Obietnica: generacja online kontra zagubieni rodzice

2014-03-29 13:03

Generacja online kontra zagubieni rodzice w nowym obrazie Opus Film, producenta trzech oficjalnych polskich kandydatów do Oscara – „Ediego”, „Sztuczek” i „Z odzysku” oraz wielokrotnie nagrodzonej „Idy”, w reżyserii Anny Kazejak – autorki kinowego przeboju „Skrzydlate świnie”. Poruszający, wnikliwy i odważny portret młodego pokolenia. Światowa premiera filmu miała miejsce 13 lutego na festiwalu Berlinale.

Lila i Janek, uczniowie wielkomiejskiego liceum, należą do generacji, która komunikuje się głównie przez Skype’a i Facebooka. Wraz z przyjaciółmi korzystają z życia na całego. Imprezują, eksperymentują z alkoholem i marihuaną. Jednak pewnego dnia Lila nieoczekiwanie zrywa z Jankiem, oskarżając go o zdradę. Zakochany chłopak będzie musiał zapłacić wysoką cenę za niewinny błąd. Jeśli spełni obietnicę, którą wymogła na nim dziewczyna, nic już nie będzie takie jak przedtem…

W obsadzie filmu główne role – Lili i Janka – zagrali Eliza Rycembel i Mateusz Więcławek, debiutanci, wyłonieni w ogólnopolskim castingu. Wspiera ich prawdziwie doborowa ekipa aktorska – Andrzej Chyra („W imię…”), Magdalena Popławska („Lęk wysokości”), Jowita Budnik („Papusza”), Barłomiej Topa („Drogówka”), Dawid Ogrodnik („Chce się żyć”). W „Obietnicy” zobaczymy również, między innymi, Nikodema Rozbickiego, który debiutował w głośnym „Bejbi blues” Katarzyny Rosłaniec oraz Luxurię Astaroth, modelkę, znaną z przebojowych klipów rapera Donatana „Nie lubimy robić” (z albumu „Równonoc”) oraz „My Słowianie”.

W doborowej, międzynarodowej ekipie twórców „Obietnicy” znaleźli się również montażysta Morten Højbjerg („Nimfomanka – część I”, „Tuż po weselu”, „Pięć nieczystych zagrań”, „Templariusze: Miłość i krew”) oraz autor muzyki Kristian Eidnes Andersen („Tylko Bóg wybacza”, „Melancholia”, „Polowanie”, „Antychryst”).

Scenariusz do filmu powstał pod czujnym okiem słynnego hollywoodzkiego scenarzysty Christophera Voglera.

Inspiracją dla powstania tej historii były prawdziwe wydarzenia, mające miejsce w ostatnich latach w kraju i za granicą. Nie chodzi tu jednak tylko o Polską rzeczywistość, ale o spojrzenie na naszą europejską kulturę, na procesy zachodzące podskórnie, których spektakularne efekty krzyczą do nas z pierwszych stron gazet.

Widzę w moich bohaterach pokolenie, które posiada wszelkie zachodnie dobra, nieobarczone historycznie i politycznie, wolne, a mimo to używające owej wolności do stworzenia własnego więzienia. Żyją w świecie, który daje im wszystko, nie wymagając nic w zamian. Być może to właśnie jest powodem, dla którego stwarzają swoje własne zasady, za przekroczenie których płaci się najwyższą karę.Anna Kazejak, reżyser

Zwykle dzieci postawione komputerowi, telewizorowi i środowisku swoich rówieśników spędzają czas na ogłupiającej zabawie. Nasza bohaterka jest wyjątkowa, ponieważ próbuje zbudować świat wartości - wartości, które kiedyś umarły i teraz należy je wskrzesić z pełną powagą i ostrością.” Andrzej Chyra

Nadchodzi nowe, piekielnie zdolne pokolenie! Możliwość oglądania tych młodych ludzi w akcji była dla mnie szokiem i uświadomiła mi moje własne ograniczenia. Przyszłość należy do nich.” Dawid Ogrodnik o młodych aktorach, z którymi pracował na planie „Obietnicy”

