Wypisz, wymaluj … miłość: niebanalna komedia romantyczna z Juliette Binoche

2014-06-16 00:49

Juliette Binoche – laureatka Oscara, Cezara i nagrody BAFTA – powraca na ekrany w niebanalnej komedii romantycznej. W filmowym pojedynku temperamentów i najlepszego aktorstwa, gwieździe „Angielskiego pacjenta” i „Czekolady” partneruje Clive Owen („Bliżej”, „Król Artur”), zdobywca Złotego Globu i tytułu najelegantszego mężczyzny świata. U ich boku komediowy talent zademonstrują także piękna Amy Brenneman („Dziewięć kobiet” i „Gorączka”), Keegan Connor Tracy – gwiazda „Bates Motel” i „Dawno, dawno temu” oraz Navid Negahban – znany wielbicielom serii „Homeland”.

Jack i Dina pracują w jednej szkole. Z pozoru wszystko ich dzieli. On jest wyluzowanym nauczycielem angielskiego i lekkoduchem, ona zamkniętą w sobie malarką. On zachwyca się możliwościami słów, dla niej największe znaczenie ma pobudzająca siła obrazu. Obojgu brakuje jednak szczęścia i spełnienia zawodowego. Dina przestała malować, zaś Jack od lat nie może wydać książki. Pewnego dnia Jack rzuca Dinie wyzwanie. Muszą przekonać swoich uczniów, co w życiu jest ważniejsze – słowa czy obrazy? Rywalizacja o serca i umysły podopiecznych zbliża do siebie na pozór zupełnie odmienne charaktery.  Dina wkrótce przekona się, że z przystojnym nauczycielem łączy ją więcej niż mogła przypuszczać…

Binoche i Owen przywodzą na myśl duet Tom Hanks-Meg Ryan” Variety

Stowarzyszenie Umarłych Poetów w duchu komedii romantycznej” The Hollywood Reporter

******************

Pisarz, który przeżywa kryzys twórczy i malarka, której choroba nie pozwala malować pracują w tej samej szkole. Zderzenie ich artystycznych temperamentów wywoła wielką bitwę o to, czy większą siłę ma słowo czy obraz, a szkoła stanie się areną bardzo niekonwencjonalnych zalotów.

Zdobywca Złotego Globu i nominacji do Oscara Clive Owen („Bliżej”) oraz laureatka Oscara Juliette Binoche („Angielski pacjent”) dają popis aktorstwa na najwyższym poziomie w inteligentnej komedii Freda Schepisi „Wypisz, wymaluj… miłość” na podstawie scenariusza Geralda Di Pego. W filmie występują również: nagrodzony Złotym Globem i nominacją do Oscara Bruce Davison („Długoletni przyjaciele”), Navid Negahban („Homeland”) oraz pięciokrotnie nominowana do nagrody Emmy Amy Brenneman („Potyczki Amy”). Za produkcję filmu odpowiadają Curtis Burch i Gerald Di Pego oraz producentka wykonawcza Nancy Rae Stone. Pozostali twórcy „Wypisz, wymaluj… miłość” to: operator – Ian Baker („Krzyk w ciemności”), scenografka – laureatka Oscara Patrizia von Brandenstein („Amadeusz”) i montażysta – nominowany do Oscara Peter Honess („Tajemnice Los Angeles”).

SYNOPSIS
Ci, którzy mogą, tworzą. Ci, którzy nie mogą…

Zarówno pisarz Jack Marcus (CLIVE OWEN), jak i malarka Dina Delsanto (JULIETTE BINOCHE) z różnych powodów cierpią na twórczą niemoc.

Obiecujący pisarz i poeta Jack jest aktualnie pełnym pasji nauczycielem w Croyden, elitarnej szkole średniej w Nowej Anglii, gdzie może oddawać hołd swojej największej miłości – językowi angielskiemu. Jego problemem jest to, że nie potrafi pisać jak dawniej. Stracił wenę.

Dina jest utalentowaną i docenioną artystką, która nie może malować. W jej przypadku powód jest inny – nie opuściła jej muza, ale zdradziło własne ciało. Dina cierpi na reumatyczne zapalenie stawów, chorobę która sprawia, że nie potrafi utrzymać pędzla w swoich niesprawnych rękach. Podejmuje pracę w Croyden, żeby mieć jakieś zajęcie i być bliżej rodziny, której pomoc jest jej teraz bardzo potrzebna.

