Non-Stop: Liam Neeson w roli agenta rządowego

2014-03-16 21:26

W podniebnym thrillerze „Non-Stop” Liam Neeson wciela się w postać agenta rządowego Billa Marksa, który ma za zadanie bronić bezpieczeństwa pasażerów linii lotniczych. Nie znosi latać, a swoją pracę traktuje jako zło konieczne – nużącą pracę biurową, tyle że w przestworzach. Jednakże transatlantycki lot z Nowego Jorku do Londynu będzie daleki od rutyny. Chwilę po starcie na szyfrowany telefon Marksa przychodzi wiadomość z żądaniem 150 milionów dolarów okupu. W przypadku odmowy co 20 minut ginąć będzie kolejny pasażer. Wkrótce okaże się jednak, że stawka jest znacznie wyższa. Otoczony przez ludzi, którym z początku ufa, wliczając w to zaskakująco zaradną Jen Summers (Julianne Moore) oraz stewardessę Nancy (Michelle Dockery), Marks musi pokonać swe wewnętrzne demony oraz użyć wszelkich zdobytych przez lata umiejętności, by opanować sytuację. 13 000 metrów nad Atlantykiem, w pędzącej z prędkością 800 km/h maszynie, rozpoczyna się gra o życie 146 podróżnych. Jeden z nich jest nieuchwytnym zabójcą…

Pełen napięcia i niespodziewanych zwrotów akcji thriller „Non-Stop” to kolejny po „Tożsamości” wspólny projekt aktora Liama Neesona, reżysera Jaume Collet-Serry oraz producenta Joela Silvera. Scenariusz napisali John W. Richardson, Chris Roach oraz Ryan Engle. Oprócz Silvera producentami filmu zostali Andrew Rona („The Gunman”) oraz Alex Heineman („Projekt X”). W pozostałych rolach występują Julianne Moore („Big Lebowski”), Michelle Dockery (serial „Downton Abbey”), Lupita Nyongo'o („Zniewolony. 12 Years a Slave”), Nate Parker („Arbitraż”), Scoot McNairy („Operacja Argo”), Corey Stoll (serial „House of Cards”) oraz Linus Roache („Batman – Początek”). Autorem zdjęć do „Non-Stop” jest Flavio Labiano („Tożsamość”), film zmontował Jim May („Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa”), a scenografię stworzył Alexander Hammond („Plan lotu”). Za kostiumy odpowiadała Catherine Marie Thomas („Gorączka”), natomiast muzykę skomponował John Ottman („Walkiria”).

PRZYGOTOWANIA DO ODLOTU: ZIELONE ŚWIATŁO DLA „NON-STOP”

Tytuł „Non-Stop” okazał się idealnie opisywać założenia tercetu twórców odpowiedzialnych za powstanie filmu – reżysera Jaume Collet-Serry, aktora Liama Neesona oraz producenta Joela Silvera, którzy zdobyli kilka lat temu zawojowali świat niesamowitą „Tożsamością”. Ich współpraca na planie podniebnego thrillera rozpoczęła się tym razem od nieukończonego jeszcze scenariusza Chrisa Roacha i Johna W. Richardsona, który w pewnym momencie zaczął wywoływać rumieńce na twarzy wielu producentów związanych z branżą filmową. Joel Silver postanowił, że musi go zdobyć na własność. Wbrew pozorom „Non-Stop” nie jest jednakże tylko i wyłącznie znakomicie zrealizowanym i zagranym thrillerem, to również historia człowieka poszukującego odkupienia. Poznajemy Billa Marksa, gdy mężczyzna jest w prawdziwym dołku i zdaje się, że nie ma już chęci do życia. Były nowojorski gliniarz siedzi w swym brudnym samochodzie na lotniskowym parkingu, dopijając ostatnie łyki szkockiej... Dopiero chwilę później uświadamiamy sobie, że to jego rytuał przed wejściem na pokład Boeinga 767 – w ten sposób próbuje wzniecić w sobie dawne iskierki zainteresowania swoją pracą. Nie ma żadnych wątpliwości, że to człowiek znajdujący się na krawędzi przepaści. Bill chce jak najszybciej wrócić z Europy, żeby dalej pogrążać się w swym smutku i zwątpieniu.