* * * * * * *

EKSPLIKACJA REŻYSERSKA

Obietnica” to film, którego akcja toczy się współcześnie w Polsce. Inspiracją dla powstania tej historii były prawdziwe wydarzenia, mające miejsce w ostatnich latach w kraju i za granicą. Nie chodzi tu jednak tylko o Polską rzeczywistość, która w przeciągu ostatniego dwudziestolecie przeszła olbrzymią metamorfozę i gdzie obok oczywistych benefitów pojawiła się ogromna ilość nieznanych nam wcześniej zagrożeń. Chodzi tu o spojrzenie na naszą europejską kulturę, na procesy zachodzące podskórnie, których spektakularne efekty krzyczą do nas z pierwszych stron gazet, informując o nastoletnich radykałach dokonujących przerażających zbrodni. W dobie relatywizmu bardzo trudno o jeden uniwersalny kodeks zasad. A taki jest pomocny, zwłaszcza dorastającemu człowiekowi. Próby bezstresowego wychowania, bez stawiania granic, brak wzorców i anachronizm autorytetów dają początek całej armii osamotnionych młodych ludzi.

Nie szukam jednak winnych takiego stanu rzeczy, nie buduję tez – chcę podzielić się wizją pośpiesznego świata, gdzie dorośli są zagubionymi dziećmi, a prawdziwe dzieci pod ich 'nieobecność' samodzielnie stanowią o winie i karze.

Osadzenie filmu w Szczecinie – mieście granicznym – jest także nie bez znaczenia. To miejsce, z którego bliżej mieszkańcom do Berlina czy Kopenhagi, niż Warszawy. Bliskość owa jest oczywiście powodem wyjazdów zarobkowych. Motyw ten jest także elementem naszej fabuły.

Obietnica” to film naturalistyczny, gdzie prawda świata przedstawionego jest nadrzędna. Tak istotna dla mnie maksymalna kondensacja czasu wydarzeń, ich miejsca i akcji ma osadzić konwencję filmu w precyzyjnych ramach. W związku z powyższym bardzo cieszy mnie udział duńskich twórców w naszym projekcie. Dokonania duńskiego kina w ostatnich latach – chodzi głównie o Dogmę i Larsa von Triera – są dla mnie osobiście olbrzymią inspiracją. I choć poprzedni zrealizowany przez mnie film operował inną konwencją, posiłkował się akademizmem formalnym to jednak konwencja realistyczna zawsze była mi bliska i tym samym film „Obietnica” będzie prezentował indywidualny styl reżyserski, już wcześniej wyczuwalny w filmach krótkometrażowych czy „Odzie do radości”, a nawiązujący nieco do duńskiej kinematografii.

Nie wierzę, że człowiek rodzi się zły. „Obietnica” to film o nastolatkach poddanych olbrzymiej presji, której autorami są oni sami. To ciemna strona naszego umysłu, która zbyt trudna by w nią wniknąć, wydaje nam się pozornie irracjonalna. Jest zbyt brutalna i zbyt okropna byśmy chcieli ją uchwycić. Musimy opowiedzieć tę historię, bo nie ma nic prostszego jak potępianie zła i nic trudniejszego jak jego zrozumienie.

ANNA KAZEJAK reżyser

WIRTUALNY REAL

Anna Kazejak-Dawid w swoim najnowszym filmie „Obietnica” portretuje wszystko to, co składa się na emocjonalność współczesnych nastolatków – intensywne życie, różnobarwność doznań, potrzebę czucia i bycia blisko oraz szybkość komunikacji. To wszystko zdaje się wypadkową rzeczywistości i wirtualnego bytu, ale nie wiadomo już co jest bardziej realne – jedno przenika drugie, ma na siebie wpływ, określa siebie wzajem.