Za Diną ciągnie się fama chłodnej i zdystansowanej osoby. W poprzedniej szkole miała przezwisko „Pani Sopel”. Jednak miedzy nią a Jackiem iskrzy od pierwszego spotkania – nowopoznany kolega z pracy wdaje się z nią nieustannie w gierki słowne i wydobywa temperament zza lodowej fasady. Kiedy jednak dowiaduje się, że Dina na swoich lekcjach mówi uczniom, że słowa to „kłamstwa” i „pułapki”, czuje się głęboko dotknięty i wypowiada jej otwartą wojnę. Rękawica zostaje rzucona. Wszyscy uczniowie i wykładowcy (BRUCE DAVISON) muszą się opowiedzieć po jednej ze stron – zadeklarować, czy uznają prymat słów czy obrazów.

Uczniowie uwielbiają Jacka, ale kierownictwo szkoły (NAVID NEGAHBAN, AMY BRENNEMAN) jest dalekie od zachwytu. Wykładowca nic nie opublikował od lat, szkolny magazyn literacki rozwija się pod jego skrzydłami bardzo mizernie, a ponadto Jack był widziany kilka razy w miejscach publicznych w stanie dalekim od trzeźwości, co jest dosyć bulwersującym zachowaniem jak na tak małą społeczność.

Podczas, gdy losy magazynu Jacka oraz jego praca w szkole stają się coraz bardziej niepewne, uczniowie Croyden całkowicie angażują się w wojnę „słowa kontra obrazy”, podobnie jak Dina. Artystka odkrywa również nowy sposób malowania, który bardziej odpowiada jej fizycznym możliwościom. Wszystko wskazuje też na to, że romantyczna relacja z Jackiem rozwija się w obiecującym kierunku.

O PRODUKCJI

Wypisz, wymaluj… miłość” to pierwszy film Latitude Productions, firmy założonej przez Curtisa Burcha. Burch, zanim zdecydował się na samodzielną działalność na rynku produkcji filmowych, przez dwadzieścia pięć lat był producentem wykonawczym, który współpracował z najlepszymi hollywoodzkimi producentami i reżyserami, jak choćby James Cameron. „Czułem, że własna firma da mi możliwość lepszego wykorzystania moich umiejętności i rozwoju własnych projektów, dla których punktem wyjścia będzie świetny scenariusz” – mówi Burch. – „Jestem też przekonany, że jest pewien rodzaj filmów, którymi duże studia filmowe nigdy się nie zainteresują, choć jest na nie popyt – mam na myśli filmy dla dorosłych widzów, na podstawie dobrych scenariuszy, z autentycznymi bohaterami, z którymi można się identyfikować.”

Curtis Burch poszukiwał możliwości nabycia praw autorskich do jakiegoś ciekawego scenariusza lub książki. Chciał robić filmy w, jak to określa, „właściwy sposób” – w kreatywnym zespole, który pracuje w zgodzie i partnerstwie. Tymczasem Gerald Di Pego skończył pisanie scenariusza „Wypisz, wymaluj… miłość” i przekazywał skrypt swojemu agentowi, mówiąc: „Jeśli mielibyśmy kiedykolwiek nakręcić ten film, to chciałbym być dumny z końcowego efektu. To nie może być kolejny produkcyjniak znanej wytwórni.” I właśnie wtedy do agenta Di Pego zadzwonił Curtis Burch.

Burch wyjaśnia, że zainteresował się scenariuszem Di Pego z dwóch powodów: „Każde pokolenie ma swój kultowy film szkolny z charyzmatycznym nauczycielem w głównej roli, a ten scenariusz miał niewątpliwy potencjał, by stać się wspaniałym szkolnym filmem obecnych czasów, tym bardziej, że ma aż dwójkę charyzmatycznych bohaterów – nauczycieli. Widziałem w nim również świetną i wiarygodną historię miłosną rozpisaną na role dla wielkich gwiazd kina. Myślę, że perypetie dwójki zakochanych to jeden z najwspanialszych tematów filmowych, a gdy widzę jak w naszym filmie poprowadzili ten temat Clive i Juliette, to nie mam wątpliwości, że zrobiliśmy coś dobrego.”

