Medicus: fascynująca opowieść o marzeniach które potrafiły rozświetlić mroki Średniowiecza

2014-04-27 23:50

Anglia, XI wiek. Rob Cole (Tom Payne) jako dziecko po śmierci rodziców przygarnięty został przez wędrownego znachora (Stellan Skarsgård). Pod jego okiem uczył się reguł rządzących światem, a także opanował podstawy medycznej wiedzy. Spotkanie z wędrownych lekarzem odmieniło życie chłopca, który, dostrzegł on młodzieńczy talent i zapał, zaszczepił w nim marzenie o medycznych studiach pod kierunkiem znanego na całym świecie lekarza perskich królów Ibn Siny (Ben Kingsley). Podejmując decyzję o wyprawie do arabskiego Isfahanu, Cole nie zdaje sobie sprawy z czekających go przygód i niebezpieczeństw.

Przemierzył świat, by zrealizować swe marzenia.

WOLF BAUER I NICO HOFMANN – ROZMOWA Z PRODUCENTAMI

Kiedy po raz pierwszy pojawiła się koncepcja zrealizowania epickiej filmowej adaptacji bestsellera Noah Gordona?

Wolf Bauer: Koncepcja pojawiła się już niedługo po publikacji powieści w Niemczech w 1987 roku. Oryginalnie „Medicus” miał swoją premierę w Stanach Zjednoczonych w 1986 roku. Od pierwszego weekendu książka cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Będąc zagorzałymi czytelnikami epickich, wielowątkowych powieści, niemalże natychmiast po jej przeczytaniu zdecydowaliśmy się nabyć prawa do jej sfilmowania. Niestety, okazało się, że byliśmy 14 dni za późno i ktoś inny już je zakupił. Nic z tego jednak nie wyszło i w 2008 roku Gordon odzyskał te prawa. Do dzisiaj nie potrafimy zrozumieć, dlaczego tamci producenci nie nakręcili „Medicusa”. W każdym razie, gdy tylko okazało się, że możemy dostać kolejną szansę, polecieliśmy do Bostonu na spotkanie z Noah Gordonem. Z początku był dość sceptyczny, nie wierzył, że jego dzieło zostanie nareszcie sfilmowane po ponad dwudziestu latach od premiery. Odbyliśmy z nim i jego córką kilka spotkań i zdołaliśmy ich przekonać, że w naszych rękach projekt nie będzie leżał na półce.

To zakrawa na skandal, że nie powstał jeszcze żaden film w oparciu o „Medicusa”. Czy potraficie znaleźć jakieś wyjaśnienie, dlaczego tak się stało?

Nico Hofmann: Noah Gordon jest niezwykle inteligentnym i wrażliwym człowiekiem, który dokładnie wie, czego oczekuje po filmowej wersji swej powieści. Wydaje mi się, że wiele poprzednich prób zakończyło się niepowodzeniem, ponieważ tamci producenci myśleli wyłącznie w kategoriach komercyjnych i pod tym kątem planowali stronę wizualną swego projektu oraz obsadę, którą chcieli zatrudnić. Ich projekty zbyt często zaczynały przypominać historyczne science fiction, wizualny spektakl, który był jedynie efektownym świecidełkiem i nie miał już wiele wspólnego z duchem powieści Gordona. Uważam, że udało nam się go do siebie przekonać właśnie dlatego, że poświęciliśmy kilka ładnych godzin na wyjaśnienie mu naszego podejścia do tej historii.

Na czym polegała wasza wizja?

Wolf Bauer: Najważniejszym elementem powieści jest heroiczna podróż głównego bohatera, Roba Cole'a, z „mroku” w stronę „światła”. Jego nigdy nienasycone pragnienie zdobywania wiedzy oraz doświadczenia – niezwykła determinacja, która popycha go do kolejnych czynów i poszukiwań, która motywuje go do rozpoczęcia przygody w kompletnie obcych krajach, zupełnie nieznanych światach, żeby odnaleźć odpowiedzi na dręczące go pytania. Wiedza medyczna, tradycja będąca uwarunkowana historycznie już od czasów antycznych, od najlepszych lat panowania wyrafinowanych kultur starożytnych Greków i Rzymian, została w Europie utracona w trakcie Średniowiecza, które nie bez powodu jest określane „Wiekami Ciemnymi”. Z kolei w Cesarstwie wschodniorzymskim, ze stolicą w Bizancjum, ale także na terenie Persji, była ona nieustannie kultywowana. Naszym punktem wyjścia była właśnie pasja Roba do ponownego odkrycia tej wiedzy, co było również motywem przewodnim wymyślonym przez Noah Gordona, który jako dziennikarz pisywał o historii medycyny i pragnął przedstawić widzom ekscytującą przygodę, swego rodzaju podróż w czasie, do tamtej epoki, opowiedzianą za pomocą Roba Cole'a.

Nico Hofmann: Podczas naszych dyskusji z Gordonem uświadomiliśmy sobie z jak wielką precyzją podszedł do napisania swojej powieści, która posiada wiele różnych warstw. Istnieje poziom stricte filozoficzny, opowieść o dojrzewaniu młodego człowieka, który po raz pierwszy odkrywa na swoje potrzeby to, czym jest otaczający go świat. Powieść zawiera również przesłanie związane z tolerancją religijną, opowiada o naukowych podstawach medycyny, związanych między innymi z coraz dokładniejszym poznawaniem ludzkiego organizmu. Podjęliśmy decyzję, że właśnie na tej złożoności oprzemy scenariusz filmowej adaptacji. Mogliśmy zredukować fabułę do najważniejszych punktów i skupić się na realizacji ekscytującego spektaklu akcji, jednakże w pełni świadomie wybraliśmy trudniejszą drogę. Co oczywiste, skondensowanie tej skomplikowanej, wielowątkowej powieści do ram dwuipółgodzinnego filmu fabularnego było ogromnym wyzwaniem ale najważniejsze było dla nas to, że Noah Gordon wyruszył w tę podróż wraz z nami. Prace nad adaptacją opierały się na nieustannym dialogu, byliśmy obaj otwarci na jego pomysły i sugestie. Ostatecznie Noah bardzo się zaangażował w kreację filmu, wspomagając nas zarówno przy pierwszej wersji scenariusza, jak i ostatecznym tekście, z którym weszliśmy potem na plan.