W trakcie odprawy na lotnisku chodzący z zamglonym wzrokiem, lecz nieustannie czujny Marks spotyka na swojej drodze kilku pasażerów, których niedługo poznają również nieco bliżej widzowie. Wymienia również porozumiewawcze spojrzenia ze stewardessą Nancy, którą zdaje się dość dobrze znać. Po starcie samolotu wszystko wydaje się być w jak najlepszym porządku, więc Bill przygotowuje się na nudną sześciogodzinną podróż, kolejną w męczącym go od dawna grafiku złożonego z pustych zadań. Jednakże, kilka chwil po osiągnięciu przez 767 odpowiedniej wysokości Marks zaczyna otrzymywać wiadomości tekstowe za pomocą sieci, która powinna być zaszyfrowana. Ich autor żąda, by linia lotnicza przelała na jego sekretne konto bankowe 150 milionów dolarów, w innym przypadku zacznie co 20 minut zabijać jednego z pasażerów. Gdy Bill uświadamia sobie, że grożący mu człowiek znajduje się na pokładzie samolotu, rozpoczyna się wyścig z czasem, który dla niektórych pasażerów zakończy się tragicznie. Reszta opowieści dzieje się niemalże w czasie rzeczywistym. Pozbawiony pomocy drużyny naziemnej Marks próbuje odkryć tożsamość terrorysty, a także zorientować się, komu na pokładzie może ufać, podczas gdy przerażeni pasażerowie i członkowie załogi samolotu coraz częściej zaczynają się zastanawiać, czy jest możliwe, by to właśnie agent rządowy był porywaczem.

Po zdobyciu praw Silver, który wyprodukował takie filmy jak „Szklana pułapka” Johna McTiernana, „Zabójcza broń” Richarda Donnera czy „Matrix” braci Wachowskich, natychmiast wysłał scenariusz do Neesona, wzbudzając z miejsca zainteresowanie irlandzkiego gwiazdora. „Liam zadzwonił do mnie i powiedział, że nie mógł oderwać się od scenariusza i że musimy razem zrobić ten film”, wspomina producent. „Miał rację, jest w nim mnóstwo akcji i suspensu, a także intrygująca zagadka, która sprawia, że czytający zaczyna podejrzewać wszystkich znajdujących się na pokładzie”. Producent Andrew Rona, wówczas prezydent Silver Pictures, potwierdza te słowa: „W momencie, gdy zaczynałeś czytać ten scenariusz, nie byłeś w stanie przestać, musiałeś dobrnąć do samego końca. Każda strona zawierała ciekawe dialogi, rozwiązania fabularne oraz niespodziewany zwrot akcji. Rzadko zdarza się tekst, który po pierwszy przeczytaniu skłania cię do stwierdzenia, że to twój film. Tak właśnie było jednak z Non-Stop”. Silver dodaje natomiast, że dzięki Neesonowi projekt zyskał jeszcze większej atrakcyjności. „Liam jest fenomenalny. Przez całą karierę był uznawany za niesamowitego aktora dramatycznego, aż nagle, w późnym okresie swego życia, stał się gwiazdą kina akcji. Nie da się oderwać od niego wzroku”.

Producent nie odnosi się jedynie do imponującej fizyczności byłego boksera, dzięki której każda wypowiadana przez Neesona kwestia dialogowa nabiera dodatkowej intensywności. Chodzi mu również o niezwykłą wrażliwość emocjonalną aktora, często balansującą na granicy autentycznej psychologicznej kruchości, która sprawia, że publiczność na całym świecie uwielbia go oglądać w tego typu rolach. „Widzowie kibicują postaciom Liama. Chcą, żeby jego bohaterowie odnosili sukces, żeby nic im się nie stało, żeby zrobili to, co mają zrobić, aby wygrać z czarnymi charakterami”, opowiada Silver. „Wyruszamy wraz z Billem Marksem w niezwykłą podróż i czujemy, że jest to facet w desperacji, nie wiedzący, co ze sobą zrobić. A gdy odkrywa na nowo swe powołanie, uświadamiamy sobie, że to dobry człowiek, który zrobi wszystko, by pomóc innym”, dodaje producent, któremu podobała się zawarta w scenariuszu iście hitchcockowska zagadka, a także wprowadzone do tekstu przez Ryana Engle poprawki, dzięki którym Liam Neeson jeszcze lepiej wpasował się w rolę złamanego przez życie, acz ciągle nieugiętego Billa Marksa, którego oczyma widz obserwuje całą sytuację na pokładzie transatlantyckiego lotu.

