Ani słowa więcej: ciepła komedia która w zabawny sposób opisuje jak trudno zacząć od nowa

2013-12-02 23:51

Ani słowa więcej” to opowieść o rozwiedzionej samotnej matce, Evie (Julia Louis-Dreyfus), która pracuje jako masażystka i powoli godzi się z tym, że jej córka niedługo wyjedzie do college'u. Pewnego dnia poznaje Alberta (James Gandolfini) – uroczego, zabawnego faceta, który również cierpi na syndrom pustego gniazda. Eva zaprzyjaźnia się też z Marianne (Catherine Keener) – klientką, która ma tylko jedną wadę : zbyt często narzeka na byłego męża. Któregoś dnia związek Evy i Alberta staje pod znakiem zapytania, gdy bohaterka poznaje prawdę o byłym Marianne...

Wytwórnia Fox Searchlight Pictures zaprasza na ciepłą, mądrą komedię, która w zabawny sposób opisuje, jak trudno zacząć od nowa.

O REALIZACJI

Kiedy córka Evy wybiera się na studia, kobieta stawia czoło nowej sytuacji – po raz pierwszy od lat znów skupia się na sobie. Poznaje Alberta, który doskonale wie, przez co ona przechodzi. W tym samym czasie Eva zaprzyjaźnia się z Marianne – poetką, która budzi w niej podziw, ale i uczucie zazdrości. Nowa koleżanka ma tylko jedną wadę – bez przerwy narzeka na byłego męża i znajduje w Evie powierniczkę. Kiedy główna bohaterka dowiaduje się, że Albert to eks Marianne, nie wie, co zrobić. Postanawia zachować to dla siebie, ale zaczyna wątpić w to, co czuje do nowego chłopaka.

Reżyserka i scenarzystka Nicole Holofcener wsławiła się filmami, które w zabawny sposób wnikliwie opisują życie. Twórczyni przyznaje, że inspiruje się doświadczeniami swoich bliskich i skupia się na pokazaniu trudności, na które napotyka każdy z nas. „Bohaterowie jej filmów próbują połączyć życie prywatne z karierą zawodową i znaleźć sens. Mają pragnienia, których czasem się wstydzą. To świetnie opowiedziane historie, w których nie brakuje humoru.” - mówi producent Anthony Bergman.

Reżyserka od początku widziała w głównej roli Julię Louis-Dreyfus, która zasłynęła rolą w kultowym sitcomie „Seinfeld”.

Ma ogromny talent komediowy, ale jest bardzo wszechstronna. Świetnie wypada w rolach dramatycznych, choć wielu widzów nie zdaje sobie z tego sprawy. Kiedy się spotkałyśmy, opowiedziała mi o tym, że jej syn niedawno wyjechał na studia. Popłakała się i nie miałam już wątpliwości, że zrozumie Evę.” ­ mówi Holofcener.

Reżyserka jest nazywana głosem swojego pokolenia. Jej pierwszy film, „Rozmawiając, obmawiając” opowiadał o życiu dwudziestolatków – przyjaźni, intensywnych związkach, rozstaniach i godzeniu się z codziennością. „Ani słowa więcej” to historia dojrzałych ludzi, którzy wchodzą w nowy etap. Holofcener przyznaje, że jest jej bliska. „Eva poświęciła się wychowaniu córki, który niebawem wyfrunie z gniazda. Boi się tego, co ją czeka i samotności. Żartuje, że zostanie bez celu w życiu i może powinna znaleźć hobby, na przykład robienie na drutach. Ja również myślę o tym, jak to będzie, gdy moje dzieci wyjadą na studia – wszystko się zmieni. Ten film to dla mnie próba pogodzenia się z tym, co nieuniknione.” - mówi reżyserka i dodaje : „Po rozwodzie weszłam w nowy związek, mój był też. Zastanawiałam się, co opowiada swojej nowej dziewczynie. Jednocześnie sama go obgadywałam, bo w moich oczach rozwód nastąpił z jego winy. On pewnie obwiniał mnie. Gdzie leży prawda? Pośrodku. Niełatwo pogodzić się z tym, co było, zaakceptować to i otworzyć się na nową miłość.”

Na początku filmu Eva idzie na przyjęcie i poznaje dwie osoby, które odmienią jej życie : poetkę Marianne, która staje się dla niej wzorem i Alberta – uroczego faceta, z którym sporo ją łączy.

Po pamiętnym wieczorze nawiązuje się i przyjaźń, i romantyczna relacja. Marianne opowiada Evie o swoim byłym, na którym nie zostawia suchej nitki – opisuje go jako grubego niezdarę z denerwującymi nawykami. Z kolei Albert z każdym dniem coraz bardziej ujmuje Evę swoim ciepłem. „Kiedy Eva odkrywa, że okropny były Marianne to właśnie Albert, nie wie, co ma zrobić. Zaczęła się zakochiwać i nie może uwierzyć, że ten cudowny mężczyzna to wstrętny eks, o którym tyle słyszała. Zamiast powiedzieć im obojgu prawdę po prostu udaje, że o niczym nie wie.” - mówi Holofcener.

