Jobs: film o jednej z kluczowych postaci końca XX wieku

2013-09-02 10:42

Steve Jobs był jedną z kluczowych postaci końca XX wieku. Nie ukończywszy nigdy studiów, pokazał wszystkim dookoła, że posiadając wspaniałą wizję i żelazną determinację oraz bezwzględnie trzymając się raz wyznaczonego celu, można zmienić świat. Jobs był współzałożycielem firmy Apple, a także głównym wynalazcą pierwszych domowych komputerów. To właśnie dzięki jego uporowi i talentowi lata później do życia zostały powołane takie produkty jak iPad czy iMac, które stanowią dzisiaj dla wielu ludzi podstawę codziennego życia. „jOBS” Joshuy Michaela Sterna to film, który pokazuje początki kariery Steve’a Jobsa oraz wszystkie przeszkody, które musiał pokonać, by móc zrealizować swą nie posiadającą ekwiwalentów w ówczesnej rzeczywistości wizję. Opowiadając o niezwykłym mężczyźnie, który zmienił świat, twórcy „jOBS” pokazują również stojącego za legendą człowieka z krwi i kości.

W rolach głównych występują Ashton Kutcher, Dermot Mulroney, Matthew Modine, Josh Gad, Lukas Haas, J.K. Simmons oraz James Woods. Reżyserii „jOBS” podjął się Joshua Michael Stern na podstawie scenariusza Matta Whiteleya. Za produkcję filmu odpowiada Mark Hulme. Autorem zdjęć został Russell Carpenter, muzykę napisał John Debney, scenografię zaprojektował Freddy Waff, a za kostiumy odpowiadała Lisa Jensen.

PRODUKCJA

Wcielając się w Jobsa, rzuciłem się na pożarcie milionom krytyków na całym świecie” – Ashton Kutcher przyznał po pokazie filmu „jOBS” na festiwalu w Sundance. Jeszcze na etapie prac nad scenariuszem wiadomo było, ze właściwe obsadzenie tytułowej roli, będzie kluczem do sukcesu tej produkcji. Steve Jobs, dzięki kolejnym innowacyjnym wynalazkom stał się prawdziwą ikoną popkultury. „Setki milionów osób, a może nawet miliardy, obserwowały go zachwalającego najnowszy produkt Apple. A ile osób widziało jak przemawiał Abraham Lincoln?” – nawiązał do biograficznego filmu o słynnym prezydencie USA. Aktor przyznał, że było to najbardziej... przerażające doświadczenie w całej jego dotychczasowej karierze. „Moje emocje wynikały z faktu, że tak bardzo podziwiałem tego człowieka”.

Miesiąc przed zdjęciami, które zaczęły się 4 czerwca 2012 roku, Kutcher, wzorem Jobsa przeszedł na dietę frutariańską. Posiłki składające się z owoców, orzechów, nasion i innych części roślin nie wyszły mu jednak na zdrowie. Dwa dni przed pierwszym klapsem, aktor wylądował w szpitalu, uskarżając się na silne bóle trzustki. Później wspominał, że czuł się fatalnie, a przecież nie był to nawet ułamek cierpienia, które spotkało chorującego na raka trzustki Steve’a.

Publiczność w Sundance była zgodna, że Ashton bardzo starannie przygotował się do tej roli. Wiernie oddał nie tylko mimikę Steve’a, jego gesty, ale także charakterystyczny sposób chodzenia – wysoki Jobs garbił się. W „uwiarygodnieniu” Kutchera dużą rolę odegrał także reżyser Joshua Michael Stern, który w każdym ujęciu szukał odpowiednich kątów ustawienia kamery. Starania te docenił m.in. John Warnock, znajomy Jobsa i współzałożyciel firmy Adobe. „Ashton stał się Jobsem. Czułem się jakbym widział Steve’a na ekranie”. Świetne recenzje zebrał także Josh Gad, który wciela się w rolę przyjaciela geniusza, Steve’a Wozniaka.

jOBS” koncentruje się na losach Steve’a od chwili, gdy razem z przyjacielem Stevem Wozniakiem założyli firmę Apple, w garażu jego domu w Palo Alto, aż do 2001 roku, kiedy wizjoner zaprezentował światu jeden ze swoich najbardziej rewolucyjnych wynalazków – iPoda. Ten okres obejmuje aż 25 lat, ale Joshua Michael Stern świadomie zrezygnował z pokazania życia prywatnego Jobsa. „Chciałem uniknąć spekulacji” – tłumaczył. Zdjęcia do filmu kręcone były głównie w Kalifornii, m.in w Palo Alto, Valencii, Los Angeles, Santa Claricie, ale nie tylko. Ekipa odwiedziła także lokacje w Indiach - w Delhi. Właśnie tam Steve wyruszył na mistyczną pielgrzymkę, podczas której, zażywając różne nielegalne substancje, poszukiwał siebie.

