Nauka spadania: ciepła i pełna humoru opowieść o przyjaźni na śmierć i życie

2014-03-24 11:29

Ekranizacja powieści Nicka Hornby’ego, autora bestselleru „Był sobie chłopiec”. Ciepła i pełna humoru opowieść o przyjaźni na śmierć i życie z udziałem gwiazd: Pierce‘a Brosnana, Toni Collette i Rosamund Pike. Sylwester na dachu londyńskiego wieżowca. Na samej krawędzi stoi Martin... Kiedyś był sławnym prezenterem TV, dzisiaj zamierza właśnie skoczyć z dachu. Jak się okazuje – nie on jeden. Maureen, samotna matka, pyskata nastolatka Jess i były muzyk, a aktualnie dostawca pizzy JJ – wszyscy mają na ten wyjątkowy wieczór dokładnie taki sam plan. Choć są sobie zupełnie obcy, zawierają pakt. Postanawiają dotrwać do Walentynek...

O PRODUKCJI

Pełna czarnego humoru opowieść drwiąca z samobójstwa i depresji? Brzmi ryzykownie; nawet w przypadku najlepiej sprzedającego się pisarza jakim niewątpliwie jest Nick Hornby. Jednak w swojej zabawnej i smutnej jednocześnie, bardzo ludzkiej powieści A Long Way Down, Hornby z wielkim wyczuciem i niezwykle delikatnie poradził sobie z tym tematem.

W pewien sylwestrowy wieczór, na szczycie londyńskiego wieżowca spotyka się czwórka zagubionych ludzi. Każdy z nich chce się właśnie w tym momencie w samotności zabić. Ale też każdy z nich stwierdza, że nie jest jednak na tym dachu sam… Hornby zgrabnie porusza się pomiędzy bohaterami, pozwalając im powoli zmienić plany i dać życiu jeszcze jedną szansę.

Inspiracją do napisania A Long Way Down było usłyszane gdzieś twierdzenie, że w niektóre noce w roku popełnianych jest więcej samobójstw - mówi Hornby. - Wielokrotnie przejeżdżałem Archway Most w pobliżu mojego domu w północnym Londynie, który jest ulubionym miejscem samobójców, myśląc: Czy jednej z tych wyjątkowych nocy mogą się tu naraz spotkać ludzie mający takie same zamiary?

Pisząc powieść o czwórce bohaterów, Hornby starał się zgłębiać różne powody desperacji. W przypadku Martina, to konsekwencja życia na świeczniku i nagłej kompromitacji. Wstydu z powodu złego postępowania i bardzo bolesnego publicznego upokorzenia. - Martin nie jest pedofilem, chociaż - mówi Hornby - sypiał z 15latką która nie wyglądała na swój wiek. Oczywiście nie jest to coś, co powinien robić jako mąż i ojciec.

Maureen, ma niepełnosprawnego syna. Podobne jak sam pisarz, choć jej sytuacja nie jest bezpośrednio wzięta z jego życia. Hornby wykorzystał tu doświadczenia ludzi spotkanych przez siebie; ludzi, których życie stało się bardzo samotne i trudne. - Kiedy urodził się mój syn, przeszedłem przez drzwi do pokoju, o którego istnieniu nie wiedziałem. – przyznał.

Z kolei inspiracją dla postaci Jess było doświadczenie nauczycielskie Hornby’ego. Spotykał wówczas młodych londyńczyków: - którzy mieli wielkie pokłady energii, energii źle skierowanej. Jess była fantastycznym charakterem do napisania – odrzuca bowiem wszelkie towarzyskie konwenanse. Może wywołać bójkę w pustym pokoju.

W swoim kolejnym bohaterze, JJu, Hornby chciał sportretować artystę walczącego o uznanie. To młody człowiek, którego marzenia o muzycznym sukcesie nie potoczyły się tak jak chciał. - Każdy kto pracuje w sztuce ma wiele ponurych nocy, kiedy myśli: czy ja się nie kompromituję? Może powinienem to rzucić? A jeśli rzucę, to co do cholery będę robił?

