Brick Mansion Najlepszy z Najlepszych

2014-05-04 22:24

Luc Besson, niezrównany specjalista od kina akcji, prezentuje ostatnią kompletną rolę w karierze Paula Walkera. Obok gwiazdy „Szybkich i wściekłych”, na dużym ekranie zobaczymy niesamowicie sprawnego aktora, kaskadera i wynalazcę parkouru Davida Belle oraz rapera RZA - lidera Wu-Tang Clan, grupy, która na zawsze odmieniła oblicze światowego hip-hopu. Z połączenia ich osobowości powstało dynamiczne widowisko, którego każda minuta jest niczym zastrzyk adrenaliny w sam środek serca.

Niedaleka przyszłość. Tajny agent policji Damien (Paul Walker) ma zaledwie 24 godziny, by odszukać skradziony pocisk z głowicą nuklearną i powstrzymać katastrofę. Wszelkie tropy wiodą do bezwzględnego handlarza narkotyków, rezydującego w odciętym od świata gettcie, zwanym Brick Mansions. W niebezpiecznej misji, na terenie niepodzielnie rządzonym przez gangi, Damien zyskuje nieoczekiwanego sprzymierzeńca - twardziela o imieniu Lino (David Belle), mistrza walk ulicznych i parkouru, który zna getto jak własną kieszeń i ma prywatne porachunki z bossem przestępczego podziemia.

Film „Brick Mansions. Najlepszy z najlepszych” jest ostatnim tytułem w karierze Paula Walkera, w którym zdążył wykreować pełną rolę. Twórcy zadedykowali film przedwcześnie zmarłemu aktorowi. Plansza zamykająca obraz głosi:

IN LOVING MEMORY OF PAUL WALKER”

O PRODUKCJI

Producentem filmu „Brick Mansions. Najlepszy z najlepszych” jest Luc Besson. Francuski mistrz kina akcji główne role w swojej najnowszej produkcji powierzył Paulowi Walkerowi („Szybcy i wściekli”), Davidowi Belle’owi („13 Dzielnica”) i RZA (nie tylko raper, ale i aktor, znany m.in. z „G.I. Joe: Odwet 3D” i „Californication”). Obok nich grają m.in.: Gouchy Boy („Max Payne”, „Cosmopolis”) czy Catalina Denis („Taxi 4”).

Reżyserem filmu „Brick Mansions. Najlepszy z najlepszych” został Camille Delamarre, który do tej pory dał się poznać jako sprawny montażysta takich hitów akcji jak „Uprowadzona 2”, „Colombiana” , „22 kule” czy „Transporter 3”. Za oprawą wizualną i muzyczną produkcji stoi młody i bardzo utalentowany zespół. Zdjęcia przygotował Christophe Collette („Western Confidential”), montażem zajęli się Carlo Rizzo („Transporter 3”) i Arthur Tarnowski („Deadfall”, „Być człowiekiem”), a muzyką Mark Bell, który zasłynął oprawą „Tańcząc w ciemnościach”. Wspólnie stworzyli widowisko pełne akcji i adrenaliny.

Praca z Bessonem była prawdziwą przyjemnością. Bardzo go szanuję i wiele się od niego nauczyłem – komentuje Delamarre. – Przygotowując się do filmu, przez dwa dni dokładnie analizowaliśmy scenariusz, którego Luc jest autorem. Dokładnie przedstawił mi własne oczekiwania i wizję filmu. Wspólnie dopracowaliśmy pewne aspekty fabuły. Gorąco wspierał moje pomysły. Tak bliska praca z twórcą obdarzonym tak niezwykłym talentem i olbrzymią wiedzą była niesamowitym doświadczeniem.

Jako producent Besson był w pełni zaangażowany również przy kolejnych etapach realizacji. – Cały czas bardzo nam pomagał. Zawsze można było na niego liczyć, zwrócić się z pytaniem czy problemem – wspomina Delamarre. – Jego wsparcie było dla mnie rodzajem magicznego eliksiru.

Brick Mansions. Najlepszy z najlepszych” to również niesamowite lokalizacje i zaskakujące techniki realizacji zdjęć.

