Riddick: własnymi siłami bez ograniczeń

2013-09-05 02:04

Zdradzony przez Necromongerów i pozostawiony na odległej, spalonej słońcem i niebezpiecznej planecie, budzący grozę wojownik i zbiegły więzień Riddick walczy z drapieżnymi bestiami o przetrwanie. Pragnąc wydostać się z pułapki, wzywa ścigających go łowców nagród. Musi teraz stawić czoło podwójnemu zagrożeniu, by powrócić na swą rodzimą planetę Furię i ocalić ją od zagłady.

Bohaterski antybohater

W 2000 roku stosunkowo tanie widowisko science-fiction z wyrazistymi elementami kina akcji zatytułowane „Pitch Black”, w reżyserii Davida Twohy'ego, pomimo raczej chłodnego przyjęcia przez część krytyki, zarzucającej filmowi rutynowe rozwiązania i przewidywalność rozwoju akcji, z czasem zdobyło rzeszę zaprzysięgłych fanów i osiągnęło zaskakująco dobre wyniki finansowe. Była to opowieść o cynicznym więźniu – mordercy, który po katastrofie statku kosmicznego na odległej, pogrążonej w ciemnościach planecie, staje się jedyną nadzieją dla ocalałych pasażerów, wydanych na pastwę krwiożerczych potworów czających się w mroku. Pisano o prawdziwym „sleeperze”, czyli „uśpionym przeboju”, powoli, acz skutecznie zdobywającym wierną publiczność. Główną rolę zagrał charyzmatyczny Vin Diesel, pamiętny Dominic Toretto z „Szybkich i wściekłych”.

Wysłano bohaterów tysiące mil świetlnych od Ziemi tylko po to, by na odległej, opustoszałej planecie przećwiczyć wysłużone konwencje (...) Większość pomysłów zaczerpnięto wprost z filmów o piratach i westernów – nie krył rozczarowania słynny krytyk Roger Ebert, recenzując film na łamach „Chicago Sun Times”. Inni byli jednak bardziej wyrozumiali i przenikliwi: – Riddick wygląda na połączenie Hannibala Lectera, Harry'ego Houdiniego i Hulka Hogana. Występuje w kostiumie jak ze spełnionego snu fetyszysty. Ale mimo wszystko Dieselowi udało się obdarzyć swego bohatera humorem, inteligencją, a nawet swoistym wdziękiem. To udana wariacja na temat czegoś znanego – pomyślcie o Tellym Savalasie, który mógłby wystąpić jako hip-hopowy zbir. Zrozumiecie koncept, z którego siłę czerpie ten film – pisał Stephen Holden w „New York Timesie”. I to on miał rację! Konsekwentnie poprowadzona, acz niezbyt skomplikowana akcja, z umiejętnie budowanym klimatem zagrożenia, a także charyzma głównego bohatera, mistrza walki wręcz, snajpera i świetnego pilota oraz odtwarzającego go gwiazdora, stały się źródłem sukcesu.

Film kosztował 23 miliony dolarów, przyniósł zaś 53 miliony wpływów z dystrybucji na całym świecie. Oryginalny scenariusz pod tytułem „Nightfall” napisali Ken i Jim Wheat, specjaliści od widowisk grozy (pracowali m.in. przy telewizyjnych „Ptakach II”, 1994 czy „Musze II”, 1989). Tekst wzbudził zainteresowanie w firmie produkcyjnej Interscope, ale producenci uważali, że ma znaczące wady i pozostawia uczucie niedosytu. Wprowadzenie poprawek zaproponowali Davidowi Twohy'emu, cenionemu już wówczas scenarzyście. Obiecali, że jeśli jego praca się spodoba, zlecą mu wyreżyserowanie filmu. To właśnie Twohy powołał do życia postać Riddicka, która nie istniała w wyjściowym tekście (była tam groźna kobieta, Tara Krieg). Interscope chciała dostać kosmiczny horror, ale Twohy – jak wspominał – przekonał zleceniodawców, by złamać sztywne reguły: – Dostaniecie wystarczająco wiele elementów grozy, by reklamować film jako horror. Ale zamierzam zrobić coś, co nie przypomina gatunkowych klisz. Trójka głównych bohaterów początkowo wydaje się schematyczna: twardy obrońca prawa, pozbawiony uczuć zabójca oraz kobieta – niewinny kapitan statku kosmicznego. Wskutek opisywanych wydarzeń każde z nich zmienia się, ewoluuje. I ma swe sekrety, które stopniowo wychodzą na jaw. Mamy więc do czynienia z dramatem w kostiumie horroru.

Kontynuacja tego dość niespodziewanego przeboju, „Kroniki Riddicka” (2004, w obsadzie m.in. Judi Dench, Thandie Newton, Colm Feore), była wprawdzie o wiele bardziej widowiskowa, ale zaprzysięgli wielbiciele nie wydawali się przekonani. Tym razem Riddick, zbieg obdarzony zdolnością widzenia w ciemności, dostaje się w sam środek galaktycznej wojny, w której główne siły należą do groźnego Lorda Marshalla – lidera tajemniczej sekty Necromengerów. Z pomocą głównemu bohaterowi przychodzi Ambasador Aereon, pomagając mu zarazem rozwikłać tajemnicę jego pochodzenia.

Budżet wyniósł około 120 milionów, w kinach film zarobił jedynie 115 milionów, ale za to doskonale się sprzedawał na DVD. – Jest to opowieść o zmaganiach faszystowskiego rozbitka z faszystowską rasą panów – pisał ciągle nieprzekonany Ebert. – To przede wszystkim ćwiczenie z generowanych komputerowo efektów i scenerii. Bohaterowie tego rodzaju filmów akcji działają w sztucznym otoczeniu przypominającym plansze z najbardziej mrocznych komiksów o superbohaterach.

