Diana: fascynujący i niejednoznaczny filmowy portret Diany księżnej Walii

2013-09-28 10:38

Diana” to fascynujący i niejednoznaczny filmowy portret Diany, księżnej Walii, światowego symbolu dobroci i współczucia, a dokładniej rzecz ujmując – dwóch ostatnich lat jej życia, wypełnionych miłością i działalnością charytatywną, przerwanych tragiczną śmiercią 31 sierpnia 1997 roku. W tytułową rolę ikonicznej księżnej wcieliła się dwukrotnie nominowana do Oscara brytyjska aktorka Naomi Watts. W pozostałych rolach wystąpili znany z serialu „Zagubieni” Naveen Andrews, który zagrał dr Hasnata Khana, skrytego ukochanego Diany, a także śmietanka brytyjskich aktorów: Douglas Hodge, Geraldine James, Charles Edwards oraz Juliet Stevenson.

Za kamerą „Diany” stanął mistrzowski reżyser Oliver Hirschbiegel, nominowany do Oscara za przełomowy „Upadek”, obraz opowiadający o ostatnich dniach życia Adolfa Hitlera. Scenariusz do filmu napisał z kolei światowej klasy dramaturg Stephen Jeffreys, tworząc poruszającą i wielowymiarową historię miłosną, w której opowiedział o tym, w jaki sposób szczęście osobiste pozwoliło Dianie osiągnąć humanistyczną wielkość. Produkcją filmu zajęli się Robert Bernstein oraz Douglas Rae z Ecosse Films, którzy mają na koncie między innymi „Johna Lennona. Chłopaka znikąd” Sama Taylora-Johnsona oraz „Wichrowe wzgórza” Andrei Arnold. Aby opowiedzieć szczerą oraz wierną faktom opowieść o ostatnich latach Diany, na planie zgromadziła się ekipa wybitnych specjalistów, wliczając w to autora zdjęć Rainera Klaussmana, scenografkę Kave Quinn, kostiumografa Juliana Daya, charakteryzatorkę Noriko Watanabe, montażystę Hansa Funcka oraz nagrodzoną Oscarem kompozytorkę Rachel Portman.

PRZENOSZENIE HISTORII ŻYCIA DIANY NA SREBRNY EKRAN

Pomysł na film o księżnej Dianie zrodził się kilka lat temu w umysłach producentów z Ecosse Films, Roberta Bernsteina i Douglasa Rae. Głównym założeniem było opowiedzenie historii ukrywanego związku Diany oraz dr Hasnata Khana, szanowanego chirurga o brytyjsko-pakistańskich korzeniach. „Uznaliśmy, że to klucz do zrozumienia ostatnich dwóch lat jej życia”, mówi Bernstein, dodając, że chcieli nakręcić „Dianę” już kilka lat temu, ale nie byli pewni, czy im się uda ze względu na ciągle trwające śledztwo w sprawie śmierci Diany. W jego trakcie Khan przyznał, że łączyły go z księżną intymne relacje. „Opowiedział wiele znaczących szczegółów, które pomogły nam w podjęciu decyzji, że to właśnie o tym okresie jej życia chcemy opowiedzieć”. Ani Bernsteina, ani Rae nie interesowało stworzenie kolejnego typowego filmu biograficznego. „Diana stała się w ciągu ostatnich dwóch lat swojego życia tą Dianą, którą wszyscy znają i kochają. Zrobiła wiele dobrego, pomogła niezliczonej ilości ludzi, poszerzyła świadomość na temat ofiar min przeciwpiechotnych. Czuła się szczęśliwa i spełniona, co miało wielkie znaczenie w utrwalaniu jej wizerunku jako pewnej siebie, acz współczującej kobiety. I to właśnie związek z Hasnatem był kluczowym czynnikiem tego szczęścia”, dodaje Bernstein.

Producenci zaprosili do współpracy uznanego dramaturga i scenarzystę filmowego Stephena Jeffreysa, z którym pracowali także nad filmem o Florence Nightingale. „Chcieliśmy, by to właśnie on zaadaptował tę historię w ramy scenariusza filmowego, ponieważ jest znakomitym pisarzem, który potrafi poradzić sobie z każdym tematem”, podkreśla Bernstein. Producenci przekazali Jeffreysowi trzystronicowy zarys opowieści o Dianie i Khanie, a ten wrócił do nich kilka dni później z wieloma kolorowymi wykresami z zaznaczonymi najważniejszymi scenami całego filmu. „Pamiętam dokładnie, że przeglądaliśmy te wykresy w kafejce na Piccadilly, coraz bardziej uświadamiając sobie, że mamy przed sobą coś doprawdy wyjątkowego”, opowiada Bernstein. Dla scenarzysty najważniejszym punktem odniesienia podczas tworzenia struktury całej opowieści było jego własne spotkanie z Dianą, kiedy ta wręczała mu nagrodę na rozdaniu Evening Standard Drama Awards. „Zrozumiałem wtedy, że jej odmalowywany w mediach portret jako bezmózgiej dziuni nie miał nic wspólnego z rzeczywistością: była bystra, inteligentna i miała wielkie poczucie humoru”, wspomina Jeffreys. „Ta pięciominutowa rozmowa była moim przewodnikiem podczas pisania scenariusza. Słyszałem w głowie jej głos i wyobrażałem sobie co i jak mogłaby powiedzieć”.

