Dziewczyna z Lilią: nowy film Gondry’ego

2013-07-10 10:43

Nagrodzony Oscarem reżyser „ZAKOCHANEGO BEZ PAMIĘCI” z Kate Winslet i Jimem Carrey’em w rolach głównych – Michel Gondry powraca w szczytowej formie! Jego najnowsza produkcja to magiczne love story z plejadą największych francuskich gwiazd. W słynnej „AMELII” (Audrey Tautou) zakocha się przystojny łamacz serc z „HEARTBREAKERA” (Romain Duris), a towarzyszyć im będzie gwiazda absolutnego hitu „NIETYKALNI” (Omar Sy).
 

 

Colin - młody i bogaty wynalazca - ma praktycznie wszystko, czego zapragnie, z wyjątkiem miłości. Za sprawą przyjaciół poznaje piękną Chloe. Wzajemna fascynacja od pierwszego wejrzenia szybko przeradza się w miłość na całe życie. Po wymarzonym ślubie udają się w podróż. Po powrocie Chloe zapada na bardzo rzadką chorobę. Colin zrobi wszystko, aby uratować ukochaną.

 

Nowy film Gondry’ego to ekranizacja „Piany dni” – międzynarodowego bestsellera, określanego „najbardziej wzruszającą historią miłosną, jaka kiedykolwiek została napisana” (Raymond Queneau); autorstwa Borisa Viana – francuskiego pisarza słynącego z niezwykłej wyobraźni i nieprzeciętnego poczucia humoru. 

WYWIAD Z MICHELEM GONDRYM

KIEDY PRZECZYTAŁEŚ PO RAZ PIERWSZY „PIANĘ DNI”, KSIĄŻKĘ NA PODSTAWIE KTÓREJ POWSTAŁ SCENARIUSZ „DZIEWCZYNY Z LILIĄ”?

Jako nastolatek. Pierwszy przeczytał ją mój brat i polecił swojemu młodszemu rodzeństwu przeczytanie tej książki. Bez wątpienia zaczął czytać powieści Viana od „Pluję na wasze groby” i innych bardziej erotycznych pozycji, które Vian publikował pod pseudonimem Vernon Sullivan. A potem sięgnął po jego inne książki. W naszym domu nie słuchało się piosenek Borisa Viana, z zasady nie słuchaliśmy francuskich piosenek. Ale słuchaliśmy Duke’a Ellingtona – mój ojciec był jego wielkim fanem. No i Serge’a Gainsbourga. Choć nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy, Vian w jakiś sposób na połączył. Trudno jest mi przypomnieć sobie pierwsze wrażenia po lekturze, bo nie potrafię oddzielić prawdziwych wspomnień od fantazji. Mam w głowie pewien obraz: rzeź na lodowisku. I jeszcze przekonanie, że ta książka wpisuje się w kanon powieści o miłości, w których jedno z kochanków umiera. Wizję ekranizacji miałem na długo przed tym, nim zostałem reżyserem – to była wizja, w której kolor powoli ustępuje czerni i bieli. Przeczytałem „Pianę dni” dwa albo trzy razy, zanim przyszło mi do głowy, że mógłbym nakręcić film na jej podstawie.

CZY TWÓRCZOŚĆ BORISA VIANA MIAŁA JAKIKOLWIEK WPŁYW NA TWOJE WCZEŚNIEJSZE PROJEKTY, PRZED „DZIEWCZYNĄ Z LILIĄ”?

Vian miał wpływ na moją pracę z Björk. Konkretnie na teledysk, który ostatecznie nie został zrealizowany – pomysł opierał się na tym, że przedmioty są jak zwierzęta. Idea, że rzeczy mogą być bardziej żywe niż ludzie, bardzo do mnie przemawia. Jako dziecko często traktowałem przedmioty jak ludzi, miałem nawet wrażenie, że niektóre z nich knują coś przeciwko mnie! Czytanie Viana sprawiało mi ogromną przyjemność, a kiedy Björk popchnęła mnie do spenetrowania mojego własnego umysłu, wszystko to ze mnie wylazło. Do tego dołożyły się jeszcze filmy animowane, które widziałem – pamiętam krótkometrażowy film Charleya Bowersa, chyba z 1920 roku, w którym małe samochodziki wykluwały się kolejno z jaj skrytych pod maską dużego samochodu.

JAK DOSZŁO DO TEGO, ŻE POSTANOWIŁEŚ ZEKRANIZOWAĆ „PIANĘ DNI”?

Za sprawą producenta Luca Bossiego. Mieliśmy wielkie szczęście, że osoba, która zarządza prawami do dzieł Viana, Nicole Bertold, ma dużo bardziej nowoczesne poglądy, niż większość żyjących spadkobierców wielkich pisarzy. Luc napisał pierwszy draft scenariusza, który bardzo mi się spodobał, bo był bardzo wierny książce. Dalej pracowaliśmy razem, ale postanowiliśmy trzymać się pomysłu, by zacząć od tej wspaniałej, cudownej drukarni, w której powstaje książka. Według mnie, to pokazuje, że książka jest nadrzędna. Jest konkretna i niezniszczalna. Drukarnia to także sygnał, że historia właśnie się pisze. Bo gdy czytasz „Pianę dni” masz wrażenie, że koniec już dawno został napisany i mocno odczuwasz jego nieuniknioność. To książka fatalistyczna. Nie wierzę w przeznaczenie, ale ta książka w nie wierzy.