W maju 2007 roku Burch odwiedził Di Pego w jego domu, niedaleko Los Angeles, gdzie spędzili razem kilka dni, starając się poznać trochę bliżej. Burch powiedział Di Pego, że jest zainteresowany kupnem praw do jego scenariusza i złożył mu obietnicę: „Przyrzekłem Geraldowi, że nie zatrudnię reżysera, którego on nie zaakceptuje i że nikt, poza nim, nie będzie wprowadzał żadnych poprawek do scenariusza” – mówi Burch. – „To nie są deklaracje, które scenarzyści często słyszą.” Po tych słowach Di Pego zgodził się na współpracę z Burchem i Latitude.

Curtis ma ogromny szacunek dla pisarzy” – wyjaśnia producentka wykonawcza Nancy Rae Stone. – „Zagwarantował Geraldowi, że będzie integralną częścią naszego filmu i obiecał, że nikt nie będzie za jego plecami zmieniał scenariusza. Gerald przyjechał na plan na dwa tygodnie przed rozpoczęciem zdjęć i był obecny na wszystkich próbach. Wspólnie uzgadnialiśmy jakie poprawki należałoby nanieść, a Gerald wprowadzał je osobiście. Oddał się filmowi z całą pasją, a my czuliśmy się szczęśliwi mając go w zespole.”

Burch udał się do Dallas, żeby spotkać się z potencjalnymi inwestorami. Cały czas towarzyszyło mu uczucie, że produkcja tego filmu powinna być zupełnie inna niż poprzednie, w których brał udział. W końcu udało mu się pozyskać odpowiednich partnerów finansowych. „To był bardzo powolny proces, ale zakończony sukcesem” – opowiada Burch. – „Inwestorzy, którzy zdecydowali się na udział w naszym projekcie, okazali się niezwykle oddani temu filmowi.”

Gerald Di Pego myślał, że ma już dosyć pisania scenariuszy, ale pewien pomysł chodził mu od jakiegoś czasu po głowie i nie chciał jej opuścić. Początek tej historii ma korzenie w młodości Di Pego, kiedy to pisarz pracował jako nauczyciel w liceum. „Starałem się zaszczepić w moich uczniach miłość do literatury angielskiej, czytając z nimi dzieła pisarzy, którzy charakteryzowali się bardzo oryginalnym językiem” – wspomina Di Pego. – „Próbowałem ich inspirować i rozwijać ich własne zdolności. Przy okazji dobrze poznałem kolegów z pokoju nauczycielskiego oraz całą szkolną społeczność i polityczną infrastrukturę szkoły. Te wspomnienia są ze mną do dziś, mimo że od tego czasu pracowałem w wielu innych miejscach.”

Wyjściowym pomysłem do tej historii była dwójka inteligentnych, błyskotliwych bohaterów, którzy prowadzą ze sobą wyrafinowaną i dowcipną wojnę na słowa” – wyjaśnia Di Pego. – „Wojnę, która daje scenarzyście możliwość wspięcia się na wyżyny językowe. Ale to była dopiero połowa pomysłu. Druga połowa zasadzała się na koncepcji, że oboje są nauczycielami i, że każde z nich zmaga się z pewnymi problemami w swoim prywatnym życiu. Nie chodziło mi o miłosne rozterki ludzi, którzy się w sobie zakochują, tylko o ich indywidualne problemy, które nie pozwalają im żyć pełnią życia. Tak się przedstawiała pierwotna idea tej historii. Choć dałem już sobie spokój z pisaniem scenariuszy, ten pomysł wciąż do mnie powracał. Nie miałem wyjścia – musiałem jeszcze jeden raz napisać coś, co przerodzi się w film. Zajęło mi to trochę czasu, ale był to wspaniały czas.”

Pierwszym reżyserem, któremu Burch dał scenariusz do przeczytania był Australijczyk, Fred Schepisi, autor takich filmów, jak „Szósty stopień oddalenia”, „Obfitość” , „Krzyk w ciemności” czy „Roxanne”, by wymienić tylko kilka. „Fred to reżyser, który był odpowiedzią na moje wszystkie oczekiwania” – mówi Burch. – „Jest niezwykłym człowiekiem i równie niezwykłym reżyserem. Bardzo doceniam jego artystyczny dorobek, filmy, które nakręcił są jego najlepszą wizytówką.”