W A Long Way Down w poważny temat, wniósł Hornby czarne poczucie humoru. Siłą tej historii jest swoisty powolny marsz bohaterów z kompletnego upadku w kierunku jakiegoś rodzaju światełka w tunelu i odkupienia. Ta książka jest uwielbiana, jak większość książek Nicka - mówi Pierce Brosnan, który wciela się w Martina w wersji filmowej. - Myślę, że ta akurat porusza wyjątkowo, bo zajmuje się, tym co bywa bardzo trudne i smutne w naszym życiu, z ogromną ilością humoru. Nick pisze z jednocześnie z ogromną wrażliwością i temperamentem, odmalowując fascynującą różnorodność charakterów swoich postaci.

Praca nad adaptacją książki na ekran była zdecydowanie bardziej zawiła niż sama proza Hornby’ego. Wszystko zaczęło się, kiedy Hornby i producentka Amanda Posey, żona pisarza, przekazali swojej współpracowniczce Finoli Dwyer kopię książki. Stało się to niedługo po samobójczej śmierci jednego ze wspólnych znajomych.

To był pierwszy raz i - odpukać w niemalowane - jedyny, kiedy ktoś znany mi osobiście popełnił samobójstwo - mówi Dwyer. Było trudno i nie chciałabym przechodzić przez to jeszcze raz. Bardzo rozpaczałam jeszcze wtedy, kiedy zaczęłam czytać książkę Nicka. To, co jest w niej cudowne, to afirmacja życia. Te przeżycia były mi bliskie. Pomyślałam, że świetnie byłoby zaadaptować tę książkę na duży ekran, bo w błyskotliwy sposób opowiada o tematach tabu, o których ludzie nie potrafią rozmawiać: o depresji i samobójstwie.

Potencjał ekranowy książki spowodował zainteresowanie Hollywood i Johnney’go Deppa, który kupił prawa do ekranizacji. Finola Dwyer czekała na swój czas.

Jako pisarz, Nick jest niewiarygodnie szczery, to główny powód przywiązania i sympatii czytelników do jego twórczości. - mówi Posey - Historie swoich bohaterów opowiada zarazem z humorem i głębią. Obie rzeczy świetnie pasują do kina.

Kiedy nadszedł czas odnowienia praw, Hornby, zachęcony ich zachwytem przyznał je parze producentek: Posey i Dwyer. W pamięci miał dobre doświadczenia ze wspólnej pracy nad Była sobie dziewczyna, do której to napisał adaptację ze wspomnień Lynn Barber.

Była sobie dziewczyna była pierwszą wspólną produkcją Dwyer i Posey, pomimo że panie znały się dużo dłużej. Gdyby Była sobie dziewczyna nie stała się sukcesem, (którym w efekcie została), niezwykły duet z dwóch końców świata - Posey jest Brytyjką, podczas gdy Dwyer jest Nowozelandką z dziada pradziada – i tak pracowałyby dalej razem. Ponownie połączyły siły przy A Long Way Down, czwartej, z siedmiu wydanych powieści Hornby’ego, przeniesionej na ekran, krótko po tym jak Dwyer wyprodukowała Kwartet Dustina Hoffmana.

Nick widział, jakie kłopoty napotyka rozwój jego projektów w Stanach - mówi Posey – Zobaczył, co zrobiłyśmy z Była sobie dziewczyna i czuł, że naprawdę możemy spróbować w Wielkiej Brytanii.

Widziałem, że podchodzą do tego bardzo poważnie i bardzo chcą ruszyć ten projekt - mówi Hornby. Mam to szczęście że poprzednie adaptacje moich książek udały się. Być może dlatego, że nie opisuję nierealnych, wymyślonych sytuacji – wpadają w ręce ludzi, którzy chcą w prosty sposób zrobić z nich filmy.