Wolf Bauer: Kolejnym niezwykle ważnym dla Noah motywem był wątek religijnej tolerancji. Gordon opowiada w „Medicusie” historię podróży zmierzającej do uzyskania wiedzy, ale także dosłowną przygodę z udziałem różnych religii. Rob Cole rozpoczyna swoją drogę jako chrześcijanin, później staje się żydem, ponieważ jedynym sposobem na osiągnięcie zamierzonego celu jest nauka w słynnej madrasie w Isfahanie, a tam z kolei zagłębia się w kulturę islamską. Nawiązuje również przyjacielskie więzi z innymi studentami, Żydem Mirdinem oraz Persem Karimem. Trójka przyjaciół stanowi doskonały dowód na to, że zrozumienie pomiędzy różnymi religiami jest jak najbardziej możliwe.

Na czym polegały dalsze prace nad adaptacją?

Wolf Bauer: Umówiliśmy się z Gordonem, że pierwszy szkic scenariusza napisze osobiście wraz z córką. Co oczywiste, dla autora epickiej powieści na 850 stron, z której należy wyciąć wiele aspektów i wątków, a także ograniczyć charakterystykę postaci oraz samą narrację, było to niezwykle trudne zadanie. Gdy mu się to już jednak udało, otrzymaliśmy od niego zgodę, by skierować projekt na inne tory, zaczęliśmy więc szukać odpowiednich scenarzystów. Pierwsze siedemnaście wersji napisał dla nas David Scott. Byliśmy bardzo zadowoleni z jego pracy. Następnie zatrudniliśmy Andrew Birkina, scenarzystę „Pachnidła: Historii mordercy”, a po wybraniu Philippa Stölzla na reżysera, zatrudniliśmy także człowieka, z którym często pracował, Jana Bergera. Całość zajęła nam 4 lata, kosztowało nas to mnóstwo nerwów i nieprzespanych nocy, lecz wspólnymi siłami udało nam się wypracować ostateczną wersję scenariusza.

Czy od samego początku wiedzieliście, że projekt ma potencjał międzynarodowy?

Wolf Bauer: Tak. Ta powieść idealnie się do tego nadaje. „Medicus” sprzedał się świetnie w większości krajów Europy, z tego względu pracowaliśmy, by projekt trafił do publiczności różnych kultur i na różnych szerokościach geograficznych. Film musiał zostać nakręcony w języku angielskim i mieć odpowiednio wysoki budżet.

Nico Hofmann: Naszym podstawowym założeniem było stworzenie filmu, który prezentowałby zdecydowanie europejski punkt widzenia, ale cały proces polegał także na tym, by zatrudnieni aktorzy, wybudowane plany zdjęciowe, prezentowany styl narracyjny oraz inne aspekty produkcyjne sprawiły, że nasza wersja „Medicusa” spodoba się widzom na całym świecie. Z takim materiałem można było pójść w wiele różnych stron, mamy jednak nadzieję, że podjęte przez nas decyzje będą mówiły same za siebie – niezależnie, czy chodzi o obsadzenie w głównej roli Toma Payne'a, powierzenie roli Ibn Siny Benowi Kingsleyowi, czy też zatrudnienie na stołku reżysera tak epickiej produkcji Philippa Stölzla. Podjęliśmy wiele odważnych decyzji, ale uważamy, że dzięki temu pokażemy światu, że w Niemczech mogą powstawać tak cudowne uniwersalne filmy.

Zatrudnienie brytyjskiego bądź amerykańskiego reżysera przysporzyłoby projektowi międzynarodowej renomy, przyciągnęłoby również jeszcze bardziej znane nazwiska. Zdecydowaliście się jednak świadomie na Philippa Stölzla.

Nico Hofmann: Poszukiwania odpowiedniego reżysera trwały dość długo. Zatrudnienie Philippa Stölzla – oraz autora zdjęć Hagena Bogdanskiego – pozwoliło nam zbliżyć się maksymalnie do naszej wizji. To reżyser, który jest w stanie nadać każdej historii pewnego ciepła, potrafi skupiać się na bohaterach danej opowieści, a ze względu na swoją teatralną oraz operową przeszłość potrafi radzić sobie z wielowątkowymi historiami. Byliśmy zachwyceni również jego wcześniejszymi filmami, zarówno fizycznością „Nocnej ściany”, jak i intelektualną stroną „Zakochanego Goethe”, bo widać w nich, że reżyser czerpie przyjemność z tego, co robi i jak to robi.

Który aspekt tak ogromnej produkcji przysparzał wam największych problemów? Okres przygotowań i planowania wszystkich elementów?

Wolf Bauer: Tak, później nie było aż tak wielu problemów. Muszę szczerze przyznać, że gdy mieliśmy już pełną ekipę, z autorem zdjęć Hagenem Bogdanskim, kostiumografem Thomasem Oláhem i scenografem Udo Kramerem, wszystko szło zgodnie z planem.