Po seansie „Sali samobójców” Jana Komasy jeden z nastoletnich widzów napisał do redakcji ogólnopolskiej gazety osobisty list: „Wreszcie film o moim pokoleniu, o mnie i mojej rzeczywistości/nierzeczywistości/nad-rzeczywistości. Żyjemy intensywnie i szybko, co nie znaczy że bez zasad. Zasady po prostu się zmieniły. Szybko oceniamy siebie nawzajem, bo mamy dostęp do informacji; wiemy o sobie niemal wszystko, bo sami lubimy się autopromować, tagować, być na bieżąco; potrzebujemy silnych doznań, coraz silniejszych, bo wszystko jest w zasięgu ręku. Zmieniły się narzędzia komunikacji, co nie znaczy że nie mamy potrzeby rozmowy, bliskości, czucia, bycia razem. Ale czasami myślę, że jesteśmy bardziej konserwatywni niż pokolenie naszych rodziców, tyle że mamy dostęp do gadżetów i nowych technologii, ale paradoksalnie mi jest bliżej do tradycyjnych wartości niż im. Dlaczego? Oni skupili się na pracy, dorabianiu, gromadzeniu dóbr. Pewnie robiłbym podobnie na ich miejscu. Co nie wyjaśnia, dlaczego w moim domu podczas niedzielnego obiadu rozmawia się przede wszystkim o wahaniach akcji na giełdzie. Pojawiają się pytania o to, czy niczego mi nie brakuje, czy w szkole wszystko OK, ale patrząc z mojej perspektywy wynika to bardziej z potrzeby uspokojenia samego siebie niż z rzeczywistej rodzicielskiej, ludzkiej troski. Jestem jedną z lokat na liście moich rodziców. [...] Jesteśmy tacy, jakimi stworzyli nas oni, mamy dostęp do tego, do czego oni nie mieli, staliśmy się ludźmi, którymi oni chcieliby być i pewnie by nimi byli, gdyby dorastali w naszych czasach. Wykorzystujemy możliwości, których oni nie mieli.”

No właśnie, można by zadać pytanie: pokolenie Facebooka – ideologiczna próżnia, czy generacja z potencjałem? Bez wątpienia generacja, która czuje, ma pragnienia, wyznaje pewne wartości, ale też generacja, która poddawana jest silnych bodźcom z zewnątrz – pokolenie roszczeń, zbyt szybko zaspokajanych potrzeb, marzeń, które się spełniły nim zostały wypowiedziane na głos. Skandynawska psychologia badającą i definiująca struktury i więzi społeczne budowane w Internecie wśród nastolatków utworzyła termin „generacja online” (przedział wieku 15-17 lat, metropolia). To bodaj najaktywniejsza dziś grupa wśród młodzieży, nazywana też „aktywną/nieaktywną”.

GENERACJA ONLINE

To pokolenie, które wyznaje zasadę: jesteś zawsze „on”, nigdy „off”. Dotyczy to każdego aspektu życia. To dzieciaki, które nie przynależą do jednej grupy społecznej – pochodzą z klasy średniej, wyższej, z inteligenckich domów, lub z domów, w których rodzice wciąż są na „dorobku”, aspirują do zwiększenia standardów życia. Nie wiążą ich również żadne pokoleniowe przeżycia, doświadczenia, nie ma czegoś takiego jak „wspólna pamięć”, czy „wspólna świadomość”.

Młodych ludzi definiuje za to silna przynależność do grupy i identyfikacja z grupą, równocześnie chęć wyróżniania się, indywidualizacja potrzeb, pragnień, lęków, marzeń. To młodzież w wieku 15-17 lat, która ma dobry kontakt z rodzicami określany za pomocą terminów: kumple, przyjaciele, układ partnerski, mamy do siebie zaufanie, szanujemy swoją prywatność. Dzieciaki wpisują się w pewien model życia rodziców, w hierarchię ich wartości i potrzeb, często są po prostu traktowane jako jeden z punktów swoistego „biznes” planu, czy też planu na życie – co z tego, że to jeden z najważniejszych punktów, hierarchiczność tego świata ma niebagatelne znaczenie. Dzieci mają się wpisywać w pewien plan, mają do niego pasować. Wiedzą, że muszą spełniać określone kryteria – znają reguły gry i potrafią się do nich dopasować.