Film był kręcony w dwóch miastach: Detroit i Montrealu. Delamarre miał surową, niemal apokaliptyczną wizję tego, jak ma wyglądać dzielnica Brick Mansions. Bardzo zależało mu na tym, żeby pokazać upadek tego miejsca, jego powolne umieranie.

W zbudowaniu tego świata oraz w sprawieniu, by widz poczuł się, jakby był w samym środku akcji, pomógł Delamarre’owi operator, Christophe Collette. Wspólnie podjęli decyzję o wykorzystaniu dość niestandardowych metod pracy. Twórcy sięgnęli m.in. po… drony.

Korzystaliśmy z nowych urządzeń, w tym… z bezzałogowych statków latających, czyli dronów – przyznaje Delamarre. – Realizacja zdjęć z ich pokładu daje efekt zbliżony do zdjęć z helikoptera. Różnica polega na tym, że dzięki dronom można bardziej zbliżyć się do filmowanych obiektów. Jeżeli więc, dla przykładu, kręcimy scenę pościgu, można znaleźć się bardzo blisko pojazdów. Dron jest na tyle mały, że dostanie się w miejsca niedostępne dla helikoptera.

Praca z dronami nie przekreśliła bardziej powszechnych metod filmowania, w tym techniki slow motion. – Zwolnienie tempa w odpowiednim momencie pozwala podkreślić akcję. – Lubię tę technikę. Lubię na chwilę przystopować, zatrzymać muzykę i wzmocnić tym samym scenę, uderzenie, numer kaskaderski.

Brick Mansions. Najlepszy z najlepszych” wnosi do gatunku nowego ducha, podkręca kino akcji. – To wyjątkowy film, który dostarczy wielu atrakcji miłośnikom tego rodzaju rozrywki – mówi Delamarre. – Znajdą tu wszystko, co kochają: pościgi samochodowe, strzelaniny, suspens, zwroty akcji, tempo, ale też spektakularne sceny z parkourem, emocje i humor. To prawdziwy zastrzyk adrenaliny.

PARKOUR

Jedną z atrakcji filmu „Brick Mansions. Najlepszy z najlepszych” jest parkour, sport, który polega na pokonaniu trasy od punktu A do B w jak najbardziej efektywny – najprostszy i najszybszy – sposób, bez pomocy zewnętrznego sprzętu, niezależnie od tego, na jakie przeszkody się trafi. Bazą dla traceura, czyli sportowca uprawiającego parkour, jest własne ciało i różnego rodzaju techniki, z których część zaczerpnięta jest z innych dyscyplin, w tym pływania, biegania, wspinania się, skoków.

Bessonowi udało się – już po raz kolejny – zaprosić do współpracy twórcę tej widowiskowej, a zarazem bardzo wymagającej dyscypliny – aktora, choreografa i kaskadera Davida Belle’a. Jako Lino po raz pierwszy występuje on w anglojęzycznym projekcie. Jego umiejętności zafascynowały Delamarre’a.

Parkour jest bardzo mocno związany z miejską przestrzenią – mówi reżyser.

Postanowiliśmy wykorzystać to na naszą korzyść. Połączenie numerów kaskaderskich z fizyczną grą na tle zniszczonej, postindustrialnej przestrzeni dało wybuchowy efekt. David bardzo pomógł mi w zrozumieniu tego, czym jest parkour i jak można go wykorzystać w kinie. Opowiedział mi też o korzeniach tej dyscypliny i wkładzie jego rodziny w jej rozwój. Dużo mówił mi o swoim ojcu, Raymondzie Belle’u, żołnierzu i strażaku. To właśnie on był pierwszym nauczycielem Davida. Pokazał mi mnóstwo swoich nagrań z parkourem. To imponujący spektakl, widowisko, w którym liczą się tylko ciało i umiejętności niezawodowego sportowca. Sportowca, który nie boi się skoku z dachu na dach. Jasnym stało się dla mnie, że parkour to dyscyplina, w której najważniejsza jest autentyczność. Zrobiliśmy wszystko, aby uszanować to w naszym filmie. To nie są numery superbohaterów. Tutaj wszystko dzieje się naprawdę.