JAK KONSTRUOWAŁEŚ WIZUALNĄ STRONĘ FILMU?

Moim pierwszym pomysłem było, by oprzeć się przede wszystkim na wyobrażeniach, które miałem po pierwszej lekturze książki, w podobny sposób, w jaki ludzie wyrabiają sobie o kimś opinię na podstawie pierwszego wrażenia. Moje pierwsze wrażenia były podstawą, na której zbudowałem resztę. Ale niemożliwym okazało się wyobrażenie sobie całego tego niezwykłego uniwersum. Musiałem tworzyć je szczegół po szczególe, wymyślając całą masę różnych obiektów i używając wyobraźni jak czegoś w rodzaju kontrolowanego chaosu, w nadziei, że spójność pracy pozwoli scalić to wszystko w jeden sensowny wszechświat. Prezentacja jedzenia, które Nicolas serwuje Colinowi i Chickowi była dobrym punktem wyjścia. Pomysły, na które wpadłem razem ze scenografem Stéphane’em Rosenbaumem, wykorzystaliśmy z powodzeniem w całym filmie. Bohaterowie jedzą dużo mięsa, zwłaszcza dziczyzny. Ja jestem wegetarianinem od dwunastego roku życia, więc niespecjalnie to do mnie przemawiało. Zaczęliśmy przeglądać ilustracje do książki Viana i w jednej z edycji znaleźliśmy piękne ilustracje autorstwa Julesa Guffa, które wyglądały jak podretuszowane fotografie. Poprosiłem Stéphane’a, żeby zrobił kilka zdjęć drobiu, a potem przerobił je tak, żeby wyglądały, jakby kurczaki i kaczki były zrobione z tkanin, albo z wełny. I sfotografował je ponownie. Te krótkie animacje poklatkowe bardzo mi przypominały prace Jeana-Christophe’a Alerty. Wykorzystaliśmy je w filmie i to one nadają mu ton.

SKORO NIE CAŁE UNIVERSUM, TO MOŻE KLUCZEM DO FILMU JEST NADRZĘDNA ZASADA? O AUTONOMICZNOŚCI przedmiotów?

Tak. To jest nawet ujęte w książce, we fragmencie, w którym Colin mówi: „To przedmioty się zmieniają, nie ludzie”. To kolejny punkt widzenia, z którym się zgadzam, co ostatecznie dowodzi, jak wiele łączy mnie z tą książką. Przykładem może być też kwestia wieku: nie sądzę, że ludzie się starzeją. Nie dostrzegam tego, że robią się starsi, tylko że młodnieją na swoich dawnych zdjęciach. To dotyczy również przedmiotów. Ożywienie ich poprzez zmianę ich przeznaczenia to coś, co uważam za niezwykle ekscytujące. W dzieciństwie miałem książkę, w której były obrazki przedstawiające przedmioty codziennego użytku, głównie kuchenne, które były przekształcane w coś zupełnie innego. Na przykład butelka po wybielaczu została zamieniona w rakietę Apollo. Dla mnie to ogromnie stymulujący pomysł, by istniejące przedmioty, które zostały zaprojektowane i skonstruowane w myśl jakiejś idei, przekształcić w rzeczy całkowicie inne. To był punkt wyjściowy do koncepcji samochodów – przerobiliśmy je na odwrót, elementy tylne zostały przeniesione na przód, a przednie na tył.

NIEKTÓRE POMYSŁY WIZUALNE SĄ CO DO JOTY ZGODNE Z KSIĄŻKĄ VIANA, JAK NA PRZYKŁAD ZASTOSOWANIE ZALECEŃ LEKARZA. W PRZYPADKU INNYCH POZWOLIŁEŚ SOBIE NA NIECO WIĘCEJ SWOBODY TWÓRCZEJ…

Nie trzymaliśmy się niewolniczo jakichś sztywnych zasad. Na przykład Vian opisuje w książce krzesło, które zwija się w kłębek zanim ktoś na nim usiądzie. Pierwszym pomysłem na znalezienie filmowego rozwiązania było krzesło wykonane z gumy. Potem zacząłem rozmyślać o tych małych dziecięcych zabawkach, często wyglądających jak zwierzęta, które się składają. Naciska się podstawkę, na której stoją, przez co napinają się linki będące elementami konstrukcji i zwierzak wygina się albo zwija. Ale niektórych pomysłów z książki, jak choćby przepisów Gouffé’go, nie dało się przenieść na ekran – bo jaki tu można znaleźć wizualny odpowiednik? Postanowiliśmy, że kucharz, którego zagrał Alain Chabat, będzie zarządzał kuchnią poprzez interaktywny system. Podobnie było z uwielbieniem dla Partre’a, które postanowiliśmy przedstawić jako uzależnienie. Bez tego rozwiązania ciężko byłoby zrozumieć dlaczego Chick porzuca Alise

A JAK BYŁO Z TAŃCEM BIGLEMOI?