Humor tkwi w wadach i słabościach bohaterów oraz ich błędnych decyzjach. „Nikt nie jest idealny. Wszyscy czasem postępujemy niewłaściwie. Filmy Nicole chwytają za serce, bo widzimy w nich siebie i nasze rozterki.” - mówi producent Anthony Bergman.

To wzruszająca zabawna historia, jakiej jeszcze nie było. Główna bohaterka musi się pogodzić z tym, że jej córka odchodzi z domu. W tym samym czasie poznaje mężczyznę, który co prawda nie jest ideałem, ale sprawia, że kobieta po prostu dobrze się przy nim czuje. Nicole pokazała dojrzałą miłość opartą na cieple, humorze i bliskości.” - mówi producent.

WEJŚĆ W SKÓRĘ NICOLE

Julia Louis-Dreyfus świetnie rozumie swoją bohaterkę. „Rodzic, którego dziecko wyjeżdża na studia, czuje się osamotniony i nie wie, jak poukładać swoje życie. To szczególnie trudne dla rozwodników.” - mówi aktorka i dodaje : „Wejście w nowy związek również napawa lękiem. Nikt nie chce popełniać takich samych błędów, zwłaszcza jeśli bardzo po nich cierpiał.”

Aktorka i reżyserka zaprzyjaźniły się podczas pracy nad filmem. Połączyła je niemal siostrzana więź. Holofcener twierdzi, że Louis-Dreyfuss ma dwie cechy idealnie opisujące bohaterki jej filmów – jest bardzo bystra i bardzo zabawna. „Potrafi zagrać niezręczność i nie boi się kłopotliwych scen. Dzięki temu łatwo się z nią identyfikować.” - mówią producenci.

Eva ma problem z wytyczaniem granic. Nie potrafi tego zrobić w relacji z córką, Albertem, Marianne. Tak bardzo pragnie bliskości, że nie myśli racjonalnie i wystawia się na zranienie. Przepełnia ją smutek i czuje się samotna. Ma dobre serce i nietrudno ją pokochać, ale popełnia błędy, które komplikują jej życie.” - mówi aktorka.

Nicole wie, jak pracować z aktorami. Daje świetne wskazówki i stawia kreowanie bohaterów na pierwszym miejscu. Łatwo się z nią pracuje, co jest szczególnie istotne.” - dodaje aktorka.

Szukając odtwórcy roli Alberta, Holofcener pragnęła uniknąć oczywistości. „Lubię aktorów, którzy już na pierwszy rzut oka są po prostu prawdziwymi ludźmi. Julia jest piękna, ale przy tym naturalna i normalna, co bardzo sobie cenię. Do roli Alberta wybrałam Jamesa Gandolfiniego, który jest ciepłym, fajnym facetem.” - mówi reżyserka.

Nie bałam się tego, że to trochę kontrowersyjny wybór. James zachwycił mnie rolą Tony'ego Soprano – pokazał, że jest bardzo wszechstronnym i utalentowanym aktorem.” - wyjaśnia Holofcener i dodaje : „Wspaniale nam się razem pracowało. James miał ogromne poczucie humoru i nie bał się, że wypadnie głupio.”

Dopiero, gdy zatrudnię obsadę, bohaterowie nabierają dla mnie charakteru. Wzorowałam Alberta na swoich byłych, a także na wyobrażeniach o mężczyznach. James zachwycił mnie swoją charyzmą i wrażliwością. Nie wyobrażam sobie kogoś innego w roli Alberta.” - dodaje reżyserka.

Aktor zmarł na zawał niedługo po zakończeniu zdjęć. „Wspaniale się z nim pracowało. Cieszę się, że miałam okazję go poznać. Był wyjątkowy i trudno się pogodzić z jego odejściem.” - mówi reżyserka.

Był jednym z najlepszych aktorów naszego pokolenia. To dla mnie zaszczyt, że mogłam z nim wystąpić. Cieszę się, że ludzie zobaczą go w tej roli.” - dodaje Julia Louis-Dreyfus.

Rolę Marianne zagrała Catherine Keener, która wystąpiła w czterech poprzednich filmach Holofcener. Tym razem wcieliła się w poetkę, której córka -podobnie jak córka Evy-również idzie na studia, ale nie robi to na jej matce dużego wrażenia, a już na pewno nie wpływa na jej plany.

Wcześniej obsadzałam Marianne w rolach neurotycznych kobiet, które mają trudność w radzeniu sobie z problemami. Postanowiłam dać jej możliwość zagrania czegoś innego. Marianne jest piękna, zadowolona z życia i skupiona na sobie, wręcz egoistyczna. Catherine wypadła fenomenalnie.” - mówi reżyserka.