WALKER, BELLE I RZA

Parkour to nie jedyny atut filmu „Brick Mansions. Najlepszy z najlepszych”. Zapierające dech w piersi akrobacje w miejskim labiryncie wzmacnia uzależniająca wręcz muzyka i dowcip. Najważniejsi są przebojowi bohaterowie Lino i Damien, nieustannie droczący się, niekonwencjonalni i zabawni. Unikatowa mieszanka akcji
i humoru wyróżnia ten obraz na tle innych produkcji akcji.

Na planie „Brick Mansions. Najlepszego z najlepszych” spotkali się trzej skrajnie różni aktorzy – sportowiec Belle, hollywoodzki przystojniak Paul Walker i utalentowany muzycznie RZA. Te różne osobowości wniosły wiele do granych przez siebie postaci. Tchnęły w nie coś świeżego.

Praca z trzema, tak bardzo różnymi aktorami, była pierwszym wyzwaniem tej produkcji – wspomina Delamarre. – Paul Walker wszedł na plan prosto z Hollywood. Parkour i kaskaderka to z kolei całe życie Francuza Davida Belle’a. RZA natomiast to artysta wielu talentów i umiejętności, reżyser, zdolny muzyk i raper. Każdy z nich wykształcił własną, specyficzną metodę pracy. Trzeba było te diametralnie różne podejścia ze sobą zgrać. Nie było to łatwe, szczególnie że nie mieliśmy dużo czasu na przygotowanie. Aktorzy po raz pierwszy spotkali się tuż przed pierwszym dniem zdjęciowym. Ich zaangażowanie i poświęcenie sprawiło, że wszystko poszło jak po maśle. Natychmiast między nimi zaiskrzyło. Kilka dni później, w pierwszym tygodniu pracy, kręciliśmy scenę finałową filmu. Byłem już wtedy spokojny. Pomiędzy Paulem, Davidem i RZA była prawdziwa chemia. Każdy z nich wniósł do „Brick Mansions” swoją osobowość i czar.

BELLE

David Belle przyznaje, że dzięki wsparciu amerykańskich kolegów łatwiej było mu przestawić się na grę w obcym języku. – Czasami trochę mi zajmuje, zanim wejdę w film, nad którym pracuję. Tu po raz pierwszy miałem grać po angielsku, z amerykańskimi aktorami – opowiada Belle. – Paul i RZA byli jednak fantastyczni. Czułem się przy nich swobodnie i mogłem wyrazić wszystko to, co sobie zamierzyłem.

Belle bardzo się ucieszył, że Besson zaproponował mu nową rolę. Od razu rzucił się w wir przygotowań. – Musiałem bardzo dużo trenować, gdyż od jakiegoś czasu nie uprawiałem parkoura. Znalazłem się na takim etapie życia, że pomyślałem, iż już wystarczy – wyjaśnia Francuz. – Gdy Luc do mnie zadzwonił, odpowiedziałem: „WOW! Muszę zrzucić prawie 10 kilogramów, nauczyć się angielskiego i wymyślić choreografię... Ale wchodzę w to”. Warto było.

Bardzo pomocny w pracy Belle’a okazał się Paul Walker. Nie tylko razem grają, ale i mają wspólne sceny kaskaderskie. – Na innych planach często czułem się dość spięty – opowiada aktor. – Paul pomógł mi wyluzować. Atmosfera była o wiele fajniejsza niż gdzie indziej.

WALKER

Jeszcze w czasie pracy na planie Walker powtarzał, że chociaż on i David urodzili się na innych kontynentach, wiele ich łączy. Wiele też od siebie nawzajem się nauczyli. Widzowie natychmiast poczują chemię, która połączyła tę dwójkę.

Walker bardzo sobie chwalił pracę z reżyserem z doświadczeniem w montażu. – Ktoś z tak wielką wiedzą na temat gry montażowej na planie to wielki plus – mówił gwiazdor. – Z początku było to dla mnie trochę dziwne. Jestem przyzwyczajony do pracy „od środka”. Tymczasem zdarzały się momenty, gdy widziałem, że Camille obiera odwrotną taktykę – „od zewnątrz”. Był bardzo pewny tego, co robi. Wiedział, jakich ujęć potrzebuje, by potem świetnie zagrały one w postprodukcji. Naprawdę z ciekawością przyglądałem się jego pracy. Czułem przepływ energii i pomysłów.