Dawno temu wpadłem na pomysł, który wykorzystałem w teledysku do piosenki White Stripes, by połączyć ze sobą stopy obojga tancerzy. Ostatecznie w filmie zdecydowaliśmy się na prostsze rozwiązanie – tancerze nie są w stanie zapanować nad swoimi nogami. Przez chwilę zastanawiałem się też, czy nie rozegrać tego tak, że pod wpływem muzyki ciała tańczących osób dosłownie się skręcają. Przypominały mi się muzyczne animacje Disneya z 1930 roku ilustrowane muzyką wykonywaną przez orkiestrę. Nosiły wspólny tytuł Silly Symphonies. Animatorzy wykorzystywali efekt zapętlenia, przez co postaci powtarzały swoje ruchy w nieskończoność, jak w koszmarze.

AKCJA FILMU ROZGRYWA SIĘ W PARYŻU, ALE KIEDY? W CZASIE KIEDY PO RAZ PIERWSZY PRZECZYTAŁEŚ KSIĄŻKĘ VIANA?

Nie, czas akcji nie jest zdefiniowany. Nie jest to ani rok 1947, ani 2013. Można zauważyć pewne odniesienia do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, ponieważ Stéphane Rozenbaum i ja jesteśmy z tego samego pokolenia i wybieraliśmy do filmu przedmioty, które przypominały nam naszą młodość. Wiele pomysłów scenograficznych i dekoracyjnych ma korzenie w moim dzieciństwie, jak na przykład mieszkanie Colina. Jako dziecko co tydzień jeździłem z moją babką do Paryża, gdzie odwiedzaliśmy sklep Printemps. Przechadzka korytarzem, który łączy budynki była dla mnie magicznym przeżyciem. Myślę też, że Vian był fanem kultury amerykańskiej, chociaż choroba serca uniemożliwiała mu podróżowanie samolotem. W Stanach Zjednoczonych często spotyka się wagony kolejowe przekształcone w bary. We Francji są miejsca takie jak Les Halles, które jest całkiem jak Paryż z mojej młodości. Dorastałem w mieście, które było wiecznie w przebudowie.

ELEMENTY ZACZERPNIĘTE Z LAT SIEDEMDZIESIĄTYCH NADAJĄ FILMOWI MELANCHOLIJNY CHARAKTER. CZY TA TRAGICZNA HISTORIA MA JAKIŚ WSPÓLNY MIANOWNIK Z TWOIMI OSOBISTYMI DOŚWIADCZENIAMI?

Książka odzwierciedla romantyczne – i nieco przesadne – wyobrażenia nastolatków, co bez wątpienia wpisuje się w moją własną wrażliwość, wspomnienia i fantazje. Często śniło mi się, że znowu mieszkam w domu moich rodziców i w moim śnie ten dom jest mniejszy, jakby skurczony. Albo może zmieniła się okolica wokół domu – powstały garaże, wyrosły drzewa. Z tego snu wziął się pomysł na zanikające i kurczące się mieszkanie Colina. Mam obsesję na punkcie różnic pomiędzy wyglądem tych samych miejsc w przeszłości i obecnie. Chcę widzieć kolejne warstwy tapet, które pokazują upływ czasu.

TEN FILM JEST TROCHĘ JAK ROZWAŻANIE O TYM, CO BY SIĘ STAŁO ZE ŚWIATEM, GDYBY MECHANIKA WYPARŁA CYFRYZACJĘ…

O każdym moim filmie można tak powiedzieć. A w tym przypadku wszystko zaczęło się od książki przeczytanej w 1947 roku, jeszcze przed erą cyfrową. Wtedy mój dziadek wynalazł syntezator – calvioline – który działał dzięki systemowi zaworów. Staram się unikać sentymentów, ale moje dzieciństwo to były czasy, kiedy byłem w stanie nadążyć za technologicznymi nowinkami. Starałem się też uniknąć retro-futuryzmu w stylu Orwella. Nie chciałem żeby pracownia, w której powstaje książka – w nieco zwariowanych okolicznościach, bo każdy z pracowników to człowiek z wyrokiem – była przedstawiona w negatywny sposób. Kiedy Colin zostaje zwolniony, jego koledzy z pracy wspierają go. W 1970 roku mój ojciec zainstalował głośniki w warsztacie, w którym pracował. Razem z nim pracowało wiele dziewcząt i mam z tego okresu wiele kolorowych, pełnych szczęścia wspomnień.

CZY DUŻA ILOŚĆ EFEKTÓW SPECJALNYCH, NAWET JEŚLI NIE SĄ CYFROWE, TYLKO KLASYCZNE, KOMPLIKUJE PRACĘ NA PLANIE?

