tło zdarzeń.” - mówi Danny Boyle.

Scenografia

„Mark Tildesley to fenomenalny scenograf, który wspaniale oddał mroczną, gęstą atmosferę kina noir. W połączeniu ze zdjęciami Anthony'ego, otrzymaliśmy obraz, który zapiera dech w piersiach.” - mówi producent Christian Colson.

„Danny pragnął, żeby film naprawdę wprowadzał widzów w trans – stworzyć atmosferę, w której nie jesteśmy pewni, czy to, co widzimy na ekranie to czyjaś wizja, czy jednak rzeczywistość. Pierwsze, co mi powiedział, to że nie chce robić kolejnego typowo londyńskiego filmu. Wybraliśmy lokalizacje dalekie od głównych punktów turystycznych.” - mówi Tildesley.

Mieszkanie Simona znajduje się we wschodnim Londynie, w nowo-wybudowanych Elektron Towers.

„Przyznaję, to dość nietypowy wybór. Okolica nie jest szczególnie ładna, ale ma charakter. Danny wymyślił, żeby z mieszkania Simona rozciągał się widok na dzielnicę biurową Canary Wharf i O2 Arena.” - mówi scenograf i dodaje : „Danny działa nieszablonowo. Kiedy wydaje nam się, że rozumiemy jego koncepcję, on nagle coś zmienia. Początkowo mamy wrażenie, że to chaotyczne, ale potem wszystko składa się w spójną całość. Elizabeth mieszka na Harley Street – od razu wiadomo, że jest zamożna. Jej mieszkanie jest dziwne, bo nie ma w nim żadnych zdjęć, zupełnie jakby bohaterka nie miała rodziny ani przyjaciół. Danny pragnął podkreślić intrygującą osobowość Elizabeth w dziwaczny sposób – w korytarzu mieszkania stoją ściany z żółtego pleksiglasu... W Azji, kolor ten symbolizuje szlachetność, za to na Zachodzie zdradę i dwulicowość.”

Dźwięk

Dźwięki i głosy odgrywają w tym filmie ważną rolę. Okazuje się, że tembr głosu terapeuty ma ogromne znaczenie, jeśli chodzi o wprowadzanie pacjenta w stan hipnozy. Twórcy postanowili zawrzeć ten element, co wymagało dużo pracy i cierpliwości.

„Rzadko się zdarza, by twórcy filmu potraktowali wypowiadane słowa jako element wizualnej strony filmu, ale przedstawiłem Simonowi Hayesowi (dźwiękowiec) swoją wizję – zależało mi na tym, żeby całkowicie odizolować dźwięk i nadać mu taki charakter, by dla widzów było jasne, że bohaterowie oddziałują na siebie tylko i wyłącznie głosem. Chodziło o stworzenie odrębnego świata, w którym rozgrywa się cała akcja. Nigdy wcześniej nie przykładałem do dźwięku aż takiej wagi, ale w tym przypadku był kluczowy.” - tłumaczy reżyser.

„To było ogromne wyzwanie, ale ten film jest po części o tym, jak wielką moc ma ludzki głos. Musieliśmy to uchwycić. Hipnoza opiera się na głosie i na programowaniu neurolingwistycznym czyli określonych sposobach komunikacji i wpływaniu na odbiorcę.” - dodaje producent.

Simon Hayes przyznaje, że od samego początku zdawał sobie sprawę z tego, że czeka go ciężka praca : „Danny od razu mi powiedział, jak ważną rolę w tej produkcji odgrywa dźwięk. Dużo rozmawialiśmy o jego pomysłach i oczekiwaniach, zwłaszcza tych dotyczących scen transu. W wielu scenach musiałem zbliżać mikrofon prawie do ust aktorów – w taki sposób, że prawie wchodziłem w kadr. To było nie lada wyzwanie, ale ciężka praca przyniosła efekty.”

Montaż

Jon Harris mówi o Dannym Boyle'u, że lubi działać szybko, dlatego proces montowania filmu odbywa się w określonym tempie i polega na reinterpretowaniu wizji reżysera. Współpraca między dwoma twórcami układa się jak po maśle, bo pracowali już razem przy „127 godzinach”, a Harris został nominowany do Oscara za ich zmontowanie.

„Danny lubi być zaskakiwany i poznawać cudzą interpretację swoich pomysłów. Nie ingeruje w moją pracę – wpada raz na tydzień zapytać jak idzie i to wszystko. Oglądamy to, co zmontowałem i rozmawiamy o efektach.” - mówi Harris i dodaje : „Danny dba o to, żeby było jak najwięcej ujęć do wyboru. Każdą scenę kręci z kilku perspektyw, żeby przekonać się, która wygląda najlepiej. Jest pełen energii i nie boi się ryzyka. Dzięki temu montażysta ma potem duże pole do popisu – dlatego zdjęcia trwają dwa miesiące, a montaż pół roku.”