WIERNOŚĆ FAKTOM

Pisanie scenariusza w oparciu o życie prawdziwych osób jest zawsze dużym wyzwaniem, tym większym jeśli tworzy się skomplikowaną historię miłosną o jednej z najbardziej znanych kobiet świata. „Kluczowymi scenami są w takich filmach prywatne chwile, których w zasadzie nikt nie doświadczył poza samymi zainteresowanymi”, wyznaje Jeffreys. „Nie mogłem opierać się w takich przypadkach na żadnych wypowiedziach czy zeznaniach świadków, musiałem więc zdać się na własną empatię oraz wyobraźnię. To był zdecydowanie najtrudniejszy aspekt pisania tego scenariusza”. Filmowcy chcieli stworzyć na ekranie wizerunek Diany, który byłby możliwie jak najwierniejszy faktom, w efekcie ich ludzie spędzili setki godzin w archiwach, na przeszukiwaniu wszelkich materiałów powstałych o księżnej oraz konsultacjach z ludźmi, którzy dobrze ją znali. Bernstein jednak dodaje, że „film jest interpretacją faktów i posiada własną dramaturgię, ponieważ nie chcieliśmy tworzyć dokumentu i nie mieliśmy wglądu w to, co działo się za zamkniętymi drzwiami. Staraliśmy się po prostu być wierni temu, w jaki sposób wszystko mogło wyglądać”.

Przygotowując się do pisania scenariusza, Jeffreys przeczytał mnóstwo książek i artykułów na temat księżnej. Najważniejsza okazała się książka „Diana: Her Last Love” Kate Snell, a samą autorkę zaproszono do konsultacji przy filmie. Ecosse Films kupiło zresztą prawa do tej książki, która zajmuje się bezpośrednio związkiem Diany z Khanem. „Kate przedstawiła nas kilku osobom, które były Dianie bliskie, mogliśmy z nimi przeprowadzić wywiady, co dało nam jeszcze szerszy obraz wszystkich wydarzeń”, kontynuuje Bernstein. „Wiele z filmowych rewelacji pochodzi właśnie z dziennikarskiego umysłu Kate”. Jeffreys przeczytał także „Dianę” Sary Bedford, która wedle jego słów „zapewnia najlepszy wgląd w kształtowanie się osobowości księżnej”. Kolejnym ważnym dla scenarzysty wydarzeniem było spotkanie z Oonagh Shalney-Toffolo, uzdrowicielką Diany. „Bardzo ważny był również lunch z Davidem Puttnamem w Izbie Lordów: doskonale znał Dianę i powiedział mi, że dobrze oddałem w swoim scenariuszu jej osobowość”, podkreśla Jeffreys.

OBSADZANIE ROLI REŻYSERA

Kolejnym ważnym krokiem w przenoszeniu historii księżnej Diany na srebrny ekran było znalezienie odpowiedniego reżysera. Poszukiwania zaprowadziły producentów do Olivera Hirschbiegela, twórcy słynnego „Upadku”. Bernsteina i Rae zainteresowała przede wszystkim umiejętność niemieckiego reżysera do tworzenia poruszających dramatów w oparciu o historie znanych na całym świecie osobowości. „Nakręcił arcydzieło, uczłowieczając ikonę zła w ostatnich dniach jej życia. Diana to w pewnym sensie podobna postać, chroniła się w swoim własnym bunkrze przed całym światem”. Producenci nie myśleli o Hirschbiegelu w kontekście jego narodowości. „Po prostu czuliśmy, że idealnie się nadaje do tego projektu”. Twórca słyszał oczywiście o historii księżnej Diany, ale jedynie powierzchownie, nie miał pojęcia o jej relacjach z Khanem. Uczciwie również przyznaje, że kiedy dostał scenariusz, nie paliło mu się do lektury. „Nie interesowała mnie księżna Diana, ale mój agent wyjaśnił mi, że Stephen Jeffreys jest znakomitym pisarzem, więc się zmusiłem. I byłem totalnie zaskoczony”.