ADAPTACJA I ROZWÓJ SCENARIUSZA

W 2009 na festiwalu w Sundance Była sobie dziewczyna święciła triumfy i rozpoczęła marsz po kolejne nagrody, przy okazji odkrywając talent Carey Mulligan. Hornby zapytał producentek, czy mają pomysł kto mógłby zaadaptować książkę na scenariusz. Były już przygotowane: Jack Thorne, czekał na błogosławieństwo Hornby’ego. Dwyer zachwycona scenariuszem młodego brytyjskiego pisarza Co każdy skaut wiedzieć powinien, przeczytała inne jego utwory i utwierdziła się w przekonaniu, że to wielki talent. Hornby, który woli, by inni pracowali nad adaptacjami jego książek na duży ekran, wyraził zgodę.

Hornby napisał A Long Way Down w formie dziennika, jednak w trakcie pracy nad scenariuszem, Posey i Dwyer zdały sobie sprawę, że ten sposób opowiadania historii nie sprawdzi się w filmie. Wybranie jednego z bohaterów, zaburzyłoby równowagę w historii, Thorne zaproponował więc, żeby film podzielić na cztery równe części, zatytułowane imionami bohaterów.

- Pomysł Jacka był taki, żeby czterej bohaterowie, przekazywali sobie historię w swego rodzaju sztafecie - wyjaśnia Posey. Hornby uznał to rozwiązanie za pomysłowe. To jest faktycznie bardzo dobre rozwiązanie dla tego filmu - mówi - Niekoniecznie zauważasz, że oglądasz film.

Z Tessą Ross z Film4, Thorne zaczął pracować nad opowiedzeniem tej historii w czterech rozdziałach. Zaczynając od Martina, kończąc na Maureen, środek wypełniła historia Jess i JJ‘a. - To był świetny sposób, by nadać strukturę tej historii - mówi Pascal Chaumeil, który został reżyserem. Rzadko w filmach dowiadujesz się czegoś nowego o bohaterach przez cały film. Zazwyczaj, najpierw przedstawieni są bohaterowie, a później opowiadasz historię. W tym filmie tajemniczy jest każdy. Wszystkiego dowiadujemy się późno. To bardzo interesujące podejście.

Thorne, który pokochał książkę Hornby‘ego z ich wyrazistymi bohaterami, był wniebowzięty kiedy Dwyer i Posey przyszły do niego z propozycją pracy. - Pierwsza scena na dachu jest tak błyskotliwa, że wszystko co musiałem zrobić to umiejetne przełożyć to na scenariusz filmowy mówi Thorne, który w efekcie przerobił kilka wersji scenariusza. Zadowolony był z dołączenia do projektu reżysera, Chaumeila. - Podrzucił błyskotliwe pomysły, jak opowiedzieć historię i przesunąć niektóre kluczowe sceny - mówi pisarz.

Trzymając się materiału źródłowego, Thorne zdał sobie sprawę, że musi wprowadzić pewne zmiany, zwłaszcza w wątkach młodszych bohaterów. - Wątek JJ‘a, w porównaniu do książki został nieco zmieniony - mówi pisarz. - Podobał mi się pomysł, że nie wiedział, dlaczego był na tym dachu. Dużo czytałem o samobójstwach, dowiedziałem się, że wśród samobojców część nie bardzo wie, dlaczego chce to zrobić. Pomyślałem, że to piękny i tragiczny pomysł dla wątku JJ‘a.

To jest komediodramat o samobójstwie mówi Thorne. Nie chcieliśmy podejść do tematu zbyt nonszalancko, ale równocześnie zależało nam na zrobieniu filmu, który ludzie obejrzą z przyjemnością. To właśnie udało się w książce, moja praca polegała na tym, żeby tak samo zagrało to w filmie.

W POSZUKIWANIU REŻYSERA: DOŁĄCZA PASCAL

Po bardzo dobrze przyjętym Heartbreaker. Licencja na uwodzenie reżyser Pascal Chaumeil zdobył brytyjskiego agenta, którego od razu poinformował, że jednym z jego ulubionych brytyjskich pisarzy jest Nick Hornby. Powiedział mu też, że podejmie się adaptacji absolutnie każdej z książek Horby’ego. Dwyer i Posey szukały właśnie reżysera A Long Way Down - czyli Nauki spadania (w oryginale A Long Way Down), a spotkanie z Chaumeilem utwierdziło je w przekonaniu, że będzie świetnym kandydatem.