Nico Hofmann: W trakcie poszukiwania odpowiednich lokacji oraz planowania wszystkich aspektów pracy na planie zdawaliśmy sobie sprawę, że musimy zmieścić się w wyznaczonym budżecie. Amerykanie zrobiliby to za trzy razy większe pieniądze, przy trzy razy dłuższym okresie zdjęciowym. A my potrzebowaliśmy świetnych aktorów, dobrego reżysera oraz świadomości, że wszystkie departamenty na planie pracują bez opóźnień. Bardzo dużym wsparciem była dla nas także ekipa artystów od efektów wizualnych z Pixomondo, którzy niedawno odebrali Oscara za „Hugo” Martina Scorsese.

Jak trudnym wyzwaniem było stworzenie odpowiednich efektów komputerowych?

Wolf Bauer: Koszty były horrendalnie wysokie. W europejskim kinie tylko jeden czy dwa filmy miały tak wiele efektów komputerowych na tak wysokim poziomie.

Nico Hofmann: Chodzi o powoływanie do życia całkowicie nowego świata. I to na różnych kontynentach. Nie można popełnić żadnego błędu. Zarówno przed rozpoczęciem zdjęć, jak i w okresie post-produkcji korzystaliśmy z pomocy specjalistów w dziedzinie historii medycyny. „Medicus” to fikcyjne historyczne kino przygodowe, ale osadzone w konkretnej rzeczywistości, więc podstawowe jej aspekty musiały się zgadzać. Każdy detal był na wagę złota, niezależnie od tego, czy chodziło o krajobraz Isfahanu czy wygląd narzędzi chirurgicznych, które były zupełnie inne niż w Anglii. Czasami mieliśmy wrażenie, że jesteśmy w muzeum historycznym.

Dlaczego ten gatunek kina jest tak popularny? Co najbardziej zachęca ludzi do filmowego podróżowania w czasie, na czym polega ta fascynacja?

Wolf Bauer: Średniowiecze uważamy za epokę archaiczną, w której ludzkie cierpienie było o wiele większe niż obecnie. W takim środowisku historycznym wszystkiemu można nadać odpowiedniej dramaturgii. I właśnie dlatego takie seriale jak „Gra o Tron” cieszą się gigantycznym powodzeniem.

Nico Hofmann: Myślę, że chodzi o pragnienie obcowania z archaicznymi czasami, coś w rodzaju „powrotu do źródeł”. W tamtych czasach świat był bardziej pierwotny, w ten sposób inny i ciekawszy dla współczesnego widza. Uważam, że piękny, poetycki styl, w jakim Phillip Stölzl nakręcił „Medicusa”, będzie tym bardziej urzekający dla publiczności.

Wolf Bauer: I nie da się tak naprawdę porównać heroicznych czynów Roba Cole'a z niczym, co istnieje w dniu dzisiejszym! Młody człowiek, podchodzący z bardzo biednej rodziny, odkrywa swe wewnętrzne powołanie i rozpoczyna podróż przez zupełnie nieznany mu świat. Zaczyna się ona w Anglii, a kończy w Isfahanie. Publiczność będzie urzeczona.

Philipp Stölzl – ROZMOWA Z REŻYSEREM

Znałeś powieść zanim dostałeś propozycję wyreżyserowania „Medicusa”?

Tak. W latach 80. prawie wszyscy przeczytali tę książkę. Pamiętam, że postrzegałem ją wtedy jako znakomitą lekturę przygodową, którą czytało się dosłownie tygodniami.

Jaka była twoja pierwsza reakcja, kiedy zaoferowano ci ten projekt?

Zalała mnie fala entuzjazmu. Muszę przyznać, że mam pewną słabość do filmów historycznych. Uwielbiam oglądać kino kostiumowe, być może dlatego, że zaczynałem w dziale scenograficznym. Filmy, na potrzeby których należy wykreować całe światy, dają mi ogromną przyjemność. Słyszałem wiele o historii powstawania tego projektu, ale wiedziałem, że jestem w stanie podejść do niego ze świeżym spojrzeniem. Kluczem do filmu było sprostanie książce, która ma 850 stron i jest podzielona na kilka długich rozdziałów, będących niemalże jak osobne książki. Gdyby był to dziesięcioodcinkowy serial, nie byłoby żadnego problemu, jednakże moim zdaniem tematyka zawarta w tej książce – medycyna, religia, ludzkie ciało, filozofia itd. – należą wyłącznie do kina, niezależnie od tego, jak wiele trudów wymagało odpowiednie ujęcie wszystkiego w jednym filmie. Bardzo ważnym dla nas aspektem była świadomość tego, że możemy odejść w niektórych przypadkach od tego, co zostało zawarte w książce, aby lepiej oddać jej esencję. Podkreśliliśmy chociażby traumę, której doświadcza Rob Cole, gdy jego matka umiera na zapalenie wyrostka robaczkowego, które nie było wówczas znaną chorobą. Powiązaliśmy mocniej główne wątki, porzucając lub modyfikując wiele pobocznych. Mamy konflikt na tle religijnym, który w Średniowieczu – chociaż także w dniu dzisiejszym – wiązał się z zamieszkami oraz przemocą. Mamy poszukiwania wiedzy oraz przełomy w dziedzinie medycyny, co do konfliktu religijnego wprowadza również różne kwestie etyczne i moralne. Jednym z głównych wątków jest „otwieranie” zwłok, co w tamtych czasach było karane śmiercią. Nie można również zapomnieć o ogromnej przygodzie, którą przeżywa młody człowiek podążający za swoim sercem, dosłownie osiągając kraniec świata, aby uczyć się od najlepszych. Jestem przekonany, że udało nam się zawrzeć w filmie najważniejsze rzeczy, które czytelnicy zapamiętali z książki Noah Gordona.