Gdy reżyser dołączył do projektu, scenariusz był już w zasadzie gotowy, lecz Hirschbiegel pragnął zwiększyć świadomość widzów na temat medialnego szału rozpętanego wokół Diany, który sprawił, że zawsze musiała podróżować w towarzystwie ochrony. „Oliver rozumie fakt, że życie celebrytów jest tematem nieustannych plotek, że są ciągle śledzeni, co przyczyniło się do poczucia izolacji oraz emocjonalnej pustki Diany”, dodaje Jeffreys. Bernstein dodaje natomiast, iż zatrudnienie niemieckiego reżysera okazało się interesującym wyborem, ponieważ nie był on w żaden sposób uprzedzony. „Wszyscy na tym zyskaliśmy, bo jego interesowała sama historia, nie zamartwiał się odbiorem widzów i krytyków”. Hirschbiegel zgadza się z tymi słowami. „Urodziłem się w Niemczech, nie jestem częścią tego, co dzieje się w Wielkiej Brytanii, miałem otwarty umysł. Czułem, że jestem w stanie nakręcić film autentyczny, szczery i wierny prawdzie”. Przygotowując się do wejścia na plan, Hirschbiegel sam zagłębił się w proces zbierania informacji. Przeczytał książki, obejrzał materiały video i wytapetował ściany swojego pokoju zdjęciami Diany. „Poznałem wielu ludzi, którzy byli blisko niej, ale najbardziej pożytecznym źródłem były fotografie. Spojrzenie, postura, oczy, sposób, w jaki ludzie na nią patrzyli – zdjęcia opowiadają miliony niemych historii”.

Hirschbiegel uzyskał również dostęp do wielu prywatnych listów, które Diana napisała. Stały się one kolejnym źródłem cennych informacji. „Pisała nawet sześć listów dziennie, opisując szczegółowo swoją życiową sytuację oraz własne myśli i uczucia. Była bardzo bezpośrednia i zawsze mówiła o tym, co czuje”. Pierwszą refleksją Hirschbiegela na temat postaci Diany było to, że księżna była poniekąd niczym starodawna gwiazda filmowa, osobą sortu Marleny Dietrich. „Promieniowała specyficznym rodzajem energii, którą widuje się jedynie u ikonicznych aktorek. Nie były idealne, ale właśnie dlatego ludzie je uwielbiali – bo były rzeczywiste. Wszystkie kobiety świata kochały Dianę”. Im więcej Hirschbiegel dowiadywał się o Dianie, tym bardziej zakochiwał się w swojej bohaterce. Opisuje ją jako najbardziej fascynującą i skomplikowaną postać, z jaką miał do czynienia. „Jeśli wżenisz się w rodzinę królewską, masz tylko dwie opcje: albo płyniesz z prądem, co oznacza poczucie izolacji, albo próbujesz się do pewnego stopnia zbuntować”, wyjaśnia niemiecki reżyser. „Diana wybrała drugą opcję i za to ją podziwiam. Była buntowniczką, niepewną siebie, ale walczącą do utraty tchu. Babcia Hasnata porównała ją do lwicy i to chyba najlepsze określenie”.

HISTORIA ZAWARTA W FILMIE

Sednem filmu jest przemiana Diany z lekko depresyjnej, samotnej kobiety w osobę, która w życiu osobistym znalazła spełnienie, na czym zyskało jej życie zawodowe. Wewnątrz tej opowieści rozgrywa się historia miłosna Diany i Khana. „To ważne, by ludzie ją poznali, bowiem w ich miłości było coś prawdziwego i szczerego. Jednocześnie jest to niby baśniowa przypowieść – przeciętny mężczyzna, pochodzący z innej kultury, zakochuje się w najbardziej znanej kobiecie świata”, wyjaśnia Hirschbiegel, który chciał pokazać w filmie jak najwięcej oblicz księżnej. „Kiedy poznajemy Dianę na początku filmu, jej życie tkwi niejako w letargu. W Kensington Palace żyje w izolacji, nie jest jeszcze rozwiedziona, szuka jakiegoś celu”, dodaje reżyser, który aby podkreślić narastającą samotność księżnej, zdecydował się nakręcić kilka scen ukazujących Dianę w trakcie wykonywania codziennych czynności w swoim apartamencie. Zostają one potem skontrastowane ze scenami z życia publicznego.