Tak, kręcenie z użyciem green screenu jest bardziej skomplikowane. Ale mieliśmy za to szczęście, że sceny w mieszkaniu Colina mogliśmy kręcić chronologicznie, poczynając od sceny pogrzebu. Kręcenie finału filmu na sam koniec zdjęć jest zawsze trochę skomplikowane. Każdy na planie ma swoją własną wersję finału i jest to dosyć stresujące. W naszym przypadku problem był tym większy, że Boris Vian należy do wszystkich. Każdy ma swoje wyobrażenie na temat tej historii, nie wyłączając ekipy filmowej. Każdy chce mieć swój własny wkład w film, co w zasadzie jest wspaniałe, ale czasami może też być przytłaczające. I sprawia, że zaczynasz odczuwać wielką odpowiedzialność w stosunku do publiczności. Pamiętam, co powiedziała mi Agnès Varda: „Mam nadzieję, że zrobisz dla nas dobry film, ponieważ my wszyscy kochamy tę książkę…”

OPOWIEDZ JAK SKOMPLETOWAŁEŚ OBSADĘ. DLACZEGO DO ROLI COLINA WYBRAŁEŚ ROMAINA DURISA?

Colin nie jest w pełni zdefiniowany w książce. To mi się podoba, bo pozwala czytelnikowi łatwiej wejść w postać, wyobrazić sobie siebie samego w tej roli. Chciałem, żeby Romain Duris zagrał Colina, ponieważ ma w sobie kombinację cech, która mi się podoba: dużo męskości w połączeniu z wrażliwością. Wierzysz, że może przeżyć załamanie. W książce postać Colina jest bardziej eteryczna, co moim zdaniem, czyni go nieco staroświeckim. Jest też bardzo wystylizowany, niemal metroseksualny, a tego zdecydowanie nie chcieliśmy zachować. Już od pierwszej sceny, tej z pogrzebem, Romain naprawdę zrobił na mnie wrażenie. Miał strzelać do lilii wodnych z karabinu z wykrzywiona lufą, a to naprawdę nie jest łatwe. Czasami talentu aktora nie ocenia się na podstawie tego, jak świetnie interpretuje wspaniały, klasyczny tekst, albo jak sobie radzi z pokazaniem skomplikowanych emocji, tylko jak bardzo wierzymy mu w drobnych sprawach związanych z jego postacią. Jeśli chodzi o kreację Romaina w tej scenie, to myślę, że publiczność bez trudu uwierzy, że mały wodny kwiatek jest odpowiedzialny za śmierć jego ukochanej. W drugiej części filmu Colin jest wykończony pracą i chorobą Chloé, a wszyscy dookoła wściekają się na niego. W filmie jest to pokazane dużo mocniej niż w książce, ponieważ jest to sytuacja, z którą łatwo mi było się zidentyfikować. Moja żona cierpiała na bardzo poważną chorobę, z której na szczęście udało jej się wyjść, i doskonale pamiętam to uczucie wstydu, że ja miałem więcej szczęścia. Romain wykorzystał moje doświadczenia, by poprowadzić postać Colina również w mniej szlachetne rejony, jakimi są chwile tchórzostwa i chęci ucieczki.

AUDREY TAUTOU JEST BARDZO WZRUSZAJĄCA W ROLI CHLOÉ…

Mam wielką słabość do Audrey. Bardzo podoba mi się to, że w każdym filmie, w którym gra jest tak pełna życia, a jednocześnie potrafi w tak przekonujący sposób zagrać osobę pogrążoną w chorobie. Ma w sobie energię, która była kluczowa do zagrania jej bohaterki – Chloé musi znaleźć w sobie siłę, żeby uspokoić wszystkich wokół siebie, by oni z kolei mogli jej dać ukojenie. Gdy patrzysz na Audrey nie masz wątpliwości, że masz do czynienie z gwiazdą. Ma w twarzy taką przejrzystość, która przywodzi mi na myśl aktorki ze złotej ery kina, jak Lauren Bacall. Ma też tę wrażliwość tak charakterystyczną dla aktorek kina niemego, na przykład tych, które znamy z filmów Chaplina. I rzeczywiście, druga część naszego filmu jest trochę w klimacie niemych filmów – kamera skupia się przede wszystkim na twarzach. Jako, że strona wizualna filmu jest tak wyrazista i przytłaczająca, potrzebowaliśmy mocnych osobowości aktorskich, żeby widz mógł się z nimi zidentyfikować.

CZEGO OCZEKIWAŁEŚ OD GADA ELMALEH W ROLI CHICKA?

Gad gra za pomocą oszczędnych środków, nie uzewnętrznia ekspresyjnie emocji, ale nie ma wątpliwości, że one w nim drzemią. Każdy z aktorów używa własnych środków i technik, ale jeśli chodzi o Gada, to są one zdecydowanie inne niż w przypadku Audrey i Romaina, co nie dziwi, bo przecież jego zaplecze aktorskie to występy stand-up. Jego gra jest bardziej zewnętrzna. Myślę, że w roli Chicka jest po prostu wspaniały. Ma wygląd osoby znikąd, lekko nieobecnej, co jest bardzo w stylu Bustera Keatona. To świetnie oddaje charakter jego bohatera, który pogrąża się coraz głębiej w swoim uzależnieniu. Ludzie, którzy biorą twarde narkotyki wyglądają często tak, jakby otaczała ich gruba, ochronna skorupa, która oddziela ich od prawdziwego świata. Rola Chicka jest idealnie skrojona pod niego. Podobnie było z Jimem Carreyem w „Zakochanym bez pamięci”…

A CO CIĘ SKONIŁO DO OBSADZENIA OMARA SY’A W ROLI NICOLASA.