Łączyłeś już wcześniej perspektywę historyczną z kinem rozrywkowym. Jak do tego aspektu podszedłeś tym razem?

Tak. To moja siła jako reżysera. Uwielbiam filmy Ridleya Scotta, ponieważ podoba mi się, w jaki sposób on opowiada o wielkich tematach w ramach epickiego kina rozrywkowego. Lubię oglądać także naprawdę ambitne filmy art-house'owe, ale staram się postrzegać kino jako medium oferujące szeroki wachlarz możliwości. To wspaniałe, jeśli uda się wraz z filmem dotrzeć do wielu widzów na całym świecie, a przy okazji twój obraz staje się czymś na wzór konia trojańskiego, ponieważ potrafisz za jego pomocą przemycić ważniejsze przesłanie. Lubię, gdy w kinie panuje równowaga. W przypadku tła historycznego bardzo ważne jest odnalezienie odpowiedniego języka do opowiedzenia historii, który niejako łączy dwa światy – nie niszczy wrażenia obcowania z przeszłością, a jednocześnie sprawdza się w kontekście współczesnym. Przy okazji „Zakochanego Goethe” staraliśmy się uwiarygodnić ekranową rzeczywistość XVIII wieku, a jednocześnie sprawić, by styl ubioru postaci, te wszystkie peruki, nie wywoływał w widzach śmiechu. W „Medicusie” ludzie noszą dawne togi, lecz musieliśmy uwzględnić różnice między strojami islamskiego szacha oraz uczonego Żyda. Pojawiło się wiele tego typu kwestii.

Jakim filmem miał więc być „Medicus”

Przy okazji kręcenia „Medicusa” myśleliśmy często o filmie „Lawrence z Arabii”, który jest prawdziwym arcydziełem i fascynuje nieodmiennie od czasów premiery w latach 60. Jego twórcy nakreślili prawdziwie epicką historię, ale ich głównym założeniem było odkrycie dla widzów postaci Lawrence'a, iście niezwykłego człowieka. W dzisiejszym kinie ciężko o takie filmy

Co sprawia, że filmy historyczne są ciągle tak bardzo popularne i przemawiają do widzów?

Jest w nich pewien rodzaj eskapizmu, tęsknota za podróżami do innych światów i chęć zostawienia za sobą codzienności. Gdy powstaje fantastyczny i przekonujący film historyczny, taki jak nasz, zawsze spodoba się widzom. Uważam, że obcy świat przeszłości otwiera mnóstwo różnych możliwości do ciekawego poprowadzenia postaci, ponieważ pozbawieni więzi ze swoim dawnym światem, muszą nauczyć się funkcjonować w czymś nieznanym i z tego powodu ekscytującym.

TOM PAYNE – WYPOWIEDŹ AKTORA

Kręcenie na pustyni

Pustynia jest sama w sobie legendarną lokacją – za każdym razem gdy tam trafiasz, czujesz się tak, jakbyś przebywał na jakimś planie filmowym, ponieważ pustynie ogląda się jedynie w filmach lub ładnie ilustrowanych książkach. To bardzo ułatwia pracę. Żartowaliśmy sobie z Emile'em, który gra Tuveha, że ciężko w takim miejscu nie wyobrażać sobie siebie w kostiumach, bo cały czas czujemy się tak, jakbyśmy kręcili film. Pustynne diuny ciągną się kilometrami, co świetnie wygląda na ekranie i musiało się znaleźć w naszym filmie. Widz z miejsca wczuwa się w klimat tej opowieści.

Ranne podróże na plan

Każdego ranka zawożono mnie z hotelu położonego na skraju diun, czyli ruchomych wydm, do naszej bazy wypadowej. Tam następowała charakteryzacja, nakładałem na siebie kostiumy i wsiadałem w przystosowany do pustynnej jazdy samochodzik, który mnie zawoził dopiero na plan. Kilka dni temu naszła mnie refleksja, że niektórzy ludzie płacą za takie atrakcje spore pieniądze, a my na tym zarabiamy i przy okazji przeżywamy ekscytującą przygodę.

Scenariusz

Podobała mi się zawarta w nim ekscytująca przygoda, uważam również, że to bardzo odważna opowieść, która świetnie łączy epicki wydźwięk oraz wartościowe przesłanie. Mój bohater, Rob, wyrusza w XI wieku z Anglii do Persji, co w ówczesnych czasach było niewyobrażalną wyprawą. Podoba mi się ta postać, bo chłopak jest ambitny i cały czas chce się dowiadywać nowych rzeczy, nie przyjmuje odmownych odpowiedzi. Moim zadaniem jako aktora jest sprawienie, by widz uwierzył w moją postać i wyruszył z nią w tę niezwykłą podróż. Mam nadzieję, że to mi się udało.

Rob Cole

Rob został osierocony w bardzo młodym wieku. Widzimy scenę, w której giną jego rodzice, a on sam zostaje przygarnięty przez balwierza, czyli znachora. Między nimi wywiązuje się ojcowsko-synowska relacja. Wydaje mi się jednak, że to właśnie brak domu i korzeni powoduje, że jest w stanie wyruszyć w tę podróż. W trakcie swojej podróży spotyka wielu ludzi i uczy się nowych rzeczy, które pomagają mu stać się człowiekiem, którym zawsze chciał być.

