Wilk z Wall Street: opowieść o człowieku który zawsze chciał więcej

2014-01-03 13:08

Jeden z największych reżyserów naszych czasów, laureat Oscara Martin Scorsese przedstawia prawdziwą historię jednego z najbardziej kontrowersyjnych bohaterów Wall Street. Jordan Belfort był złotym dzieckiem świata amerykańskich finansów. Szybki i oszałamiający sukces przyniósł mu fortunę, władzę i poczucie bezkarności. Pokusy czaiły się wszędzie, a Belfort lubił im ulegać i robił to w wielkim stylu. Najpiękniejsze kobiety. Najdroższe jachty. Najbardziej wyszukane narkotyki. Szalona impreza bez cienia poczucia odpowiedzialności. A w ślad za tym nieuniknione błędy i pragnienie jeszcze większego bogactwa. Korupcja, naginanie prawa i malwersacje podatkowe – w tym także Belfort okazał się mistrzem.

Zrealizowana z rozmachem i poczuciem humoru, urzekająca blichtrem, a jednak gorzka opowieść o człowieku, który zawsze chciał więcej, a dostał to na co zasłużył.

WYSTAWNE ŻYCIE BANITY Z WALL STREET

Nazywam się Jordan Belfort. W sezonie, w którym ukończyłem 26. rok życia, zarobiłem 49 milionów dolarów, co mnie mocno wkurzyło, bo zabrakło mi trzech milionów, żeby mieć średnią jednego miliona tygodniowo”.

Reżyser Martin Scorsese czuje się w gatunku dramatów kryminalnych jak przysłowiowa ryba w wodzie, ale „Wilk z Wall Street” jest filmem wyjątkowym w jego niezwykłej karierze. Amerykański twórca poszedł w nim na całość, pokazując na ekranie dosłownie każdy aspekt życia swego protagonisty: od bezlitosnego bogacenia się kosztem innych i uwielbienia wyuzdanego seksu z pięknymi kobietami, po uzależnienie od różnych form narkotyków oraz brak poczucia odpowiedzialności za swe czyny. „Wilk z Wall Street” to gorzka i oburzająca satyra na współczesny świat wielkiej finansjery, w której każdy widz poczuje odurzenie chciwością, władzą i atrakcyjnością zbyt łatwo zarabianych pieniędzy, ale film Scorsese jest również zaprawionym czarnym jak smoła humorem doskonałym kinem rozrywkowym, które na długo zapada w pamięci. „Wilk z Wall Street” to prawdziwa historia nietypowego dojścia do władzy nowojorskiego maklera Jordana Belforta, który dorobił się prawdziwej fortuny za pomocą defraudowania gigantycznych sum pieniędzy, przeznaczając je później na poszukiwania coraz to nowszych form cielesnych przyjemności. Film przedstawia kolejne etapy życia Belforta, od skromnych początków jako prawego młodziana na Wall Street po okres, gdy stał się skorumpowaną do cna karykaturą własnych marzeń. Zgromadziwszy w niezwykle krótkim czasie absurdalnie wielką fortunę, Jordan począł inwestować w niekończący się potok afrodyzjaków, ani przez chwilę nie obawiając się o ich cenę. Jego firma Stratton Oakmont stała się symbolem hedonistycznego spełnienia, sprowadzając na siebie także zainteresowanie SEC (amerykańskiej komisji papierów wartościowych) oraz FBI.

Ta historia przypomina mi współczesną wersję życia Kaliguli”, opowiada Leonardo DiCaprio, aktor wcielający się w rolę Belforta, ale także producent „Wilka z Wall Street”, który walczył kilka lat o jego powstanie. Porównanie Belforta do najbardziej rozwiązłego i zdeprawowanego cesarza w historii Imperium Rzymskiego sprawdza się znakomicie po przeniesieniu tego królestwa przesady w ramy hermetycznego świata nowojorskiej giełdy, którym dyrygowali nie arystokraci i dygnitarze, lecz mało wyszukani sprzedawcy z Queens. Aktor przyznaje, że jest pod wielkim wrażeniem osadzenia tej historii pośród wyjętych spod prawa nowojorskich finansistów, których jedynym zajęciem było dogadzanie swoim wybujałym ego i przymykanie oczu na konsekwencje własnych czynów. „W późnych latach 80. i wczesnych 90. Wall Street nie było praktycznie w żaden sposób kontrolowane lub regulowane – to był prawdziwy Dziki Zachód”, zauważa DiCaprio. „A Jordan Belfort był jednym z tych wilków, którzy skorzystali z luk prawnych i zbili gigantyczne fortuny”. DiCaprio zainteresowała również niezwykła szczerość Belforta, który mówił o swoim życiu bez żadnych ogródek – pieniędzy było tak dużo, że ludzie potrafili dosłownie uprawiać na nich seks, aż wreszcie ten wszechobecny nadmiar stał się dla nich codziennością. „Fascynuje mnie fakt, że Jordan opowiadał całkowicie szczerze o swoich szaleńczych zachowaniach. Niczego się nie wstydził. Nie gryzł się w język. Nie miał zamiaru nikogo przepraszać. Wiedziałem, że to podstawa do stworzenia fascynującego bohatera filmowego. A fakt, że ostatecznie musiał zapłacić za to wszystko, sprawił, że opowieść wydawała mi się idealna do przeniesienia na ekran”.