Keener i Holofcener poznały się 18 lat temu i od tamtej pory blisko się przyjaźnią. „Nicole ma ciekawą wizję świata i potrafi ją przekazać. Bardzo lubię z nią pracować. Jej filmy mają przesłanie i są świetnie napisane.” - mówi aktorka.

W roli Sary, bliskiej przyjaciółki Evy, zobaczymy Toni Colette. Sarah to psychoterapeutka, która tkwi w trudnym małżeństwie. „Z jednej strony stara się dawać Evie dobre rady, a z drugiej nie potrafi być konstruktywna. Wie, jakie rozwiązania są słuszne, ale nie zawsze umie się kierować zdrowym rozsądkiem.” - mówi producent.

Colette to wszechstronna aktorka – udowodniła to rolą w serialu „Wszystkie wcielenia Tary”, gdzie zagrała kobietę cierpiącą na rozszczep osobowości. „W filmie Nicole zagrałabym dowolną postać, bo wszystkie są świetnie napisane. Sarah szczególnie zwróciła moją uwagę. Jest przyjaciółką, żoną, matką, terapeutką. Ma wiele na głowie.” - mówi aktorka i dodaje, że słodko-gorzki scenariusz od razu ką zachwycił : „Nicole ma świetne pióro. Jest bardzo zabawna, a jednocześnie potrafi chwycić za serce. Posługuje się pięknym językiem i wspaniale się z nią pracuje. Jest zdolną reżyserką, która umie wydobyć z aktorów to, czego chce.”

W filmie wystąpili też Ben Falcone, Tavi Gevinson, Tracey Fairaway i Eve Hewson. Nicole Holofcener przyznaje, że praca z taką obsadą to coś cudownego. „Możliwość współpracy z fantastycznymi aktorami to wielki dar. Byłam bardzo podekscytowana, słysząc, jak wypowiadają napisane przeze mnie kwestie. Ta historia jest bliska mojemu sercu. Dla nich też stała się czymś więcej niż kolejną rolą. Zależało nam na tym, by stworzyć ciepłą, wzruszającą historią.” - mówi reżyserka.

O PRODUKCJI

Film kręcono głównie w Los Angeles, czyli rodzinnym mieście Nicole Holofcener. Reżyserka wybrała lokalizacje, które podkreślają niezwykłość Zachodniego Wybrzeża. Ekipa zawitała między innymi do nowoczesnego Culver City, rodzinnego Mar Vista, Venice, Santa Monica.

Mieliśmy ogromne szczęście, bo udało nam się pracować dokładnie tam, gdzie chcieliśmy. Miasto odkrywa w filmie ważną rolę, w pewnym sensie jest jednym z bohaterów. Dodatkowym plusem kręcenia w Los Angeles jest to, że można wynająć najlepszych filmowców z branży, bo są na miejscu. Nie trzeba ściągać ich na plan i załatwiać noclegu – przyjeżdżają ze swoich domów, a po skończonym dniu zdjęciowym po prostu do nich wracają.” - mówi producent.

Scenograf Keith Cunningham z radością wyszukiwał ciekawych miejsc: „Zakochałem się w scenariuszu, gdy tylko go przeczytałem. Doskonale wiedziałem, jak powinien wyglądać film. Praca nad scenografią była czymś niezwykłym.”

Domy bohaterów zostały urządzone tak, by oddać ich charaktery. „Największym wyzwaniem był dom Marinne. Ma silną osobowość, ubiera się w sposób zwracający uwagę. Udało nam się znaleźć śliczną rezydencję z pięknym zadbanym ogrodem. W sam raz dla Marianne. Dom Evy jest bardziej funkcjonalny. Widać, że mieszka w nim pracująca matka, która nie przykłada do wystroju zbyt dużej wagi. Po domu Alberta od razu widać, że mieszka w nim kawaler. Dominują ciemne kolory, a zasłony są zazwyczaj zaciągnięte.” - mówi Cunningham.

Kostiumy również podkreślają osobowości bohaterów. Leah Katznelson bardzo się do nich przyłożyła : „Moja praca polega na tym, by pomóc reżyserowi opowiedzieć daną historię za pomocą ubrań. Nicole stawia na realizm, więc wszystko miało znaczenie – nie tylko styl, ale i markowość. Nie wszyscy kupują ubrania w drogich sklepach. Trzeba zadbać o każdy szczegół. Los Angeles to kolorowe miasto i dość oryginalne. Cały rok nosi się tu klapki, dżinsy i t-shirty. Zadbałam o to, by po bohaterach było widać, że pochodzą z Kalifornii.”

Eva jest masażystką i pracuje w domach klientów, dlatego zazwyczaj nosi dresowe spodnie i wygodne buty. Z kolei Marianne to elegancka, pewna swojej urody kobieta, więc zazwyczaj ma na sobie ciekawe, kolorowe kreacje.

To mój piąty film. Czuję, że zawarłam w nim wszystko to, co chciałam opowiedzieć. Cieszę się, że miałam możliwość go nakręcić.” - mówi Nicole Holofcener.

Materiały: imperial-cinepix.com.pl



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.