Kiedy Diana poznaje Khana, doskonale rozumie wagę nie tylko dawania miłości, co zawsze potrafiła wspaniale czynić, ale także jej otrzymywania od innych”, wyjaśnia Hirschbiegel. Reżyser podąża za ich związkiem do momentu, gdy kochankowie zdają sobie sprawę ze smutnej prawdy, że choć pod względem duchowym i emocjonalnym są dla siebie stworzeni, ich losy nigdy nie będą mogły zostać złączone. „Oboje potrafili rozpoznawać ludzkie potrzeby i uzdrawiać tych, którzy potrzebowali pomocy. Choć to on był doktorem, ona również posiadała tego typu kojącą energię. Wszyscy, z którymi rozmawiałem, potwierdzają, że gdy wzięła kogoś za rękę, ta osoba od razu trochę ożywała”, wyjaśnia reżyser. „.To ich w pewnym sensie połączyło, dało celowość życiu. Kto wie, co by się stało, gdyby Diana dzisiaj żyła?” Całkiem niedawno Hasnat, otwierając szpital w Pakistanie, powiedział, że gdyby nie jej tragiczna śmierć, Diana byłaby tam, u jego boku, albo jako jego żona, albo żona kogoś innego. „To pozwala zrozumieć, że z jego punktu widzenia ich związek się nie zakończył, choć druga szansa nigdy nie była mu dana”, kontynuuje Hirschbiegel.

PRZYJMUJĄC ROLĘ KSIĘŻNEJ

W roli Diany filmowcy od razu widzieli Naomi Watts. „Nie znam innej aktorki, która byłaby w stanie poradzić sobie z takim wyzwaniem”, wyznaje szczerze reżyser. „Naomi jest niczym kameleon – wiadomo, że to ona, ale jednocześnie staje się graną przez siebie postacią do tego stopnia, że ciężko je od siebie odróżnić”, dodaje Bernstein. „To brawurowa aktorka, która w większości swoich ról mierzy się z intensywnymi emocjami. Wniosła do tej postaci świeżość i wiarygodność”. Dla filmowców ważne było również, iż Watts jest rodowitą Brytyjką. „Naomi ma brytyjskość wpisaną w swój kod DNA. Dokładnie pamięta, gdzie była w dniu, kiedy ogłoszono śmierć Diany, w jaki sposób to na nią wpłynęło i jak zareagował cały świat. Ona po prostu weszła w tę rolę. Sama tylko jej umiejętność naśladowania głosu Diany sprawia, że chce się płakać”, kontynuuje producent. Niemniej jednak decyzja o przyjęciu tego aktorskiego wyzwania nie przyszła Watts łatwo. „Długo o tym myślałam, ponieważ to była jedna z najbardziej znanych kobiet naszych czasów, a to wiąże się z dużą presją oczekiwań. Wszystkim wydawało się, że ją znają, więc zastanawiałam się, czy będę potrafiła uczynić ją swoją bohaterką, którą potrafię zrozumieć”.

Filmowcy nie dawali jednak za wygraną, więc Watts zgodziła się przeczytać scenariusz pióra Jeffreysa. I jednocześnie zaczęła sama poszukiwać informacji o Dianie, uświadamiając sobie, że nie wiedziała o niej tak naprawdę wielu rzeczy. To okazało się decydującym aspektem. „Zafascynowała mnie koncepcja opowiedzenia o niej za pomocą historii miłosnej, o której niewielu miało pojęcie. Zdałam sobie sprawę, że nie wiedziałam zbyt wiele o jej życiu, dzięki czemu mogłam spróbować stworzyć ciekawą i wiarygodną postać”, informuje Watts, która ostatecznie stwierdziła, że rola Diany zawiera w sobie wszystko, czego poszukuje jako aktorka. „Uwielbiam wcielać się w kobiety skomplikowane, pełne sprzeczności, a Diana miała tego w nadmiarze. Czasami była silna i buntownicza, ale potrafiła być także filuterna, psotna, a także niezwykle mądra. Interesuje mnie oglądanie takich kobiet w kinie”. Tak się również złożyło, że aktorka była zafascynowana „Upadkiem”, określając go mianem arcydzieła. „Kiedy spotkałam się z Oliverem, zrozumiałam, że on popadł w obsesję na punkcie zrozumienia Diany. Usiedliśmy razem i porównaliśmy nasze interpretacje różnych aspektów jej życia. Wiedziałam, że tworzenie tej roli będzie w dużej mierze wynikało z zaufania do niego oraz scenariusza”. Kilka tygodni później aktorka przeniosła się do Londynu, gdzie niedługo później stała się na planie filmowym księżną Dianą.