Zanim Belforta oskarżono o malwersacje finansowe oraz pranie pieniędzy, mężczyzna prowadził tak przesadnie wystawne życie, że wielu złapało by się za głowę ze zdziwienia – latał własnym helikopterem, jeździł sześcioma luksusowymi samochodami, pływał na 50-metrowym jachcie, który wcześniej należał do Coco Chanel, jego rachunki za hotel i prostytutki sięgały 700 tysięcy dolarów, każdego dnia dostarczał organizmowi pożywki z metakwalonów, kokainy i morfiny. I nagle wszystko stracił. Mając mnóstwo czasu na refleksję i wyciągnięcie wniosków, opisał swoją życiową przygodę w książce, ujawniając krok po kroku wszystkie przerażające detale, od skromnych początków w garażu po hurtowe dojenie kolejnych inwestorów i ostateczny upadek z wielkiej wysokości. Napisana z typowo nowojorskim lekceważącym podejściem książka znalazła uznanie u krytyków, którzy chwalili jej dynamiczny styl oraz komediowe zacięcie – niektórzy ujrzeli w niej nawet wyborną opowieść o współczesnej Ameryce trawionej szaleństwem mamony. Belfort mógł nie być członkiem mafii, ale wielu uznaje go za gangstera finansowego. Podczas gdy jego klienci przegrywali całe swoje życia, on i jego przyjaciele bawili się w najlepsze, jak prawdziwi bandyci – i publicznie przyznawali się do swego bogactwa, co spowodowało, że Forbes Magazine nazwał Belforta „typem Robin Hooda, który kradnie bogatym i daje sobie”.

To typ współczesnego gangstera”, mówi Joey McFarland z Red Granite Pictures, który dołączył do ekipy producenckiej składającej się ze Scorsese, DiCaprio, Rizy Aziza oraz Emmy Kaskoff. „Nie był jednym z tych brutalnych gangsterów, których znamy z filmów, lecz takim, który z poziomu Wall Street manipuluje całym systemem, by napędzać własną chciwość i bogacić się na cierpieniu innych. Wilk z Wall Street jest w tym sensie podobny do Chłopaków z sąsiedztwa – tyle że akcja nie dzieje się już w sąsiedztwie, a ludzie, których wykiwano, nie są sklepikarzami, lecz anonimowymi milionami płaczącymi w zaciszu swych domów”. Wedle słów McFarlanda właśnie to sprawiło, że Martin Scorsese, którego filmy zawsze wpisywały się odważnie w tok historii, tak znakomicie poradził sobie z tym materiałem. Producent był również zachwycony faktem, że Scorsese nasączył całą opowieść smoliście czarnym humorem, który podkreśla jej wymowę. „Marty zrobił film, który jest naprawdę zabawny”, mówi McFarland. „Mamy seks, narkotyki i pieniądze, a także burzliwą życiową podróż – a jednak wszystko to jest zabarwione prawdziwymi emocjami oraz humorem. Gdy Marty i Leo spotykają się razem na planie, zawsze jest to wydarzenie”. Producentka Emma Tillinger Koskoff z Sikelia Productions, która od dawna współpracuje ze Scorsese, dodaje: „Już po przeczytaniu scenariusza wiedzieliśmy z Martym, że chcemy zrobić ten film. Wiedziałam, że jego odwaga i kunszt reżyserski pozwolą mu nakręcić prawdziwe dzieło”