Aktor przyznaje, że chciał zagrać Billa Marksa właśnie ze względu na wady tego bohatera oraz fakt, że to były policjant, który musi równocześnie zdobyć zaufanie pasażerów oraz widzów. „Na początku filmu widzimy go w prawdziwej desperacji, to ktoś, obok kogo nie chciałbyś siedzieć w samolocie”, mówi Neeson. „Przez długi czas można go nawet z tego względu podejrzewać o dokonanie tej perfidnej zbrodni. Ciągnie mnie do takich ról, ponieważ to bohater bardzo filmowy, ikoniczny, niemalże archetypiczny, a jednocześnie przeciętny facet, który po prostu stawia czoła wyzwaniu rzuconemu mu przez los”. Collet-Serra był wniebowzięty, że będzie mógł po raz kolejny pracować z irlandzkim aktorem. Obaj twórcy niedawno zakończyli zresztą zdjęcia do trzeciego wspólnego projektu, „Run All Night”. „Po przeczytaniu scenariusza nie potrafiłem wyobrazić sobie w tej roli kogoś innego”, wyznaje reżyser „Non-Stop”. „Świetnie nam się razem pracowało przy Tożsamości. Liam sprawia, że grani przez niego bohaterowie stają się wiarygodni w oczach widza, który z miejsca zaczyna z nimi sympatyzować, często nawet się utożsamiać. W dynamicznych, naładowanych akcją filmach, w których ostatnio grywa, nie ma miejsca na szerszy rozwój postaci, więc charyzma i emocjonalność Liama świetnie się sprawdzają”.

Neeson z kolei nie potrafi nachwalić się hiszpańskiego filmowca. „Jaume to reżyser o wielkiej pasji. Posiada rozległą wiedzę na temat kamer oraz wszystkich aspektów procesu filmowego”. Oprócz technicznej sprawności Neeson podziwia również w twórcy „Non-Stop” jego niezwykłą wrażliwość na aktorstwo w swoich filmach. „Ma wrodzoną umiejętność do prowadzenia aktorów w taki sposób, by ich role były prawdziwe. Doskonale wie, kiedy aktor przesadza lub tworzy zbyt wiele niedopowiedzeń. Praca z nim to prawdziwa przyjemność”. Natomiast producent Alex Heineman, dla którego jest to trzeci wspólny projekt z Joelem Silverem, nadmienia, że scenariusz autorstwa Roacha, Richardsona i Engle'a świetnie korzysta ze świadomości upływającego czasu oraz ograniczonej przestrzeni miejsca akcji. Nie trzeba dodawać, że koncepcja znalezienia się w śmiercionośnej pułapce na pokładzie lecącego samolotu przemówi do wyobraźni wielu widzów. „Ludzie często obawiają się lotów, boją się, że coś im się po drodze stanie. Nasz film potęguje takie lęki”, mówi producent. „Od pierwszych kadrów Jaume wrzuca publiczność do umysłu Marksa i każe widzom przebyć tę niesamowitą podróż wraz z nim, na dobre i na złe”.