STAWANIE SIĘ KSIĘŻNĄ

Do tej roli przygotowywałam się o wiele dłużej i mocniej niż zazwyczaj”, przyznaje aktorka. Dla Watts najważniejszym aspektem roli był głos księżnej. „Przez sześć długich tygodni pracowałam z Penny Dyer i Williamem Conacherem, którzy uczyli mnie odpowiedniego akcentu. Byłam świadoma faktu, że w tym przypadku nie mogłam choćby na sekundę odpuścić”, mówi aktorka. „Wszyscy dobrze pamiętamy głos Diany. Była arystokratką, ale nie mówiła tym sztywnym, formalnym językiem, lecz ciepłym i współczesnym, który był o wiele atrakcyjniejszy dla słuchających”. Aktorka skupiła się przede wszystkim na słynnym, kontrowersyjnym wywiadzie Martina Bashira z Dianą, czerpiąc z tej rozmowy najwięcej informacji na temat stylu wysławiania się księżnej. „Oglądałam go na okrągło przed rozpoczęciem zdjęć, słuchałam także samego nagrania dźwiękowego”, wspomina aktorka, która studiowała wywiad również pod kątem manieryzmów i mimiki Diany. Im dłużej Watts wsłuchiwała się w rozmowę, tym bardziej podziwiała księżną. „Wiem, że ludzie różnie reagowali na ten wywiad, ale uważam, że Diana odpowiadała błyskotliwie. Myślę, że ja bym zrobiła dokładnie tak samo. Jeśli starczyłoby mi odwagi... Ta kobieta miała 19 lat, kiedy trafiła do świata rodziny królewskiej, nie będąc w ogóle na to przygotowana. Podziwiam ją za to, że walczyła z wszelkimi przeciwnościami losu, by uzyskać choć odrobinę szczęścia”.

Kiedy rozpoczęła się faza pre-produkcyjna, Watts zaczęło blisko współpracować z Noriko Watanabe, która odpowiadała za jej charakteryzację oraz styl uczesania, korzystając z setek zdjęć Diany z 1995, 1996 i 1997 roku. Filmowcy informują, że choć było dla nich ważne, by Watts wyglądała wiarygodnie w oczach publiczności, nie chcieli, by stała się karykaturą. „Naomi nie jest idealnie podobna do Diany, nie tego zresztą chcieliśmy”, wyjaśnia Bernstein. „To nasza interpretacja jej osoby, a wygląd jest częścią tej interpretacji”. Styl uczesania Diany był jednym z najbardziej znanych i fotografowanych na całym świecie, w pewnym sensie dokumentując kolejne etapy jej życia. Dla Watts transformacja rozpoczęła się więc wraz z peruką. „Mieliśmy cztery różne peruki, bowiem pomiędzy 1995 a 1997 rokiem Diana miała cztery style uczesania różniące się długością włosów oraz ich kolorem. W trakcie zdjęć była to pewna trudność, bowiem zdarzało się, że musieliśmy zmieniać peruki cztery razy w ciągu jednego dnia”, wspomina aktorka. Kolejną niezwykle ważną cechą wyglądu Diany był jej nos. „Mamy zupełnie inne nosy, więc chciałam, by mój stał się nieco ostrzejszy, ale żeby też nie przykuwał zbytnio uwagi”, kontynuuje Watts. Aktorka i filmowcy wypróbowali kilka różnych opcji, by ostatecznie zdecydować się na małą protetyczną końcówkę na czubku nosa. Hirschbiegel z kolei twierdził, że najważniejsze są oczy. Ta przemiana wymagała użycia sporych pokładów mascary, a w przypadku wywiadu z Bashirem także dodatkowej kredki do oczu. Ażeby jeszcze bardziej przypominać Dianę, Watts zgoliła również swoje brwi. „Charakteryzacja była tak naprawdę dość prosta, bo wszystko opierało się na jej oczach. Było w nich coś niesamowitego. Potrafiły zmieniać się z nieśmiałych i kruchych w silne, pewne siebie, dzięki którym kontakt wzrokowy wydawał się niemalże konfrontacyjny. Ze względu na jej oczy niektóre sceny mogliśmy ograć jednym tylko spojrzeniem”, wyjaśnia aktorka.

Kolejnym atrybutem fizycznym było ćwiczenie obracania twarzy w odpowiednim kierunku. „Moja twarz z natury zwraca się w prawo, podczas gdy Diany w lewo. Nauczenie własnej twarzy tak prostej rzeczy okazało się niezwykle trudne”, kontynuuje aktorka. Wielką rolę w transformacji Watts odegrały również kostiumy. Na szczęście garderoba Diany została bardzo starannie udokumentowana przez fotografów. Kostiumograf Julian Day skupił się na prostocie kolorów – niebieskiego, czarnego, beżowego oraz kremowego. „W ciągu ostatnich lat życia Diana znacznie uprościła swój styl ubierania, stawiała na elegancję oraz klasyczność. Nie nosiła zbyt wielu wzorów”, mówi Day. „Rozmawialiśmy z Naomi długimi godzinami o tym, w czym się najlepiej czuje. Ważne było, by pożenić to, co pasowało do Diany oraz to, co pasuje do Naomi”. Day zwrócił się także do kilku projektantów. Versace, jeden z ulubieńców Diany, stworzył na potrzeby filmu idealną replikę niebieskiej sukni wieczorowej, którą księżna miała na sobie na przyjęciu charytatywnym Victora Changa w Sydney. A Jacques Azaguary, kolejny z projektantów, których Diana uwielbiała, pożyczył na potrzeby produkcji filmu dwie suknie noszone niegdyś przez księżną”. Nie wszystkie kostiumy noszone na planie przez Watts były natomiast idealnymi replikami. „Chcieliśmy naśladować jej styl, a nie idealnie go skopiować. Niektórym może to przeszkadzać, ale nie kręcimy tu dokumentu”, opowiada Day. „Ludzie nie wiedzą, co miała na sobie podczas wielu wydarzeń, więc postanowiłem dopasować się do preferowanego przez nią stylu, a nie tylko małpować”.