TRADYCJA GANGSTERSKA... POSTAWIONA NA GŁOWIE

Historia Jordana Belforta była dla Martina Scorsese okazją do zmierzenia się z nowym wyzwaniem w karierze – ukazaniem zachowania ludzi w warunkach iście ekstremalnych, jednakże w sposób otwarcie komediowy. „Jego historia wpisuje się idealnie w amerykańską tradycję wzlotu i upadku – tradycję gangsterską”, opowiada reżyser. „Tyle że Jordan postawił te tradycję na głowie – zamiast ukrywać się przed prawem, afiszował się swym nielegalnym bogactwem gdzie było to tylko możliwe. Aż się prosił o coś, co zachwieje jego mini-imperium”. Scorsese dostrzegł również w tym materiale okazję, by w sposób nader rozrywkowy skomentować przewijający się cyklicznie w amerykańskiej historii motyw finansowego szaleństwa i ciągnącego się za nim cieniem ekonomicznego krachu. „Ciągle nie potrafię zrozumieć, dlaczego powtarzamy te same błędy”, mówi reżyser. „Mamy okresy finansowego rozkwitu, gdy pojawia się euforia i wszyscy chcą stać się bogaci i wielcy – a potem wszystko rozpada się jak domek z kart, pozostaje jedynie świadomość, że kilku bardziej cwanych wzbogaciło się kosztem wszystkich innych. Tak było pod koniec XIX wieku. Tak było w 1929 roku. Tak było również w 1987 roku, kiedy dzieje się akcja naszego filmu. Podobnie było na przełomie wieków, gdy pękła bańka związana z dot.com i podobnie było w 2008 roku. Niedługo czeka nas kolejna powtórka”.

Belfort wpasował się także idealnie pod względem charakteru w typ bohatera, o którym Scorsese lubi opowiadać – człowieka z wielkimi ambicjami stającymi się jego największym przeciwnikiem, człowieka, który odnosi sukces, lecz nie jest w stanie uciec od moralnej degrengolady. „Jordan nie mógłby świecić dla nikogo przykładem, jego życie było w pewien sposób haniebne”, mówi Scorsese. „Nie chciał kogokolwiek skrzywdzić, nauczył się tak po prostu żyć od otaczającego go świata. Zawsze mnie takie coś pociągało – ludzie jak Jordan czy Jake LaMotta czy Tommy, bohater Joe Pesci w Chłopakach z sąsiedztwa. Oni się od siebie za bardzo nie różnią – to my, my wszyscy. Ty i ja, gdybyśmy urodzili się w innych okolicznościach, być może popełnilibyśmy dokładnie te same błędy co oni, być może dokonalibyśmy dokładnie tych samych wyborów. Interesuje mnie podkreślanie aspektów charakterów tych postaci, które są typowo ludzkie i z którymi każdy z nas musi walczyć”. Scorsese zobaczył to wszystko w scenariuszu Terence'a Wintera, który jest najbardziej znany jako współtwórca seriali „Rodzina Soprano” oraz współprodukowanego przez Scorsese „Zakazanego imperium”. Scenarzysta pracował jednak również w latach 80. w banku Merrill Lynch, posiadał więc dość obszerną wiedzę na temat świata wielkich finansów. Proces pisania scenariusza rozpoczął od powrotu do źródeł, w tym kilkakrotnego spotkania się z samym Belfortem. „Był niesamowicie szczery”, wspomina Winter. „W książce nic nie zostaje niedopowiedziane, ale osobiście ten człowiek wywiera jeszcze bardziej piorunujące wrażenie. Opowiedział mi bardzo szczegółowo o swoim uzależnieniu od narkotyków, o urządzanych orgiach, o relacjach z pracownikami – dosłownie o wszystkim. Był jak otwarta księga. Potem spotkałem się z jego rodzicami, jego byłą żoną, agentami FBI, którzy doprowadzili do jego upadku, ludźmi, którzy z nim pracowali, a także z kilkoma, których oszukał na duże sumy”.