LISTA PASAŻERÓW: OBSADA DRUGIEGO PLANU

Mając głównego aktora, ekipa filmowców wyruszyła na poszukiwania obsady drugoplanowej, która miała wspierać Neesona w jego staraniach, by „Non-Stop” stał się pełnokrwistym thrillerem dla żądnych mocnych wrażeń widzów. Pierwszym przystankiem na tej drodze była postać Jen Summers, tajemniczej pasażerki, która przypadkowo zajmuje miejsce w samolocie obok Billa Marksa. W rolę tę wcieliła się Julianne Moore. „W trakcie normalnego lotu siadasz koło osoby, której pewnie nigdy więcej nie zobaczysz”, opowiada Collet-Serra. „Czasami wywiąże się między wami rozmowa, a czasami nie. Liam i Julianne grają dwójkę obcych sobie osób, które zostają zmuszone, by ze sobą współpracować”. Hiszpański reżyser z wielką radością powitał Moore na planie, wiedząc, że aktorka spotkała się już z Neesonem przy okazji „Chloe” Atoma Egoyana. Collet-Serra twierdzi, że wywiązała się między nimi niezwykła ekranowa chemia, podczas gdy Silver uważa, że dzięki Moore poziom filmu znacznie wzrósł. „Julie to niesamowita osoba, jest zabawna, piękna i potrafi fantastycznie grać. Postanowiliśmy ją zatrudnić, gdyż świetnie się rozumie z Liamem, ale przerosła nasze najśmielsze oczekiwania, gdyż do samego końca nie wiadomo, czy to czasem nie ona jest winna całej powietrznej aferze”.

Moore opowiada, że scenariusz „Non-Stop” przypominał jej klasyczne filmy katastroficzne typu „Płonący wieżowiec” Johna Guillermina, w których bohaterowie musieli walczyć z wieloma różnymi przeciwnościami, często ryzykując własne życie. „Bardzo podoba mi się pomysł, w ramach którego ponad sto osób zamkniętych w ograniczonej przestrzeni doświadcza równocześnie tego samego dramatu”, dodaje aktorka. „Widz nie wie, co się zaraz wydarzy, nie ma także pojęcia, kto jest czarnym charakterem, więc suspens rośnie z każdą chwilą. Moja bohaterka już na samym początku mocno zaznacza swoją obecność na pokładzie, gdy zamienia się miejscami, ale nie wiadomo do końca, dlaczego to zrobiła. Później to się wyjaśnia, ale i tak ciężko całkowicie ją zrozumieć”, kontynuuje Moore, chwaląc jednocześnie reżysera za przywiązywanie uwagi do szczegółów oraz darzenie całej swojej ekipy szacunkiem. „Jaume to wspaniały reżyser, włożył w ten projekt wiele czasu i sił. Był zawsze przygotowany, nie pozostawiał niczego przypadkowi. Wiedział doskonale jak chce nakręcić dane ujęcia, a potem jak je zmontować. Jest również prawdziwym mistrzem kreowania suspensu. Praca z nim była wielką przyjemnością”.

Joel Silver, wielki fan serialu „Downton Abbey”, był bardzo podekscytowany, gdy do roli stewardessy Nancy udało się zatrudnić grającą w nim Michelle Dockery. Dla aktorki kojarzonej z rolą wyniosłej arystokratki Lady Mary postać ta była przyjemnym powiewem świeżości. „Nancy to bardzo twarda dziewczyna. Urodziła się i wychowała w robotniczej rodzinie na północy Anglii. Jako stewardessa musi być zawsze miła i się uśmiechać, ale pod tą otoczką kryje się osoba zdolna do przetrwania w najcięższych nawet warunkach”, opowiada Dockery o swojej bohaterce, którą łączą niesprecyzowane więzi z Billem Marksem. „Dość dobrze się znają. Latali tymi samymi lotami, rozmawiali ze sobą, a ona była kilka razy świadkiem jego gorszych dni, kiedy się upijał”, kontynuuje aktorka. „Właśnie dlatego, że Nancy zna jego ograniczenia, Bill widzi w niej później swego największego sprzymierzeńca”. Dockery nie grała jeszcze w thrillerze, ale podziwia i tak umiejętności Collet-Serry w panowaniu nad tak ogromną produkcją, a także jego zaufanie do aktorów. „Dawał nam wiele wolności w graniu i zachęcał, żebyśmy próbowali nowych rzeczy, nawet jeśli kręciliśmy akurat jakąś intensywną scenę akcji. Bardzo mi zaimponował również swoim opanowaniem oraz wiedzą techniczną”.