BIOGRAFIA STEVE’A JOBSA

Droga na szczyt

Już jako kilkulatek odkrył w sobie techniczny talent. Godzinami przesiadywał w garażu i razem z przybranym ojcem Paulem (państwo Jobs adoptowali Steve’a gdy był noworodkiem) reperował, oraz ulepszał elektroniczne urządzenia. Chłopiec, jak wspominali później jego nauczyciele był niesamowicie inteligentny, ale kompletnie nieprzystosowany do nauki w normalnej szkole. Do najczęstszych przewinień Steve’a należało żartowanie na lekcjach, lekceważenie autorytetów, czy brak prac domowych. Przed naganami chroniły go tylko świetne wyniki kolejnych testów. W pewnym momencie pojawiła się nawet propozycja, żeby Jobs ominął kilka klas i poszedł od razu do liceum. Na to jednak nie zgodzili się jego rodzice.

W 1971 roku, Steve rozpoczął naukę w Homestead High School. I to właśnie tam, dzięki wspólnym znajomym, poznał Steve’a Wozniaka. „Obydwaj pasjonowaliśmy się elektroniką i wykorzystywaniem w niej coraz mniejszych chipów. Mało, kto wtedy w ogóle wiedział, co to są chipy, więc siłą rzeczy musieliśmy znaleźć wspólny język” – Wozniak wspominał w wywiadzie dla telewizji ABC w 2007 roku. Mimo, że zaprzyjaźnili się praktycznie od razu, na ich wspólne dziecko – pierwszy komputer z logo Apple, trzeba było poczekać jeszcze pięć lat. Jobs po skończeniu ogólniaka, rozpoczął studia w Reed College. Rzucił je jednak już pół roku później i na kilka miesięcy wyjechał do Indii. Tam, w trakcie odlotów po LSD, wymyślał sposoby, by zmienić świat, który znał, a którego nie akceptował.

Mistyczna wędrówka po Indiach nie przyniosła mu upragnionego spokoju. Dlatego Jobs postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. W 1976 roku udało mu się namówić Wozniaka i Ronalda Wayne’a (odkupili jego udziały za 800 dolarów, dziś byłyby warte... 22 miliardy), by założyli firmę. Pierwsze miesiące jej działania opłacili sprzedając busa marki Volkswagen (Jobs) i zaawansowany technologicznie kalkulator (Wozniak). Ryzyko się opłaciło. W 1980 roku, kiedy wypuścili na rynek komputer Apple II, ich firma weszła na giełdę. Została wyceniona na 1,2 miliarda dolarów!

Po tym wyjątkowym debiucie, przyszedł czas kryzysu w Apple Computer. Jobs, który był zwolennikiem zamkniętych systemów, bez możliwości ingerencji ze strony użytkownika, spierał się z resztą zarządu. W końcu, w 1985 roku, zwyciężyła opcja otwartego oprogramowana forsowana przez jego przeciwników i Steve musiał odejść z firmy. Był to dla niego olbrzymi cios. Ale wiedział też, że kiedyś znowu stanie na czele Apple.

W tak zwanym międzyczasie, Jobs stworzył firmę NeXT, która miała być rywalem dla Apple, oraz odkupił od George’a Lucasa studio produkujące filmy animowane. Zapłacił za nie 5 milionów dolarów. I kiedy wszyscy pukali się w głowę, Steve znowu pokazał swój twórczy geniusz. Pixar Animation Studios, jak później nazwał swoje nowe „dziecko”, zmieniło całkowicie świat animacji. Filmy takie jak „Toy Story”, „Gdzie jest Nemo?”, czy „Iniemamocni” przyniosły ponad cztery miliardy dolarów zysku. Pixarem zainteresowała się wytwórnia Disney, a po ich połączeniu, Jobs stał się największym udziałowcem „bajkowego” giganta.

W 1997 roku, Apple za prawie 430 milionów dolarów kupiło firmę NeXT, po to, by przekonać Jobsa do powrotu na stanowisko prezesa. I to był strzał w „10”-tkę. Odmieniony Steve z jeszcze większym zapałem zajął się projektowaniem rewolucyjnych wynalazków. To dzięki niemu do codziennego użytku trafiły takie gadżety jak iPod, iPhone, czy iPad. Jest także odpowiedzialny za niesamowity design i funkcjonalność innych produktów z charakterystycznym logiem nadgryzionego jabłka. Gdyby nie choroba nowotworowa, tworzyłby je do dziś. Jobs zmarł 5 października 2011 roku na raka trzustki.

Życie osobiste

Steve zawsze pilnie strzegł prywatności swojej rodziny. Miał czworo dzieci. Córka Lisa to owoc związku z Chrisann Brennan. Mamą Reeda, Erin i Eve jest Laurene, z którą Jobs ożenił się w 1991 roku. Ich rodzinny dom znajduje się w kalifornijskim Palo Alto.

Dziwactwa Jobsa

Steve słynął z delikatnie mówiąc dość niekonwencjonalnego stylu życia. Oto kilka zaskakujących faktów:

- miał ponad 100 par dżinsów Levi’s.