RZA

Pracę z Delamarre’em dobrze wspomina również RZA. Raper był zachwycony możliwością poznania Davida Belle’a. – David jest na swój sposób pionierem – mówi muzyk. – Dzięki niemu parkour zaistniał na międzynarodowej arenie. W pracy z nim bardzo podobało mi się to, że – gdy przychodziło do realizacji scen kaskaderskich – nadal miałem przed sobą Davida, a nie kogoś innego. Bardzo mi to imponowało. Wszyscy, cała nasza trójka świetnie się zgrała. Najtrudniej było, gdy musieliśmy utrzymać dystans między sobą. Ja gram czarny charakter. Paul – mojego wroga, policyjnego agenta, który pracuje w ukryciu. Gdy kręciliśmy jedną z pełnych agresji scen, celowo unikaliśmy się między ujęciami, choć było to wbrew naturze każdego z nas, wbrew relacji, która nas połączyła poza kamerą.

Prywatnie RZA to całkowite przeciwieństwo Tremaine’a, którego gra. Artysta potrafił jednak zrozumieć, co motywuje tego bohatera i dlaczego stał się on liderem w tym wrogim i brutalnym środowisku. – Tremaine bardzo się ode mnie różni – komentuje gwiazdor. – Interesują go pieniądze, samochody, rzeczy, do których ja nie przykładam wagi. Nie jestem ani tak impulsywny, ani tak agresywny jak on. W jednej kwestii jednak się z nim zgadzam. Czasami musisz stać się przywódcą swojej społeczności. Sam byłem liderem Wu-Tang Clan. Życie wrzuca Tremaine’a do okrutnego świata, ale w nim samym jest coś pozytywnego. Stara się to odnaleźć.

Jest jeszcze jedna rzecz, która łączy RZA i Tremaine’a – jedzenie. – To facet, który lubi gotować i chętnie przygotowuje przepisy swojej matki – opowiada raper. – Ludzie tego nie wiedzą, ale ja również uwielbiam gotować.

Nie wszystkie sceny były jednak tak przyjemne i łatwe. – W pewnym momencie Tremaine przetrzymuje Damiena i Lino – zdradza RZA. – Liczącą około pięciu stron sekwencję kręciliśmy bez przerwy, ciągle powtarzając cały proces. Było to dla mnie duże wyzwanie, bo jestem przyzwyczajony do innego trybu pracy, kawałek po kawałku. Ta scena bardziej przypominała teatr i pochłonęła mnóstwo mojej energii. Po pięciu czy sześciu podejściach pojawiała się jednak pewna magia. Poczułem, że nie jestem już sobą i przeniosłem się do świata Brick Mansions. Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Delamarre przyjął dobra taktykę. To miało sens.

PIĘKNOŚĆ W OPAŁACH

Brick Mansions. Najlepszy z najlepszych” to nie tylko mężczyźni. W tym świecie znalazło się także miejsce dla pięknej i rezolutnej Loli, dziewczyny Lino. W bohaterkę wcieliła się Catalina Denis, Kolumbijka, która ułożyła sobie życie i karierę we Francji. Besson sam zaproponował jej kandydaturę, gdy rozpoczęły się poszukiwania aktorki, która będzie w stanie udźwignąć swoim talentem spotkanie twarzą w twarz z największymi zbirami Brick Mansions.

Lola to dziewczyna, która mieszkała w tej niebezpiecznej dzielnicy i widziała, co się tam dzieje i jak w złym kierunku to wszystko zmierza. Doskonale rozumiała jak destruktywne jest to środowisko i nie chciała być jego częścią – opowiada aktorka. – Lola pragnęła czegoś więcej od swojego życia i świata, dlatego postanowiła wydostać się z Brick Mansions, iść na studia prawnicze, powrócić może kiedyś, żeby pomagać innym. Oczywiście, gdy tylko udaje się jej uciec, natychmiast zostaje z powrotem ściągnięta do tego piekła. Jednak to bardzo silna dziewczyna, która widziała i robiła wiele szalonych rzeczy. Sama pochodzę z kraju, w którym dzieje się wiele złych rzeczy. Pracując nad postacią Loli czerpałam z własnych doświadczeń. Wiem, czym jest pragnienie wyrwania się z takiego miejsca, marzenie o zmianie swojego życia. Lola jest jednak bardzo sprytną osobą i potrafi przystosować się do każdej sytuacji.