Każdy chce pracować z Omarem! To uroczy człowiek i myślę, że zagrał doskonale nawet te drobne gesty, które konkludują daną scenę. Jak choćby w scenie, w której wylatuje z pracy, albo w tej, w której dowiaduje się, że Alise nie żyje. Pozbawił Nicolasa snobizmu, zrobił z niego mniej pretensjonalną postać niż mógłby aktor teatralny, co sprawiło, że jego bohater stał się nieco mniej irytujący. Uczłowieczył go i sprawił, że ta postać pełni w filmie rolę anioła stróża, co jest moim zdaniem niezwykle imponujące.

AÏSSA MAÏGA JEST CUDOWNIE SPONTANICZNA W ROLI ALISE…

Bardzo też cenię sposób, w jaki radzi sobie w scenach bez dialogów, jak w filmie „Zakochany Paryż”, gdzie widziałem ją po raz pierwszy. Pracując nad swoją rolą, stworzyła sobie coś w rodzaju instrukcji do swojej postaci, zwłaszcza w odniesieniu do uczucia jakim Alise darzy Colina.

MUZYKĘ DO FILMU STWORZYŁ TWÓJ PRZYJACIEL ETIENNE CHARRY…

Bardzo dawno temu, gdy ja i Etienne uczyliśmy się razem w szkole artystycznej w Sèvres, wyobrażałem sobie jego utwory gitarowe, które puszczał mi z taśmy, wykonywane przez orkiestrę symfoniczną. Mieszkał wtedy z kolegami w mieszkaniu, które nazywaliśmy „rezydencją dźwięków”. To były początki jego pierwszego zespołu Oui Ouis. Podoba mi się sposób, w jaki Etienne tworzy swoje unikatowe melodie. W naszym filmie można także usłyszeć piosenki amerykańskiej piosenkarki Mii Doi Todd oraz Duke’a Ellingtona. W roli jazzmana wystąpił August Darnell, pseudonim sceniczny Kid Creole, ale bez zespołu Coconuts. Jest oczywiście piosenka zatytułowana „Chloé”, są też inne, jak choćby „Take The Train”.

ROMAIN DURIS JAKO COLIN

CO PRZYCIĄGNĘŁO CIĘ DO TEGO PROJEKTU?

Po pierwsze wszechświat, jaki tworzy Michel Gondry i jego magiczna wyobraźnia. Należymy do tego samego pokolenia, widziałem wcześniej jego teledyski i poprzednie filmy. Można z całą pewnością powiedzieć, że jest wyjątkowym twórcą na skalę kina francuskiego, a może nawet kina światowego. Studiowałem w szkole artystycznej i bardzo mnie interesuje zaplecze warsztatowe projektów, które przekształcają się w niezwykłe idee. Możliwość wejścia do tego świata i poznania Michela to dla mnie bardzo ważne doświadczenie.

ALE DLA MICHELA GONDRY’EGO, WIZUALNA STRONA FILMU JEST CZĘSTO DUŻO WAŻNIEJSZA NIŻ AKTORZY

To prawda, ale to jest dużo przyjemniejsze dla aktora niż granie w filmie, który składa się niemal wyłącznie z efektów specjalnych. Przyznaję, że Michel czasami przykłada większą wagę do efektów wizualnych, ale zawsze pamięta o tym, by wytłumaczyć dlaczego. Wtedy nabiera to sensu, można sobie wszystko doskonale wyobrazić. Bywało, że zwoływał wszystkie osoby obecne na planie, żeby wytłumaczyć jakąś swoją koncepcję. Ale nigdy nie rozmawialiśmy o efektach, które miały powstać dopiero w postprodukcji. To było miłe i sprawiało, że czuliśmy się częścią tego projektu. Niemniej jednak, trzeba umieć znaleźć równowagę w stosowaniu efektów, bo istnieje niebezpieczeństwo, że mogą zawładnąć całą przestrzenią filmową. Uważam, że zadaniem nas aktorów jest wniesienie odpowiedniej dawki emocji i humanizmu do filmu. A już od Michela zależy, co zrobi z tym dalej, podczas montażu.

SCENOGRAFIA JEST NIEMALŻE SURREALISTYCZNA…

Tak, ale to surrealizm niemalże matematyczny, ponieważ wszystko ma tu swoją logikę. Zawsze rozumiesz, co się dzieje na planie. Na przykład, gdy w filmie nasze twarze pojawiają się na ekranie przy chodniku, ta projekcja naprawdę ma miejsce na planie, na żywo. Twarze na ekranie rozdymają się, przez co mysz biegnąca chodnikiem wydaje się dużo mniejsza niż w rzeczywistości.