KOMPLETOWANIE RESZTY OBSADY

Urodzony w północnych Indiach Naveen Andrews był tak naprawdę jedynym aktorem, do którego zwrócili się filmowcy. „Wystarczyły nam jego role w Angielskim pacjencie oraz Zagubionych, by zrozumieć, że jako aktor ma niesamowity zasięg emocjonalny”, mówi Bernstein. A Hirschbiegel dodaje, że przy czytaniu scenariusza w roli Hasnata wyobrażał sobie właśnie Andrewsa. „Uwielbiam wątek romantyczny Angielskiego pacjenta pomiędzy Juliette Binoche i Naveenem Andrewsem. Został we mnie na bardzo długo. Powiedziałem sobie, że potrzebuję tego faceta do mojego filmu”. Jeffreys opowiada, że postać Khana była najtrudniejsza do napisania. „Bardzo opierał się życiu publicznemu. Podziwiam tego człowieka i mam nadzieję, że doceni nasze starania, by przywrócić jego osobę do historii życia Diany”, mówi scenarzysta. Andrews miał przed sobą trudne zadanie wcielenia się w człowieka, który ciągle żyje, ale bardzo ceni sobie skrytość i życie prywatne. „Uważam, że Naveen oddał sedno tego, kim był i jest Hasnat. Jego bohater ma wielki urok, ale jest także bardzo wrażliwy i kocha życie”, podkreśla Bernstein.

Po przeczytaniu scenariusza Andrews zapalił się do projektu. „Od dawna chciałem zagrać w prawdziwej historii miłosnej, czymś na wzór Spotkania Davida Leana”. Aktor był wdzięczny, że mógł nawiązać relacje z ludźmi, którzy znali osobiście granego przez niego chirurga. Dzięki tym rozmowom był w stanie ukazać człowieka z krwi i kości. Pomogły mu również nieliczne istniejące materiały video z udziałem Khana, w szczególności wywiad sprzed kilku lat. „Dowiedziałem się, że Hasnat jest niezwykle oddany swej profesji, to jego prawdziwe powołanie. Jest także bardzo męski i wydaje się opierać neurozom, które nękają wielu współczesnych mężczyzn”. Filmowcy od samego początku chcieli potraktować postać Khana z odpowiednią subtelnością i szacunkiem. „Tworzenie filmu z nim w jednej z głównych ról to wielka odpowiedzialność”, przyznaje Bernstein. Choć filmowcy wiedzieli, że Khan jest świadom powstawania ich filmu, przyznają, że nie mieli okazji, by z nim o tym porozmawiać. A Hirschbiegel wyznaje, że nie wie, czy byłby w stanie to zrobić. „Rozumiem, jak tragiczne muszą dla niego być te wspomnienia. Każdy, kto był prawdziwie zakochany, musi zdawać sobie przynajmniej częściowo sprawę, co to znaczy utracić swoją życiową miłość. Wiem, że on w końcu zobaczy nasz film, mam nadzieję, że wszystko zrobiliśmy dobrze”.