Aktorce bardzo spodobało się to, że świat w filmie „Brick Mansions. Najlepszy z najlepszych” nie jest czarno-biały. – W większości filmów są dobrzy i źli – wyjaśnia. – U nas dobrzy nie są aż tak krystaliczni, jak mogłoby się wydawać. Źli natomiast nie są aż tak bardzo zepsuci. Tak jak w życiu. Bardzo spodobał mi się ten aspekt scenariusza.

Z PUNKTU WIDZENIA REŻYSERA

Reżyser Camille Delamarre pracował blisko ze wszystkimi swoimi aktorami. Wspólnie budowali relacje, które widzowie mogą oglądać na ekranie. Każdy wniósł coś od siebie.

David Belle nie nakręcił aż tylu filmów, co Paul. Poza tym grał po angielsku, co nie było dla niego łatwe. Dla mnie zresztą też – mówi twórca. – Musiał ponadto przejść przez intensywny trening – sam wykonywał swoje numery kaskaderskie. W stworzenie postaci Lino włożył zarówno aktorski talent, jak i mnóstwo ciężkiej fizycznej pracy.

Paula poznałem dość późno, chwilę przed rozpoczęciem zdjęć – dodaje Delamarre na temat spotkania z Walkerem. – W bardzo krótkim czasie musieliśmy wykonać bardzo dużo pracy. To był intensywny okres. Wymienialiśmy się pomysłami. Dostosowywaliśmy dialogi. Myślę, że nie można narzucać aktorowi kwestii, jeżeli nie czuje się z nimi dobrze. Widz szybko wyczuje fałsz.

RZA przystąpił do pracy z głową pełną pomysłów dotyczących Tremaine’a. – Był nie tylko w pełni profesjonalny, ale i bardzo poukładany i dokładny. Miał też mnóstwo sugestii dotyczących Tremaine’a – opowiada Delamarre. – To przywódca Brick Mansions. Sposób, w jaki się porusza, wygląda i mówi odzwierciedla fakt, że to bardzo niebezpieczny mężczyzna, ale również bardzo wyedukowany i wyrafinowany. Scenariusz wiele z tego zakładał, ale RZA nadał kartkowym pomysłom życie, wzbogacił je. Zanim cokolwiek zdążyłem mu powiedzieć, przedstawić swoją interpretację tego bohatera, RZA już wszystko widział.

Catalina natomiast wniosła w postać Loli odwagę – Delamarre komentuje pracę Denis. – W tej historii Lola wielokrotnie znajduje się w bardzo niekomfortowych, przerażających wręcz sytuacjach. Nigdy jednak się nie cofa. Catalina była bardzo przekonująca, szczególnie gdy dochodzi do konfrontacji pomiędzy Lolą
i Tremaine’em.

Ten film to efekt pracy nas wszystkich – podsumowuje reżyser. – Stworzyliśmy bardzo zgrany zespół.

NUMERY KASKADERSKIE

Nie tylko David Belle wykonywał samodzielnie swoje numery kaskaderskie. – Catalina nie dała mi wyboru – śmieje się Delamarre. – W żaden sposób nie mogłem jej od tego odwieść. To bardzo odważna dziewczyna. Może być dumna ze swojej pracy, choć wyszła z niej obolała i cała w siniakach. Ale zrobiła to. Sama!

Gdy tylko nadarzała się taka okazja, inni aktorzy równie chętnie sami wykonywali swoje numery kaskaderskie. Chodziło nie tylko o to, by dorównać Davidowi. Wszystkim zależało na jak największej autentyczności i rytmie całej akcji.

Nie oznacza to jednak, że kaskaderzy nie mieli co robić. Czujnym okiem patrzyli na to, co dzieje się na planie, dzielili się swoją wiedzą i doświadczeniem – od sztuczek z samochodami po strzelaniny i bójki. Alex Cadieux, koordynator ekipy kaskaderskiej, ściśle współpracował z Delamarre’em. Wszystko, oczywiście, spajał parkour.