CZY MYSZ JEST PRAWDZIWYM BOHATEREM FILMU?

Mysz czasami była animowana przy użyciu specjalnych technik, a czasami grał ją Sacha Bourdo. Dla mnie ta mysz to przyjaciel Colina, z którym dzieli mieszkanie, a także jednocześnie uosobienie ducha wolności.

CZY PODCZAS PRÓB PODEJMOWALIŚCIE STARANIA, ŻEBY ZAZNAJOMIĆ SIĘ Z TYM ŚWIATEM?

Nie. Próby nie pomagały nam w wejściu w ten świat, ale bardzo pomagały wszystkim aktorom poznać się nawzajem i wypracować koncepcję na to, jak ze sobą najlepiej współpracować. Było to tym bardziej ważne, że mieliśmy wkroczyć do świata, w którym królowała fantazja. Spotkaliśmy się i zrobiliśmy próby do kilku scen, żeby zrozumieć relacje, jakie powinny łączyć poszczególnych bohaterów. To było bardzo pomocne.

KIM JEST COLIN, POSTAĆ, KTÓRĄ GRASZ?

Colin jest przede wszystkim wynalazcą, nieustannie poszukującym nowych pomysłów, co daje mu szczególną pozycję w świecie Michela Gondry’ego. Jednym z przykładowych wynalazków Colina może być pianokoktajl – pianino, które przygotowuje koktajle, gdy się na nim gra. Na początku filmu Colin mówi, że bycie singlem nie jest normalne, zwłaszcza gdy wszyscy jego przyjaciele mają dziewczyny. Potem poznaje Chloé i zakochuje się w niej do szaleństwa. Colin jest bardzo wrażliwą i uczuciową osobą, więc poddaje się miłości całkowicie. Ale jest też dosyć oderwany od materialnej strony życia i niewinny. Kiedy Chloé zapada na ciężką chorobę, Colin jest całkowicie przytłoczony. Na drodze jego życia pojawia się mroczna przeszkoda, której nie potrafi pokonać. Ogarnia go wielki smutek. Mimo to, mam nadzieję, że ta postać niesie w sobie iskierkę nadziei.

NASTRÓJ FILMU WAHA SIĘ MIĘDZY SMUTKIEM, DELIKATNOŚCIĄ I HUMOREM…

Myślę, że jest to cudowny obraz, pełen skrajnych emocji – od optymizmu, po rozpacz. Można powiedzieć, że „Dziewczyna z lilią” opowiada o tym, co się traci, ale równie dobrze można powiedzieć, że opowiada o tym, co się zyskuje. Na początku filmu Colin jest promienną postacią, z głową wiecznie w chmurach, a w dalszej części zderza się z brutalną rzeczywistością życia. To sprawia, że traci swoje beztroskie usposobienia, ale zyskuje w zamian wiedzę na temat reguł, które rządzą światem.

CO ZŁEGO PRZYTRAFIA SIĘ CHLOÉ?

Nie jestem pewien, co dokładnie Boris Vian miał na myśli, ale jej choroba najbardziej przypomina raka. Chloé ma w prawym płucu lilię wodną, która rośnie i z czasem obejmuje również lewe płuco. Według mnie jest to podobne do rozrastającej się narośli rakowej. Colin musi przynosić jej kwiaty, które mają przestraszyć lilię wodną i sprawić, że zwiędnie i straci swój agresywny charakter.

COLIN I NICOLAS SĄ PRAWIE JAK BRACIA…

Tak, i bardzo mi się to podoba. Cieszę się, że film nie koncentruje się na burżuazyjnym pochodzeniu mojego bohatera. Inaczej niż w książce – czytając, można sobie pomyśleć, że ten facet ma wszystko: ogromne mieszkanie, pieniądze i lokaja, który dba o niego. Masz niemalże ochotę dać mu klapsa i powiedzieć, że to nie jest sposób na życie. Ale jego relacja z Nicolasem, kucharzem, jest dużo głębsza, niż można by na pierwszy rzut oka pomyśleć. Michelowi w scenach ze mną i Omarem udało się uchwycić wyjątkowość tego związku, który nie sprowadza się wyłącznie do relacji pana i sługi. Moim zdaniem, Nicolas jest przewodnikiem i mentorem dla Colina. To człowiek z wizją, który kieruje Colinem tak, by wszedł na drogę sukcesu.

JAK CI SIĘ SPODOBAŁO MIESZKANIE COLINA

Byłem zaszokowany jak gustownie jest urządzone, zarówno pod względem doboru kolorów, jak i materiałów. Co więcej, jest to miejsce, które nie wpisuje się w żaden konkretny przedział czasu – nie są to lata pięćdziesiąte, ani sześćdziesiąte i nie jest to też współczesność. Michel był przekonany, że film nie powinien być uwięziony w realiach czasów, w których została napisana książka. A mnie zachwyca to, że mieszkanie jest pełne rozmaitych udogodnień i wynalazków, jak peryskop połączony z terminalem Minitel, czyli czymś w rodzaju historycznej wersji Google Maps!