Watts i Andrews byli wspierani przez ekipę utalentowanych brytyjskich aktorów, którzy wcielili się w kluczowe postaci drugoplanowe. Możliwość porozmawiania z prawdziwymi osobami, które miały zostać przedstawione na ekranie, sprawiła, że proces castingu okazał się w miarę łatwy, choć Hirschbiegel przyznaje, że nie szukali sobowtórów. „Do roli Jephsona poszukiwałem kogoś o odpowiedniej posturze oraz charyzmie. Prawdziwy Jephson jest o wiele mocniejszy”, mówi reżyser. Charles Edwards, który zyskał sławę dzięki serialowi „Downton Abbey”, potwierdza, że nie jest fizycznie podobny do swojego bohatera. „To raczej sugerowanie Jephsona, niż wierna rekreacja fizyczna”, mówi aktor. „Podobało mi się, że w filmie nie pojawiają się Karol oraz Królowa Elżbieta, lecz raczej ludzie, którzy są mniej od nich znani, ale rzucają ciekawsze światło na samą Dianę”. Szukając aktora do roli Paula Burrella, Hirschbiegel odkrył kilka negatywnych artykułów w prasie na jego temat, ale zdecydował się zatrudnić osobę, która sprawi, że widzowie będą w stanie z tą postacią sympatyzować. „Musimy pamiętać, że Paul był w pewnym momencie bardzo bliski Dianie. Kochał ją i musiał być zdruzgotany po jej śmierci”. Douglas Hogde wypowiadał się z początku o projekcie bardzo ostrożnie. „Kiedy jednak usłyszałem, że reżyseruje Oliver, wiedziałem, że to nie będzie błaha opowiastka dla mas”.

Hodge był w wielkim szoku jak wiele napisano o Burrellu i ile kłamstw na swój temat mężczyzna sam stworzył. Aktor odkrył niezliczone książki, setki godzin archiwalnych nagrań, w tym nawet zapis telewizyjnego realisty show z jego udziałem. „Obejrzałem wszystko, ale nie interesowało mnie dokładne odzwierciedlenie Burrella, lecz ukazanie jego oddania Dianie, jego przywiązania do szczegółów itd.”. Choć Geraldine James nie wygląda w ogóle jak Oonagh Toffolo, Hirschbiegel wierzył, że będzie się idealnie nadawać do tej roli. Spotkał się z Oonagh kilkukrotnie i uważa, że kobieta będzie zadowolona z takiej decyzji obsadowej. „Geraldine oddała perfekcyjnie jej ciepło i poczucie duchowości”. Nie wszystkie postaci w filmie są natomiast oparte na prawdziwych ludziach. Bohaterka imieniem Sonia, w którą wciela się Juliet Stevenson, jest jedną z takich postaci. „Jest tak naprawdę luźno oparta na różnych przyjaciółkach Diany, które przewijały się przez jej życie, łącznie z jej uzdrowicielką oraz terapeutką. To amalgamat różnych cech różnych osób”, wyjaśnia Bernstein.

ROZPOCZYNAJĄ SIĘ ZDJĘCIA

Zdjęcia nakręcono w dziewięć tygodni w ponad stu lokacjach w Chorwacji, południowo-wschodniej Anglii, Londynie, Pakistanie oraz Mozambiku. „To bardzo ambitny film”, zaznacza Bernstein. „Rozpoczęliśmy zdjęcia w Chorwacji, która udawała Australię, Morze Śródziemne, Rimini oraz Bośnię. W ciągu pierwszych dwóch tygodni kręciliśmy w około 30 różnych miejscach”. Po powrocie do Wielkiej Brytanii kręcono w oczywistych lokacjach, chociaż wnętrza pałacu Kensington odtworzono w starym budynku w Langleybury na przedmieściach Londynu. Po krótkiej przerwie w zdjęciach, spowodowanej kontuzją na planie, filmowcy przenieśli się do Mozambiku, który udawał filmową Angolę, ażeby nakręcić sceny szpitalne z ofiarami min przeciwpiechotnych. Zdjęcia zakończono w Pakistanie. Dla scenografki Kave Quinn najważniejsze były dane zebrane przez jej ekipę. „Są w scenariuszu sceny, które odbywały się w konkretnym czasie i miejscu, a Oliver chciał jak największej wiarygodności”, mówi Quinn. „On preferuje autentyczne lokacje nad zbudowane plany zdjęciowe, więc postawiliśmy na wizualną wiarygodność wszystkich wydarzeń”. Scenografka miała nieco większą dozę swobody w przypadku scen prywatnych, które odbywały się „za zamkniętymi drzwiami” i nie zostały w żaden sposób udokumentowane. Quinn weszła w posiadanie zdjęć pałacowego apartamentu Diany, ale nie wiedziała, jak to miejsce wyglądało w okresie, kiedy księżna tam mieszkała. „Starałam się dowiedzieć jak najwięcej o jej kuchni, o salonie – o wszystkich tych detalach, które odgrywają kluczową rolę w tego typu rekreacjach rzeczywistości. To miejsce uległo przez lata sporym przemianom, pozwoliliśmy więc sobie na trochę swobody, ale nie odchodziliśmy zbyt daleko od rzeczywistości”.

