Gra Endera: minęło 40 lat od nieudanej inwazji obcych …

2013-11-08 19:02

Ekranizacja kultowej książki sci-fi cieszącej się ogromną popularnością również w Polsce. Jest rok 2070. Minęło 40 lat od nieudanej inwazji obcych. Cały świat żyje w oczekiwaniu na powrót najeźdźców. Ziemskie centrum obrony realizuje tajny plan polegający na rekrutowaniu najinteligentniejszych jednostek jeszcze na etapie dzieciństwa i poddawaniu ich szkoleniu w walce z obcymi. Najlepszym spośród kadetów jest Andrew Wiggin zwany Enderem, który po wstępnym szkoleniu zostaje wysłany do orbitalnej szkoły bojowej. Tam przechodzi trening mający przygotować go na zbliżające się starcie z kosmicznym wrogiem.

Scenariusz „Gry Endera” napisał Gavin Hood, który podjął się również reżyserii filmu. W rolach głównych wystąpili Harrison Ford, Asa Butterfield, Hailee Steinfeld, Viola Davis, Abigail Breslin oraz Sir Ben Kingsley. Film wyprodukowali Gigi Pritzker, Linda McDonough, Alex Kurtzman, Roberto Orci, Robert Chartoff, Lynn Hendee, Orson Scott Card oraz Ed Ulbrich. Autorem zdjęć został Don McAlpine, scenografią zajął się Sean Haworth, a film zmontowali Zach Staenberg i Lee Smith. Kostiumy wykonała Christine Bieselin Clark, za efekty wizualne odpowiadał Matthew E. Butler, a muzykę skomponował Steve Jablonsky.

O PROCESIE PRODUKCJI

Gra Endera”, kanoniczna powieść science fiction autorstwa Orsona Scotta Carda, zadebiutowała w 1985 roku i z miejsca stała się obowiązkową lekturą wszystkich fanów gatunku. Zdobyła prestiżowe nagrody Hugo oraz Nebula, a także miliony oddanych wielbicieli na każdej szerokości geograficznej. Oryginalna w każdym możliwym aspekcie powieść łączyła wielką przygodę, inspirującą historię o dojrzewaniu, wyprzedzającą swoją epokę wizję przyszłości oraz ciekawą refleksję nad gatunkiem ludzkim, co sprawiło, że przez kolejne 30 lat trafiała do wyobraźni zarówno dzieci, jak i dorosłych. Przetłumaczono ją na 28 języków, znalazła się na liście obowiązkowych książek amerykańskiego Korpusu Piechoty Morskiej, a także na liście 100 najlepszych powieści dla młodzieży ułożonej przez American Library Association. Fenomenalna popularność „Gry Endera” oraz zawarta w niej niezwykle plastyczna i przemawiająca do wyobraźni wizja świata przyszłości sprawiły, że filmowa ekranizacja wydawała się kwestią czasu. Jednakże skomplikowana linia fabularna oraz wymagający nowoczesnej technologii aspekt kreacji futurystycznej Ziemi doprowadziły do tego, że projekt był wielokrotnie odkładany na półkę. Producentka Lynn Hendee, prezydent Chartoff Productions, próbowała doprowadzić do jej ekranizacji od ponad dekady. Wraz z Robertem Chartoffem zaprzyjaźnili się z Cardem, stając się niejako jego ambasadorami w branży filmowej. „Zaangażowałam się w ten temat około 15 lat temu”, wspomina Hendee. „Bob Chartoff poprosił mnie, żebym przeczytała pewną powieść, która mu się spodobała. Nie byłam zakręcona na punkcie science fiction, ale nie potrafiłam oderwać się od tej książki! Od tamtego czasu koncepcja filmowej adaptacji przeszła kilka sporych modyfikacji, ale dopiero spotkanie z Gigi Pritzker i Lindą McDonough sprawiło, że temat ruszył z miejsca.

Pritzker, dyrektor zarządzająca OddLot Entertainment, próbowała zdobyć prawa do powieści, odkąd jej nastoletni siostrzeniec zachęcił ją do lektury, sugerując, że to idealny pomysł na film. „Ta powieść nie tylko ułatwiła pokonanie przepaści pokoleniowej pomiędzy czternastolatkiem i osobą dorosłą, ale zawierała w sobie wszystkie elementy wielkiego kina”, wspomina Pritzker. „Podejmuje uniwersalne tematy, z którymi będą potrafili utożsamić się widzowie w każdym wieku. Została osadzona w wyjątkowo ekscytującym świecie i ma w sobie fantastyczną przygodę, której nikt się nie oprze!” Producentka podsunęła książkę swojej koleżance z OddLot Entertainment, Lindzie McDonough, która zakochała się w inteligentnie opowiedzianej historii utalentowanego chłopca, który zostaje wrzucony w sam środek bezrefleksyjnego treningu wojskowego. „To przejmująca opowieść prowadząca do wielu ciekawych dyskusji na temat przywództwa, rozwiązywania konfliktów oraz empatii”, opowiada McDonough. „Dla młodzieży jest również aspekt poczucia izolacji od otaczającego świata”. Hendee zaimponowała pasja Pritzker, a także szacunek producentki dla powieści. Szybko więc podjęła decyzję o przyjęciu oferty OddLot Entertainment. Pritzker i McDonough rozpoczęły kompletowanie ekipy, która miała odpowiadać za projekt. „Wiedziałyśmy, że przeniesienie takiej powieści na ekran kinowy będzie wymagało wielu fantastycznych umysłów”, mówi Pritzker, która poprosiła o pomoc Alexa Kurtzmana i Roberto Orciego z K/O Paper Productions, mających na swoim koncie „Transformers” oraz „Star Trek”. „Potrzebowałyśmy kogoś, kto zna się na takich ogromnych produkcjach”, kontynuuje McDonough. „Dzięki nim projektem zaczęło interesować się więcej ludzi, którzy ufali im jako producentom”.