Bycie medykiem w Średniowieczu

Film wyraźnie pokazuje, że medycyna w Anglii była na zupełnie innym poziomie niż ta w Persji, gdzie wszystko było o wiele bardziej zaawansowane, mieli lepsze narzędzia i całkowicie inaczej podchodzili do swoich powinności. W Anglii leczyło się to, co było widoczne, da się to zauważyć we wszystkich operacjach, które przeprowadzamy wraz ze Stellanem, podczas gdy Persja była w pewnym sensie krajem mistycznym. Widzowie będą ciekawi tego, co znajduje się na drugim krańcu świata. Wspaniale jest przenieść się w czasie i przekonać się, jak różnił się wschód od zachodu.

O scenach operacji

Były niesamowicie realistyczne! Operowana noga wyglądała bardzo realistycznie – miała w środku kość, puścili przez nią krew, a ja ją zszywałem, taka też była w dotyku! Dzisiaj lekarz klepie cię po plecach i mówi, że będzie dobrze, a wtedy było tak, że ciach, następny, ciach, następny, ciach, następny! Na planie często dochodziło do tego, że część ekipy nie chciała brać udziału w scenach operacji, ale Philipp sprawił, że na ekranie sceny te nie tylko nie wyglądają obrzydliwie, ale również w pewien sposób pokazują piękno ludzkiego ciała.

Rob i Rebecca

Rob poznaje Rebekę w karawanie zmierzającej w kierunku Isfahanu. Nigdy wcześniej nie spotkał kogoś takiego jak ona. Dziewczyna czyta książki, nosi ubrania, których nie widział na żadnej innej kobiecie, posiada w sobie także jakąś tajemnicę. Ciągnie go do niej, ale muszą się rozstać zanim jeszcze tak naprawdę się dobrze poznali. Doskonale się rozumieją i chcieliby więcej o sobie wiedzieć, ich relacja jest oparta na szczerości – taka bardzo prosta historia miłosna, która nie trwa jednak zbyt długo, jednak została ładnie wpisana w całą fabułę.

Przesłanie filmu

Uważam, że główne przesłanie polega na tym, by nigdy nie być usatysfakcjonowanym i zawsze poszukiwać własnej prawdy. Takie coś do mnie przemawia. Rob nieustannie próbuje doświadczać czegoś nowego, lepiej coś zrozumieć. Nigdy nie przyjmie do wiadomości, że czegoś nie da się zrobić. Właśnie dlatego nie potrafi się pogodzić z kościołem, w którym wszystko trzeba po prostu zaakceptować. Rob przyjmuje każdą religię, ale nie pozwoli, by któraś go ograniczała.

Philipp Stolzl

Pracowaliśmy razem przez cały czas nad moją rolą. Był cudowny. Jest otwarty na współpracę i zawsze chętny do pomocy. Słucha sugestii innych, ponieważ chce nakręcić możliwie jak najlepszy film. Znajdowałem się na planie każdego dnia, więc czułem na sobie większą odpowiedzialność niż zazwyczaj, ale współpraca z Philippem była czystą przyjemnością.

Co film oferuje widzom?

Myślę, że widzowie powinni oczekiwać ciekawego kina przygodowego i otworzyć się na wszystko, co film ma do zaoferowania – a jest tego bardzo dużo. To opowieść o chłopaku, który wyrusza na wielką przygodę, a wszystko, co napotyka na swojej drodze, zmienia jego postrzeganie świata. Powiedziałem kiedyś, że uważam, że „Medicus” powinien być wyświetlany w telewizji na każde święta, bo to zdecydowanie opowieść dla całej rodziny!

BEN KINGSLEY – WYPOWIEDŹ AKTORA

Dlaczego przyjął Pan rolę?

Zawsze zaczyna się od tego, czy mam czas, żeby zagrać w danym filmie. W mojej karierze jest tyle różnych zmiennych, że nie mogę zaangażować się w jakiś projekt, jeśli nie jestem pewien, że będę mógł w nim rzeczywiście wziąć udział. Zdarzyło mi się kręcić cztery filmy w tym samym czasie. Kiedy już wiedziałem, że zagram w tym filmie, zacząłem interesować się tą opowieścią oraz Ibn Siną. Przekonałem się, że był to wspaniały człowiek, który kochał życie, zacząłem doceniać jego inteligencję, wieczną ciekawość, samoświadomość oraz potrzebę wychodzenia poza własne ograniczenia. Znalazłem kilka jego wypowiedzi, które znakomicie oddają to, kim był. Powiedział, na przykład: „Wolałbym żyć krótko i intensywnie, niż długo i w ograniczeniu”. Pomyślałem sobie po przeczytaniu tych słów, że to coś, co chciałbym przekazać widzom. Zagrałem w 17 z 27 sztuk napisanych przez Szekspira, uwielbiam więc historie o czystych intencjach, które można opowiadać na różne sposoby, które podejmują się zgłębiania meandrów ludzkiej natury. Wiele dzisiejszych filmów to śmieci, w których nie ma żadnej prawdy, żadnej zmysłowości, żadnego przesłania. Staram się wynajdywać scenariusze, które mają w sobie pewną uniwersalność. „Medicus” to film o ciekawości tkwiącej w ludzkiej duszy. Postać taka jak Ibn Sina jest bardzo inspirująca, bo on nie zamierza stawać się ofiarą, bierze sprawy we własne ręce. Mogłem skorzystać w tej roli z własnej wyobraźni. To film o potrzebie ciekawości, która sprawia, że świat staje cię lepszym miejscem.