A dom? Daje im poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego – między innymi dostęp do nowych technologii – bezpieczeństwa emocjonalnego szukają w grupie swoich rówieśników. Chęć bycia w kolektywie, bycia blisko – nie zanika. Ta potrzeba wydaje się jeszcze silniejsza, tyle że narzędzia i formy kontaktu uległy zmianie. Można szybciej się komunikować, o każdej porze dnia, będąc wszędzie – tradycyjne formy spędzania razem czasu i komunikacji zostały nie tyle wyparte, ile wzbogacone o te bardziej nowoczesne, te bardziej „na czasie”. To sprawia, że musisz być zawsze „online” – gotowy na nowe wyzwania, propozycje, w stałym kontakcie, by nic cię nie ominęło.

Dzieciaki z pokolenia „online” wyróżnia również silna potrzeba poznawania i doświadczania nowego, ciekawość świata i nowych bodźców. Chcą grupowego „bycia razem” – kreują społeczności, które poprzez gremialne omawianie istotnych dla nich kwestii, tworzą silne struktury i więzi polegające od współuzależnieniu od możliwości szybkiej konfrontacji, wsparcia, bycia na bieżąco, możliwości oceniania i wydawania surowych sądów. Istotne wydaje się przeniesienie hierarchiczności wprost z rodzinnych domów, jednocześnie w ramach grupy ważny jest komfort i bezpieczeństwo, możliwość wykluczenia kogoś z grupy lub samemu przejścia w tryb „off” – ta opcja jest niczym zamknięcie się w swoim pokoju rodzinnego domu, czyli dziś przestrzeni w ramach, której można bezkolizyjnie funkcjonowania, mijać się.

Współczesne formy kontaktu młodych ludzi nie są więc zaprzeczeniem tradycyjnych wartości – nie negują ich, nie wypierają – są ich przeniesieniem i próbą zaszczepienia w ramach nowoczesnego modelu, w którym szybkość, dostępność i aktualność pełnią kluczowe role.

RZECZYWISTOŚĆ/NIERZECZYWISTOŚĆ/NADRZECZYWISTOŚĆ

Wśród młodych ludzi potrzeba skonfrontowania się z grupą, ukazania swojego aktualnego stanu ducha i nastroju jest jedną z najsilniejszych. Zaraz potem idzie potrzeba akceptacji, co jest pewną nowością w zachowaniu [pokolenie rodziców współczesnych nastolatków miało odwrotnie, potrzeba akceptacji była nadrzędna, jednostka musiała dostosować się do grupy, nie grupa – złożona z wielu indywidualności – do jednostki]. Na próbie 370 uczniów jednego ze śląskich gimnazjów zbadano cechy, które przeciętny nastolatek uważa za najważniejsze w ramach funkcjonowania w grupie swoich rówieśników – najczęściej wskazywaną odpowiedzią był: szacunek kolegów i koleżanek wynikający z tego, że coś mnie wyróżnia: jestem inny, jestem oryginalny, jestem określony, jestem wyjątkowy [takie też cechy były wymieniane jako odpowiedź na pytanie, za co cenią mnie najbliżsi, co może we mnie imponować innym].