Do panującej na pokładzie atmosfery niepewności i osaczenia przyczynili się również aktorzy wcielający się w rolę innych pasażerów – lub potencjalnych terrorystów. Corey Stoll, który zyskał wielkie uznanie rolą w serialu „House of Cards”, wciela się w nowojorskiego gliniarza, który ma problem z tym, że Marks zaczyna się rządzić w samolocie. Scoot McNairy, wspaniały i charakterystyczny aktor, znany między innymi z „Operacji Argo”, gra ekscentrycznego Toma. Nate Parker, wschodząca młoda gwiazda kina, znany chociażby z „Arbitrażu”, przyjął na siebie rolę eksperta od wszelkiego rodzaju technologii, Zacka. Natomiast uznany aktor teatralny Omar Metwally wciela się w postać dr Fahima Nasira, który mimo swego wyglądu nie jest tym, kim może się z początku wydawać. „Fahim to pochodzący z Anglii muzułmanin, który ze względu n swój ubiór przykuwa uwagę niektórych pasażerów”, mówi aktor. „Non-Stop nie ucieka od tego typu stereotypów, lecz używa ich do manipulacji perspektywą widza. Publiczność będzie cały czas się zastanawiała, czy on może być terrorystą, czy to byłoby jednak zbyt proste rozwiązanie. Jaume pozwala widzom przyjrzeć się uważnie kilku pasażerom, po czym ciągle podsuwa nowe mylne tropy. W efekcie nie wiemy, komu ufać, a komu nie”.

Anson Mount, którego widzowie znają z serialu „Hell on Wheels”, wciela się w Jacka Hammonda, drugiego z przebywających na pokładzie samolotu agentów rządowych, a także mężczyznę, którego Bill nie cierpi. Aktor ucieszył się nie tylko z szansy wystąpienia u boku Neesona, ale także udziału w ujęciach kaskaderskich. „Z Liamem wspaniale się pracuje przy scenach akcji, ponieważ jest niesamowicie cierpliwy i uwielbia fizyczne wyzwania”, opowiada aktor. „Gdy grasz w takich scenach musisz być gotów na wytężoną pracę, wiele prób, również w kontekście choreografii ruchów”. McNairy dodaje żartobliwie, że spędzanie dwunastu godzin dziennie na planie samolotu można przyrównać do „budzenia się każdego ranka i wylatywania do Australii”. Aktor był jednak wdzięczny za możliwość pracy z tak znakomitą obsadą i ekipą. Na planie wywiązała się zresztą bardzo przyjazna atmosfera, a w dni, w których mniej było grania, a więcej przygotowań technicznych, część ekipy zamykała się w przyczepach aktorów i oglądała wspólnie takie komedie jak Czy leci z nami pilot? tercetu Zucker-Abrahams-Zucker.

Pozostali członkowie obsady drugiego planu to: nominowana w tym roku do Oscara za rolę w „Zniewolonym. 12 Years a Slave” Lupita Nyong'o, która wciela się w koleżankę Nancy, stewardessę Gwen; uznany brytyjski aktor Linus Roache, któremu przypadła rola Davida, pierwszego pilota filmowego Boeinga 767; amerykański aktor Jason Butler Harner, który gra drugiego pilota Kyle'a; a także znany z „Pamiętnika pozytywnego myślenia” Shea Whigham, wcielający się w rolę agenta Marenicka, przełożonego Marksa, który próbuje przekonać telefonicznie głównego bohatera, że ten popadł w paranoję i na pokładzie nie ma żadnego niebezpieczeństwa.