Uważam, że nareszcie w jednym miejscu zebrało się wystarczająco dużo osób, które przeczytały książkę za młodu, a potem osiągnęły sukces w Hollywood”, mówi McDonough. „Przy okazji technologia poszła na tyle do przodu, że ekranizacja Gry Endera nabrała sensu”. Orci dodaje, że razem z Kurtzmanem są wielkimi fanami powieści. „To bardzo wymagająca lektura, ale również świetna zabawa. Takie połączenia zdarzają się niezwykle rzadko. Nigdy nie sądziliśmy, że będziemy mogli pracować przy tym filmie, nawet jeśli powieść w pewnym sensie zainspirowała nas do kariery w branży filmowej”. Ekipa nieustannie się rozrastała, producenci podjęli również bezprecedensowy krok i zaprosili do współpracy Digital Domain – po raz pierwszy w historii firma zajmująca się efektami wizualnymi weszła w projekt filmowy już w fazie rozwoju. „Gra Endera posiada tyle różnych oblicz, że chcieliśmy zacząć jak najszybciej je kreować”, mówi Pritzker. „Dzięki nim mogliśmy o wiele lepiej przenieść bogactwo powieści na ekran”. Ed Ulbrich, były dyrektor zarządzający Digital Domain oraz producent „Gry Endera”, opowiada, że dla firmy było to spełnienie założycielskiej wizji. „Gdy James Cameron tworzył w 1993 roku Digital Domain, głównym celem firmy kręcenie filmów w nowy, ekscytujący sposób”, wyjaśnia Ulbrich. „Tak właśnie podeszliśmy do tego projektu. Byliśmy w niego zaangażowani już na etapie pisania scenariusza, więc rozwój koncepcji wizualnych był równie ważny co stworzenie odpowiedniej historii”. Tak więc w momencie, gdy scenariusz nabierał odpowiednich kształtów, Digital Domain tworzyło już uniwersum filmowej „Gry Endera”, które Ulbrich nazwał „Ender-verse”.

Przez ponad rok producenci spotykali się z różnymi scenarzystami, aż wreszcie zatrudnili do projektu Gavina Hooda, który stał się również reżyserem „Gry Endera”. Filmografia tego twórcy mówi sama za siebie – potrafił nakręcić niezwykle intymne „Tsosti”, które zdobyło w 2005 roku Oscara w kategorii „Najlepszy Film Nieanglojęzyczny”, a także wysokobudżetowy „X-Men Geneza: Wolverine”. „Gavin zna obie strony medalu”, wyjaśnia Pritzker. „Co więcej, jako młody chłopak służył w południowoafrykańskim wojsku, dzięki czemu doskonale rozumiał hierarchię władzy w takim środowisku,”. Hood zdobył serca producentów już podczas pierwszego spotkania, kiedy tryskając entuzjazmem, udowodnił im, że jest emocjonalnie związany z powieścią Carda. „Spotkanie z Gavinem było momentem przełomowym. Pod koniec rozmowy dosłownie popłakałam się ze szczęścia. Dokładnie to chcieliśmy zrobić!” Hood najbardziej ekscytował się możliwością przeniesienia widzów do świata przyszłości, który skłaniałby do refleksji nad obecnymi problemami ludzkości. „Science fiction to idealny gatunek do rozpoczynania dyskusji na tematy, które są ważne dla współczesności”, mówi reżyser. W „Grze Endera” pojawiają się takie wątki jak prawdziwe znaczenie przywództwa, równowaga pomiędzy dobrem i złem oraz usprawiedliwianie prowadzenia wojen. „Czy sposób, w jaki wygrywamy, jest równie ważny co sama wygrana?”, pyta się retorycznie Hood. „Gdzie leży granica pomiędzy dobrem i złem, i czy czasami w tym samym momencie nie czujemy w sobie i tego, i tego? Czy prawdziwe przywództwo polega na brutalnym korzystaniu z własnego autorytetu, by ludzie robili to, czego się chce? Czy może powinno w nim chodzić o przyciąganie ludzi do siebie, by wykrzesać z nich to, co najlepsze? Ender próbuje odpowiedzieć sobie na te pytania przez cały film”.

Wedle słów scenarzysty i reżysera, w centrum filmowej opowieści znajduje się motyw odnajdywania w sobie prawdziwego bohaterstwa. „Młody człowiek opuszcza bezpieczną przestrzeń własnego domu i wyrusza w niesamowitą przygodę. Napotyka różne postaci, zarówno dorosłych, jak i dzieci, z których każda w jakiś sposób na niego wpływa”, mówi Hood. „W pewnym sensie przypomina to Tsotsi – przyglądamy się dojrzewaniu jednej postaci. Z drugiej strony film jest spektakularny pod kątem wizualnym, więc przydało się moje doświadczenie z pracy przy hollywoodzkich produkcjach. Mam nadzieję, że Gra Endera będzie połączeniem najlepszych cech tych dwóch światów”. Ekranizowanie powieści to zawsze spore wyzwanie, a „Gra Endera”, z szeregiem ważnych postaci oraz ogromną ilością wątków pobocznych, musiała sprawić mnóstwo kłopotów. „Została napisana praktycznie w całości z punktu widzenia Endera. Dowiadujemy się dużo o tym, co bohater myśli, co czuje. Największym wyzwaniem adaptacji było zachowanie ducha Endera Wiggina bez posuwania się do używania narracji pozakadrowej”, mówi Hood, który postanowił również ograniczyć czas akcji z sześciu lat do jednego roku. „Ciężko byłoby osiągnąć taką przemianę z jakimkolwiek aktorem, musiałem przeorganizować linię czasu”, opowiada scenarzysta, który zawęził również zakres opowieści. „Musieliśmy zmieścić się w dwóch godzinach filmowego doświadczenia”, dodaje Hood. „Materiału starczyłoby na kilka produkcji, dlatego należało wydzielić z książki najważniejsze rzeczy”. Hood pracował nad scenariuszem aż dwa lata, ale dzięki temu lepiej zrozumiał bohaterów oraz całą historię. Hendee jest bardzo zadowolona z końcowego rezultatu. „Ta powieść przetrwała próbę czasu, bowiem zadaje czytelnikom pytania o człowieczeństwo oraz reguły społeczne, nie oferując w zamian gotowych odpowiedzi. Każdy będzie potrafił się z nią utożsamić, niezależnie od poglądów politycznych, płci czy kultury”.