Można powiedzieć, że Pascal jest nieoczywistym wyborem - mówi Dwyer. - Ale Lone Scherfig była też niezwykłym wyborem przy Była sobie dziewczyna. Myślę, że należy śmiało wybierać reżysera, daje to niesamowite efekty.

Pascal to prawdziwy anglofil: kocha brytyjskich pisarzy, kocha brytyjską muzykę - dodaje Posey. - Jednak nie brytyjskie jedzenie. dodaje Dwyer. - Nie, nie brytyjskie jedzenie, brytyjskie wino też nie! W każdym razie jeszcze nie - zgadza się Posey. - Rozumie za to angielskie poczucie humoru, co często bywa największą barierą z kulturalnego punktu widzenia.

Kocham książki Nicka; jedna z nich, Wierność w stereo, miała dla mnie naprawdę duże znaczenie. To bardzo dobra książka, a czytałem ją, gdy przeżywałem nieszczęśliwą miłość - mówi Chaumeil. - Byłem wtedy zrozpaczony, a ta książka, naprawdę pozwoliła mi mieć nadzieję.

Chaumeil pochłonął również A Long Way Down i podziwiał ją za umiejętne przedstawienie przyjaźni bez cienia sentymentalizmu. Wydawała mu się jednak bardzo trudna do przełożenia na scenariusz filmowy. - To, co podobało mi się najbardziej, to sposób w jaki bohaterowie się poznają. Jest coś absurdalnego w spotkaniu czterech ludzi chcących popełnić samobójstwo tej samej nocy, w tym samym miejscu. To świetny początek historii, zupełnie inny niż wszystko, co do tej pory przeczytałem.

Już jako reżyser, Chaumeil wniósł swój własny wkład w scenariusz Thorne’a, uwypuklając w szczególności komediowe elementy. - Czułem, że publiczność tego potrzebuje – emocji, ale i zabawy - wyjaśnia reżyser.

Byliśmy świadomi tego w trakcie pracy - mówi Dwyer - Realizowaliśmy sceny tak, by na końcu zachować równowagę pomiędzy śmiechem i wzruszeniem. Chodzi o przenikanie się tej cienkiej granicy.

- Chodziło o to, żeby opowiedzieć historię naturalnie, prosto, bez przesadzania dodaje Chaumeil. - Chodziło o prawdę, o to, by komedia i dramat mogły się równoważyć. Próbowałem znaleźć dobrą energię między różnymi bohaterami – mieliśmy szczęście; ponieważ nasi aktorzy są fantastyczni.

Aktorzy chwalili Chaumeila za stworzenie dobrej atmosfery na planie, dzięki której czuli się odprężeni i wystarczająco pewni siebie, by próbować i wziąć odpowiedzialność za budowanie swoich bohaterów. - Mam dużo szacunku i podziw dla dobrych aktorów. - mówi reżyser. - Zależy mi na tym, aby aktor czuł się komfortowo, wiedział, co może w postać włożyć. Dzięki temu naturalnie gra. Próbuję poczuć to samo, co oni. Jeśli coś czuję, wiem, że to może dać dobry efekt na ekranie.

Posey i Dwyer chwalą Chaumeila za umiejętne utrzymanie fabularnej płynności w filmie, mimo podziału na cztery rozdziały. Podczas pamiętnej nocy, czwórka bohaterów ratuje siebie nawzajem od ostatecznego końca. Każdy z aktorów czuł, jaką moc miała ta chwila już na planie. - Nie zdawałem sobie sprawy, jak wielką, dopóki nie kręciliśmy tej sceny - zauważa Brosnan. - Mimo, że graliśmy w studiu, okazała się nad wyraz wzruszająca, poczułem to desperackie pragnienie faceta, który już ma skoczyć, kiedy nagle pojawia się jego anioł, Maureen.