KOSZMAR PRZY PRĘDKOŚCI 800 KM/H: ZDJĘCIA DO PODNIEBNEGO THRILLERA

Zdjęcia odbywające się w zbudowanej specjalnie na potrzeby „Non-Stop” idealnej replice prawdziwego samolotu sprawiły ekipie i obsadzie wiele trudności, jednakże scenograf Alexander Hammond uważa, że w ten sposób reżyser mógł lepiej zrozumieć, w jaki sposób to miejsce, ta ograniczona przestrzeń, wpływa na każdego z pasażerów feralnego lotu, a także skuteczniej wyobrazić sobie wszystkie zaplanowane ujęcia, które miały sprawić, że widzowie oddadzą się całkowicie opowiadanej historii. „Jaume podchodzi bardzo energicznie do narracji oraz scen akcji, zawsze zastanawia się nad ciekawymi ujęciami kamery oraz poszukuje na planie miejsca, w którym będzie w stanie popracować z aktorami nad ich rolami”, opowiada Hammond. „Musiał dowiedzieć się, jak poprowadzić akcję, żeby z jednej strony wykorzystać ograniczenia przestrzenne planu do opowiedzenia fabuły, a z drugiej nie utrudnić za bardzo życia ekipie aktorskiej. Pragnął także zrozumieć, jak się buduje tak ogromne samoloty i co sprawia, że są tak fascynujące”.

Pracując zarówno przy „Szklanej pułapce 2” Renny'ego Harlina, jak i „Krytycznej decyzji” Stuarta Bairda, Silver miał dość duże doświadczenie w tworzeniu filmów osadzonych w dużej mierze na pokładzie samolotu. Producent uważa, że Collet-Serra wraz ze swoją ekipą – na czele z autorem zdjęć Flavio Labiano – stworzyli w „Non-Stop” prawdziwie przełomowe ujęcia. „Jaume umieszcza nas w samym środku historii, pozwala zżyć się z bohaterami, poczuć się jak na pokładzie samolotu – i czyni to wszystko w stylu, jakiego wcześniej nie widzieliśmy w kinie”, wyjaśnia Silver. „Ze względu na sposób, w jaki ekipa wpisała pracę kamer w plan samolotu, udało im się wypracować unikatową metodę opowiadania tego typu historii. Wsparci przez światowej klasy ekipę artystów od efektów wizualnych z Prime Focus World, sprawili, że od pierwszej do ostatniej sekundy wierzymy, że te wydarzenia byłyby możliwe w rzeczywistości”. W tym kontekście decyzja Collet-Serry o utrzymaniu niemalże całości akcji na pokładzie samolotu w ogóle nie dziwi. Hiszpański reżyser nie zamierzał tworzyć napięcia poprzez montowanie ujęć z lotu ze scenami ze świata zewnętrznego, lecz chciał zanurzyć widzów w tym specyficznym świecie przedstawionym.

W tego typu thrillerach reżyser zazwyczaj wysługuje się montażem przeplatającym sceny z centrum dowodzenia lub innymi miejscami, ale my tego nie chcieliśmy”, potwierdza decyzję reżysera Silver. „Z ekipą na pokładzie komunikują się osoby ze świata zewnętrznego, ale nie widzimy ich twarzy, słyszymy tylko głosy. Cały czas pozostajemy w środku samolotu. Zaczynamy wprawdzie film scenami na lotnisku, ale później to już cały czas jedno miejsce akcji. Dzięki temu widzowie lepiej będą mogli wczuć się w sytuację, silniej odczuć wydarzenia na pokładzie”. Reżyser nie przestraszył się stojącego przed nim wyzwania stworzenia scen akcji na tak ograniczonym przestrzennie planie, w zamian czyniąc z tego jeden ze swych największych atutów. „Kręcenie w tak ciasnych miejscach oferuje pewne wyzwania techniczne, ale w ostatecznym rozrachunku pozwala publiczności mocniej zasmakować samej akcji”, wyjaśnia Collet-Serra. „Widzowie będą czuli się tak, jakby wszystkie wydarzenia rozgrywały się wokół nich. Publiczność można rozerwać dziesiątkami scen pościgów samochodowych, ale w kontekście intensywności nie ma nic lepszego od ukazania scen walk w ciasnych pomieszczeniach, w których nie ma miejsca do ruchu”.