Jedną z najtrudniejszych do nakręcenia scen było starcie Davida i Paula na dachu. – Z nieba lał się żar. Było około 40 stopni Celsjusza – opowiada Cadieux. – David i Paul byli lekko ubrani; nie mieliśmy możliwości, aby pod T-shirtem ukryć ochraniacze. A aktorzy musieli tarzać się po całym dachu. Ujęcie po ujęciu. Cała powierzchnia była pokryta żwirem. Kręciliśmy to przez dwa i pół dnia. Chłopacy wyszli z tego nieźle poobijani, w sińcach i zadrapaniach. Ale to prawdziwi twardziele. Myślę, że efekt tej pracy jest fantastyczny.

Nie było łatwo – przyznaje David Belle. Nawet dla niego nakręcenie tej sceny było wyzwaniem. – Było bardzo, bardzo gorąco, a my ciągle upadaliśmy na ten żwir. Dość męczące doświadczenie... Wymagało to od nas wzmożonej ostrożności, szczególnie że każdemu z nas bardzo zależało na realizmie i łatwo było się nam zapędzić. Musieliśmy wyznaczyć sobie pewne granice. To, co zobaczycie na ekranie, działo się naprawdę. Poszturchaliśmy się trochę. Chyba dlatego ta scena jest tak mocna. Bardzo realistyczna.

Spektakularne akcje kaskaderskie to jednak nie wszystko. Aktorstwo jest tak samo ważne, a Delamarre jest twórcą, który bardzo wierzy w improwizację. – Ustawiasz kamerę i nagle dostrzegasz lepsze ujęcie. Musisz pamiętać, żeby zostawić sobie przestrzeń. Pozwolić sobie na coś innego. Alternatywa może okazać się lepsza – mówi reżyser. – To samo tyczy się aktorów. Nie można ich ograniczać. Jeżeli mają jakąś sugestię, chcą coś dodać lub odjąć, warto ich posłuchać. To może być prawdziwa niespodzianka. Trzeba to wykorzystać, nakręcić. Potem, w czasie montażu, ma się więcej opcji.

O AKTORACH

PAUL WALKER (Damien Collier) – ur. 12 września 1973 roku w Glendale w Kalifornii w USA, zm. 30 listopada 2013 roku w Santa Clarita, również w Kalifornii. „Brick Mansions. Najlepszy z najlepszych” to ostatni film, do którego zdjęcia udało mu się ukończyć. Śmierć w wypadku samochodowym przerwała jego pracę na planie siódmej odsłony cyklu „Szybcy i wściekli”, w którym grał od 2001 roku i któremu zawdzięczał status pierwszoligowej gwiazdy. Zanim jednak do tego doszło, miał już całkiem pokaźny dorobek. Do aktorstwa zachęcali go rodzice. Jako niemowlak trafił nawet do reklamy Pampersów. Jako starszy chłopiec i nastolatek grywał gościnnie w telewizji, m.in. w popularnej operze mydlanej „Żar młodości” oraz w serialu „Dotyk Anioła”. W filmie zadebiutował w 1986 roku – w komediowym horrorze „Monster in the Closet”. Stopniowo dostawał coraz większe role w coraz ciekawszych produkcjach. Jego talent docenili nie tylko twórcy „Szybkich i wściekłych”, ale i Clint Eastwood, który zaprosił go na plan „Sztandaru chwały”. Już po śmierci, w grudniu 2013 roku, otrzymał bardzo pochlebne recenzje za występ w thrillerze „Hours”, o ojcu, który walczy o życie swoje i swojej córki w dniu uderzenia huraganu Katrina. Aktorstwo nie było jego jedyną pasją. Chętnie angażował się w działalność charytatywną. Założył nawet fundację Reach Out Worldwide (ROWW), której misją jest pomoc ludziom zamieszkałym na terenach zniszczonych przez kataklizmy. To właśnie po promocyjnej imprezie tej organizacji doszło do listopadowej tragedii. Walker interesował się bardzo biologią morską i z podwójnym zapałem przystąpił do pracy przy jednym z programów National Geographic – „Shark Men”. Trenował także sztuki walki. Uwielbiał podróże. Najchętniej jednak spędzał czas ze swoją córką
i psami.