Chaumeil był pod wrażeniem bliskości, a nawet chemii pomiędzy aktorami, którzy kilka razy w tygodniu jadali razem kolacje. Polubili się od razu - mówi Chaumeil. - Można powiedzieć, że są fantastycznym zespołem. Każdy miał jedną albo dwie sceny, naprawdę ważne dla swojego bohatera, widać było, że są sobie bardzo pomocni. Szczególnie dla Imogen Poots, która grała bardzo wzruszające sceny, inni byli bardzo wspierający.

MARTIN

Czy mogę wyjaśnić dlaczego chcę się zabić? Oczywiście, że mogę. Nie jestem idiotą.

Martin był trudną rolą do obsadzenia i jesteśmy szczęśliwi, że gra go Pierce - mówi Amanda Posey. - Łączy talent komediowy i dramatyczny, którego wymagała ta rola. Brosnan, piąty w historii aktor grający brytyjskiego super szpiega, Jamesa Bonda, po zakończeniu kariery jako 007, zajął się szukaniem różnych, ciekawych ról. Nie było niczego, co mogło by go zniechęcić do zagrania Martina. Ta historia ma ludzki wymiar i czar - mówi.

- Potrzebowaliśmy dobrego aktora, który dobrze czuje się we własnej skórze - dodaje Dwyer. Pierce jest na tym etapie swojej kariery, że może robić, co chce.

Poza znakomitym scenariuszem Thorne’a, Brosnana zwabiła perspektywa pracowania z Chaumeilem. Zjedliśmy z Pascalem wspaniały lunch. Okazało się, że fantastycznie porusza się w świecie Nicka Hornby’ego... Pomyślałem, zróbmy to! - mówi Brosnan, który wcześniej spotkał się z Hornbym.

Brosnan polubił wybraną obsadę. Zawsze podziwiałem Toni Collette - jest takim kameleonem, znałem i lubiłem Imogen Poots. Sprawdziłem także, co robi Aaron Paul w Breaking Bad; byłem oszołomiony. Wszystkie elementy miały sens.

Rola Brosnana jest wyzwaniem, bo jego postać, Martin Sharp, w oczach brytyjskich sądów, jest pedofilem. Niezbyt dobry prezenter telewizyjny, który odbywa stosunek z niepełnoletnią dziewczyną - mówi aktor. - Wyglądała na 25, ale skąd miał wiedzieć, ile ma naprawdę? Przygląda się, jak jego czas mija, kariera wyparowuje w skutek skandalu, jest smutny i nieszczęśliwy. Sam, ale nie pozbawiony naturalnego poczucia humoru i czaru sympatycznego faceta.

Bardzo odpowiadało mi się granie Martina - mówi irlandzki aktor. On dryfuje w życiu, budzi się codziennie upokorzony. Była żona i dwójka dzieci, z którymi nie może się widywać, powiększają tragedię. Mimo tego, chce być sławny raz jeszcze. Pod koniec roku, chce wejść na dach wieżowca i odebrać sobie życie.

Kiedy poznajemy Martina, jego kariera telewizyjna jest już przeszłością. Mimo to Brosnan starannie przygotowywał się do roli - przyglądał różnym telewizyjnym prezenterom, wychwytując niuanse ich zachowań. Jednak, jak sam mówi: Martinowi jest jedyny w swoim rodzaju.

Brosnan rozumiał także doskonale zainteresowanie mediów Martinem - Obecność papparazich w naszej branży jest dużym problemem - mówi aktor. - Mimo to, próbuję żyć normalnie jako człowiek, aktor i nie brać udziału w zbyt wielu kolizjach, że tak to nazwę.

Na planie, Brosnan podziwiał talent Chaumeila, szybkie podejmowanie decyzji. - Jest bardzo precyzyjny i ma cudowne wyczucie komedii - mówił. - Nie udziwnia, sprawnie posuwa wszystko do przodu. Zdjęcia do filmu, kręconego jak ten, w 6-8 tygodni muszą być intensywne. Czas jest szczególnie cenny. Cała produkcja musi trzymać się w ryzach.