DOŁĄCZ DO MIĘDZYNARODOWEJ FLOTY

Ender Wiggin to nastoletni geniusz, którego przeznaczeniem jest stanie się wybawicielem ludzkości. Ta rola byłaby wielkim wyzwaniem nawet dla dorosłego aktora, znalezienie młodzieńca, który potrafiłby wiarygodnie ukazać wewnętrzny konflikt Endera, przysporzyło więc twórcom wielu trudności. „Każdy z milionów fanów powieści miał swoje wyobrażenia o tej postaci”, wyjaśnia Hendee. „Ludzie utożsamiają się z nim, musieliśmy pozwolić im kontynuować tę przygodę w naszym filmie”. Filmowcy rozpoczęli ogólnoświatowe poszukiwania, aż znaleźli idealnego Endera w osobie Asy Butterfielda, który właśnie świętował sukcesy u boku Sir Bena Kingsleya w „Hugo”. „Wiedzieliśmy o nim, więc zaprosiliśmy go na przesłuchanie”, mówi McDonough. „Był nadzwyczajny, więc wysłaliśmy go do Los Angeles na spotkanie z Gavinem. Wywiązała się między nimi silna więź,”, kontynuuje producentka. „Kiedy go zobaczyłem, w głowie zaświeciła mi się przysłowiowa żarówka”, dodaje Hood. „Asa jest bardzo dojrzały, ma w sobie autentyczną dobroć, jest współczującym, inteligentnym chłopakiem. To idealny Ender. Ta postać jest bardzo skomplikowana, również w kontekście odczuwanych emocji, dlatego tak bardzo zależało nam na zachowaniu jego ducha”. Butterfield przyznaje, że po premierze „Hugo” został zasypany scenariuszami, ale to właśnie „Gra Endera” zwróciła jego uwagę. „Młody chłopak ratuje świat i walczy w stanie nieważkości – czegóż więcej chcieć? Wiedziałem, że to będzie fajna zabawa”, opowiada aktor. Ender nie miał łatwo w życiu, ponieważ jest „trzecim”, dodatkowym dzieckiem w świecie, w którym rodziny zostały ograniczone do dwóch potomków. Podobnie jak jego rodzice oraz brat i siostra, zostaje wybrany do Szkoły Bojowej, jednak zachodzi dalej niż wszyscy inni. „Musi pokonać wrogów, lecz zawsze próbuje dostrzegać i zrozumieć obie strony każdego konfliktu”, opowiada Butterfield. „Ludzie są zdolni zarówno do maksymalnej samolubności, jak i wielkiej bezinteresowności. Ender tkwi przez cały film pomiędzy tymi dwiema biegunowo odmiennymi cechami”.

Producenci i reżyser otoczyli swoją młodziutką gwiazdę szeregiem aktorskich weteranów, na czele z Harrisonem Fordem, który wciela się w pułkownika Hyruma Graffa, dowódcę Szkoły Bojowej, który wybiera Endera na potencjalnego bohatera. „Bardzo cieszymy się z tego, że udało nam się wysłać ponownie Harrisona Forda w kosmos”, mówi z uśmiechem Orci. „Pułkownik Graff musiał być charyzmatyczną postacią, ale nie w sposób, który odstraszałby młodych ludzi. Ma w sobie pewien rodzaj ciepła, który posiada również Harrison. We wszystkim, co mówi, tkwi pewna ironia, a w jego oczach zawsze widać błysk przekory”. Ford od razu zauważył stopień skomplikowania tej postaci oraz jego niejasną motywację. „Nosi na barkach ogromne brzemię – jego zadaniem jest wygranie dla ludzkości całej wojny”, wyjaśnia aktor. „Porażka nie wchodzi w grę. Graff wykorzystuje bardzo młodych ludzi do pilotowania samolotów, ponieważ ich umysły działają na szybszych obrotach i są w stanie poradzić sobie ze skomplikowaną technologicznie aparaturą. „W samej koncepcji proszenia dzieci o pójście na wojnę jest coś przerażającego”, kontynuuje Ford. „Uważam, że Graff odczuwa jakieś współczucie dla tych dzieciaków, ale musi je w sobie tłumić, nie mogą mu przesłaniać celu. Nie jest osobą, która lubi zawiązywać mocniejsze relacje”. Graff musi odpowiednio manipulować ludźmi dla dobra ogółu, a Ender niczym się w tym wypadku nie różni od reszty. „Jest dla niego bardzo miły, bo chce go zwerbować”, wyjaśnia Hood. „Ender przybywa do szkoły, myśląc, że ma tam sprzymierzeńca, ale Graff nie tylko go zostawia samemu sobie, ale także napuszcza na niego innych”, kontynuuje reżyser. „Harrison wniósł do tej roli wdzięk i wiarygodność, a także cudowne poczucie humoru”, chwali Forda Gavin Hood. „Ani razu nie przeszarżował i był zawsze przemiły dla wszystkich dzieciaków. Rozumiał, że jego zadaniem jest również ich wspieranie – nie tylko jako postać filmowa, lecz także jako o wiele bardziej doświadczony kolega po fachu”. Ford przyznaje, że przyciągnęła go również możliwość pracy z Hoodem, Benem Kingsleyem i Violą Davis. „Ben Kingsley to jeden z największych współczesnych aktorów, a Viola Davis ma niesamowity talent, który pokazała na planie. Wszyscy byli fantastyczni. Jestem dumny z tego, że mogłem zagrać z taką obsadą”.