- jeździł sportowym mercedesem bez tablic rejestracyjnych, kiedy mijał termin zgłoszenia auta do urzędu, sprzedawał je za bezcen i kupował nowe

- nagminnie parkował na miejscach dla niepełnosprawnych

- kiedy w windzie zadał pytanie jednemu z pracowników Apple i bardzo nie spodobała mu się jego odpowiedź, kazał zwolnić całe piętro, na których pracował ten pechowiec

- sprawdzał czy pracownicy mają zabezpieczone hasłem swoje iPhone’y i iPady – jeżeli nie, zwalniał ich właścicieli

- często zmieniał zdanie, coś, co rano było beznadziejne, po kilku godzinach okazywało się genialne, albo na odwrót

- przywłaszczał sobie cudze pomysły i naprawdę wierzył, że są jego – ludzie z jego otoczenia nazywali to „zakrzywionym polem rzeczywistości”

- nie pozwolił ogrodzić rodzinnego domu w Palo Alto, nie zamykał też drzwi wejściowych na klucz, a w środku nie było mebli, ani telewizora

POTĘGA MARKI APPLE

Według ostatnich zestawień Apple jest po Samsungu drugą, co do wartości firmą na świecie. Jej wartość rynkowa szacowana jest na 414 miliardów dolarów! W lutym 2012 roku, kiedy ta kwota doszła do astronomicznej wręcz wielkości 501 miliardów dolarów, CNN podało, że Apple jest warte więcej niż cała polska gospodarka.

- pierwszy komputer Apple I – kosztował... 666,66 dolarów.

- w 1980 roku Apple Computer trafiło na giełdę – akcje wyceniono na 22 dolarów za sztukę; Steve Jobs, Steve Wozniak i ich wspólnik Mike Markkula na pierwszej sesji zgromadzili więcej kapitału, niż jakakolwiek inna spółka od czasów debiutu Ford Motor Company w 1956 roku.

- Apple jest także rekordzistą jeżeli chodzi o „tworzenie” nowych milionerów – na akcjach spółki, fortun dorobiło się ponad 300 akcjonariuszy, to rekord giełdy.

- pierwszą telewizyjną reklamę Apple wyreżyserował Ridley Scott; słynny spot „1984”, nakręcony za 1,5 miliona dolarów, zachwalał rewolucyjne rozwiązania w komputerze Macintosh; swoją premierę miał podczas Super Bowl w 1984 roku.

- w 1989 roku Apple wypuściło na rynek pierwszy laptop, Macintosh Portable; ważył... 7,5 kilograma.

- w 1997 roku swoją premierę miał internetowy Apple Store.

- w 1998 roku na rynek trafił kultowy już iMac zaprojektowany przez Jonathana Ivego (odpowiedzialnego także za iPoda i iPhone’a).

- Mac OS X – czyli „najbardziej rewolucyjny system operacyjny na świecie” został zaprezentowany w 2001 roku; w tym samym czasie do sprzedaży trafił także pierwszy iPod (w ciągu sześć lat nabywców znalazło ponad 100 milionów egzemplarzy), a w Virginii i Kalifornii otwarto stacjonarne sklepy z charakterystycznym logo – można w nich było korzystać ze wszystkich sprzętów produkowanych przez Apple.

- po olbrzymim sukcesie iPoda, w 2003 roku w sieci zadebiutował iTunes Store, w 2008 roku miał już na koncie ponad 5 miliardów (!) pobrań.

- w 2007 roku, kiedy Steve przedstawił światu iPhone’a, zmienił też nazwę firmy; Apple Computer Inc., stało się Apple Inc.

- po wielu plotkach i spekulacjach, w 2010 roku przedstawiciele Apple potwierdzają, że trwają prace nad tabletem do przeglądania stron w internecie; w tym samym roku miał swoją premierę iPad.

Nawet teraz, dwa lata po śmierci Jobsa, pozycja Apple, jako jednego z liderów branży nowych technologii wydaje się być niezagrożona. Świadczy o tym chociażby sukces iPhone’a piątej generacji, który już trzy dni po premierze sprzedał się w pięciu milionach egzemplarzy. I jest najczęściej kupowanym modelem telefonu na świecie.

ROZMOWA Z JOSHUĄ MICHAELEM STERNEM, REŻYSEREM FILMU

Jak związałeś się z tym projektem?

Kolega opowiedział mi o przedsiębiorcy i wydawcy z Dallas, który zamówił scenariusz filmu na temat wiążący się z jego wielką pasją. Po obejrzeniu mojego filmu „Najważniejszy głos” oraz kilku późniejszych rozmowach telefonicznych i e-mailowych wymianach zdań, Mark Hulme ściągnął mnie do Dallas. Opowiedział mi o swoim niezwykle ambitnym, niesamowitym projekcie filmu biograficznego o Steve’ie Jobsie, do którego się przymierzał. Miał już gotowy scenariusz, co mnie z miejsca zaintrygowało. Oto człowiek zupełnie nie związany z branżą filmową, który chciał podjąć ogromne ryzyko, odważnie wejść na obszar, którego nie znał, w sposób, którego nie podjąłby się nikt z tej branży. Jestem filmowcem, interesują mnie nietypowe historie, musiałem się więc tym zainteresować, tym bardziej, że takie postępowanie miało w sobie sporo z ducha samego Steve’a Jobsa.

Opowiedz szerzej o swojej wizji. W jaki sposób podszedłeś do realizacji tego filmu?