Najnowsze badania wykazują również, że dla „generacji online” zmieniła się definicja intymności. Z powodu szeroko pojętego dyskomfortu szybko można wcisnąć klawisz „delete”, wylogować się, lub sprawić, by ktoś nie miał dostępu do naszych wpisów lub zdjęć, jednak możliwość podpatrywania życia innych, jak i dzielenia się naszymi nawet najbardziej osobistymi przeżyciami, nie ma nic wspólnego z przekraczaniem granic intymności. Nawet „wirtualny seks” mieści się w ramach rzeczywistości/nierzeczywistości/nadrzeczywistości, o której była już mowa wcześniej. Dostępność kamer internetowych sprawiła, że może wytworzyć się szczególny rodzaj bliskości pomiędzy dwojgiem ludzi, to też sposób na zaspokojenie pewnych potrzeb, gdy brakuje przestrzeni, w której mogłoby dojść do tradycyjnie pojętego bycia ze sobą. W jednej ze szwedzkich szkół na seks uprawiany przy użyciu kamer internetowych (z przyjacielem, z kumplem, z partnerem, z nieznajomym) używa się określenia: „autostopowicz”. Sam akt sankcjonuje niezależność, wolność, możliwość i umiejętność wyłamania się spod kurateli rodziców. Ma też poprawiać samopoczucie, lub afirmować dobry nastrój. Nie chodzi w nim o zaspokojenie bliskości – „pokolenie online” to rozgranicza – nie ma to nic wspólnego z intymnością, częściej z rozładowaniem napięcia po obydwu stronach. Seks traktowany jest instrumentalnie, ale za tzw. „porozumieniem stron”, jak czat. Dla części z psychologów pytanie czy ten sposób aktywności seksualnej powinien budzić podejrzenia pozostaje otwarte – nie znajdują jednoznacznie negatywnej bądź pozytywnej odpowiedzi. Niektórzy przyrównują te metody do umiejętności adaptacji w niesprzyjających warunkach, inni przypisują je do nowych form komunikacji między młodymi ludźmi. „Seks online” choć traktowany dość mechanicznie, pozbawiony dotyku, zapachu, bliskości, może spełniać funkcje terapeutyczne i budować więź. Wytworzyła się nowa przestrzeń, która pozwala na tę formę kontaktu i młodzi ludzie traktują ją, jako komplementarną względem tej tradycyjnej. Skoro są takie możliwości, dlaczego ich nie wykorzystać – zdają się działać w myśl tej zasady.

Sfera intymności przeniosła się gdzie indziej, w sieci nie ma nic wspólnego z klasycznie pojętą intymnością, po prostu dozwolone jest więcej. Ale eksperci tłumaczą, że działa to w dwie strony, dziś wyobrażenia na temat życia codziennego współczesnej młodzieży są jakby obrazami zaczerpniętymi z Internetu lub kina. Dlatego też pojęcie seksu mieści się w tych ramach. „Generacja online” lubi i chce sprawdzać się przez Internet, częściej wybiera tę formę kontaktu niż interakcji w realu. Stało się to więcej niż równorzędne. Chętniej niż listy młodzi ludzie piszą esemesy, maile, komentarze, wiadomości, chętniej rozwiązują testy przez Internet niż na żywo, czytają w sieci artykuły, szukają tam niezbędnych informacji aniżeli chodzą do bibliotek.

To przekłada się na inne aspekty życia i bycia – tak solo jak i w duecie. To pokolenie, które nie będzie płacić za podpatrywanie seksu po kryjomu w sieci. Uprawia „wirtualny seks”, „seks online” lub też „łapie autostopowicza” bez poczucia winy, czy wstydu. U współczesnego pokolenia nastolatków nie ma to jednak nic wspólnego z wojeryzmem, nie chodzi o masturbację czy osiąganie satysfakcji poprzez podglądanie innych. 81% przebadanych w Sztokholmie nastolatków – w wieku 16-19 lat – przyznaje się, że ogląda w sieci treści pornograficzne, tak jak ogląda inne filmy, czy strony – nie zaspokaja w ten sposób swoich potrzeb seksualnych, robi to z ciekawości.

POKOLENIE FACEBOOKA?

E-mail jest za wolny, e-mail jest zbyt formalny – mówił Mark Zuckerberg, kiedy inicjował działalność Facebooka. Miał rację, okazało się, że jego serwis społecznościowy przyciągnął miliony ludzi na całym świecie. Ale dziś i Facebook wydaje się już nieco retro narzędziem. Z najnowszych badań użycia nowych technologii wśród amerykańskich nastolatków [badania przeprowadzone przez firmę Apple w 2013 roku w czterech północnych Stanach Ameryki Północnej na grupie nastolatków w wieku 15-18 lat] wynika, że Facebook staje się zbyt wolny. Młodzi ludzie wolą kontaktować się przez komunikatory – odpowiedzi przychodzą błyskawicznie, a wypowiedzi mogą być ograniczone do kilku słów – lub przez Twittera czy Instagram. W przypadku tego ostatniego nawet słowa są niepotrzebne, wystarczy wrzucić zdjęcie lub film. Liczby to potwierdzają. Od grudnia 2009 do grudnia 2010 czas spędzony na poczcie e-mail u amerykańskich nastolatków w wieku 12-17 lat spadł o 60 proc. W tym samym czasie osoby w wieku 55-64 lata korzystały z maila 22% częściej, a osoby po 65. roku życia – aż 28% częściej.