Kiedy w filmie mamy do czynienia z trojgiem bohaterów o silnych osobowościach, niełatwo znaleźć równowagę w pokazywaniu ich. „Każdy aktor wczuwa się w graną przez siebie postać i stara się znaleźć w niej coś ludzkiego, nawet jeśli mowa o czarnym charakterze. W przypadku „Transu” mieliśmy do czynienia z bardzo skomplikowanymi ludźmi... To widzowie ich ocenią. Reakcja odbiorców będzie najważniejsza. Dlatego organizowaliśmy pokazy próbne, żeby znaleźć wspólny mianownik i wskazówkę dotyczącą tego, na kim się skupić. Odpowiedni montaż jest jak dobranie składników kulinarnych w idealnych proporcjach. Tylko dzięki temu upichcimy to, co chcieliśmy. W filmie pokazano rzeczywistość, ale i jej zakrzywiony obraz. Chodzi o to, żeby trzymać widzów w napięciu i nieustannie ich intrygować. Żeby osiągnąć ten efekt, trzeba dobrze dobrać składniki.” - tłumaczy montażysta.

Muzyka

Danny Boyle wielokrotnie współpracował z kompozytorem Rickiem Smithem – m.in. przy filmie ”Trainspotting”, ale i spektaklu „Frankenstein” oraz ceremonii otwarcia XXX Letnich Igrzysk Olimpijskich.

„Tuż po zakończeniu olimpiady dostałem od Danny'ego zabawny SMS – zapytał, czy nie chciałbym skomponować muzyki do jego nowego filmu, choć pewnie mam dość pracy z nim. Znamy się od dwudziestu lat. Nie mógłbym mu odmówić.” ­ opowiada kompozytor.

Podobnie jak inni współpracownicy Boyle'a, Smith również podkreśla, że reżyser lubi być zaskakiwany. „To kreatywny człowiek, który ceni tę cechę u innych. Zacząłem komponować nie znając szczegółów scenariusza, więc podszedłem do tego w oryginalny sposób. Danny kocha muzykę, rytm jest dla niego szalenie istotny. Znamy się od lat, co znacznie ułatwia współpracę. Dzieliłem się z nim swoimi pomysłami i sugestiami – przy niektórych utworach pracowaliśmy ściśle, przy innych pracowałem sam.” - mówi Smith.

Podczas pracy nad ceremonią otwarcia olimpiady, Smith pracował z brytyjską wokalistką Emeli Sande. Uznał, że jej głos pasuje do głosu Rosario Dawson i zaprosił piosenkarkę do współpracy nad ścieżką dźwiękową.

„Emeli zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Ma wielki talent, ale mocno stąpa po ziemi. Od razu dostrzegłem podobieństwo między jej twórczością, a bohaterką graną przez Rosario. Jednej z moich kompozycji brakowało tego czegoś – uznałem, że Emeli powinna napisać do niej tekst. Wyszedł cudowny, mroczny utwór.” - opowiada Smith.

GOYA

„Francisco Goya to ojciec sztuki współczesnej. On zaglądał w głąb umysłu. Wielu malarzy przelewało na płótno to, co widzieli oczyma. Goya miał inne spojrzenie na świat – namalował między innymi unoszące się w powietrzu czarownice, pod którymi stoi mężczyzna z zakrytą twarzą... Właśnie tak postrzegam Simona – jako kogoś, kto nie widzi co dzieje się wokół.” - mówi Boyle.

„Twórczość Goi pasuje do naszego filmu. Łączy je atmosfera czegoś nieuchwytnego, nadludzkiego. Obraz „Czarownice w powietrzu” doskonale oddaje fabułę – nad naszymi bohaterami też krąży coś nieopisanego, co ma wpływ na ich życie.” - dodaje producent.

Reżyser postanowił, że kradzionym obrazem będzie obraz Goi. „Pragnął pokazać coś barwnego i pięknego, ale i oderwanego od rzeczywistości. Twórczość Goi jest właśnie taka.” - mówi scenograf.

„Wybraliśmy „Czarownice w powietrzu”, bo to przedziwne i fascynujące dzieło sztuki. Przedstawia osła – symbol szaleństwa i lekkomyślności, mężczyznę z zasłoniętą twarzą, człowieka w agonii zakrywającego uszy. Ten obraz idealnie pasuje do naszego filmu.” - dodaje Tildesey.