Moje podejście do tematu można podzielić na dwa punkty Po pierwsze, biorąc pod uwagę fakt, że film miał opowiadać o okresie życia Steve’a Jobsa, o którym większość ludzi tak naprawdę niewiele wie – zaczynamy od momentu, kiedy był ledwie dwudziestolatkiem i pozostawiamy go w wieku czterdziestu kilku lat – spadała na mnie odpowiedzialność za odpowiednie przekazanie tej historii. Bez naciągania i wchodzenia w obszar spekulacji. Myślę, że właśnie ten aspekt projektu najbardziej mnie zaintrygował – fakt, iż większość ludzi nie miała pojęcia co ten człowiek przeszedł w życiu zanim pierwszy iMac trafił na rynek. Dla znacznej części publiczności opowieść o tym fragmencie życia Steve’a Jobsa będzie niemalże odkrywaniem nowego oblicza tego człowieka.

Po drugie, kimkolwiek by dana postać nie była, ikoną czy przeciętnym zjadaczem chleba, w każdym filmie musi żyć, oddychać, być człowiekiem z krwi i kości, wiarygodnym bohaterem. W pewnym sensie oddzieliłem od siebie dwie rzeczy: presję opowiadania o życiu tak legendarnej osobowości od opowiadania nietuzinkowej historii człowieka, który inspirował i dokonywał rzeczy naprawdę wielkich. Tak zresztą podchodzę w swoich filmach do każdej postaci. „jOBS” to historia walki i wielkich ambicji mężczyzny, który pokonał wszelkie przeciwności losu i doprowadził swoją wizję do spełnienia, dostarczając światu coś, czego wcześniej nikt nie potrafił przewidzieć. To coś stało się obecnie integralną częścią tkanki społecznej i samej kultury, do tego stopnia, że nie potrafimy sobie wyobrazić świata pozbawionego wynalazków Steve’a Jobsa. Na tym właśnie polega ta historia.

Z jakich źródeł korzystaliście w celu zebrania wszystkich wymaganych danych?

Mark Hulme, nasz producent, wynajął profesjonalną ekipę badaczy, którzy przeszukali wszystkie archiwa publiczne, przeczytali i obejrzeli wszelkie wywiady i przeczesali wszystkie możliwe informacje związane z osobą Steve’a Jobsa. Matt Whiteley, scenarzysta, podjął się również wyzwania przeprowadzenia wywiadów ze sporą liczbą osób, które albo pracowały w Apple, albo w taki czy inny sposób znały Steve’a, ażeby upewnić się, że tworzony filmowy portret będzie stosowny, jednocześnie opowiadając w przyjętym czasie trwania jak największą ilość ważnych wydarzeń z jego życia.

Jakie były największe wyzwania w rozwijaniu tego projektu?

Uważam, że największym wyzwaniem opowiadania o tak znanej i szanowanej osobie publicznej było pozostanie wiernym historii Jobsa, przy jednoczesnym przedstawianiu widzom człowieka, który z natury był niezwykle enigmatyczny – w tym sensie, że bardzo niewiele osób wiedziało tak naprawdę, kim był prawdziwy Steve Jobs. Łącznie z ludźmi, którzy przebywali w jego środowisku całymi latami. Był człowiekiem „większym niż życie”, posiadał genialny umysł i był bardzo zaradny. Wyzwaniem w takim przypadku jest dla filmowca pokazanie postaci bez zbytniego wyjaśniania tego, czego nie da się w filmie i tak wyjaśnić. Można w pewnym sensie dociekać, że Jobs stał się tym, kim się stał, ponieważ był adoptowany, choć on sam zawsze zaprzeczał, iż miało to jakikolwiek wpływ na jego osobowość. Miał bardzo kochających i troskliwych przybranych rodziców, których uwielbiał – nigdy nie wyprowadził się od nich zbyt daleko. Uważam, że największym wyzwaniem było szczere ukazanie go jako człowieka, ponieważ wszyscy tego po tym filmie oczekują – dowiedzieć się o nim czegoś więcej, postarać się go lepiej zrozumieć. A jednocześnie film musiał mieć w sobie walory rozrywkowe i być interesujący dla każdego widza. Mamy nadzieję, że udało nam się pokazać widzom nieco innego, a jednak prawdziwego Steve’a Jobsa, ukazać to, co przeżył w życiu, w jaki sposób stał się tym, kim się stał.

Steve Jobs był rzeczywiście „człowiekiem większym niż życie”, co oznacza, że widzowie mają wcześniej ustalone opinie o tym, kim był. Co chcielibyście dać widzom swoim filmem?