Niedługo później Winter miał już w głowie skomplikowany, wielowymiarowy portret Belforta. „Jego geniusz, jeśli można użyć tego słowa, polegał na tym, iż sam był bardzo uwodzicielską osobą – zabawny i inteligentny, świadomy własnych słabości, potrafił oczarować każdego, z kim rozmawiał. I wydaje mi się, że podobnie było z ludźmi, którzy dla niego pracowali – zapominało się przy nich, że tak naprawdę okradają wszystkich, którzy się napatoczą”, kontynuuje Winter. „Jordan był normalnym dzieciakiem z Queens, jego rodzice byli księgowymi, a on sam pragnął po prostu mieć dobre, uczciwe życie. To się dość szybko zmieniło. Miał wrodzony talent do sprzedaży, ale system go skorumpował na tyle, że nie było już drogi powrotu. Traktuję Wilka z Wall Street jako historię dobrego, naiwnego dzieciaka, który stał się finansowym potworem”. Potwór ten dość szybko wyrobił sobie niemożliwe do nasycenia pragnienie posiadania wszelkich zabawek i przyjemności dostępnych gatunkowi ludzkiemu. „To nie jest tylko i wyłącznie historia dojścia do władzy i upadku gościa, który kradł pieniądze na Wall Street, lecz opowieść o człowieku, którego życie stało się jednym wielkim ciągiem szaleńczych wydarzeń generowanych przez obsesję na punkcie seksu i narkotyków. Był uzależniony od wszystkiego, od czego człowiek może się uzależnić”, podkreśla Winter. „Chciał więcej i więcej, i więcej, i więcej. Więcej narkotyków. Więcej kobiet. Mieć największy jacht. Posiadać mieszkania na całym świecie. To szaleństwo wymknęło mu się w pewnym momencie spod kontroli”. Winter postrzega swój scenariusz za szczególnie intrygujący w czasach, gdy globalny kryzys finansowy ujawnił siedliska korupcji na całym świecie i zmienił na zawsze opinię na temat Wall Street. „W 2013 roku, pięć lat po załamaniu się naszej ekonomii, wielu ludzi odpowiedzialnych za tę tragedię ciągle piastuje najwyższe stanowiska”, zauważa Winter. „Musimy się więc poważnie zastanowić, czy wynieśliśmy jakąś nauczkę”.

PRZYGOTOWANIE OBSADY DO WIELKICH POŚWIĘCEŃ

Po wstępnej rozmowie z DiCaprio, Scorsese był gotów podjąć się wyzwania nakręcenia „Wilka z Wall Street”, ale pod jednym tylko warunkiem – chciał w pełni ukazać dekadencję zawartą w scenariuszu Wintera oraz książce Belforta. „Musiałem mieć całkowitą wolność w kompletowaniu obsady oraz ekipy, żeby móc nakręcić taki film, jaki chciałem – pójść na całość”, komentuje Scorsese. „To opowieść o profanum w opozycji do sacrum, o obsceniczności w opozycji do przyzwoitości. Ale to nie miał być film demaskatorski. Cała ta obsceniczność, profanacje – wszystko jest na widoku. To integralna część naszej kultury, uważam, że to się już stało pewnym stylem życia, który polega w dużej mierze na unikaniu samego siebie”. To już piąty wspólny projekt Scorsese i DiCaprio, wcześniej nakręcili razem „Wyspę tajemnic”, „Infiltrację”, „Aviatora” oraz „Gangi Nowego Jorku”. Reżyser postanowił, że czas na kolejny krok w ich wspólnej twórczości. „Miałem wielkie szczęście, że przez ostatnie 14 lat byłem w stanie odnajdywać u Leo podobną wrażliwość artystyczną oraz zainteresowanie podobnymi bohaterami i opowieściami. Nasza relacja polega na zaufaniu, dzięki czemu możemy podejmować większe ryzyko. Tak, to prawda, że jest ode mnie młodszy o 30 lat, ale muszę przyznać, że dzięki niemu poczułem nawrót młodzieńczej świeżości i inspiracji”. Emma Tillinger Koskoff dodaje: „Transformacja Leo na potrzeby tego filmu była niezwykła. Podjął wielkie ryzyko tą rolą, zarówno na ekranie, jak i poza nim, po raz kolejny udowadniając, że jest najlepszym aktorem swego pokolenia”.

Pozostali członkowie obsady wywołali na Scorsese równie wielkie wrażenie. „Jonah Hill jest niesamowity jako Donnie; Cristin Milioti gra żonę Jordana, Teresę, w kilku zaledwie scenach, ale jest to pamiętna rola; Kyle Chandler jest wyborny jako agent FBI, w szczególności w scenie spotkania z Jordanem na jachcie; Margot Robbie jest natomiast twarda i jednocześnie zabawna w każdej swojej scenie”. Koskoff wspomina, że Hill z miejsca zyskał sympatię Scorsese: „Gdy Jonah przyszedł na casting, dosłownie zachwycił Marty'ego. Widziałam go w Moneyball i wiedziałam, że ma potencjał do ról dramatycznych, ale i tak nieustannie nas zaskakiwał”. Scorsese kontynuuje: „Zawsze byłem fanem twórczości Roba Reinera, zarówno jako aktora, jak i filmowca – i nareszcie miałem okazję z nim współpracować, gra ojca Jordana. To był także mój pierwszy film z Matthew McConaugheyem – widziałem go niedawno w Uciekinierze Jeffa Nicholsa i z początku w ogóle go nie poznałem. Wydawał się być naturalną częścią świata, który film ukazywał. Jon Favreau jest również świetnym aktorem i reżyserem, który ma swoje pięć minut w scenie z Robem i Leo na farmie. A Jean Dujardin jako szwajcarski bankier Saurel wniósł do filmu wielkie poczucie humoru, które przekracza wszelkie bariery językowe”.