Silna więź, która narodziła się pomiędzy czwórką głównych aktorów przełożyła się na chemię, którą widać na ekranie. Od pierwszego dnia świetnie się rozumieliśmy - mówi Brosnan. To zawsze jest orzeźwiające pracować z takimi talentami. Pomaga to samemu utrzymać się w ryzach, motywuje. Pomagaliśmy sobie grając, co nie na każdym planie jest takie oczywiste.

Chaumeil był pod dużym wrażeniem gwiazdy. – To niesamowicie doświadczony aktor - mówi reżyser - aktor, który wciąż daje z siebie wszystko, co najlepsze. Dał postaci Martina głębię i może nawet trochę więcej bólu, niż to było zapisane w scenariuszu.

- Tak właściwie to Pierce jest nieśmiałym człowiekiem - ciągnie. - Wielka indywidualność, cechy przywódcy, a jednak nie wydaje mi się, żeby chciał być liderem. Jeśli miałbym wskazać lidera na planie, to zdecydowanie była to Toni Colette. W każdym razie jeśli chodzi o organizowanie wycieczek do restauracji.

JESS

Nigdy nie zabiłabym się tabletkami. Skok z wieżowca jest o wiele, wiele fajniejszy

Po Brosnanie i Collette do obsady zaproszona została Poots. Jess jako złożona i dobrze napisana postać była dla niej świetną bohaterką. - Wymarzona rola z całą pewnością, - mówi aktorka, która zagrała kilka znaczących ról w 28 tygodni później, Jane Eyre i Prawdziwej historii króla skandali. - Skomplikowana i cudowna bohaterka. To ona proponuje wstrzymywanie się od samobójstw w tę noc. Ona właściwie formuje tę niezwykłą rodzinę, chociaż na pierwszy rzut oka jest najmniej otwarta z bohaterów. Myślę, że Jack Thorne zrobił świetną robotę, przystosowując książkową Jess do wersji filmowej.

Aktorka zaprzyjaźniła się z resztą obsady błyskawicznie i żartowała, że cała czwórka w trakcie kręcenia filmu stała się społecznie nieprzystosowana... Zaczynasz kochać ludzi, gdy jesteś tak blisko, niekoniecznie fizycznie. Czujesz, że są dobrymi ludźmi z błyskotliwym poczuciem humoru - uśmiecha się. - Pierce mnie po prostu rozśmieszał - jest bardzo zabawny. Z Toni znałyśmy się z filmu Postrach nocy. Cudownie było znowu spędzić razem czas. Kocham ją. Aaron jest najłagodniejszym człowiekiem, jakiego znam. Praca z nimi była wielką przyjemnością.

Poots tak samo jako Brosnan nie ustaje w chwaleniu reżysera za jego wzorową współpracę z planem, zaufanie i szacunek do ekipy. - Zawsze ma rację; jest niesamowicie mądry - mówi. Chociaż jest Francuzem, świetnie rozumie brytyjskie poczucie humoru, sarkazm i ironię, czyli wszystko to, co mieliśmy w scenariuszu.

Imogen jest wielkim darem w tym filmie - oświadcza z kolei Chaumeil. - Jest fantastyczna. Jej Jess jest lepsza niż ta w książce czy scenariuszu. Było w tej postaci więcej zła, ale Imogen wniosła w nią coś tak kruchego, że na końcu jest bardzo, bardzo zabawna.

JJ

Mam dość

- JJ jest zagubionym dzieckiem walczącym, by znaleźć cel w życiu - mówi Aaron Paul. - Ciągle próbuje znaleźć sposób na to, by być szczęśliwym, walczy. Dlatego spotykamy go na tym dachu. W Nauce spadania, JJ jest niespełnionym amerykańskim muzykiem mieszkającym w Londynie, który przestał już śnić sny o muzycznej karierze. Teraz, żeby związać koniec z końcem dostarcza pizzę. W powieści Hornby’ego, JJ przylatuje do Wielkiej Brytanii w pogoni za dziewczyną i kończy w hotelu ze złamanym sercem.