Abstrahując od kilku scen nakręconych na lotnisku JFK oraz pasie startowym we wschodniej części Long Island, „Non-Stop” niemal w całości nakręcono w specjalnie przygotowanej hali dźwiękowej na nowojorskim Brooklynie, wewnątrz której zbudowano replikę filmowego samolotu. Dla departamentu scenograficznego praca przypominała trochę budowanie statku w butelce. Stworzona replika Boeinga 767 miała prawie pięćdziesiąt metrów długości, a także dwadzieścia dziewięć siedzeń pierwszej klasy oraz sto pięćdziesiąt dziewięć miejsc klasy ekonomicznej. Została również zbudowana w taki sposób, by można było podnosić boki samolotów i symulować wiele różnych ustawień kamery. „Prawie tak jak w Mercedesie Gullwing”, podsumowuje scenograf Hammond, który miał już okazję pracować przy filmie „Plan lotu” Roberta Schwentke. Choć zbudowana maszyna nie musiała wzbijać się w powietrze, filmowcy potrzebowali, by była w stanie wykonywać szereg różnych ruchów. Przykładowo, w jednej z trzymających w napięciu sekwencji, w której cały samolot się trzęsie, rzucając nieprzypiętymi bohaterami o sufit, aktorzy zostali zawieszeni na odpowiednich linkach, które pozwalały ekipie miotać nimi skutecznie po kabinie.

Hammond wyjaśnia, że sceny te zostawiono na sam koniec zdjęć, ponieważ musiały zostać szczegółowo przygotowane, żeby nikomu nic się nie stało. „Tylna część samolotu znajdowała się na specjalnej platformie, która rzucała nim na wszystkie strony. Mieliśmy szczęście, że udało nam się znaleźć dużą halę zdjęciową, która na takie szaleństwa pozwalała”, dopowiada scenograf „Non-Stop”. Departament odpowiadający za kreację efektów specjalnych umieścił w różnych miejscach filmowego samolotu specjalne urządzenia symulujące turbulencje. Wszystkie zostały zsynchronizowane tak, by uruchamiać się w różnych momentach, dzięki czemu osiągnięto wrażenie totalnego chaosu na pokładzie. „Samolot był więc trzęsiony od środka oraz z zewnątrz, i to tak mocno, jak tylko chcieliśmy. Na dodatek kamera również się trzęsła, a trochę bonusowych turbulencji dołożono w post-produkcji przy udziale ekipy od efektów wizualnych”, kontynuuje Hammond, który wraz ze swoją ekipą dokonał pewnych modyfikacji w replice samolotu, wliczając w to poszerzenie przejścia między rzędami siedzeń oraz podwyższenie sufitu, ażeby główny aktor nie miał problemów z poruszaniem się po pokładzie.

Mieliśmy na planie dwumetrowego aktora, nie chcieliśmy, żeby sięgał głową sufitu...”, mówi scenograf. „Musieliśmy zwiększyć przestrzeń istniejącą w replice, żeby można było nakręcić w pożądany sposób ujęcia jego i pozostałych aktorów”. Po zapewnieniu ekipie i obsadzie miejsca do oddechu Hammond skorzystał z kilku scenograficznych tricków, ażeby filmowy samolot wyglądał dokładnie tak, jak każda inna normalna maszyna w trakcie lotu. „Umieściliśmy światła w podłodze, żeby była cały czas podświetlona, co dało efekt ograniczonej przestrzeni pomiędzy siedzeniami. Kiedy zaczynasz zastanawiać się, dlaczego jest tam tak dużo miejsca, twoje oczy nagle wychwytują światło wychodzące z podłogi i perspektywa wraca do normy”. Dla ekipy scenograficznej od samego początku ważne było umieszczenie na planie jak największej ilości elementów z prawdziwego samolotu, żeby widzowie podświadomie czuli filmową wiarygodność. „Chcieliśmy pójść w stronę wyglądu Virgin Airlines”, mówi Hammond. „Nowe samoloty globalnego zasięgu są inaczej oświetlane, sugerując pasażerom konkretne nastroje: gdy wchodzisz na pokład wszystko jest jasne i zachęcające, a potem, gdy ludzie kładą się spać, zapada kusząca ciemność”.