Fabuła „Medicusa”

Dzisiaj robimy wszystko, by zapomnieć o wszelkich dramatach i tragediach. Chcemy filmów, które będą nas pocieszały i wprawiały w dobry nastrój. Ale takie rzeczy nie wpłyną na twoją podświadomość, nie zapiszą się w twojej duszy. Punktem wyjściowym jest w tym filmie śmierć matki głównego bohatera. Jako artysta nie chciałbym wyrzucać takiej sceny ze swojego filmu, bo to smutna chwila. Takie myślenie nosi w sobie oznaki niedojrzałości emocjonalnej i do niczego nie prowadzi. Bez takich depresyjnych fragmentów żadna sztuka Szekspira nie mogłaby zostać opowiedziana. Czuję jako aktor, że publiczność chce zostać poruszona, za to płacą grube pieniądze. Tak więc ten młody człowiek postanawia, że wypełni pustkę po śmierci matki, dowiadując się, dlaczego tak naprawdę zmarła. Dojrzałość wymaga odwagi i wrażliwości, a film musi to przekazywać, pozostawiać w głowie i sercu widza pewne idee i koncepcje, zmuszać do refleksji. Nie puszymy się, że nakręciliśmy „film z ważnym przesłaniem”, chcieliśmy po prostu opowiedzieć piękną historię, która będzie miała jakiś większy sens.

Jak wyglądało życie ówczesnych medyków?

Uważam, że my, Europejczycy, wykazujemy się wielkim egocentryzmem oraz ignorancją, kiedy nazywany tamten okres „Wiekami Ciemnymi”, ponieważ tuż za rogiem inna cywilizacja przechodziła właśnie swoją złotą epokę. Wynalazki, które wtedy tam powstały, są używane do dzisiaj – matematyka, język, hieroglify, pismo, muzyka, astrologia, systemy nawigacji... Ludzie byli otwarci na wiedzę, w przeciwieństwie do Europejczyków, którzy potrafili się tylko żalić na swoją sytuację. Krzyżowcy nie chcieli po prostu pozwolić, by inni posiadali coś, czego oni nie mieli, dokonali więc dzieła zniszczenia. To była naprawdę wielka epoka.

Relacja Roba i Ibn Siny

Mam nadzieję, że moja rola jest pozbawiona schematyczności, ale uważam, że Rob Cole posiadał w swojej głowie pewien obraz tego człowieka, którego chciał spotkać w rzeczywistości. Chciałem, by mój Ibn Sina był zupełnie inny od wyobrażenia Roba, a jednocześnie zachęcał go do poznania prawdziwego siebie. Mój bohater jest wymagającym nauczycielem, ale posiada poczucie humoru, jest również wrażliwy na poezję, potrafi korzystać z wyobraźni. Chciałem wnieść do historii Roba Cole'a pewną niespodziankę, zamiast dostosowywać się do schematu mędrca, którego spotyka główny bohater. Nie chciałem zanudzać widza tym, co widział już wielokrotnie wcześniej.

Co chciałby Pan, żeby widzowie wynieśli z filmu?

Ciężko na to pytanie odpowiedzieć. Moja praca polega na opowiadaniu historii, to takie cudownie proste. Ale każdy z widzów odbierze tę historię inaczej, to jedna ze wspaniałych rzeczy w kinie. Mam nadzieję, że zagrałem moją postać tak, że będzie postrzegana jako „czysta”, że nie popadłem w stereotypowość i że wszyscy nie będą doświadczać jej w taki sam sposób. Mam nadzieję, że wniosłem do filmu pewną oryginalność, pewną niespodziankę, bo tylko wtedy każdy z widzów będzie w stanie się z tym utożsamić. Nie chce nikomu narzucać jakiegokolwiek przesłania, chcę, by widzowie dostali porządną historię i sami ją ocenili.

PRAWDZIWY MEDICUS

Abu Ali Ibn Sina jest znany w świecie zachodnim poprzez zlatynizowaną wersję swego imienia, Awicenna. Jest jednocześnie uznawany za jednego z najważniejszych intelektualistów oraz ludzi nauki swych czasów. Był przede wszystkim filozofem i lekarzem, ale interesował się również obszarami prawa, astronomii, matematyki, alchemii oraz teorii muzyki. Spisał starożytną historię wiedzy medycznej, a jego opus magnum było przez wiele wieków uznawane za najważniejszy podręcznik dla przyszłych lekarzy na europejskich uniwersytetach. Urodził się w roku 980 w Quishlak Afshona, wiosce niedaleko Bukhary. Gdy ukończył 18 lat, był już uznanym lekarzem. Niedługo potem został mianowany osobistym medykiem władcy imperium Samanidów, dzięki czemu uzyskał dostęp do królewskiej biblioteki. W wieku 21 lat Ibn Sina napisał pierwszą spośród około 450 przypisywanych mu ksiąg. Mniej więcej 250 z nich zachowało się do dziś. Za jego największe dzieło uznaje się „Kanon medycyny”, w którym połączył grecką, rzymską oraz arabską wiedzę medyczną z islamskimi poglądami, tworząc w ten sposób prawdziwie unikatowe dzieło. W trakcie swego obfitującego w podróże życia służył na kilku dworach królewskich i przez ponad dekadę sprawował funkcję osobistego medyka oraz nauczyciela władcy Isfahanu. Zmarł w mieście Hamadan w roku 1037 w wieku 57 lat.