- Kiedy go spotykamy, jest w trudnym momencie - mówi Paul - Jest zmęczony towarzyszącym mu lękiem, ma dość zmian. Samobójstwo postrzega jako rozwiązanie, którym ono nigdy nie powinno być.

Paul sławę i uznanie zdobył za rolę narkotykowego dilera, Jesse Pinkmana w amerykańskim serialu telewizyjnym Breaking Bad. - Zdarzało się w moim życiu, że musiałem walczyć, żeby utrzymać głowę nad powierzchnią wody - mówi aktor. – Wiedziałem, co chcę robić, ale przeżywałem wiele wzlotów i upadków, czułem się czasami bardzo samotny. Smutek i bolesne przeżycia.

Przygotowania do roli dla Paula były nieco łatwiejsze. Po prostu kiedyś chciał być muzykiem. - Czy kiedykolwiek marzyłem o byciu gwiazdą rocka? No pewnie, który młody chłopak nie marzył!? - uśmiecha się. - Byłem także roznosicielem pizzy, zanim moja kariera aktorska ruszyła z miejsca.

Jedyny Amerykanin w obsadzie był wprost zachwycony przyjazdem na plan do Wielkiej Brytanii. Pewnej nocy zabrał Brosnana na koncert swojego ulubionego zespołu Radiohead. - Od razu stałem się fanem - śmieje się Brosnan, przypominając sobie tę noc. Aaron wrzucił zdjęcie obu panów na Tweetera - Lubię Radiohead. Nie aż tak jak Springsteena albo Van Morrisona, ale nie mów o tym Toni i Aaronowi. Oni uwielbiają Thoma Yorke‘a. - mówi Brosnan.

Chaumeil zachęcał Paula, by używał swojego własnego, naturalnego uroku, grając JJ’a. Z kolei Paul, podobnie jak inni, był zachwycony atmosferą na planie i reżyserem. - Uwielbiam pracować z tymi ludźmi - mówi. - Historia o czwórce bohaterów połączonych wyjątkową więzią, którzy ratują się nawzajem przed śmiercią. Więź pojawiła się nie tylko pomiędzy bohaterami. Co prawda nie ratujemy się przed śmiercią - nie mamy tych samych problemów, co nasi bohaterowie - ale bardzo się polubiliśmy!.

MAUREEN

Nie jestem pewna, jak to powiedzieć…

Toni Collette znalazła się w obsadzie Nauki spadania jako pierwsza. Dwyer, która znała wcześniej australijską aktorkę, pokazała jej projekt na festiwalu filmowym w Sydney. - Wiedziałam od początku, że potrzebujemy błyskotliwej aktorki, która poradzi sobie z rolą Maureen - mówi Dwyer - dlatego też pokazałam Toni książkę przy pierwszej nadarzającej się okazji.

- Przeczytałam książkę i pomyślałam, że to wyjątkowa historia i właściwie od razu zgodziłam się zagrać Maureen - mówi Collette. - Trochę potrwało przygotowanie do produkcji, ale warto było czekać. Fantastyczne doświadczenie, lepsze niż sobie wyobrażałam. Było zdumiewająco.

Collette opisuje Maureen jako mocno nieprzystosowaną społecznie. Mówi jednak, że za jej, nerwowym i dziwnym zachowaniem, kryje się urocza, marzycielska i życzliwa natura. Ma piękną duszę - zauważa Collette, która wcześniej zagrała inną przygnębioną bohaterkę powieści Hornby’ego: samotną matkę Marcusa, w ekranizacji Był sobie chłopiec. - Emocjonalnie ma serce na dłoni. Nie zdaje sobie sprawy, jak jest samotna i smutna. Jej życie wypełnia opieka nad synem, który ma poważne porażenie mózgowe. Myślę, że kiedy decyduje się na próbę samobójczą, nie ma w tym egoizmu. Wierzy po prostu, że jej syn będzie miał lepsze życie bez niej.