POŚRÓD WILKÓW: PORTRETY POSTACI

Jordan Belfort: wyrzucony ze szkoły dentystycznej mężczyzna, który mając nieco ponad 30 lat stał się milionerem wynoszącym firmy na szczyty bogactwa i niszczącym je równie skutecznie, również wielkim wielbicielem kobiet, narkotyków oraz nieskończonego luksusu.

Jordan to skomplikowana postać, ponieważ chcielibyśmy go pokochać, ale nienawidzimy go za to, co robi”, podkreśla producent McFarland. „Idealna rola dla aktora sortu Leo DiCaprio, który jest tak charyzmatyczny, że był w stanie oddać urok Jordana oraz wnieść do tej postaci o wiele więcej. Jordan ma w sobie skłonności przywódcze, niestety zaczął używać swej inteligencji oraz przedsiębiorczego ducha, ażeby manipulować ludźmi. W ostatecznym rozrachunku jego arogancja oraz wystawny tryb życia musiały doprowadzić do upadku. To facet, który żył jak gwiazda rocka, ale nigdy nie był nasycony, co doprowadziło go do destrukcji”. DiCaprio wiedział od samego początku, że rola Belforta będzie od niego wymagała przekroczenia pewnych granic. „Podstawowe pytanie przy takim projekcie brzmi: jak widzowie zareagują na bohatera, który wyczynia prawdziwie odpychające rzeczy? Wydaje mi się, że w przypadku takich postaci jak Jordan wszystko opiera się na uczciwości. Marty powiedział mi na samym początku: Nauczyłem się przez lata, że jeśli jesteś autentyczny w odgrywaniu swoich bohaterów, tego kim są, i nie zdradzasz ich, widzowie zawsze pójdą za tobą”, podkreśla aktor. „Nie chcieliśmy więc niczego wybielać czy próbować na siłę zrobić z tych ludzi postaci, które da się lubić. Postanowiliśmy pokazać ich takimi, jacy byli, pokazać niewiarygodne rzeczy, które robili przez te kilka lat, gdy nie wyznawali żadnych reguł”.

DiCaprio porządnie przygotował się do roli, ale w trakcie prób na planie panował duch radosnej improwizacji. „Mieliśmy pewne wytyczne, które chcieliśmy zastosować w poszczególnych scenach, ale cała reszta była dość luźna”, wyjaśnia aktor. „Czuliśmy się jak w trupie teatralnej, która ogrywa nowy materiał. Mieliśmy scenę, która w scenariuszu trwała jedną stronę, ale improwizowaliśmy całymi godzinami”. Wiele scen pozwoliło DiCaprio zagłębić się w ludzką psychikę i eksperymentować z wykraczaniem poza zwyczajowo przyjęte granice jej ukazywania – jeden fragment z udziałem narkotyków ma tu szczególnie duże znaczenie. „Akcja dzieje się w dniu, w którym Jordan orientuje się, że FBI podsłuchuje jego dom, Donnie knoci pewna transakcję, a potem obaj zażywają potężne narkotyki, które, z czego nie zdają sobie sprawy, mają bardzo opóźniony zapłon. Marty stworzył szalenie śmieszną scenę, bardzo intensywną, miejscami prawdziwie przerażającą, w której Jonah i ja dosłownie odlatujemy. Pamiętam, że Jonah powiedział mi, że to najbardziej zwariowana rzecz, jaką zrobił w swoim życiu. Miałem podobne odczucia”.

Aktora zafascynowały również inspirujące przemowy, które Belfort wygłaszał przed swoimi pracownikami. „Wyglądały niemalże jak koncerty U2”, mówi z rozbawieniem. „Przybierały zupełnie niesamowite formy. Miał przed sobą owładniętych szałem pieniądza maklerów, którzy zabiliby własną matkę, żeby się wzbogacić, a mówił tak, jakby przygotowywał ich na wojnę. Czułem się tak, jakbym wychodził jako gwiazdor rocka na scenę i musiał nakręcić ogromną publiczność – ironia polegała na tym, że on ich nakręcał do maksymalnej chciwości i wykorzystywania słabości innych ludzi. Jednakże z mojej perspektywy były to niezwykle pamiętne sceny, nad którymi bardzo ciężko pracowaliśmy”.

Donnie Azoff: Znany ze swoich szaleństw, wliczając w to małżeństwo z własną kuzynką oraz regularne przemycanie narkotyków w miejscu, do którego słońce nie dociera, Donnie stał się lojalnym partnerem Jordana.