Uważam, że to, czego dokonał Steve Jobs – wychowawszy się w niezbyt bogatej rodzinie, założył w garażu wraz ze Steve’em Wozniakiem biznes, który ostatecznie całkowicie zmienił sposób, w jaki wszyscy funkcjonujemy każdego dnia – to niesamowicie inspirująca historia. Podkreśla innowacyjnego ducha oraz nakierowanie na osiągnięcie konkretnego celu, nawet jeśli inni ludzie uznają ten cel za niemożliwy do osiągnięcia. Steve Jobs tego właśnie dokonał. A musiał pokonać wiele przeszkód. Przez te wszystkie lata napędzała go jedynie determinacja do zrealizowania swoich planów. No i oczywiście geniusz Wozniaka i całej reszty, w szczególności we wczesnych latach kariery Jobsa. Mam więc nadzieję, że ludzie dzięki naszemu filmowi zrozumieją, że Steve Jobs nie dostał tego, ot tak, po prostu, tylko że musiał na ten sukces bardzo ciężko zapracować. Uważam również, że taka opowieść będzie dla widzów interesująca, ponieważ będą mogli zobaczyć przeszkody, które Jobs musiał pokonywać, ażeby zrealizować swoją wizję; chcemy między innymi uświadomić, że zarząd i udziałowcy firmy cały czas uważnie śledzili wszystkie jego ruchy.. Dopiero kiedy został wyrzucony i powrócił, zrozumiał, co ma zrobić, żeby to wszystko mogło sprawnie zadziałać. Myślę, że każdy może znaleźć w tej historii choć cień inspiracji.

Możesz powiedzieć kilka słów o Ashtonie Kutcherze w roli Steve’a Jobsa?

Nie musiałem się długo zastanawiać nad faktem, że Ashton jest niezwykle podobny fizycznie do Steve’a Jobsa. Jednakże, dopiero gdy usiedliśmy i porozmawialiśmy, uświadomiłem sobie, że on ma w sobie wiele cech osobowości tego człowieka – uderzyła mnie wręcz intensywność niektórych podobieństw. Już nasze pierwsze spotkanie pozwoliło mi pozbyć się wielu wątpliwości, które żywiłem jako reżyser. Ashton pracował niestrudzenie przez kilka miesięcy, zagłębiając się w osobowość Jobsa. Przeanalizował każdy aspekt jego charakteru, zrozumiał, co go motywowało, co napędzało. Ashton jest bardzo zaangażowany w branżę technologiczną i ma w niej sporo kontaktów, był więc w stanie poradzić sobie z przygotowaniami samemu, bez naszej pomocy. To idealny współpracownik. Uznałem również, że fakt, iż to właśnie on zagra Jobsa, ma w sobie coś ekscytującego. Każdy reżyser poszukuje ekscytującej kombinacji elementów, które stworzą dobry film, od wychodzenia poza przyjęte normy po ryzykowanie podczas castingu aktorów – wiedziałem, że Ashton to jedyny możliwy wybór do tej roli.

Co najlepiej wspominasz z procesu kręcenia filmu?

Najbardziej pamiętną dla mnie sceną było kręcenie targów West Coast Computer Faire z 1977 roku, podczas których ogłoszono po raz pierwszy Apple II. To właśnie wtedy świat po raz pierwszy usłyszał o Steve’ie Jobsie. Uważam, że pod względem scenograficznym nie mogło być bardziej perfekcyjnie, a Ashton tak bardzo żył wtedy swoją postacią, że dał wspaniałe przemówienie, które sprawiło, że wszyscy dostaliśmy gęsiej skórki ekscytacji. Statyści tłoczyli się wokół niego, a my czuliśmy się tak, jakbyśmy przenieśli się do przeszłości, jakbyśmy naprawdę się tam znaleźli. Bardzo często przy filmowaniu, nawet produkcji kostiumowych, jest tak, że człowiek nie czuje się częścią tego świata, jest mocno zdystansowany. Tego jednego dnia czuliśmy się wszyscy tak, jakbyśmy na chwilę przenieśli się w sam środek wydarzeń, co było niezmiernie ekscytujące.

PRZYGOTOWANIA DO PROJEKTU

Historia życia Steve’a Jobsa – dyrektora zarządzającego ogromnej firmy, który pomógł ukształtować nasze współczesne, oparte na technologii myślenie o rzeczywistości – oraz jego przejścia na emeryturę, powaliła świat na kolana. Ten człowiek spowodował, że nasza codzienność nabrała innych barw, przekształcił Internet w fascynującą, rozwijającą się z prędkością błyskawicy technologię masowej konsumpcji i zmienił świat do stopnia, jaki rzadko można uświadczyć w historii ludzkości. Marke Hulme wiedział, że jego historię należało opowiedzieć widzom na całym świecie dokładnie. Hulme rozpoczął prace nad projektem, a następnie poprosił członka swojej ekipy marketingowej, Matta Whiteleya, by napisał scenariusz o życiu Steve’a Jobsa.

Whiteley i wspierająca go grupa inteligentnych i drobiazgowych do bólu członków grupy badawczej rozpoczęli natychmiast prace nad przeniesieniem tej fascynującej i stricte amerykańskiej historii na duży ekran. Kiedy Steve Jobs zmarł w październiku 2011 roku, Whiteley był już mocno zaangażowany w proces kształtowania scenariusza. Do końca roku jego ciągle rozszerzająca się, powalająca rozmachem historia przekroczyła 250 stron. Mając tak rozbudowany scenariusz, Whiteley był w stanie wybrać najważniejsze momenty z życia Steve’a, których nie można było nie pokazać na ekranie, a także skupić się na ludziach i wydarzeniach, którzy pomogli ukształtować to, kim się ostatecznie stał.