Furorę robi aplikacja, którą można zainstalować sobie na telefonie. Po jej aktywacji możesz robić zdjęcia, wysłać je komu chcesz ze świadomością, że fotografia po paru sekundach zostanie wymazana z pamięci telefonu odbiorcy. Oczywiście bardzo szybko pojawiły się aplikacje, które umożliwiają odzyskanie utraconego zdjęcia. Najczęściej wysyłanymi zdjęciami są zdjęcia z imprez oraz akty. Rozczarowanie niektórych rodziców swoimi pociechami i ich zamiłowaniem do robienia sobie zdjęć nago, znalazło swój finał w sądzie. Gdy okazało się, że zdjęcia nie zniknęły, co więcej zostały wykorzystane przez nastolatki, do których trafiły [upowszechnienie w sieci], autorzy autoportretów szybko stawali się ofiarami swojej własnej autopromocji.

Aktualnie w USA trwają trzy procesy przeciwko firmie, która udostępniła aplikację przywracania zdjęć – zatroskani rodzice na prośbę swych pociech złożyli pozwy do sądów przeciwko firmie, która udostępniła aplikację. Co ciekawe nie przeciwko tym, którzy upowszechnili znikające – nieznikające zdjęcia. Głównym zarzutem jest brak informacji, że fotografie można przywrócić. Przedmiotem oceny i krytyki nie jest moralność czy etyka w świecie młodych ludzi, jedynie brak dostępu do informacji o funkcjach i możliwościach najnowszej technologii. Zresztą moralność i etyka w tym świecie zdają się wartościami bez właściwości, albo też wartościami, które zmieniają swoje znaczenie i role w zależności od okoliczności. Najczęściej są irrelewantne. Ten moralny relatywizm pozwala młodym funkcjonować w miarę bezboleśnie w tym świecie, lub gdy już się coś dzieje im wbrew, przeżywania tych największych z dramatów w sposób niemal filmowy. To znów model zaczerpnięty z obrazów funkcjonujących w sieci lub kinie. Rzeczywistości nakładają się na siebie...

Niespełna cztery lata temu japońską społecznością wstrząsnęła informacja o samobójczej śmierci 16-letniej dziewczynki. Mieszkanka Sapporo nagrała siebie wyznającą miłość koledze stojąc w różnych częściach miasta. Wrzuciła ten film do sieci, świadoma że zobaczy go wiele osób. Gdy jednak ten sam chłopak wyznał jej, że nie odwzajemnia uczucia i przekazał jej wiadomość nagrywają analogiczny film do tego, który ona zrealizowała, zrobiło się nieprzyjemnie. On także wrzucił swoją odpowiedź do sieci, co wywołało falę komentarzy – pojawiły się oceny wartościujące obydwa filmiki, w końcu wpisy przybrały charakter bardzo osobisty, zaczęły piętnować inicjatorkę całej akcji, która wybrała tę formę na początku pozytywnie przyjętej komunikacji. Dziewczynka nie wytrzymała, pod presją rówieśników targnęła się na życie.