Partnerem Jordana w biznesie, przestępstwie i większości wyrządzanych szkód jest Donnie Azoff, który zmienia się z pozornie przeciętnego sąsiada Belforta we współzałożyciela jego quasi-legalnej firmy oraz człowieka gardzącego jakimikolwiek regułami, który nie mógłby stać się dla nikogo modelem do naśladowania. Nominowany do Oscara za „Moneyball” Jonah Hill stworzył z tej roli prawdziwą komediową perełkę. „Jonah zaraził nas poczuciem humoru”, mówi McFarland. „Jest niesamowitym aktorem, a jego Donnie rozświetla cały film. Miał niesamowitą chemię z Martym”. DiCaprio dodaje o swoim partnerze z planu: „Przez cały czas na planie chciał być jak najbardziej pomocny dla mnie i Marty'ego. Inspirował nas takim nastawieniem. Rozpalał każdą scenę, w której grał. Jego bohater jest przezabawny od samego początku aż do gorzkiego końca”.

Naomi: Przepiękna druga żona Jordana, była modelka, którą on określa „Księżną Bay Ridge”, pragnąć zarzucić ją luksusem godnym rodziny królewskiej – ich małżeństwo w końcu imploduje.

W rolę Naomi, drugiej żony Jordana wcieliła się wschodząca gwiazda kina, Australijka Margot Robbie. Aktorka była w stanie zapomnieć się całkowicie w roli księżniczki z Queens. „Zagranie takiej postaci, gdy jest się daleko od domu w Australii, przejęcie jej manieryzmów, ruchów rąk oraz kultury porozumiewania się, to bardzo trudne zadanie”, mówi DiCaprio. „Margot poradziła sobie z nim błyskotliwie, tworząc niesamowicie wiarygodną postać”. Robbie wyznaje, że rozumie powody, dla których Naomi mogła zakochać się w Jordanie. „Poznałam go osobiście zanim rozpoczęliśmy zdjęcia i jest w nim coś, co sprawia, że nie można go nie lubić, nawet jeśli ma się w pamięci wszystkie te złe rzeczy, których się dopuścił. Przebija wszystko i wszystkich w tym co i jak robi, a to zawsze będzie wydawało się ekscytujące”, mówi Robbie. „Ona miała tylko 22 lata gdy się spotkali, po prostu wpadła w wir wydarzeń otaczający Jordana. Dobrze się bawiła, ale dość szybko nastąpiłaeskalacja złych rzeczy. Zanim się zorientowała, miała dzieci z seksoholikiem i alkoholikiem, a nie chciała takiego życia”.

Mark Hanna: Mentor Jordana we wczesnej fazie jego kariery maklerskiej, który uczy go pierwszej zasady całej tej gry: „przenoś pieniądze z kieszeni klienta do własnej kieszeni”.

Matthew McConaughey odcisnął na swej roli prawdziwe piętno, podążając w zupełnie innym kierunku niż było to zaplanowane. „Matthew miał bardzo konkretną wizję swojego bohatera”, wspomina DiCaprio. „W scenariuszu była to nieco inna osoba, ale Matthew zrobił z Marka niezwykle kolorowego i zwariowanego gościa, który staje się pierwszym przewodnikiem widza po świecie Wall Street. W jednym tylko monologu zdołał zawrzeć całe szaleństwo tego miejsca. Korzystał z sugestii zawartych w scenariuszu, ale ostatecznie stworzył zupełnie innego bohatera”. McConaughey odpowiada również za oficjalny hymn Stratton Oakmont. „Zaczął bić się w pierś, jakby był to dziwny rodzaj bębna, a my z Martym tylko na siebie spojrzeliśmy ze zdziwienia.Później podłapałem ten motyw w scenie przemowy”, wyjaśnia DiCaprio. „Matthew był z nami bardzo krótko, ale mocno wpłynął na klimat i ton całego filmu”.

Patrick Denham: Oddany swej pracy i wymierzaniu sprawiedliwości agent FBI prowadzący śledztwo w sprawie niezwykłego imperium Jordana i jednocześnie przygotowujący dowody w sprawie o pranie pieniędzy, która ostatecznie doprowadziła do upadku Belforta.