A jednak kult postaci Riddicka narastał. Powstał film animowany „The Chronicles of Riddick: Dark Fury” (DVD: „Kroniki Riddicka: Mroczna furia”, 2004, reż. Peter Cheung), 35-minutowa produkcja przeznaczona na rynek DVD, opowiadająca o wydarzeniach, które nastąpiły po „Pitch Black”. Popularnością cieszyły się dwie gry komputerowe – „The Chronicles of Riddick: Escape from Butcher Bay” (wyd. polskie: „Kroniki Riddicka: Ucieczka z Butcher Bay”, 2004) oraz „Chronicles of Riddick: Assault on Dark Athena” (2009). Postać Riddicka pojawiła się także gościnnie w innych znanych grach komputerowych: „Fallout Tactics” oraz „Deathrow”. Zrealizowano film telewizyjny „Into Pitch Black” (2000, reż. M. David Melvin, 60 min.), będący niejako prologiem „Pitch Black”. Wreszcie pierwszy film o Riddicku przekształcono w powieść, pojawił się też komiks.

Czymś, co spędzało i spędza sen z oczu wielbicielom Riddicka są liczne niekonsekwencje fabularne i pewna widoczna niefrasobliwość twórców w konstruowaniu świata Riddicka i jego mitologii. Wszystkie części opowieści o facecie w wielkich goglach trudno w miarę logicznie powiązać. Wydaje się to jednak całkiem świadomym zamiarem. Riddick powinien być kimś niedookreślonym i tajemniczym, by zachować swą magię. Jego sekrety będą być może w przyszłości powoli odkrywane. Widzowie mogą w nim widzieć amoralnego zbira, ale i kogoś, w kim tli się płomyk dobra. Istotę aspołeczną, ale może też i dzikusa z przymusu.

Własnymi siłami, bez ograniczeń

Pogłoski o realizacji trzeciego filmu o Riddicku słychać było już od 2006 roku. Twohy ukończył scenariusz w 2008 r. Prace nad trzecią częścią trylogii ruszyły na dobre trzy lata później. Film kosztował 38 milionów dolarów. Twohy i Diesel deklarowali, że nowa opowieść o Riddicku będzie zbliżona klimatem i stylem wizualnym do „Pitch Black”. Pamiętając o stosunkowo chłodnym przyjęciu poprzedniego filmu, Twohy początkowo pragnął nakręcić trzecią część trylogii całkowicie niezależnie, bez nacisku wielkich wytwórni, a nawet zrezygnować z dystrybucji przez potężny (ale i wymagający) Universal. Ostatecznie jednak twórcy filmu zdecydowali się na współpracę z tym gigantem, ale tylko w kwestii rozpowszechniania. Universal ocalił nas, gdy w ostatniej chwili wziął do dystrybucji „Pitch Black”, bo nasza poprzednia wytwórnia, Polygram, właśnie padała. Za to byliśmy zawsze bardzo wdzięczni – wspominał Diesel. Ale niezależność na etapie produkcji jest bardzo ważna. Udało się nakręcić ten film może przede wszystkim dlatego, że wywalczyłem małą rólkę w „Szybkich i wściekłych: Tokyo Drift”. To pomogło reaktywować tamtą serię, sprawić, by wróciła na właściwe tory. Szczerze mówiąc, w pewnym momencie ten cykl stał się kupą zużytego złomu, z którym nikt nie wiedział, co zrobić, łącznie ze studiem. „Tokyo Drift” zmienił wszystko. Wiele razy błagałem studio, by pozwoliło nam nakręcić trzeci film o Riddicku, tak jak chcemy. Zawsze słyszałem: nie, ta postać należy do nas. Dopiero po tamtym sukcesie się zgodzili. Długa kampania była wygrana.

Wiem, że mnóstwo ludzi kocha postać Riddicka – dodawał aktor – i właśnie dlatego tyle czasu to trwało. Wraz z Davidem chcieliśmy być precyzyjni i nie zawieść fanów. Zdaję sobie sprawę, że przez lata mówiłem o nowym filmie o Riddicku, bo ciągle mnie o to pytano. W końcu się udało i po 9 latach zmagań mam dziwne, surrealistyczne uczucie, grając w tym filmie. Twohy zaś stwierdził: – Chcemy być dobrze przygotowani, by kręcić pewnie i szybko. Tak też się stało. Zdjęcia (planowane początkowo m.in. na Białej Pustyni w zachodnim Egipcie) rozpoczęto w styczniu 2012 roku, zakończono zaś w marcu. Niemal w całości zrealizowano je w Montrealu, w ciągu 49 dni. Dla porównania – „Pitch Black” sfilmowano w 60 dni, „Kroniki...” w 85. Wykorzystano cztery hale zdjęciowe, wybudowano 15 dekoracji. W zbliżeniach potworów użyto lalek, resztę wygenerowano w komputerze. – Takie są dziś twarde produkcyjne realia, zwłaszcza jeśli chce się zachować twórczą swobodę – komentował reżyser. – Byłem przekonany, że wrócimy do świata Riddicka, nie byłem tylko pewny, kiedy się to stanie. Gdy machina ruszyła, był moment, że nasz kanadyjski producent przestał przelewać pieniądze. Dosłownie zamknął nam drzwi przed nosem. Ale cóż, mieliśmy dobrych prawników – i pieniądze znowu zaczęły płynąć. Były i inne dość poważne kryzysy i – by tak rzec – przegrupowania. Tak to już jest, gdy postanawiasz pracować bez parasola wielkiej wytwórni.

 



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.