Ekipa zgłębiła temat kradzieży dzieł sztuki. Twórcy odwiedzili londyńskie Art Loss Register współpracujące z FBI, CIA i Interpolem i dowiedzieli się, jak wygląda procedura w przypadku takich przestępstw.

„Ten obraz jest wyjątkowy – zawiera elementy rzeczywiste i nierzeczywiste, zupełnie jak nasz film. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak wielkie pieniądze tkwią w w handlu sztuką. Ceny dzieł sztuki w dużej mierze zależą od statusu z jakim się wiążą. Niedawno sprzedano obraz Giacomettiego za 100 milionów dolarów, choć wcale nie chodziło o jego przełomowe dzieło. Ceny windują bogaci ludzie, którzy walczą o prestiż.” - mówi producent.

Kolekcjonerzy, którzy wchodzą w posiadanie dzieł sztuki w nielegalny sposób, kojarzą się ze stereotypowymi czarnymi charakterami żywcem wyjętymi z „Doktora No”. Nie zawsze wieszają obrazy na ścianach – czasem chowają je w dobrze ukrytych sejfach. To dziwny, intrygujący światek.” - podsumowuje Cobb.

„Każdy z bohaterów nadaje obrazowi inną wartość. Dla Simona jest bezcenny, bo to wielkie dzieło sztuki. Dla Francka jest wart tyle, ile zapłaci za niego kolekcjoner. A dla Elizabeth ma wartość emocjonalną.” - tłumaczy reżyser.

HIPNOZA

Prawdziwy hipnotyzer w niczym nie przypomina magika. Nie oszukuje, a hipnotyzowane osoby nie grają. Oni naprawdę wchodzą w dziwny stan. Tracą wzrok, który po chwili jest im przywracany. Jak to działa? Nasz umysł jest niezbadany. Wydaje nam się, że w pełni panujemy nad tym co robimy i mówimy, a okazuje się, że nie zawsze tak jest.” - mówi Danny Boyle.

Twórcy zatrudnili profesora Davida Oakleya – psychologia klinicznego z University College London, który specjalizuje się w hipnozie.

Profesor Oakley opowiedział twórcom o historii hipnozy, a także o tym, jakie korzyści się z nią wiążą, ale i jakie ograniczenia.

„Przedstawiłem historię zjawiska, wyjaśniłem czym jest podatność na sugestię i jakie miejsce w psychologii zajmuje hipnoza. Opowiedziałem o badaniach, szczególnie o tych, które dotyczą bólu – w jednej ze scen, Elizabeth zaszczepia w podświadomości Simona skojarzenia, w wyniku którego odczuwa on ból, gdy widzi konkretny obraz.”

„Hipnoza opiera się na transie – odmiennym stanie świadomości, w którym zmienia się nasza wrażliwość na bodźce. Ludzie często mylą go z relaksacją, ale to nie to samo. Trans wcale nie musi być rozluźniający i przyjemny.”

„Kiedy aktorzy wczuwają się w rolę, używają technik zbliżonych do technik hipnotycznych. Dzięki temu rodzą się w nich uczucia i myśli charakteryzujące ich bohaterów.”

„Znacząca część fabuły opiera się na poszukiwaniu wspomnień, które stanowią bezpieczną przystań. Simon korzysta z iPada, na którym zbiera swoje wspomnienia i ma do nich bezpieczny dostęp, ponieważ jest – w pewnym sensie – od nich zdystansowany.”

Profesor Oakley wyjaśnia, że hipnoza umożliwia pacjentom odblokowanie wspomnień, do których nie chcą dotrzeć w sposób świadomy.

„Hipnozę można wprowadzać stopniowo i delikatnie. Czasem wystarczy odpowiednie pokierowanie rozmową na przykład na temat minionych doświadczeń, co wprowadza pacjentów w stan nieco zbliżony do transu.”

„Sugestie post-hipnotyczne i sposób, w jaki się je podsuwa to ważna część filmu. Hipnoza to technika stosowana przez psychologów wszelkiej maści – ich dziedziną jest psychologia, a hipnoza to tylko jedna z dostępnych metod pracy z pacjentem. Wymaga nabycia wielu zdolności, które opanowuje się latami.” ­podkreśla profesor Oakley.

„Nasza historia jest fikcyjna, ale jednocześnie realistyczna. Elizabeth działa nieetycznie, co nie znaczy, że to co robi jest niemożliwe.. .A to dość przerażająca wizja.” - podsumowuje Danny Boyle.

Materiały: imperial-cinepix.com.pl



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.