Rolę agenta FBI, który wpadł na ślad oszustw Jordana, przyjął Kyle Chandler, którego można było ostatnio oglądać we „Wrogu numer jeden”, „Operacji Argo” oraz „Cudowne tu i teraz”. „Głównym celem życia mojej postaci jest dorwanie Belforta”, mówi Chandler. „Denham to facet, który rozkoszuje się doprowadzaniem Jordana do upadku, bo nie może ścierpieć, że ten facet jest tak nietykalny”, dodaje aktor. „Jest bardzo zawzięty. To dżentelmen, któremu wydaje się, że ludzie muszą postępować wedle reguł, bo inaczej zostaną ukarani. W trakcie całego filmu, całego tego chaosu, dekadencji, pięknych kobiet, wielkich pieniędzy, zdradzania, kradzieży oraz humoru, to ja jestem jedynym, który jest wierny i lojalny. To nie jest jednak postać bez wad, jego samochód jest pełen kubków po kawie i wygląda czasami dość niechlujnie. Uwielbiam grać inteligentnych ludzi, którzy są trochę prostaccy”. Dla Chandlera najlepszym doświadczeniem na planie było starcie z DiCaprio, gdy agent Denham wkracza na jacht Belforta. „To jedna z najważniejszych scen w filmie, ponieważ mojemu bohaterowi ciągle się wydaje, że będzie unikał konsekwencji w nieskończoność. Jest na tyle głupi, że próbuje przekupić agenta FBI, a Kyle zagrał to tak, jakby podawał mi sznur, na którym mogłem się potem powiesić. Świetnie nam się razem improwizowało”, wspomina DiCaprio.

Szalony” Max Belfort: Ojciec Jordana, znany ze swego porywczego temperamentu, który staje się ważną figurą w Stratton Oakmont i próbuje przystopować wybryki syna.

Rolę Maxa Belforta przyjął nominowany do Oscara aktor i reżyser Rob Reiner. Ten materiał go z miejsca zainteresował. „To opowieść o tym, co pieniądze potrafią zrobić z ludźmi”, podsumowuje Reiner. „Właśnie wyszliśmy z kolejnego okresu dzikiej przesady, który spowodował ekonomiczną recesję, wydaje mi się to więc interesujące, by spojrzeć na to, co się dzieje, gdy ludziom pozwala się działać bez żadnej kontroli czy regulacji”. Możliwość pracy ze Scorsese również zrobiła swoje. „Marty to znakomity kronikarz wspaniałych, skomplikowanych bohaterów, którzy nie potrafią wyjść poza własne ograniczenia”, zauważa Reiner. „Jordan jest kolejnym z tych wielkich ludzi, których zgubiły rysy na własnym człowieczeństwie. Na planie Marty wytworzył cudowną atmosferę. Lubi improwizację, a dla aktora nie ma nic przyjemniejszego”. Reiner podszedł ostrożnie do roli ojca, który jest świadkiem tego jak jego syn zagłębia się w przestępczą działalność. „Nie chciał wychować przestępcy, tak się po prostu złożyło”, opowiada aktor. „Kochasz swoje dzieci takimi, jakie są, więc Max nie potrafi odwrócić się od Jordana. Myślę również, że jest dumny z faktu, że jego synowi udało się osiągnąć sukces. Nie podoba mu się raczej fakt, że zdradza żonę i prowadzi się z prostytutkami, na pewno jest świadomy przesadnego wydawania przez syna pieniędzy, ale i tak jest z niego dumny”.

Jean-Jacques Saurel: Czarujący szwajcarski bankier, który w swym skorumpowanym banku w Genewie pierze miliony dolarów dla pracowników Stratton Oakmont.

Na początku prac nad filmem Scorsese zdecydował się zaprosić do współpracy Jeana Dujardina, laureata Oscara za „Artystę”, który jest wielką gwiazdą francuskiego kina. Reżyser był bardzo podekscytowany, gdy Dujardin przyjął malutką, acz kluczową dla filmu rolę, wnosząc na ekran pełnię swej charyzmy oraz wielkie poczucie humoru. DiCaprio również bardzo cieszył się z powodu dołączenia aktora do projektu: „Dołożył swoje pięć groszy do wykreowania na ekranie tej niesamowitej energii. Zadziwił nas również umiejętnością improwizacji w języku angielskim. Reagował na wszystko, co Marty lub ja mu podrzucaliśmy. Przebywanie z nim na planie było niesamowitym doświadczeniem. Ten facet został stworzony do bycia aktorem kinowym”.