Na początku 2012 roku reżyser Joshua Michael Stern przyjął propozycję reżyserii i pomógł zainteresować filmem najważniejszych hollywoodzkich graczy. Zainspirowany zawartą na stronicach scenariusza opowieścią, a także pasją wszystkich zaangażowanych w projekt, Stern nie mógł się doczekać rozpoczęcia prac nad „jOBS”. „Było coś nietypowego w sposobie, w jaki ten scenariusz został napisany, w jaki „płynął” przez kolejne strony i wydarzenia, w jaki portretował głównego bohatera. Z niecierpliwością przewracałem kartki, to naprawdę mocna historia”, wspomina reżyser, dodając, że dramaturgia zawarta w rozwoju postaci oraz trzyaktowa struktura scenariusza miały w sobie coś z Szekspira. Reżyser jest pewien, że życie Jobsa stanie się w nadchodzących latach kanwą różnych innych projektów, chciał więc jak najpełniej opowiedzieć swoją historię. „Od samego początku moim celem było stworzenie wersji definitywnej”, dodaje reżyser. „Zabieranie się za pracę nad takim projektem z myślą, że ktoś inny coś za mnie dopowie nie miałoby żadnego sensu”.

POJAWIENIE SIĘ ASHTONA KUTCHERA

Proces rozwijania projektu znacznie przyspieszył, kiedy na pokładzie pojawił się Ashton Kutcher. „Powiedział mi, że przeczytał scenariusz w ciągu jednego dnia!”, wspomina Hulme. Aktor spotkał się dwa dni później ze Sternem, by kolejnego dnia zostać ogłoszonym najlepszym aktorem do tej roli. „To naprawdę stało się tak szybko, a obsadzenie tej roli było, co oczywiste, kluczowe dla całego filmu, ponieważ postać Steve’a Jobsa wypowiada 40% dialogów”, dodaje Hulme, wspominając, iż Kutcher rzeczywiście idealnie nadawał się do tej roli, ale nie tylko z powodu swojego porażającego fizycznego podobieństwa do ikony firmy Apple. „Łączy go ze Steve’em Jobem trudna do sprecyzowania więź”, mówi producent. „Ashton uwielbia technologię, rozumie ją, od ponad dziesięciu lat jest udziałowcem Apple. Wydaje mi się, że Jobs zawsze był mu w jakiś sposób bliski. No i ma coś, czego nie da się przecenić w przypadku aktorów – to naprawdę uroczy i inteligentny człowiek”.

Kutcher zaimponował równie mocno Sternowi, w szczególności pod względem dopasowania do roli. „Kiedy pierwszy raz spotkałem się z Ashtonem, on wszedł do pomieszczenia w pewnym sensie już jako Steve”, wspomina reżyser. „Wyszedłem z tego spotkania z przeświadczeniem, że powinien dostać tę rolę. Ten facet zainwestował w swoją postać całego siebie, wszystkie swoje emocje. To nie tylko pozy i mimika twarzy”. Partnerzy Kutchera z planu byli pod wielkim wrażeniem jego obycia z technologią oraz świadomości nowych wynalazków. Jednym z nich był Lukas Haas, który wciela się w Daniela Kottke – przyjaciela Jobsa, z którym ten wyjechał za młodu do Indii. Haas przypomina sobie jedno z ujęć, w którym lutował panel główny komputera Apple I. „Lutuję to wszystko, choć za grosz nie mam pojęcia, co to w ogóle jest – nie wiem, jak to działa”, wyjaśnia Haas, „a Ashton podchodzi i zaczyna nawijać dokładnie o tym. On wie naprawdę wszystko – o Apple, o Steve’ie, o tym, w jaki sposób działają komputerowe obwody”.

Kutcher – wielki miłośnik wszystkiego, co elektroniczne – mówi, że jego więź z Jobsem rozwijała się stopniowo. „Kiedy Steve Jobs zmarł, doznałem przedziwnej reakcji emocjonalnej, której nie potrafiłem i do dzisiaj nie potrafię nazwać. Nie wiedziałem, dlaczego tak bardzo mnie to zaszokowało. Zacząłem rozmyślać nad tym, w jaki sposób ten facet zmienił moje życie, a potem poznawać go z wszelkich możliwych źródeł”. Właśnie wtedy Kutcher dostał do wglądu scenariusz Whiteleya. Aktor wyjaśnia, że uznał, iż przyjęcie tej roli będzie dobrym sposobem na złożenie hołdu geniuszowi Jobsa, który – podobnie jak Thomas Edison czy Henry Ford – całkowicie zmienił życie nas wszystkich. Dodaje również, iż uważa Jobsa za ten typ geniusza, który potrafił połączyć formę i funkcjonalność, tworząc produkty, które były jednocześnie piękne i użyteczne. „Bardzo rzadko zdarza się połączenie tych dwóch cech”, mówi aktor. „Jobs był jak Leonardo Da Vinci – człowiekiem, który potrafi malować takie obrazy jak Mona Lisa i jednocześnie budować latające machiny”.