Styl oświetlenia planu zdjęciowego pozwolił również reżyserowi i jego ekipie szybciej przechodzić do kręcenia kolejnych scen. „Mieliśmy na pokładzie naszego samolotu około trzech tysięcy praktycznych źródeł światła, wliczając w to wszystkie małe LEDy”, wyjaśnia Hammond. „Autor zdjęć i jego pomocnicy zbudowali sobie własne światło do zbliżeń aktorów, więc my nie musieliśmy w zasadzie przejmować się naświetlaniem samego planu. Dzięki takiemu systemowi ekipa mogła pracować szybciej i efektywniej”. Jeden element zbudowanego w hali zdjęciowej planu był jednak odizolowany od tułowia samolotu – łazienka, w której odbywa się kluczowa dla fabuły walka między Marksem a jednym z pasażerów. Na potrzeby tej sceny filmowcy korzystali z łazienki w replice samolotu i zbudowanego oddzielnie planu, który przypominał drewnianą skrzynię wielkości budki telefonicznej. „W jednej z najważniejszych scen filmu Liam i inny dość postawny gość walczą na gołe ręce w łazience”, mówi Hammond. „Jaume chciał umieścić tych dwóch gigantów w tak małej przestrzeni. Zamiast powiedzieć mi, żebym zbudował dużą łazienkę, poprosił mnie, żebym stworzył taką, jaka jest naprawdę w samolotach, bo w ten sposób filmowa walka nabiera jeszcze większej energii oraz wymaga bardziej złożonej choreografii ruchów”.

Korzystając z wiedzy dostarczonej przez urzędników rządowych, stewardessy, pilotów oraz byłych agentów pilnujących bezpieczeństwa na pokładach samolotów, twórcy byli w stanie przekazać w swoim filmie sposób myślenia oraz zachowywania się ludzi postawionych w sytuacji potencjalnego zamachu terrorystycznego. Na planie przebywali również eksperci, służąc głównym aktorom doświadczeniem i wiedzą, między innymi na temat używania broni na pokładzie samolotu. Koordynator ujęć kaskaderskich Mark Vanselow, który pracował już z Neesonem wielokrotnie, opowiada o swoich doświadczeniach: „Odtworzyliśmy całą scenę walki w łazience, przyglądając jej się z wielu różnych perspektyw i uświadamiając sobie, co ci goście byliby w stanie zrobić w tak ograniczonej przestrzeni”, wyjaśnia Vanselow. „To nie są eksperci w sprawach sztuk walki, ale jednocześnie przestrzeń samolotu jest dla nich drugim domem, po którym świetnie potrafią się poruszać. Stworzyliśmy więc scenariusz, w którym dwóch postawnych facetów o podobnych umiejętnościach staje naprzeciwko siebie i prowadzi zaskakującą wymianę ciosów. Wiele technik walki sprawdza się znakomicie na otwartym terenie, lecz w ciasnocie nie mają prawa bytu, bo albo łokciem nie można wykonać jakiegoś ruchu, albo siła uderzenia jest zdecydowanie za mała”.

Specjalny trening objął również aktorki oraz aktorów wcielających się w ekipę pokładową. „Mieliśmy na planie prawdziwą stewardessę”, opowiada Michelle Dockery. „Przeprowadziła nas przez wiele różnych aspektów swojej pracy, w większości związanych z przygotowaniami, procedurami bezpieczeństwa, stylem prezentacji przed pasażerami czy sposobami radzenia sobie z kimś, kto jest agresywny”, kontynuuje aktorka. „Nauczyłam się wiele ciekawych rzeczy, choćby w kwestii ochrony kokpitu z pilotami. Okazało się, że stewardessy nie patrzą przychylnym wzrokiem na ludzi, którzy kręcą się blisko kokpitu i posiadają wiele różnych sposobów na radzenie sobie z takimi intruzami”, kończy swoją wypowiedź Dockery, dodając, że najważniejszą kwestią dla wszystkich zaangażowanych w powstawanie „Non-Stop” było uzyskanie jak największej wiarygodności przedstawianych wydarzeń. A Collet-Serra dodaje: „Mam nadzieję, że widzowie docenią nasze starania i dadzą się porwać tej fantastycznej przygodzie. I nie przestaną latać”.

Materiały: Monolith Film

 



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.