Davis wciela się w major Gwen Anderson, odpowiedzialną za psychologiczny komfort dzieci, które zostają wysłane do Szkoły Bojowej. Chociaż poświęciła całe życie na znalezienie kolejnego wielkiego przywódcy wojskowego, nie potrafi pogodzić się z tym, w jaki sposób Graff wykorzystuje jej młodych podopiecznych, w szczególności Endera. Decyzja o zatrudnieniu Davis doprowadziła do całkowitej zmiany koncepcji tej postaci, która w powieści jest męskim instruktorem wojskowym. Filmowcy doszli do porozumienia, że warto odzwierciedlić na ekranie fakt, że w przeciągu trzydziestu lat od publikacji książki podejście do kobiet uległo zmianie. „Lynn zasugerowała, by Andersona uczynić kobietą, w ten sposób wytworzyło się ciekawe napięcie z pułkownikiem Graffem. Od razu pokochaliśmy ten pomysł”, zachwyca się McDonough. „Violi Davis wystarczą dwie sceny, by pokazać głębię swojej postaci”, dodaje Hood. „Anderson próbuje zgadzać się z Graffem, który twierdzi, że można manipulować psychologicznie dziećmi dla większego dobra, ale w ostatecznym rozrachunku nie potrafi się z tym pogodzić. Właśnie to doprowadza do ich konfliktu. Bardziej interesuje ją dobro Endera, niż osiągnięcie celu”. Davis bardzo zaangażowała się w swoją rolę.„Młodzi ludzie zawsze będą stanowili ważną część wojska, ale nigdy nie zrozumieją tego, z czym wiąże się bohaterstwo”, zauważa aktorka. „W tym filmie pokazujemy ekstremalną wersję tego stanu, ponieważ te dzieciaki są tak młode... Ale właśnie w ten sposób dosadnie zaznaczamy fakt, że poddaje się ich treningowi i wysyła na śmierć. Moja bohaterka pomaga je szkolić na wojowników i przywódców. Różnica między Graffem a Anderson polega na tym, że ona zauważa w Enderze chłopaka, który będzie musiał w pewnym momencie zmierzyć się ze świadomością tego, co zrobił”.

Uczniowie Szkoły Bojowej zostali wychowani na opowieściach o legendarnym przywódcy imieniem Mazer Rackham, który niemal w pojedynkę odparł kilka dekad wcześniej inwazję Robali. „Wszyscy wokół wierzą, że Ender stanie się nowym Mazerem Rackhamem”, wyjaśnia Orci. „Gra go Ben Kingsley, który grał już z Asą w Hugo”. Hood twierdzi, że pisząc scenariusz, wyobrażał sobie w tej roli właśnie Kingsleya. „Nie wiedziałem wtedy oczywiście, że uda nam się go zatrudnić. Byłem wniebowzięty, gdy się o tym dowiedziałem. Ma w sobie niezwykły spokój, pod którym kryje się wulkan energii. Potrzebowaliśmy ikonicznego herosa i wojownika, który w pojedynkę uratował rasę ludzką. Jest na świecie jedynie kilku takich aktorów jak Ben”. Kingsley z kolei opowiada, że do przyjęcia roli przekonał go scenariusz oraz możliwość współpracy z Hoodem i Butterfieldem. „Gavin ma w sobie wielki entuzjazm i niespożytą energię, którą dzielił się z nami każdego dnia”, wspomina aktor. „Stworzył cudowny film – mocny, pełen przygody, ekscytujący i bardzo poruszający”. Rackham wywodzi się od maoryskich wojowników Nowej Zelandii, co wyrażają jego rytualne tatuaże na twarzy. „Maorysi to niesamowity gatunek ludzi z wielkimi, pradawnymi tradycjami”, opowiada Kingsley. „To był dla mnie zaszczyt, że mogłem zagłębić się w ich kulturze. Tatuaże na twarzy mojego bohatera zostały zaprojektowane zgodnie z historią jego rodziny”. Hood obawiał się , że Kingsley odmówi noszenia takich tatuaży. „Ale zaskoczył mnie swoim podejściem do aktorstwa. Wywodzi się z tradycji teatralnej, doskonale rozumie, czego się od niego żąda i dostarcza to w swojej roli. Mawia z pełną szczerością: jestem pustym naczyniem, napełnij mnie wszystkim tym, czego potrzebujesz do opowiedzenia swojej historii. Każdego dnia siedział ponad godzinę w charakteryzatorni, gdzie nakładano mu tatuaże. Wieczorne zmywanie ich z jego twarzy trwało niemalże tyle samo do nakładanie!”

Nie tylko dorośli kształtują podróż Endera, czynią to również przyjaźnie i rywalizacje z pozostałymi rekrutami. Trzymając się koncepcji wymyślonej przez Carda, by Ziemi broniła międzynarodowa federacja wojskowa, młodzi aktorzy zostali zatrudnieni wedle klucza, który pozwalał pokazać ogólnoświatowy potencjał takiego aliansu. „Poproszenie dziecięcych aktorów o wypowiadanie niektórych z książkowych kwestii było ogromnym wyzwaniem”, mówi Orci. „Chcieliśmy, by wyglądali na swoje lata, ale także by odczuwali świadomość tego, w jakim filmie występują. Nie było to łatwe”. Dwiema kluczowymi postaciami w życiu Endera są jego siostra Valentine oraz brat Peter. Oboje na początku filmu zostają wydaleni ze Szkoły Bojowej. Wrodzona empatia Valentine nie pozwoliła jej zostać wojowniczką, a agresywność Petera przesłoniła mu umiejętność racjonalnego myślenia. Ender przez cały film walczy z tą dwoistością, która w pewien sposób jest częścią niego samego, jednakże te cechy pomagają mu również zostać liderem. Abigail Breslin, filmowa Valentine, wniosła do roli autentyzm, szczerość emocjonalną oraz inteligencję. „Zawsze wydawało mi się, że Abigail nie gra, ona po prostu jest”, wspomina Hood. „To oczywiście najlepszy możliwy rodzaj aktorstwa. Uwielbiam jej sceny z Asą. Wywiązała się między nimi prawdziwa więź, którą widać na ekranie”. Breslin, która miała na planie 16 lat, uznała sceny z udziałem rodzeństwa za łamiące serce. „To najlepsi przyjaciele. Valentine chroniła Endera w domu, przy rodzinie, a on odwdzięczał jej się tym samym”, wyjaśnia aktorka. „Kiedy on musi odejść, nie wiedzą, czy kiedykolwiek się jeszcze zobaczą”. Hendee dodaje, że Valentine jest rytmem serca Endera. „Nie mając zbyt wiele ekranowego czasu, Abigail była w stanie skraść każdą sekundę. Nie potrafię sobie wyobrazić lepszej aktorki w tej roli”. Breslin zakochała się w scenariuszu, ale nie miała pojęcia o tak ogromnej bazie fanowskiej powieści. Dopiero liczne wiadomości, które dostawała na Twitterze, jej to uświadomiły. „Mam nadzieję, że film spodoba się fanom. Wszyscy zaangażowani w kreację filmu kochali książkę Carda i chcieli oddać jej sprawiedliwość”. Peter, w którego wcielił się Jimmy „Jax” Pinchak, jest o wiele mniej sympatyczną postacią. Starszy brat gnębi Endera za to, że został odrzucony z programu. „Jimmy doskonale odzwierciedlił cierpienie Petera”, opowiada Hood. „Zranieni emocjonalnie ludzie są zdolni do największych okropieństw, co jest o wiele ciekawsze niż bezcelowa agresja. Peter został wychowany w duchu zwycięzcy, ale w wieku 16 lat został odrzucony z programu. Jakaś jego cząstka, która skłania go do używania przemocy wobec młodszego brata, to wypaczony rodzaj miłości. On myśli, że Ender powinien stać się twardszy, bo inaczej poniesie porażkę. Jimmy świetnie to oddał”.