Steve potrafił spojrzeć na wszystko z większego dystansu i zrozumieć szerszy obraz całości, czego wielu z nas nie jest w stanie osiągnąć”, opowiada o zmarłym geniuszu Whiteley. „Większość ludzi myśli czasem teraźniejszym, podczas gdy on potrafił wyobrazić sobie, w jaki sposób coś będzie wyglądało w przyszłości,. Nie mam pojęcia jak potrafił żyć i pracować w przyszłości, ale to z pewnością podstawa jego geniuszu”. Kutcher dodaje, że jedną z kluczowych cech Jobsa była umiejętność bezwarunkowego skupiania się na celu, do którego dążył, a także „zdolność odmawiania rzeczom, na które większość ludzi by przystała” oraz pragnienie zapewnienia przyszłym klientom jak najlepszej jakościowo obsługi.

FILMOWY PORTRET STEVE’A JOBSA

Ciężko sobie wyobrazić świat bez udogodnień wprowadzonych przez produkty sygnowane logiem Apple, a także wszelkich odmian oraz imitacji, które one zainspirowały. Dermot Mulroney, który wciela się w rolę Mike’a Markkula, jednego z wczesnych inwestorów Apple, wspomina, że bardzo ciężko było udramatyzować rzeczywistość w pierwszej scenie filmu, aby widzowie już od samego początku zaczęli dostrzegać, iż główny bohater jest kimś nietypowym. Chodzi o scenę, w której Markkula przybywa do garażu Jobsa w Palo Alto, który dzięki pomocy jego finansowej stał się miejscem narodzin Apple oraz branży komputerów osobistych. „W mojej pierwszej scenie moja postać wygląda na prawdziwego bogacza”, opowiada Mulroney. „Podjeżdża złotą Corvette, jest ubrany w garnitur koloru zieloniutkich dolarów. Ale tego ranka, kiedy kręciliśmy tę scenę, zacząłem się zastanawiać, jak się znajdywało czyjś dom w 1977 roku? Przecież nie można było sobie sprawdzić drogi na GPSie. Trzymam więc w rękach coś w rodzaju książki z adresami oraz mapę. To mój skromny wkład w tę postać. Uważam, że takie detale mają znaczenie”.

Hulme wyjaśnia, że Jobs zostanie przede wszystkim zapamiętany za swój upór i wytrwałość. Słowa te potwierdza Stern: „Film opowiada o młodym człowieku walczącym z wszelkimi przeciwnościami losu, aby zrealizować swoją wizję czegoś, co jeszcze nie istnieje. Nie przestawał myśleć o tym przez kolejnych dwadzieścia lat, aż wreszcie udało mu się osiągnąć swój zamierzony cel”. Jednakże, żaden filmowy portret Jobsa nie byłby akuratny bez zgłębienia jego mrocznej strony. Whiteley opowiada, że wielkość, którą Jobs uosabiał, ma zawsze swoją cenę, wymaga poświęceń – w tym przypadku ucierpiały relacje osobiste Jobsa. „Nigdy nie chciał nikogo skrzywdzić”, mówi scenarzysta. „Po prostu nie można było stawać mu na drodze. Jeśli ktoś nie podzielał jego wizji, oznaczało to, że tylko go spowalniał. I tak, zdarzało się, że ludzie musieli ucierpieć. Różne relacje zamieniały się albo w utracone przyjaźnie, albo w zrujnowane związki, ale można było zrozumieć jego sposób myślenia i działania i znaleźć gdzieś pośrodku miejsce, w którym można było przebywać przez długie lata”.

Gotowość do poświęcenia osobistych więzi dało się już zauważyć we wczesnych relacjach Jobsa – lub ich braku – m.in. ze swoją pierwszą córką, urodzoną przez dziewczynę, która nie była już częścią jego życia. „Przez długie lata wzbraniał się od uznania ojcostwa, nawet gdy sąd wykazał 95% zgodności”, dodaje Whiteley, który w swoim scenariuszu dodał temu konfliktowi jeszcze więcej dramaturgii, aby osiągnąć satysfakcjonujący efekt emocjonalny. Stern mówi, że Jobs miał ogólnie problem z nawiązywaniem relacji z innymi ludźmi, a w rezultacie wielu postrzegało go jako bezwzględnego tyrana. „Był fundamentalistą”, wyjaśnia reżyser. „Żył w czarno-białym świecie, podczas gdy ludzie wiążą się zawsze z mniejszą lub większą szarością. On nie był w stanie tego zauważyć. Nie dostrzegał niuansów. Uważam, że nie był w stanie odczytywać wyrazu bólu z ludzkich twarzy. Nie sądzę, by starał się być złośliwy, po prostu nie widział, że doprowadza innych do cierpienia”.