ZWIĄZEK COLINA I CHLOÉ JEST PO PROSTU WSPANIAŁY…

Cudownie było móc pracować z aktorką, która wkłada tak wiele w swoją rolę. Jestem bardzo wrażliwy na relacje międzyludzkie, naprawdę bardzo, więc jeśli nie dogaduję się dobrze z moją filmową partnerką, bardzo wiele mnie kosztuje sprawienie, żeby na ekranie ta relacja wyglądała wiarygodnie. Ale jeśli zdarza ci się pracować z kimś, kto jest pomocny i całkowicie otwarty na ciebie, można pójść naprawdę daleko w budowaniu emocji. Audrey Tautou taka właśnie jest. Jest bardzo hojna, dużo daje od siebie i chętnie korzysta z pomocy. Myślę, że moglibyśmy zagrać razem każdy rodzaj relacji: kochanków, wrogów, rodzeństwo.

CO SPRAWIA, ŻE MICHEL GONDRY JEST TAK WYJĄTKOWYM REŻYSEREM?

Ma swoją własną koncepcję tworzenia filmów. Jeśli zajrzałbyś do jego planu pracy na dany tydzień, z całą pewnością pomyślałbyś, że zrealizowanie tego wszystkiego jest niemożliwe. Michel nie dosyć, że sobie z tym radzi, to jeszcze codziennie znajduje nowe zadania do zrobienia! Rzadko się dzisiaj spotyka reżysera, który pozwala sobie na taką swobodę twórczą – tworzy to, na co ma ochotę, dopóki jest to na tyle spójne z książką Borisa Viana, na ile być powinno i kierunkiem, który sam sobie wyznaczył. Masz uczucie, że jego umysł ciągle poszukuje nowych pomysłów, a scenariusz i harmonogram produkcji nie są dla niego żadnym ograniczeniem. Każdy pomysł, który przychodzi mu do głowy stara się wprowadzić w życie – i zwykle mu się udaje! To czysta magia.

CZY MOŻNA POWIEDZIEĆ, ŻE „DZIEWCZYNA Z LILIĄ” TO HISTORIA O MIŁOŚCI?

Jak najbardziej, jednak to nie wyczerpuje tematu. Występuje tu wiele powiązanych ze sobą wątków: miłość, pieniądze, naukowa pasja ograniczona przez uzależnienie, co dotyczy postaci granej przez Gada Elmaleha, policja uosabiająca władzę i wreszcie śmierć. Film przedstawia szeroki przekrój społeczeństwa i różnorodność świata ludzi pracujących. Boris Vian był oburzony faktem, że społeczeństwo zabija indywidualność, więc głównym przesłaniem jego książki i naszego filmu jest duch rebelii i anarchii, który nie zgadza się na niewolnicze podporządkowanie pracy.

AUDREY TAUTOU JAKO CHLOÉ

JAKA BYŁA TWOJA REAKCJA NA PROPOZYCJĘ ZAGRANIA CHLOÉ?

Skwapliwie skorzystałam z tej okazji, ponieważ czytałam w młodości książkę Viana i jest to jedna z moich ulubionych. Kiedy zostałam zaproszona do zagrania Chloé w filmie reżyserowanym przez Michela Gondry’ego, który jest chyba idealnie dopasowany do świata Viana, byłam bardzo podekscytowana. Nigdy nie miałam szansy, by zagrać Julię, ale za to dostałam rolę Chloé!

JAK MOGŁABYŚ OPISAĆ SWOJĄ BOHATERKĘ?

Moim zdaniem Chloé wywołuje skojarzenia z czymś przepełnionym słońcem i poezją. Jest uosobieniem dobroci, czystości i delikatności. Czułam, że na zestawie tych cech powinnam zbudować moją postać. Podobnie wygląda jej związek z Colinem, nie ma w nim najmniejszego nawet cienia. Przypomina mi szekspirowską Julię, ponieważ jej historia jest równie romantyczna i czysta oraz, rzecz jasna, nierealna. Dla mnie Colin i Chloé to dwie pokrewne dusze. Jest w ich związku też sporo naiwności, ale w pozytywnym sensie. Na samym początku martwiłam się, że ja i Romain jesteśmy za starzy, żeby zagrać Colina i Chloé, ale zamysłem Michela było, by bohaterowie filmu byli nieco starsi, niż w książce, co pozwoliłoby nadać narracji nieco dojrzalszy charakter.

JAK PRZYGOTOWYWAŁAŚ SIĘ DO TEJ ROLI?