Gdy pułkownik Graff widzi, że Ender jest niezwykle utalentowany, zaczyna wierzyć, że chłopak posiada kombinację cech, których poszukuje Międzynarodowa Flota. Uczniowie z całego świata uczestniczą w serii treningów, które mają ich przygotować na prawdziwą walkę, ale wszyscy wiedzą, że tylko jednemu z nich się uda. Kiedy Ender przybywa do Szkoły Bojowej, tylko jedna osoba chce się z nim zaprzyjaźnić – Petra Arkanian, jedna z niewielu dopuszczonych dziewczyn i równocześnie prawdziwa gwiazd symulatora walk w stanie nieważkości, który ma wielkie znaczenie dla programu. „Ważne było w tym wypadku zatrudnienie aktorki, która naprawdę wierzyłaby, że ma szansę w starciu z chłopakami”, opowiada McDonaugh, przyrównując Petrę do gwiazdy kobiecej piłki nożnej, Mii Hamm. „Tak naprawdę jest od nich lepsza. Hailee znakomicie ukazała na ekranie energię tej postaci”. Hood opisuje młodą aktorkę jako „najbardziej czarującą, pełną entuzjazmu i wigoru młodą osobę jaką znam. Była błyskotliwa jako Mattie Ross w Prawdziwym męstwie braci Coen, ale w tym przypadku musiała mocno się ograniczyć. Oglądałem mnóstwo wywiadów z jej udziałem i zastanawiałem się, czy to ta sama osoba. Petra jest od niej całkowicie inna. Jest strzelcem wyborowym, nie boi się wyrażać opinii w pomieszczeniu pełnym ambitnych chłopaków. Ma w sobie jednak również ciepło, dobroć oraz empatię”. Steinfeld twierdzi, że podjęła się roli w „Grze Endera”, ponieważ projekt zapowiadał się na fajną zabawę. „Po przeczytaniu scenariusza zaczęłam wyobrażać sobie, jak film będzie wyglądał, jak będzie kręcony”, wspomina młoda aktorka. „Petra Arkanian to osoba niezależna, bardzo silna i charyzmatyczna. Podoba mi się to. Jest jedyną dziewczyną w Salamandrach, najlepszej armii w Szkole Bojowej”. Aktorka dodaje, że według niej Petra zaprzyjaźnia się z Enderem, ponieważ widzi w nim samą siebie. „Każde z nich pragnie jedynie wykonać swoje zadanie i powrócić do rodzin. Nawiązują szybko bardzo silną więź, ale nie ma ona nic wspólnego z romantycznymi uniesieniami. Czują się po prostu tak, jakby znali się od lat. Świetnie się dogadywaliśmy z Asą na planie”.

Ender przybywa do szkoły wraz z grupą nowych rekrutów, nazwanych przez to „starterami”. Pierwszy kontakt nawiązuje z Groszkiem, w którego wciela się Aramis Knight, który pracował już z Hoodem przy „Transferze”. „Miał wtedy siedem lat, ale i tak zadziwiał osobowością oraz inteligencją. Aramis wisiał na planie symulatora walk na linkach, zmęczony jak diabli, ale kiedy pytałem, czy da radę nakręcić jeszcze jedno ujęcie, on odpowiadał: Choćby i sto!”. Knight wspomina, że bardzo ekscytował się swoim pierwszym filmem science fiction. „Nigdy wcześniej czegoś takiego nie robiłem. Groszek to z zewnątrz twardziel, ale tak naprawdę to miły chłopak. Stają się z Enderem najlepszymi przyjaciółmi, którzy lubią się ze sobą droczyć i wzajemnie inspirują do bycia lepszymi”. Będąc jednym z najmłodszych aktorów na planie, Knight znalazł jeszcze jedną nić porozumienia ze swoim bohaterem. „Na początku czułem się bardzo niepewnie. Nie miałem pojęcia, czy uda mi się wpasować w to środowisko. Musiałem sobie z tym poradzić, walczyć o poważanie. Myślę, że podobnie czuł się Groszek, który ma jedynie 10 lat”, dodaje Knight. Kolejnym przyjacielem Endera staje się Alai, w którego wcielił się Suraj Parthasarathy. „Jest wyjątkowo inteligentny jak na swój wiek”, określa go Hood. „Ma oczy niewiniątka i staje w opozycji do przemocy Endera. Ta rola wymagała zrozumienia ludzkiej natury, a Suraj nie ma z tym większych problemów”. Młody aktor opowiada, że przeczytał powieść Carda przed castingiem. „Pokochałem ją, mojego bohatera również. Wiem, że fani obawiają się, że scenariusz wypaczy książkę, ale znajduje się w nim sporo tych samych dialogów, jest również wierny fabule oraz poszczególnym postaciom”, dodaje Parthasaraty, który twierdzi, że jest podobny do granej przez siebie postaci. „Alai to prawdziwy bystrzak i mądrala. Zapytajcie się pozostałych, potwierdzą, że ja właśnie taki jestem. Lubię się uczyć i chodzić do szkoły, podobnie jak Alai. Ender ma na Ziemi Valentine, która pomaga mu radzić sobie z życiem. Alai jest jej odpowiednikiem w kosmosie. Jestem jednym z pierwszych przyjaciół Endera i pomagam mu przetrwać pierwsze tygodnie w Szkole Bojowej”.