O wiele dłużej zajęło filmowcom znalezienie idealnej lokacji nadającej się na filmowy pałac Kensington. Ograniczenia brały się w dużej mierze od rodziny królewskiej, w tym księcia Karola. „Nie chcieliśmy przesadzać i robić sobie z nich wrogów. W efekcie cały proces znacznie się wydłużył”, mówi Quinn. Producenci są natomiast wdzięczni, że pozwolono im kręcić przed ikonicznymi bramami prawdziwego pałacu Kensington. Dostali także zgodę na nakręcenie sceny joggingu na terenie Kensington Gardens. „Rodzina królewska jest świadoma powstawania tego filmu i pozwoliła nam kręcić na niektórych obszarach, więc mam nadzieję, że wyjaśniono im nasze podejście do tematu. Nie chcemy nikogo urażać, mamy dla nich wielki szacunek, pragniemy po prostu zrobić jak najlepszy film”. Opowiadając tę historię, reżyser i producenci chcieli zaznaczyć najbardziej ikoniczne wydarzenia z ostatnich dwóch lat życia Diany. „Pojawiają się sceny, których każdy oczekuje od tego filmu. Najważniejsze było odtworzenie ich w taki sposób, by pomóc widzom przypomnieć sobie własne odczucia, kiedy obserwowali je w czasie rzeczywistym”, wyjaśnia Bernstein. „Oliver odtworzył sceny takie jak wizyta w Angoli czy przyjęcie charytatywne w Sydney w sposób, który pozwala odczuć prawdziwe emocje towarzyszące ludziom, którzy tam byli”.

Najbardziej ikoniczną sceną był wywiad przeprowadzony przez Bashira. „To była dla mnie najtrudniejsza scena, bo wiedziałam, że wielu ludzi będzie ją porównywać do prawdziwego wywiadu. Zainwestowałam w tę scenę najwięcej własnych emocji”, mówi Watts.. Kiedy z kolei grała w scenach „za zamkniętymi drzwiami” pałacu Kensington, aktorka nie czuła tak wielkiej presji, bowiem wiedziała, że nikt się nie będzie do tego aż tak doczepiał. „W tamtych scenach chciałam bardziej przekazać ducha Diany, nie skupiałam się aż tak bardzo na mimice i gestach, natomiast w przypadku wywiadu musiałam być jak najdokładniejsza, łącznie z modulacją głosu, kontrolowaniem spojrzenia itd.” Cała ekipa potwierdza, że aktorce udało się idealnie odzwierciedlić rozmowę z Bashirem, a wielu z nich przebywając tamtego dnia na planie czuło się tak, jak gdyby prawdziwa Diana była z nimi. „Naomi jest szokująco dobra w tej scenie, nie da się odróżnić jej głosu od głosu Diany z nagrań”, mówi Hirschbiegel. „Czułem się tak, jakbym zobaczył na planie ducha”.

TESTAMENT DIANY

Opowiadana w filmie historia wydarzyła się stosunkowo niedawno i stanowi integralną część zbiorowej świadomości, w szczególności w kontekście społeczeństwa brytyjskiego. Co więcej, większość bohaterów, którzy przewijają się przez „Dianę”, ciągle żyje. Watts nadmienia, że czuje wielką odpowiedzialność przed synami Diany. „Bardzo się przejmuję tym, jak odbiorą nasz film. To już dorośli mężczyźni, którzy rozumieją, że ich matka była jedną z najbardziej znanych kobiet naszych czasów, więc zainteresowanie jej osobą nigdy nie osłabnie”. Aktorka dodaje również, że tę historię i tak ktoś musiał opowiedzieć, więc jeśli udało im się osiągnąć to, co sobie założyli, będzie z tego filmu dumna. „Wydaje mi się, że wszyscy wspominają ją dość dobrze ze względu na jej tragiczną śmierć – pamiętam, ile smutku i żalu ona wywołała na całym świecie, ile kwiatów złożono pod pałacem Kensington. Była wielką matką, silną i inteligentną kobietą, która zacieśniła więzi pomiędzy rodziną królewską a społeczeństwem. Mam nadzieję, że nasza historia miłosna dołoży się do panującego o niej dobrego wrażenia”.

Czujemy, że stworzyliśmy coś naprawdę niezwykłego, co będzie przez wiele lat silnie oddziaływało na ludzi. Mamy nadzieję, że wprowadzimy naszym filmem coś nowego do dyskusji o Dianie, ponieważ to będzie pierwszy obraz wyłącznie o niej”, dodają Bernstein i Rae. „Dobrze opowiedziana historia miłosna zawsze pozostawia po sobie pytania, w tym to najważniejsze – co tak naprawdę oznacza miłość? Co oznacza dla mnie ukochana osoba? Co chcę robić w swoim życiu? Często odpowiedzi wywołują smutek, ale potrafią nas również uczyć wierzyć w lepszą przyszłość. Mam nadzieję, że tak będzie z Dianą”, kończy Oliver Hirschbiegel.



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.