Starałam się nie analizować i nie racjonalizować mojej postaci. Przeciwnie – pilnowałam się, żeby nie próbować zgłębiać jej tajemnicy. Jest w Chloé coś, czego nie da się do końca zrozumieć i pomyślałam, że w tym przypadku nie jest konieczne kontrolowanie wszystkiego – wolałam dać się ponieść tej historii, zaufać Michelowi i samej sobie. Zazwyczaj staram się panować nad każdym aspektem postaci i niczego nie pozostawiam przypadkowi, ale przy tej roli postanowiłam zmienić podejście – pozwoliłam, żeby wszystko toczyło się własnym trybem, nie denerwowałam się tym, co się dzieje w danym momencie, albo w dniu, w którym mieliśmy zdjęcia, nie próbowałam przewidywać wszystkiego, co może się wydarzyć. Pomyślałam, że muszę wskoczyć na ten sam poziom improwizacji, co Michel, poczuć tą samą wolność, co on i nie bać się niedoskonałości.

CZY BARDZO WYTRĄCAŁO CIĘ TO Z RÓWNOWAGI?

Na początku nic nie szło tak, jak to sobie wyobrażałam: kiedy pracowałam nad swoją postacią, miałam kilka konkretnych pomysłów na niektóre sceny, z czego ostatecznie nie udało mi się wykorzystać żadnego. Okazało się, że nijak się one mają do artystycznej koncepcji Michela, atmosfery, jaka panowała na planie, relacji z innymi aktorami. Tak więc, uspokajanie samej siebie poprzez wcześniejsze przygotowywanie się do sceny okazało się działaniem całkowicie chybionym. Między pierwszym, a ostatnim dniem zdjęciowym, moja koncepcja gry zmieniła się radykalnie. Porzucenie wszelkich technik aktorskich, których się wcześniej nauczyłam było przeżyciem bardzo wyzwalającym, ale jednocześnie towarzyszyło mi uczucie, że nie mam najmniejszego pojęcia, co właściwie kręcimy.

KRĘCENIE FILMU Z MICHELEM GONDRYM MUSIAŁO BYĆ NIEZWYKŁYM DOŚWIADCZENIEM…

To było fascynujące, surrealistyczne i unikalne doświadczenie! W erze technologii cyfrowej i 3D, determinacja Michela, żeby tworzyć wszystkie efekty wizualne w sposób klasyczny, bez wykorzystanie najnowszych technik, była naprawdę imponująca.

JAK ZOSTAŁA NAKRĘCONA SCENA SPACERU W CHMURACH?

Mieliśmy na sobie specjalną konstrukcję z lin podczepionych do wielkiego dźwigu, tak by nasze stopy nie dotykały ziemi i z takim rynsztunkiem udaliśmy się na spacer po niebie nad Paryżem. To był zaledwie jeden zwariowany dzień spośród całego zwariowanego okresu zdjęciowego.

JAK SIĘ DOGADYWAŁAŚ ZE SWOIMI PARTNERAMI Z PLANU?

Praca z Romainem Durisem, Gadem Elmaleh, Aïssą Maïga i Charlotte Le Bon, że wymienię tylko tę czwórkę, było ogromną przyjemnością. Takie towarzystwo na planie filmu Gondry’ego, na podstawie książki Viana – chyba nie można chcieć więcej.

CHLOÉ ZAPADA NA DZIWNĄ CHOROBĘ…

Krótko po ślubie z Colinem, Chloé odkrywa, że w jednym z jej płuc rośnie lilia wodna. Colin robi wszystko, co w jego mocy, żeby jej pomóc. Kuracja polega na przyjmowaniu pigułek, które powodują ogromne cierpienie. Chloé musi też nieustannie być otoczona przez kwiaty, dzięki którym lilia wodna ma zwiędnąć. Ale choroba nie ustępuje i powoli zaczyna mieć wpływ na całe jej życie, również na wygląd mieszkania. Wszystko zaczyna zmierzać w mrocznym i fatalnym kierunku.

CO SPRAWIA, ŻE ATMOSFERA FILMU STAJE SIĘ MROCZNA.

Tak, ponieważ „Dziewczyna z lilią” przedstawia historię miłosną, która początkowo może wydawać się sentymentalna, ale ostatecznie okazuje się tragiczna. To może też tłumaczyć sukces książki, która okazała się tak ważna dla rzeszy młodych czytelników. Moim zdaniem to książka stworzona właśnie dla młodzieży. Kiedy czytałam ją ponownie, przed rozpoczęciem pracy nad filmem, nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia, jak za pierwszym razem, gdy czytałam ją jako nastolatka.

CZY ZGODZISZ SIĘ Z OPINIĄ, ŻE MICHEL GONDRY JEST WYJĄTKOWYM REŻYSEREM NA TLE KINA FRANCUSKIEGO?

Ma swój unikalny świat i szczególny rodzaj kreatywności. Jest utalentowany na wiele różnych sposobów; potrafi wykorzystać wszystkie swoje umiejętności, by realizować wyjątkowe projekty w swoim własnym, niepowtarzalnym stylu. Michel ma nie tylko bardzo szczególną wizję świata i nieokiełznaną wyobraźnię, ale także całą masę artystycznych zdolności – muzycznych, malarskich, animatorskich, reżyserskich – i potrafi je wszystkie połączyć w pracy nad swoim projektem. Napędza go niesamowita energia, która wynika z jego kreatywności. To są powody, dla których tak bardzo wyróżnia się na tle innych twórców.

Materiały: Kino Świat 



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.