Nie wszyscy z ekipy „starterów” pałają jednak do Endera sympatią, w szczególności Bernard, największy i najsilniejszy z drużyny. „To brutal”, opowiada Hood. „Góruje nad innymi dzieciakami i używa swojej siły, by je zastraszać. Ale Conor Carroll, który gra Bernarda, wymyślił sobie, że taka osoba może być w rzeczywistości bardzo samotna i szukać po prostu akceptacji. Ten dzieciak miał 12 lat, kiedy wystąpił w filmie. Był niesamowity”. Największym oponentem Endera staje się jednak Bonzo Madrid, przywódca armii Salamander, którego gra Moises Arias. Bonzo sprawuje władzę za pomocą przemocy i strachu, zupełnie inaczej niż Ender. „Moises to prawdziwa siła natury”, mówi Hood. „To miły chłopak, więc fakt, że zagrał kogoś tak złego, świadczy jedynie o poziomie jego aktorstwa. Zagłębił się w tej postaci i odkrył osobę, którą trawią różne lęki i obawy, która nie może sobie pozwolić na utratę autorytetu. Nie podoba mu się to, że Ender staje się dla innych modelem do naśladowania, podczas gdy on musi zdobywać władzę przez zastraszanie”, dodaje reżyser. „Z Bonzo nie ma co zadzierać”, kontynuuje tę myśl sam Arias. „Wszystko robi po swojemu, a jeśli jego armia go nie słucha, wywołuje to u niego agresję. Doskonale zdaje sobie sprawę, że jest jednym z najlepszych, ale Ender zaczyna zagrażać jego pozycji”. Arias nie może się doczekać reakcji fanów na film, który uważa za bardzo wierny duchowi powieści.

ŚWIAT ENDERA

Filmowcy przebyli dosłownie cały świat w poszukiwaniu odpowiednich lokacji do zdjęcia do „Gry Endera”. Znaleźli je w dość nieoczekiwanym miejscu. „Potrzebowaliśmy ogromnego studia, z naprawdę gigantyczną ilością wolnej przestrzeni”, wspomina Gavin Hood. „Nie ma wielu miejsc na świecie, gdzie mogliśmy zbudować nasze potężne plany zdjęciowe. Na szczęście odkryliśmy, że NASA ma swoje rozległe magazyny w Nowym Orleanie, z których akurat nikt nie korzystał. Zamieniliśmy je w studio produkcyjne. Uznaliśmy, że to w dziwny sposób stosowne, że kręcimy Grę Endera, której akcja jest osadzona w kosmosie, w placówce NASA”. Należące do NASA Michaud Assebmly Facility stało się bazą ekipy produkcyjnej, zapewniając jej tyle miejsca, ile potrzebowała, a także łatwy dostęp do najbardziej uznanych profesjonalistów w branży. „Kręciliśmy w magazynach przeznaczonych oryginalnie do budowy rakiet kosmicznych. Potrzebowaliśmy ludzi i środków do stworzenia tego futurystycznego świata, a do Nowego Orleanu można się dostać w ciągu trzech godzin z Los Angeles”, dodaje McDonough. „W ostatecznym rozrachunku doszło do wymiany kulturowej pomiędzy branżą kosmiczną i filmową, co przyniosło korzyści obu stronom”, kontynuuje producentka. „My otrzymaliśmy możliwość zebrania o wiele większej liczby ciekawych informacji, dzięki którym sam film zyskał dodatkowy wymiar. Wszyscy młodzi aktorzy oraz członkowie ekipy mogli zrobić sobie wycieczkę po placówce, zadawać pytania o fizykę i astrofizykę. Poznali prawdziwego astronautę i porozmawiali z nim o poruszaniu się w stanie nieważkości Nie planowaliśmy tego dla naszego filmu, ale dzięki kręceniu wraz z NASA byliśmy w stanie nakręcić jeszcze lepszy produkt”.

Nowy Orlean zapewnił ekipie jeszcze kilka innych lokacji: dom Wigginów powstał w dzielnicy mieszkaniowej niedaleko Tulane University, ziemska szkoła Endera została stworzona w St. Mary's Academy, a Dom Weteranów Międzynarodowej Floty w Fontainebleau State Park na północnym brzegu Lake Ponchatrain. Zanim jeszcze ekipa poznała lokacje, Hood rozpoczął współpracę ze scenografem Benem Procterem nad wizualizacją niezwykłych miejsc „Gry Endera”. „Strona wizualna miała być od samego początku kluczowa dla projektu, chciałem więc stworzyć krótki materiał, który można by pokazywać inwestorom”, opowiada Hood. „Potrzebowałem scenografa, który potrafił tworzyć wirtualne światy. Ben jest jednym z najbardziej utalentowanych i ciężko pracujących ludzi, jakich poznałem w swojej karierze”. Hood chciał pokazać najbardziej zadziwiające pomieszczenie Szkoły Bojowej przestronny symulator, w którym młodzi rekruci przygotowują się do warunków bojowych w stanie nieważkości. Powieść nie podawała zbyt wielu konkretów dotyczących tego miejsca, Hood miał natomiast ambitną wizję. „To nie mógł być po prostu czarny sześcian”, objaśnia reżyser, „Moja koncepcja polegała na stworzeniu gigantycznej szklanej kuli, w której człowiek czułby się tak, jak w kosmosie, nawet jeśli byłby przestrzennie ograniczony. Dałem Benowi i Scottowi Meadowsowi, nadzorującemu pracę przy wizualizacjach, obrazy kopuł geodezyjnych i szklanych kul. Poprosiłem ich o stworzenie czegoś na wzór kostki Rubika, która działałaby na różnych poziomach. Dwa dni później pokazali mi wstępny projekt przestrzeni, która potem stała się jednym z najciekawszych elementów filmu. Gdy producenci i Hood wyświetlili swoją zapowiedź 250 dystrybutorom filmowym z całego świata, zaproszonych specjalnie na tę okazję, spotkali się z burzą oklasków. „Przez kolejne dni trzymaliśmy się z daleka, podczas gdy ekipa zajmująca się sprzedażą na zagraniczne obszary doprowadziła do wyrównania naszego budżetu”, wspomina Hood.