W PUŁAPCE LUKSUSU: TWORZENIE WYGLĄDU „WILKA Z WALL STREET”

Wilk z Wall Street” zadziwia kolorami, ocieka luksusem oraz przeraża różnymi nadużyciami, które definiują poszczególne postaci. Scorsese po raz drugi w swojej karierze skorzystał z kamer cyfrowych, aby podkreślić kontrast między realizmem świata a ulotnym uniwersum wystawnych fantazji, w którym żyją główni bohaterowie. W celu stworzenia odpowiedniego wrażenia wizualnego reżyser podjął współpracę z Rodrigo Prieto, nominowanym do Oscara autorem zdjęć, który niedawno nakręcił „Operację Argo”. „Świetnie się razem dogadywaliśmy. Ma własny, niemożliwy do podrobienia styl oraz znakomitą rękę do ekranowej poezji”. Scorsese podjął również współpracę z laureatem Emmy, scenografem Bobem Shaw („Zakazane imperium”, „Rodzina Soprano”), który pomógł zarysować na ekranie specyficzną wizję lat 90. - pełnych narwanych nuworyszy, którzy wyszli z klasy średniej i rozpoczęli wystawny, przesadnie luksusowy konsumpcjonizm. „Gdy Jordan Belfort miał już to, czego pragnął, nie miał zamiaru się w żaden sposób ograniczać”, mówi Shaw. „Musieliśmy więc odpowiednio pokazać całe to szaleństwo”.

W tamtych czasach cała Ameryka chciała coraz większych i bardziej wystawnych rzeczy. „Był to okres ekonomicznej prosperity, ludzie odkrywali, ze mogą mieć coś, czego wcześniej nie mieli. Nagle podwoiły się metraże mieszkań i domów, a ludziom zawsze było przy tym czegoś za mało. Jordan świetnie uosabia te tendencje”, dodaje Shaw, wspominając, że poszukiwali wraz ze Scorsese jak najbardziej rzucającego się w oczy domu, aby tam nakręcić sceny w willi Jordana. „W momencie, gdy nie potrafiliśmy znaleźć z jednego drogi wyjścia, wiedzieliśmy, że znaleźliśmy to, czego szukaliśmy”. Pod względem dekoracji wnętrz Shaw skupił się na tym, co do domu wniosłaby Naomi. „To bardzo ambitna osoba, wydaje mi się, że po ślubie Jordan przejmuje trochę jej gust, coś w rodzaju estetyki Ralpha Laurena – ona chciałaby, żeby dom wyglądał trochę na szlachecki, żeby nie pachniał nowymi pieniędzmi, lecz przywoływał ducha arystokracji”. Powołując do życia Stratton Oakmont, Shaw ukazał kilka wcieleń firmy: od jej skromnych początków w garażu aż do wielkiego finiszu w postaci specyficznie udekorowanego domu maklerskiego.

Podobny rozwój widać także w kostiumach, za które odpowiadała laureatka Oscara, Sandy Powell, która pracowała już ze Scorsese przy „Gangach Nowego Jorku, „Aviatorze”, „Infiltracji”, „Wyspie tajemnic” oraz „Hugo i jego wynalazku”. Kostiumografka rozpoczęła przygotowania od książki Belforta. „Trochę o tym okresie wiedziałam, ale to i tak była szokująca lektura. Czytając scenariusz, łatwo było sobie wyobrazić poziom nadużyć oraz całą absurdalność tego świata”, mówi Powell. „Ci ludzie są tak ekstremalni, że ubranie ich stanowiło nie lada wyzwanie. Pytanie brzmiało: jak pokazać ich charaktery za pomocą kostiumów? Marty doskonale zna się na modzie, rozmawialiśmy osobno o każdej z postaci, a gdy przygotowywałam projekty, on mi mówił, co mu pasuje, a czego by nie chciał”. Kostiumografka zauważa, że Belfort i jego wyznawcy nie interesowali się modą wysoką, chodziło im przede wszystkim o rzeczy najdroższe. „Mężczyźni próbowali naśladować konserwatywny ubiór rodem z Saville Row, natomiast w przypadku kobiet miałam nieco więcej dowolności i większy ubaw”, dodaje Powell, która zachwyciła się ubieraniem Margot Robbie. „Ależ ona ma ciało! Jest młoda, dlatego dziwiła się, że ktoś mógł nosić takie rzeczy, ale tak właśnie było – skończyło się na tym, że miała na sobie kilka moich kostiumów z tamtego okresu!”

Leonardo DiCaprio jest tak mocno urzeczony gotowym projektem, jak wtedy, gdy zaczynał fascynować się sławą i upadkiem Jordana Belforta. „Uważam, że w wielu względach dzisiejsza publiczność jest znieczulona emocjonalnie i nie zareaguje odpowiednio na niektóre rzeczy, które zobaczy na ekranie. Ale sposób, w jaki Marty pozwolił nam opowiedzieć tę historię, jest niezmiernie ekscytujący i jestem pewien, że każdy widz odbierze całość zupełnie inaczej”.

Materiały: Monolith Film 



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.