Kluczowym aspektem życia Jobsa, który przewija się przez większość filmu, jest sposób, w jaki radził sobie z faktem, iż jego biologiczni rodzice oddali go do adopcji. „Steve zawsze szukał figur ojcowskich – zawsze czuł się w pewien sposób porzucony przez swojego prawdziwego ojca”, kontynuuje Stern. A Kutcher dodaje, że być może wiąże się to z faktem, że Jobs nieustannie poszukiwał kreatywnego partnera, któremu mógłby całkowicie zaufać – obojętnie, czy był to geniusz Steve Wozniak (grany przez Josha Gada), inwestor Mike Markkula (Dermot Mulroney) czy marketingowy wirtuoz John Sculley (Matthew Modine). „Wszyscy trzej reprezentują inne aspekty takiego podejścia Jobsa do życia i pracy. W pewnym momencie każdy z nich musiał zniknąć z jego życia”, mówi Kutcher. „Wszyscy poszukujemy partnerów, z którymi świetnie się będziemy dogadywać, a sednem filmu jest ukazanie faceta, który chce stworzyć coś wielkiego i szuka do tego odpowiedniej osoby”.

Matthew Modine, filmowy John Sculley, mówi, że Jobs nauczył się żyć z ciśnieniem, które zmiażdżyłoby każdego normalnego śmiertelnika, dodaje także, że decyzja o obsadzeniu Kutchera w głównej roli, była „fantastycznym wyborem”. Samego Jobsa postrzega w kwestiach nieustannych perturbacji, które wyznaczały jego życie – od momentu, kiedy poproszono go brutalnie o opuszczenie firmy, którą pomógł stworzyć, aż do okresu, gdy kupował Pixara. To właśnie te perturbacje doprowadzały Jobsa do zrywania relacji z różnymi ważnymi w jego życiu ludźmi. Sculley, człowiek stojący za „1984”, przełomową reklamą telewizyjną Apple, jest tego dobrym przykładem. Modine, który poznał go osobiście, opowiada, że Sculley ciągle nie potrafi dojść do siebie w kwestii swoich nagle urwanych relacji z Apple. „Kiedy Jobs poczuł się zdradzony, gdy uświadomił sobie, że nikt mu już nie pomoże, potrafił bezwzględnie pozbywać się wszystkich, którzy nie byli mu już potrzebni”, mówi aktor. „Zdarzało mu się robić to zupełnie niepotrzebnie”.

LOKACJE

Większość zdjęć do „jOBSa” nakręcono w dolinie San Fernando, w północnej części wzgórz Hollywood, w podmiejskim obszarze, który bardzo przypomina położone w Krzemowej Dolinie miasto Curpentino, gdzie znajduje się baza macierzysta Apple. Jednakże, Hulme naciskał, by pierwsze sceny filmu zostały nakręcone w prawdziwych lokacjach, w których dane wydarzenia miały miejsce – m.in. w garażu przybranych rodziców Jobsa. „Wierność historyczna miała dla nas ogromne znaczenie”, potwierdza Whiteley, „ale sama możliwość kręcenia w tym samym miejscu, w którym Steve i Woz lutowali pierwsze panele i tworzyli nowe obwody, była unikalnym doświadczeniem. Myślę, że widzowie odczują to na ekranie”.

Stern dodaje, że był z początku nastawiony sceptycznie, lecz po wejściu do tego garażu, żeby sprawdzić, czy nadaje się do kręcenia ujęć filmowych, wszystkie jego obawy zostały rozwiane. „Przebywanie tam było doprawdy poruszające, tak jak w przypadku wchodzenia do domów wielkich ludzi”, wspomina reżyser, przywołując wizytę w Monticello, plantacji Thomasa Jeffersona. „Uważam, że to idealny sposób na rozpoczęcie tego filmu, a dzięki tej wizycie ekipa jeszcze bardziej się zmotywowała”, dodaje Stern. „Wejście do prawdziwego garażu, w którym powstawała legenda, było rzeczywiście niezwykłe”, potwierdza Lukas Haas. „Nigdy jeszcze nie kręciłem w miejscu, w którym wydarzyło się coś wiekopomnego. Było to świetne, ale również trochę dziwnie. Ciężko było z początku uświadomić sobie, że to naprawdę się tam zdarzyło, ponieważ garaż wyglądał jak każdy inny garaż na przedmieściach. Nie było w nim nic wyjątkowego”.

Whiteley zaznacza, że Apple jest uznawane przez większość za najlepszą firmę funkcjonującą na tej planecie – o wiele cenniejszą niż tacy giganci jak Exxon Mobil, Wal-Mart czy Microsoft. „Apple jest największe pod względem wartości rynkowej i przy okazji oferuje coś wyjątkowego”, mówi scenarzysta. „To firma, która zainspirowała swoimi produktami ludzi na całym świecie. Rzadko zdajemy sobie sprawę z zakresu, w jakim ukształtowała nasze codzienne życie. Stworzyła nowe branże oraz miejsca pracy na całym świecie. I wszystko rozpoczęło się w umyśle jednego człowieka, który zaczynał w tym właśnie garażu”. Mawia się, że wielkość wiąże się z niezrozumieniem. Jobs tak właśnie miał, ale udało mu się coś, czym nie mogli pochwalić się inni – jego wizja została uznana za wielką jeszcze za jego życia. „Wszystko, co Steve Jobs zrobił, miało swój powód”, kończy Kutcher. „Niektórzy się z tym nie zgadzali, ale prawda jest taka, że ludzie będą pamiętali o nim jeszcze bardzo długo”.

Materiały: Monolith



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.