Procter podzielił się tytułem scenografa z Seanem Haworthem. „Ben pracował w departamencie scenograficznym przy Avatarze oraz Transformers 3, a Sean zdobywał doświadczenie na planach Tron: Dziedzictwo oraz Thora. Razem dokonali prawdziwych cudów, mówi McDonough”. Procter i Haworth stworzyli na potrzeby zapowiedzi filmu nie tylko wiarygodną wersję Szkoły Bojowej, lecz pokazali także fragmenty różnych światów, od wyidealizowanej wizji Ziemi po planetę Eros, skolonizowaną niegdyś przez Robale, obecnie pod kontrolą Sił Międzynarodowych. W „Grze Endera” Ziemia jest prawdziwym rajem, miejscem, do którego główny bohater chciałby jak najszybciej powrócić. „Potrzebowaliśmy wytworzyć na ekranie świat, który Ender chciałby ratować”, opowiada Haworth. „Ta rzeczywistość musiała również być bardziej przytulna, w przeciwieństwie do rygorystycznego wojskowego życia w kosmosie”. Hood wyobrażał sobie Szkołę Bojową jako budynek futurystyczny i zarazem funkcjonalny, odzwierciedlający trudne życie młodych ludzi zmuszonych do zbyt szybkiego dorastania. Symulator to kula o średnicy 100 metrów, grupy rekrutów walczą w niej w stanie zerowej grawitacji. W środku znajdują się ogromne metaliczne gwiazdy, których można używać zarówno jako przeszkód dla wrogiej ekipy, jak i do własnej obrony. „Projekty Bena i Seana nie korzystają ze schematów kina science fiction”, dodaje Hood. „Są bardzo mocno osadzone w środowisku wojskowym, w tamtej mentalności. Kiedy znajdujemy się w Szkole Bojowej, czujemy się niemalże tak, jak na lotniskowcu pełnym żołnierzy”. Następnie Ender zostaje wysłany na Eros, gdzie przechodzi zaawansowane symulacje bojowe, które służą mu za ostateczny trening przed zostaniem Komandorem Międzynarodowej Floty. Na potrzeby pomieszczenia symulującego bitwy, które znajduje się w Centrum Dowodzenia na Eros, wykorzystano halę o wielkości ponad 3.000 metrów kwadratowych, inspirując się centrum operacyjnym NORAD, które znajduje się w gigantycznym podziemnym bunkrze w Cheyenne Mountain w Górach Skalistych.

Do roli autora zdjęć zatrudniono legendarnego Dona McAlpine'a, z którym Hood pracował już przy „X-Men Genezie: Wolverine”. „Świetnie się rozumieli, więc chcieliśmy przenieść tę więź na plan Gry Endera. Porozumiewali się w zasadzie bez słów, a potem Don wyjaśniał założenia swojej ekipie”, dodaje McDonough. Reżyser uważa McAlpine'a za swojego mentora w kontekście zdjęć filmowych. „Jest pełen ciepła i entuzjazmu, to również prawdziwy wirtuoz oświetlenia planów. Wszystko, co widać w filmie, było zintegrowane z komputerem, tak żebyśmy mogli w każdej chwili modyfikować atmosferę ujęcia, ale cały plan był normalnie oświetlony – w samych tylko przestrzeniach Szkoły Bojowej mieliśmy ok. 4.500 indywidualnych źródeł światła”. McAlpine po raz pierwszy użył tak skomplikowanego systemu oświetlenia LED. Jest ekipa musiała zaprojektować tysiące różnych schematów oświetleniowych, dzięki którym można było modyfikować z poziomu komputera natężenie oraz jakość światła w każdej scenie. „Nie chcieliśmy wirtualnego światła – aktorzy byli oświetlani fizycznie na planach. Miało to swoje ograniczenia, ale w większości otwierało praktycznie nieskończone możliwości”. „Gra Endera” to dopiero drugi film, który McAlpine nakręcił na kamerach cyfrowych. „Celuloid uwypukla różnice między kolorami o wiele bardziej niż ludzkie oko”, mówi McAlpine. „Technologia cyfrowa sprawdza się lepiej w odwzorowywaniu kolorów, dając możliwość mieszania ich ze światłem, co w naturze odbywa się nieustannie”. Hood nadmienia natomiast, że choć McAlpine pracował z relatywnie nową w swoim przypadku technologią, jego lata doświadczeń na planach filmowych były nie do przecenienia. „To niesamowite jak szybki i wydajny był każdego dnia. To chodząca jakość. Obrazy zapisane na jego kamerach osiągają ideał. Osiągnął naprawdę coś fantastycznego”, mówi reżyser.