WSPÓŁCZESNE PRZYSPOSOBIENIE OBRONNE

Granica pomiędzy tym, co prywatne, a co nie; co narusza naszą intymność i dobre imię, a co jeszcze nie przekracza granicy jest bardzo płynna w sieci” – mówi Helena Czyżewska, psycholog specjalizująca się w badaniu zachowań nastolatków i ich podatnością na wpływ grupy, w tym społeczności skupionych wokół portali i serwisów internetowych. „Generalnie młodzież nie widzi problemu w tym, kiedy wrzuca filmy swojego autorstwa do sieci. Mogą one wtedy dotyczyć nawet własnych sfer intymnych, ale ważne jest, że to oni sami zadecydowali o tym, by to upowszechniają lub nie. Mieści się w tym potrzeba szeroko pojmowanej wolności, próba udowodnienia, że jest się dorosłym, ale też, że jest się świadomym, odważnym, niezależnym, szalonym. Co innego, jeśli ktoś wrzuca film lub zdjęcie wbrew czyjejś woli, lub po kryjomu, wtedy granice tego co dopuszczalne są zwykle naruszane. Zapomina się wówczas o tym, że Internet jest niejako przestrzenią wspólną – wszystkie chwyty są tu dozwolone, liczy się szybkość, dostępność, przekraczanie granic. Psychologia już zajmuje się takimi przypadkami, młode osoby, w wieku 14-16 lat, wykazują pierwsze objawy głębokiej depresji związane z naruszeniem ich dobrego imienia i prywatności w sieci. Nie ma znaczenia, że wcześniej same uprawiały ten rodzaj aktywności, wrzucały zdjęcia, filmiki, tworzyły złośliwe memy internetowe. Kiedy młody człowiek w bardzo trudnym okresie budowania swojej tożsamości, kształcenia charakteru i określania poglądów oraz pozycji w grupie staje się przedmiotem żartów i ostrych komentarzy szybko traci wysoką samoocenę i przychylność środowiska. Młodzież chce przekraczania wszelkich możliwych granic w sieci – intymności, przyzwoitości, głupoty, odwagi, to normalne zachowanie, chęć korzystania z dostępnych narzędzi – jednocześnie chce mieć kontrolę, chce mieć możliwość naciśnięcia przycisku „on” czy „enter” z taką samą łatwością jak „off” czy „delete”. A w sieci nic nie ginie. Lub bardzo rzadko. Tego powinni dziś uczyć w szkołach, to jest współczesne Przysposobienie obronne lub Przysposobienie do życia w społeczeństwie. Jednak dorośli nie są w tej dyskusji partnerami dla młodych, krótko mówiąc rzadko nadążają za nowinkami technologicznymi.” A młodych ludzi bardziej niż to starsze pokolenie interesują nowości techniki – częściej niż dorośli korzystają z laptopów niż z komputerów stacjonarnych, częściej z telefonów komórkowych niż telefonów stacjonarnych.

WOODY ALLEN EPOKI IPHONE’A

Kino nie mogło pozostać obojętne na zmieniającą się rzeczywistość. Kino próbuje za nią podążać i nadążać. Film „Obietnica” Anny Kazejak-Dawid wpisuje się w ten nurt – kina o młodych dla młodych. Ich bolączki wydają się realne i najważniejsze, jeśli nie nadrzędne w sposobie ukazywania ich przez twórców. Małe dramaty stają się tymi największymi, wielkie dramaty są bagatelizowane, trywializowane, bo to kwestia odpowiednich norm i proporcji, skali, przez którą patrzy „generacja online”. Tak było w filmie „Sala samobójców” Janka Komasy, czy „Bejbi blues” Kasi Rosłaniec. Podobnie jest z „Obietnicą” Anny Kazejak-Dawid. To nie są filmy, które negują system wartości młodych ludzi, lub które próbują udowodnić, że tych wartości nie ma – ten kodeks wartości jest obecny, tyle że obyczajowość się zmieniła. Kino stara się to uchwycić, być na bieżąco, my dzięki kinu również mamy wgląd w ten świat. Dziś nam odległy, a pewnie kiedyś tak patrzono na nas – nastoletnich.

Trzy nie tak dawno zrealizowane w Polsce filmy oddają światowy trend. Warto tu wspomnieć o przełomowym „Słoniu” Gusa Van Santa, w którym reżyser nie dał odpowiedzi na pytanie o źródła nagłej agresji, po prostu wiarygodnie sportretował przenikające się rzeczywistości, jak sam powiedział: świat wyobrażeń, świat realny i ten wirtualny. Stworzył na ich styku nową przestrzeń, w której niemal jak w matni funkcjonują bohaterowie tej historii, przy okazji ukazał prostą prawdę: zakupiona przez nich w Internecie broń zabija naprawdę.