DAVID BELLE (Lino Dupree) – ur. 29 kwietnia 1973 roku w Fécamp we Francji. Od dziecka interesował się sportami, w tym sztukami walki i wspinaczką. Posiada czarny pas w kung-fu. Jako nastolatek zaczął rozwijać parkour – sztukę przemieszczania się z miejsca na miejsce w jak najprostszy i najszybszy sposób. W 1993 roku dołączył do grupy paryskich strażaków, ale w wyniku kontuzji musiał zrezygnować z dalszej pracy. Po odbyciu służby wojskowej powrócił do rozwijania parkoura. Dzięki dokumentowi grupy Stade 2, zafascynowanej jego wyczynami sportowymi, poznał aktora Huberta Koundé („Nienawiść”, „Wierny ogrodnik”). Spotkanie to doprowadziło do tego, że sam również zainteresował się grą i zapisał się do szkoły aktorskiej Pygmalion. Z planu teledysków i krótkometrażówek trafił do telewizji i reklam. Jego umiejętności zwróciły uwagę Luca Bessona. Miał zagrać w „Yamakasi”. Chociaż z przyczyn od niego niezależnych to się nie udało, autor „Piątego elementu” o nim nie zapomniał. Zanim twórcy spotkali się ponownie na planie „13 Dzielnicy” i kolejnych wspólnych projektów, Belle wzbudził zainteresowanie Briana De Palmy („Famme Fatale”). Dziś występuje po obu stronach kamery: gra, ale również przygotowuje numery kaskaderskie związane z parkourem, choreografię ruchu.

RZA (Tremaine Alexander) – ur. 5 lipca 1969 roku w Nowym Jorku w USA jako Robert Fitzgerald Diggs. Artysta wielu talentów – raper, aktor, reżyser i scenarzysta, lider Wu-Tang Clan, grupy, która odmieniła oblicze światowego hip-hopu, jeden z najbardziej wpływowych producentów muzycznych Ameryki. Jego potencjał ekranowy dostrzegło wielu wybitnych reżyserów. Zagrał m.in. u Jima Jarmuscha w „Ghost Dog: Drodze samuraja” (1999) i „Kawie i papierosach” (2003). W 2007 roku na plan „American Gangster” zaprosił go Ridley Scott. W „Infiltracji” widział go sam Martin Scorsese, ale RZA musiał odmówić ze względu na inne zobowiązania. Niewiele brakowało, by pojawił się również w „Kill Billu” Quentina Tarantino, ostatecznie jednak wsparł swojego przyjaciela w przygotowaniu oprawy muzycznej przeboju z Umą Thurman. Pośród innych obowiązków udało mu się jednak znaleźć czas na serial „Californication”. W dziewięciu odcinkach przebojowej produkcji wcielił się w zazdrosnego rapera Samurai Apocalypse, który zatrudnia Hanka (David Duchovny). W 2012 roku wyreżyserował film „Człowiek o żelaznych pięściach”. Wcześniej kierował już realizacją teledysków. Jeszcze częściej „gości” w kinie jako muzyk. Jego kawałki wykorzystano w ponad 40 produkcjach, w tym w „Django”, „Pacific Rim” czy „Kac Vegas 3”. Bywa, że komponuje muzykę do całej produkcji. Fascynuje go Daleki Wschód.

O TWÓRCACH

CAMILLE DELAMARRE (reżyseria) – ur. 3 października 1979 roku. „Brick Mansions. Najlepszy z najlepszych” to jego pełnometrażowy debiut reżyserski. Wcześniej stawał już jednak za kamerą wielu reklam, w tym Peugeota i Citroëna. Przez lata jego głównym zajęciem był montaż. Pracował zarówno nad krótszymi formami – teledyskami, spotami reklamowymi, jak i dużymi produkcjami akcji.

LUC BESSON (scenariusz i produkcja) – ur. 18 marca 1959 roku w Paryżu we Francji. Jeden z najwybitniejszych twórców kina rozrywkowego. Reżyser, producent, scenarzysta, aktor, montażysta, laureat licznych nagród, w tym Cezara i statuetki BAFTA. Z kinem związany od drugiej połowy lat 70. minionego wieku. Najpierw pracował jako asystent reżysera. W 1981 roku debiutował własną krótkometrażówką „L'avant dernier”. Dziś pracuje po obu stronach oceanu. W swoim dorobku producenckim ma ponad 100 filmów. Jest autorem ponad 50 scenariuszy. Wyreżyserował blisko 20 filmów pełnometrażowych.

Materiały: Kino Świat



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.