SCENOGRAFIA W „MEDICUSIE”

Zaprezentowana w „Medicusie” podróż zabiera widzów do świata dawnego Orientu oraz Europy w okresie Średniowiecza. Plany zdjęciowe zostały zbudowane w Niemczech oraz Maroku w oparciu o bardzo szczegółowe projekty, które powstały w długim okresie przygotowawczym. „Każdy reżyser i producent prezentują inne podejście”, opowiada scenograf Udo Kramer, „a każdy, kto pracuje przy danym projekcie filmowym, wnosi do niego swoje własne pomysły. Trzeba znaleźć nić porozumienia oraz złoty środek, który pozwoli pogodzić wszystkie te wizje. Cała reszta polega na ciężkiej pracy oraz korzystaniu z pojawiających się po drodze niespodziewanych rzeczy, przy jednoczesnym trzymaniu się podstawowych wyznaczników ustalonych przed wejściem na plan”.

Ujęcia na pustyni oraz w Isfahanie nakręcono w Maroku, a sceny we wnętrzach w studiu w Kolonii. Sekwencje osadzone w Anglii oraz sceny żydowskie powstały w Turyngii – choćby w ruinach zamku Hainstein oraz w okolicach Querfurtu, gdzie powstały plany zdjęciowe londyńskiego Stratford Market, synagogi, żydowskiego obozu, tawerny, łaźni oraz wioski, w której na początku filmu poznajemy małego Roba. Wszystkie zbudowane plany musiały zawierać mnóstwo detali, ażeby filmowcy mogli kręcić w najwyższej rozdzielczości obrazu. „Uznaliśmy, że najlepiej będzie korzystać z możliwie jak największej ilości zabytków i łączyć te ujęcia z pracą artystów od efektów wizualnych”, dodaje Kramer. „Jakość Full HD nie pozwala na popełnianie jakichkolwiek błędów. Chcieliśmy stworzyć świat fantasy, który byłby akuratny historycznie i jednocześnie baśniowy, miał posiadać w sobie poczucie epickości, ale nie wyglądać na przestylizowany film hollywoodzki”.

KOSTIUMY W „MEDICUSIE”

Europa oraz Persja w XI wieku, wioski i miasta w posępnej średniowiecznej Anglii, oświetlany blaskiem pustyni Isfahan, podróż niemalże przez cały znany wówczas świat, zamieszkały przez dziesiątki ważnych dla filmu postaci, które otaczają Roba Cole'a, a także setki lokalnych mieszkańców oraz seldżuckich wojowników w tle. Każdy aktor i statysta musiał mieć odpowiedni kostium, ażeby pomóc twórcom przywrócić do życia dawny świat ekscytującego Średniowiecza. Oprócz setek kostiumów, które należało zaprojektować i uszyć, „Medicus” wymagał również zestawu ubiorów dla każdego z głównych aktorów. „Garderobę dla naszych podstawowych bohaterów stworzyliśmy niezależnie od całej reszty”, opowiada kostiumograf Thomas Oláh. „Mieli bardzo duży wybór, mogli więc zakładać to, co chcieli, a co pasowało do danej sceny”.

Gdybyśmy kręcili film osadzony w XV wieku, mielibyśmy naprawdę mnóstwo inspiracji wizualnych, jednakże wiele obrazów z XI wieku przestało już istnieć, zostaliśmy więc zmuszeni do odtworzenia wyglądu epoki w inny sposób”, dodaje Oláh. Innymi słowy, projekt „Medicusa” wymagał wielkiej kreatywności. „W kontekście kina historycznego działa to tak, że im dalej w przeszłość, tym większą ma się swobodę pod względem projektów”, kontynuuje Oláh. „Nasz XI wiek stał się więc kombinacją zebranych przez nas faktów oraz naszej fantazji. Większość ubiorów, które przetrwały, należało do szlachty, co niewiele nam dało w kontekście oddawania życia normalnych ludzi. Nie stawialiśmy więc na historyczną akuratność, lecz wygląd, który pasował do filmowej wizji. Najważniejsze było utrzymanie wrażenia prawdziwości opowiadanej historii”

OBSADA

TOM PAYNE (Rob Cole)

Urodzony w 1982 roku brytyjski aktor, który już od małego przejawiał talent aktorski. W 2005 roku ukończył Central School of Speech and Drama. W latach 2007-2008 pojawił się w 2. i 3. sezonie serialu „Szkoła na Waterloo Road”. W 2007 roku został nazwany przez prestiżowy magazyn Screen International jedną z „gwiazd jutra”. W kinie zadebiutował w „Niezwykłym dniu Panny Pettigrew” Bharata Nalluri, w telewizji pojawił się chociażby w filmie „Best: Nieodrodny syn” Colina Barra oraz u boku Dustina Hoffmana i Nicka Nolte w serialu „Luck” Michaela Manna. „Medicus” to dla Toma Payne'a pierwsza główna rola w produkcji kinowej.

STELLAN SKARSGARD (Barber)

Urodzony w 1951 roku w Geborgu uznany szwedzki aktor, kty w trakcie ponad czterech dekad kariery aktorskiej sprawdzisi�zarno w kinie oraz telewizji, jak i teatrze, gdzie rozpoczynaswojprzygod�w 1972 roku. Za rol�w Пrostodusznym mordercy�Hansa Alfredsona zdobyw 1982 roku Srebrnego Niediedzia na festiwalu w Berlinie. Od tamtego czasu zagraw licznych produkcjach w Europie oraz Ameryce, mizy innymi Нieznoej lekkoi bytu�Philipa Kaufmana, Вuntowniku z wyboru�Gusa Van Santa, Пrzeamujc fale�Larsa von Triera, Пiratach z Karaib: Skrzyni umarlaka�Gore'a Verbinskiego, Бnioach i demonach�Rona Howarda, Уhorze�Kennetha Branagha czy Дziewczynie z tatuaソem�Davida Finchera.