Ale o przenikających się rzeczywistościach – wpływie świata mediów, Internetu, celebrytów i kina na codzienność zwykłych nastolatków – opowiadają też najnowsze filmy, takie jak „Spring Breakers” Harmony Korine’a czy „The Bling Ring” Sophii Coppoli. Ich twórcy dowodzą z jaką łatwością przesunięto granice tego, co dopuszczalne, moralne, wirtualne, nierealne. Dzisiaj te pojęcia trzeba by na nowo zdefiniować. Miranda July w swoim filmie „Ty i ja i wszyscy, których znamy” udowodniła, że internetowy romans może zdarzyć się każdemu, z kolei Spike Jonze idzie o krok dalej – w filmie „Ona” dopuszcza możliwość, że można się zakochać w swoim systemie operacyjnym. To, jak napisał jeden z dziennikarzy filmowych: Woody Allen epoki iPhone’a.

DZIECI SMARTFONÓW

Ale kino opowiada o wielu obliczach fikcyjnego-realnego świata. Ukazuje zalety jak i zagrożenia. Belgijski film „Inny świat” traktował o chłopaku, który w wyniku fascynacji dziewczyną zaczął prowadzić podwójne życie: jedno w realu, drugie w grze komputerowej. Podobnie jest w „Pokoju na czacie”, w którym fantazje wirtualne zestawiono z rzeczywistością, niebezpieczeństwa Internetu, pozornie dalekie i nierealne, stają się bardzo prawdziwe i dojmujące (zresztą film polski dystrybutor reklamował jako światową odpowiedź na „Salę samobójców”). Z kolei w amerykańskim „Disconnect” – wielowątkowym i mozaikowym – mnożą się warianty tego, w jaki sposób Internet, sieć i nowe sposoby komunikacji mogą wpływać na ludzkie życie. Jeden z bohaterów zostaje wplątany w intrygę uknutą przez nastoletnich rówieśników. W rezultacie zdjęcie przedstawiające go nago ląduje w sieci. Chłopak próbuje popełnić samobójstwo. Nieświadomi niczego, ale kochający i troskliwi rodzice, po prostu nie mieli dostępu do jego życia w sieci. Po czasie próbują dociec, co zaważyło na jego decyzji.

Te filmy nie piętnują przenikających się rzeczywistości, mówią o realnych zagrożeniach i porywających zaletach nierealnego świata. Dodatkowo, szczególnie polskie filmy, celnie portretują świadomość młodych ludzi, czy jak ktoś ich ładnie, niemal z czułością, nazwał „dziećmi smartfonów”. Nigdy w oskarżycielskim tonie, raczej próbując ukazać całe spektrum zjawiska, polscy twórcy wskazują jak trudno być nastolatkiem w świecie o tylu możliwościach, bodźcach, bytach, „restartach” i „deletach”. Można się zagubić. Jednak obraz młodzieży, jaki jawi się z tych filmów jest bardziej niż złożony. Nie jest ona nastawiono tak hedonistycznie do życia jak mogłoby się wydawać. Młodzi ludzie nie są tak skrajnie liberalni poza siecią jeśli chodzi o temat seksualności. Są niezmiernie uczuciowi i emocjonalni. Idealizują miłość. Romantyczne uczucie to ideał do którego należy dążyć.

To pokolenie mocno zindywidualizowane i skupione na sobie. Młodzi lubią działania wirtualne i anonimowe, mogąc porozmawiać na czacie z kimś z Japonii mają złudne poczucie światowości. Nie interesuje ich poznanie innej kultury, już sama możliwość zmniejszenia dystansu za sprawą połączenia internetowego, czy wymiany informacji o podobnych grach komputerowych, wydaje im się międzykulturową interakcją. Przedstawiciele „generacji online” nie szukają w Internecie ucieczki przed czymś konkretnym, tak jak na przykład robili to hipisi tworząc swoje komuny, jednak trochę ich wzorem tworzą alternatywne, równoległe rzeczywistości, w które uciekają poprzez... wycofanie. Można tylko zadawać pytanie dlaczego mogą czuć się i czują bezpieczniejsi w (pozornie?) mniej bezpiecznym wirtualnym świecie?

Materiały: Kino Świat



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.