Czekając kilka lat, na to z kim będzie grała, Toni zaczęła się zastanawiać, czy na pewno jest słusznym wyborem do roli Maureen. W pewnym momencie chciała się nawet wycofać. - Czułam, że Maureen jest trochę starsza, bardziej zmęczona, trochę grubsza. Ale im dłużej myślałam, tym bardziej lubiłam tę postać. Klucz do Maureen, mówi Collette, - to jej wielka, bezwarunkowa, miłość do syna.

Collette chętnie podkreśla, że pomimo trudnego tematu samobójstwa chciałaby, żeby widzowie dostrzegli impertynencki humor zawarty w tej historii. - To jest niesamowicie śmieszne chwilami - mówi. - Tak jak w życiu, cienka jest linia pomiędzy smutkiem i radością. Takie jest życie. To jest taki kumpelski film o czwórce dziwnych, ale prawdziwych przyjaciół! To opowieść o być może mało prawdopodobnych, ale zmieniających życie relacjach.

Collette nie szczędzi pochwał Chaumeilowi, opowiada o tym, jak umiejętnie zaszczepia poczucie wspólnoty, przyjaźni i zabawy w dramatycznej opowieści. - Pracowałam z kilkoma reżyserami, w pracy z którymi czułam się kompletnie osamotniona - mówi. - Pascal ma świetny kontakt z aktorami. Daje poczucie bezpieczeństwa, które sprawia, że chce się dać z siebie jeszcze więcej. Doskonale wie, czego chce.

Toni jest niewiarygodnie utalentowaną aktorką - mówi Chaumeil, odwdzięczając się za komplementy. - Nigdy nie musiałem jej mówić, co ma robić. Jedyna rzecz, jaką podpowiedziałem jej w trakcie głośnego czytania scenariusza, to żeby poszukać w Maureen odrobiny humoru. Toni dała z siebie bardzo dużo, Maureen jest absolutnie jej kreacją. Jest kompletnie inna od Toni w życiu.

FILM PEŁEN NADZIEI

Myślę, że każdy będzie mógł odnaleźć się w jednym z tych różnych bohaterów, bo każdy nosi w sobie jakiś ból. - mówi reżyser. - Nauka spadania to film niosący nadzieję, zabawny, nieprzewidywalny, z różnorodnymi bohaterami, których z chęcią obserwujemy.

Orzeźwiające połączenie. - Niezwykła historia - mówi Posey. - Film nie jest komedią romantyczną. To opowieść o czwórce różnych ludzi spotykających się w niezwykłych okolicznościach. Myślę, że wielu ludzi będzie uważać to za poruszające i ważne.

W lipcu 2013 ekipa nakręciła nowe zakończenie. W oryginalnym zakończeniu w parku na pikniku spotkała się cała czwórka i dwie córki Martina. Nowa wersja nakręcona dziewięć miesięcy później, to video-rozmowa na Skypie w kolejnego Sylwestra. Rok po wydarzeniach z początku filmu, każdy z bohaterów jest w innym, lepszym miejscu w swoim życiu. Przeniesienie końca w czasie, pozwoliło dać właściwy balans pomiędzy początkiem i końcem tej historii.

Myślę, że w trakcie robienia tego filmu stał się on bardziej emocjonalny niż na początku zakładaliśmy - mówi reżyser. - Czuliśmy, że zakończenie powinno dostarczyć widzom więcej emocji.

Ostatnie słowo należy do twórcy historii, Nicka Hornby’ego: - Kocham ten film. Ma życie, kolor, humor, tragizm. Gra aktorska jest doskonała. Myślę, że jako autor nie mogłem marzyć o czymś więcej – moja książka została przeniesiona na ekran z wielką pieczołowitością, myślą i miłością. Czuję, że każdy tu chciał zrobić film, który jest odzwierciedleniem przeczytanej przez niego książki. I, oczywiście, doceniam to.

Materiały: Best Film

 



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.