BEN KINGSLEY (Ibn Sina)

Urodzony w 1943 roku legendarny brytyjski aktor i laureat Oscara (za rolę w „Gandhim” Richarda Attenborough). Karierę aktorską rozpoczynał w prestiżowym Royal Shakespeare Company, gdzie grał między innymi w „Hamlecie”, „Juliuszu Cezarze” oraz „Śnie nocy letniej”. Jego debiut filmowy przypadł na thriller „Siła strachu” Michaela Tuchnera, ale prawdziwa sława przyszła dekadę później wraz z „Gandhim”. Od tamtego czasu zagrał w wielu filmach, które na zawsze pozostaną w pamięci publiczności, między innymi „Bugsym” Barry'ego Levinsona, „Liście Schindlera” Stevena Spielberga, „Sexy Beast” Jonathana Glazera, „Domu z piasku i mgły” Vadima Perelmana czy „Wyspie tajemnic” Martina Scorsese. W 2001 roku uzyskał tytuł szlachecki.

EKIPA

PHILIPP Stölzl (Reżyseria)

Urodzony w 1967 roku w Monachium niemiecki reżyser, który od dawna uważa się za Berlińczyka. W swojej długiej i owocnej karierze kręcił filmy fabularne, reklamy, wideoklipy oraz przedstawienia operowe. Zaczynał jako scenograf teatralny, jednakże szybko odnalazł swoje powołanie w roli reżysera. Pracował z Mickiem Jaggerem, Madonną, Luciano Pavarottim, BMW, Nokią, Sony oraz wieloma innymi światowymi markami. W 2002 roku zadebiutował jako reżyser pełnometrażowego filmu fabularnego produkcją zatytułowaną „Baby”. Sześć lat później powstała „Nocna ściana”, a w 2010 roku nakręcił „Zakochanego Goethego”. Dwa lata później zadebiutował w kinie anglojęzycznym „Wrobionym” z udziałem Aarona Eckharta i Olgi Kurylenko.

WOLF BAUER (Produkcja)

Urodzony w 1950 roku Bauer studiował historię sztuki w Berlinie, a w 1976 roku zaczął pisać reportaże polityczne dla telewizji ZDF. W 1980 roku Bauer rozpoczął współpracę z UFA Film, która trwa po dzień dzisiejszy. Od 1991 roku zasiada w zarządzie UFA Film & TV Produktion, a od 2000 roku aktywnie działa w ramach FremantleMedia, które jest międzynarodowym ramieniem RTL Group. Wyprodukował ponad 80 filmów telewizyjnych, między innymi „Das Haus am Watt” Sigi Rothemund, „Katarzynę Wielką” Marvina Chomsky'ego oraz „Mordercę w deszczu” Norberto Barby, a także liczne programy i seriale telewizyjne, takie jak „Der Untermieter”, „Die lieben Verwandten”, „Hinter Gittern – Der Frauenknast” czy „Verliebt in Berlin”.

NICO HOFMANN (Produkcja)

Urodzony w 1959 roku w rodzinie dziennikarzy, niemiecki producent i reżyser telewizyjny. Ukończył studia na Hochschule für Fernsehen und Film w Monachium, a jego debiut filmowy „Kraj ojców, kraj synów” zdobył w 1989 roku Bawarską Nagrodę Filmową. W 1998 roku postanowił zawiesić karierę reżyserską, aby oddać się całkowicie pracy producenckiej w nowo założonej firmie teamWorx Television & Film GmbH. Jego największymi sukcesami w tej dziedzinie są „Drezno” Rolanda Suso Richtera, „Jezus mnie kocha” Floriana Davida Fitza, „Wulkan” Uwe Jansona, „Wieża” Uwe Tellkampa oraz wystawny serial telewizyjny „Nasze matki, nasi ojcowie”, którego budżet wynosił 14 milionów Euro.

JAN BERGER (Scenariusz)

Urodzony w 1970 roku niemiecki scenarzysta, który studiował filozofię oraz literaturę niemiecką, ale po ukończeniu studiów w 1997 roku zaczął pisać dla telewizji. Na podstawie jego tekstów powstały takie filmy jak „Kebab Connection” Anno Saula, „Magiczny kamień” Lenarda Fritza Krawinkela i Holgera Tappe, „Inna liga” Buketa Alakusa oraz „Drzwi” Anno Saula z udziałem Madsa Mikkelsena. Poza scenariuszem do „Medicusa” Jan Berger napisał ostatnio także dramat wampiryczny „Nienasycone” Dennisa Gansela. Pracuje obecnie nad filmową wersją klasycznego filmu telewizyjnego „Robbi, Tobbi und das Fliewatüüt” w reżyserii Anno Saula.

HAGEN BOGDANSKI (Zdjęcia)

Urodzony w Berlinie w 1965 roku absolwent Berliner Hochschule für Fotografie, który zaczynał karierę jako asystent kamery na planach Xavera Schwarzenbergera, Jürgena Jürgesa, Gernota Rolla i wielu innych uznanych autorów zdjęć. Samodzielnie zadebiutował w 1996 roku filmem „The Trace of the Red Barrels” Kai Wessel, od tamtego czasu pracował przy wielu produkcjach filmowych i telewizyjnych, między innymi „Życiu na podsłuchu” Floriana Henckela von Donnersmarcka, „Młodej Wiktorii” Jean-Marca Valee, „Podwójnym życiu” Jodie Foster, „W.E. Królewskim romansie” Madonny oraz kilku odcinkach serialu „Der Kriminalist”.

Materiały: Monolith



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.