Kostiumografka Christine Bieselin Clark, z którą reżyser pracował już przy „Transferze”, podeszła do garderoby poszczególnych postaci z pewną powściągliwością. „To futurystyczne kino science fiction, ale również intensywna emocjonalnie opowieść, którą napędzają ludzie, nie efekty wizualne. Tak się złożyło, że akcja rozgrywa się w przyszłości, ale to nie jest cechą definiującą film”, mówi Bieselin Clark. „Nie chcieliśmy, żeby spektakl wizualny przesłonił opowiadaną historię”, dodaje kostiumografka. „Kostiumy oraz paleta kolorów są dla mnie bardzo ważne”, wyznaje Hood. „Bardzo łatwo jest z nimi przesadzić, odwracając uwagę widza od tego, co dzieje się na twarzy aktora. Kostium powinien podkreślać jego oblicze i wspomagać definiowanie postaci, ale nie przeszkadzać aktorowi w grze”. Bieselin Clark podzieliła fabułę na trzy rozdziały: Ziemia, Szkoła Bojowa, Eros. Na potrzeby każdego z nich stworzyła unikalny wygląd kostiumów, który jednak zachowywał ciągłość filmową. „Kolory były dla nas narzędziem, które pozwalało przenosić widza z jednego rozdziału do drugiego”, opowiada kostriumografka. „Najbardziej krzykliwe kolory zostały użyte na Ziemi. Jest mnóstwo zieleni i bursztynu, pojawiają się lekkie szarości, wszystko jest naturalne, organiczne i łatwo identyfikowalne, żeby widzowie nie mieli problemów z wejściem w historię. Kiedy tylko zmieniamy scenerię na Szkołę Bojową, kolory stają się stalowe i chłodne, pojawia się dużo niebieskiego, a materiały są syntetyczne. Uniformy są szyte z Tweave, czyli wełnianej gabardyny przyszłości – podobnie jak dzisiejsze, tyle że z pewną nutką futuryzmu. Jedynym wyróżniającym się kolorem są żółte stroje „starterów”. Kiedy przenosimy się na Eros, które jest o wiele poważniejszym miejscem, zachowujemy chłodną tonację uniformów, ale całość nabiera mroczniejszych barw”.

Materiał, który Hood i ekipa przygotowali na potrzeby potencjalnych sponsorów, pokazywał wizję stanu nieważkości stworzoną całkowicie za pomocą efektów komputerowych, ale reżyser chciał, żeby w filmie wszystko było kręcone na żywo na planie. „Ograniczony czas, który spędziliśmy w stanie nieważkości, był niezwykle wymagający”, mówi McDonough. Koordynator scen kaskaderskich Garrett Warren spędził ponad dekadę na badaniu właściwości stanu nieważkości. Hood mówi, że Warren świetnie sobie również radził z dziecięcymi aktorami. „Miesiącami z nimi trenował i doprowadził ich do takiego poziomu, że wykonywali sami 90% wszystkich ujęć kaskaderskich”, kontynuuje reżyser. „Symulacja stanu nieważkości to wyzwanie nawet dla wysportowanych atletów, natomiast nie przewidzieliśmy tego, że dzieciaki tak dobrze będą się przy tym bawić”, opowiada Warren. „Tak znakomicie opanowały swoje ruchy, że wykonywały więcej niż od nich oczekiwaliśmy! Praktycznie nie używaliśmy normalnych kaskaderów”. Młodzi aktorzy spędzili również czas w specjalnie przygotowanym na tę okazję obozie, w którym nauczyli się wojskowej dyscypliny, a także wyjechali na obóz kosmiczny, ażeby zrozumieć, co oznacza życie i podróżowanie w stanie nieważkości. Dla wielu z nich było to niczym spełnienie marzeń. „Wszyscy dziecięcy aktorzy byli fantastyczni”, opowiada Pritzker. „Podczas gdy my zajmowaliśmy się pre-produkcją, oni już maszerowali i trenowali z instruktorami, stając się małymi żołnierzami. Śledziliśmy ich konta na Twitterze, na których pisali, że są cali obolali i zmęczeni, ale że jest to przygoda ich życia i nie zamieniliby ani jednej sekundy na nic innego”.

Hood ma nadzieję, że ekipie udało się zachować odpowiednią równowagę pomiędzy kinem rozrywkowym a opowieścią pełną moralnych dywagacji. „To jeden z najbardziej ekscytujących powodów, dla których zrobiłem ten film”, mówi z uśmiechem. „Rzadko spotyka się historię, która stymuluje intelektualnie i moralnie, jednocześnie świetnie przy tym bawiąc. Najciekawsze dzieła sztuki ekscytują i emocjonalnie, i wizualnie, i mentalnie. W Grze Endera mogliśmy działać na każdym z tych poziomów”. Jego słowa potwierdza Pritzker: „Chcemy, by widzowie wychodzili z kin podbudowani. To wspaniałe kino akcji, ale także film prawiący o ciekawych zagadnieniach moralnych. Nie bawiliśmy się z kaznodziejstwo, ale mamy nadzieję, że widzów zainteresują podniesione przez nas tematy. Osobiście uważam, że w filmie znajduje się mnóstwo rzeczy, które mogą doprowadzić do ciekawych dyskusji. Ucieszę się, jeśli widzowie też to dostrzegą”.

GAVIN HOOD

Zyskał sławę nakręconym w RPA filmem „Tsotsi”, który zdobył Oscara w kategorii „Najlepszy Film Nieanglojęzyczny”. Jego rodzice poznali się w trakcie pracy w teatrze, pierwsze kroki Gavina w branży wiązały się więc z aktorstwem w teatrze. Dorabiał również w telewizji. Zachęcony przez rodziców do „wyrobienia sobie konkretnego zawodu”, Gavin ukończył wydział Prawa i Ekonomii na University of the Witwatersrand w Johannesburgu, po czym przeniósł się do Los Angeles, gdzie studiował scenariopisarstwo i reżyserię na UCLA. Po nakręceniu niskobudżetowego debiutu „A Reasonable Man” trafił w 2000 roku na listę dziesięciu najbardziej obiecujących reżyserów, którą układa regularnie czasopismo branżowe Variety. Jego następny film fabularny „W pustyni i w puszczy”, oparty na epickiej powieści laureata Nagrody Nobla, Henryka Sienkiewicza, zdobył w 2002 roku główną nagrodę na Międzynarodowym Festiwalu Kina Dziecięcego w Chicago. W 2005 roku Gavin napisał i wyreżyserował Oscarowe „Tsotsi”, adaptując powieść uznanego na całym świecie dramaturga Athola Fugarda. Film był również nominowany do Złotego Globu oraz Nagrody BAFTA i zdobył prestiżową Nagrodę Publiczności na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto. Następnie Gavin nakręcił „Transfer” z Reese Witherspoon, Jake'em Gyllenhaalem i Meryl Streep w rolach głównych, a także wyreżyserował Hugh Jackmana w „X-Men Genezie: Wolverine”.

 



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.