Fred Schepisi zapalił się do tego projektu od razu. „To świetny scenariusz, dobrze napisany, a to jest naprawdę rzadkość” – mówi reżyser. – „Tematem są słowa i obrazy, a to zobowiązuje – to są naprawdę dobre słowa, słowa, które coś znaczą i coś mówią. Mamy tu też wspaniale poprowadzony wątek miłosny oraz problemy głównych bohaterów, które wymagają rozwiązania. Wyśmienity scenariusz, fascynujący temat i wspaniała, głęboka historia. Bez trudu można by zrobić z tego średniej klasy film o sztuce – rzecz w tym, że tak naprawdę tu nie chodzi wyłącznie o sztukę. To także historia dwojga bohaterów w trudnym momencie życia. Jedno z nich zmaga się z chorobą, która nie pozwala na robienie tego wszystkiego, co było możliwe wcześniej. Drugie musi się zmierzyć ze świadomością, że nie jest tak dobrym pisarzem, jak się wszystkim wydawało. Tylko razem są w stanie stawić czoła tym problemom.”

Clive Owen dołączył do ekipy na bardzo wczesnym etapie produkcji, która zaangażowała go na ponad trzy lata. Tak uzasadnia swoją decyzję zagrania w „Wypisz, wymaluj… miłość”: „Powody są zawsze te same, naprawdę – niezależnie od filmu. Są nimi scenariusz i reżyser.” Schepisi spotkał się z Owenem i dał mu scenariusz do przeczytania. „Zawsze świetnie dogadywałem się z Fredem” – mówi Owen. – „Przeczytałem scenariusz i zachwyciłem się nim. Jest bardzo dobrze napisany, wciągnął mnie od pierwszej strony.”

Schepisi zadzwonił do Curtisa Burcha i zapytał go, czy nie ma nic przeciwko temu, żeby Clive Owen przeczytał scenariusz. „Odpowiedziałem mu: ‘Żartujesz sobie?! To fantastyczny pomysł!’” – wspomina Burch. Kilka dni później Schepisi zadzwonił ponownie i powiedział, że Owen jest pod wielkim wrażeniem scenariusza. „W dużej mierze dzięki Clive’owi nakręciliśmy ten film” – mówi producent. – „Jego oddanie i lojalność w czasie, kiedy staraliśmy się zamknąć budżet filmu, były tym, co zadecydowało o jego powstaniu.”

Zakochałam się w tej historii” – wyznaje Juliette Binoche. – „Będąc aktorką pracujesz ze słowami, ale czy słowa są tym, co masz zagrać, czy jest może coś więcej? Zawsze czułam, że słowa są tylko wierzchołkiem góry lodowej, że pod nimi jest coś głębszego, nieznaneego, ukrytego wewnątrz nas. Tym czymś mogą być obrazy – nasze wizje i wszystkie uczucia, których nie potrafimy wyrazić za pomocą słów.” Binoche miała ochotę zagrać w „Wypisz, wymaluj… miłość” również dlatego, że akcja filmu rozgrywa się w szkole. „Chciałam skonfrontować się z rolą nauczycielki, nigdy dotąd nie miałam okazji zagrać takiej postaci. Moja mama była nauczycielką, uczyła mnie aktorstwa i francuskiego. To jeden z powodów, dla których miałam wielką ochotę zagrać Dinę. Pociągało mnie również to, że moja bohaterka jest malarką – ja także maluję od czasu do czasu, więc ta rola była wyzwaniem dla mnie zarówno jako aktorki, jak i malarki. To była przyjemna, jednak także ciężka praca, ale ja lubię wyzwania.”

Życie traktuje szorstko moich bohaterów” – mówi Di Pego. – „Jack Marcus boi się, że utracił swój talent, zarówno do pisania książek, jak i do uczenia w szkole. Rezultatem tego, a może przyczyną?, jest to, że powoli pogrąża się w nałogu. Dina Delsanto cierpi na reumatyczne zapalenie stawów, przez co nie może malować. Każde z nich musi stoczyć ciężki bój z samym sobą. Połączy ich miłość, ale ten film nie jest komedią romantyczną, choć Owen i Binoche wspaniale odnajdują się w swoich rolach i wnoszą do filmu dużo ciepła i humoru. Gdybym miał jednym zdaniem opisać ten film to powiedziałbym: „miłość mimo wszystkich cholernych przeciwności’.”

Di Pego uczestniczył w próbach i był obecny na planie przez kilka pierwszych tygodni zdjęć. „Pracuję w branży filmowej od czterdziestu lat, ale nigdy nie byłem otoczony artystami tej klasy” – mówi Di Pego. – „Juliette i Clive to wybitni aktorzy, a Fred jest mistrzem – gdy obserwujesz go podczas pracy, a potem widzisz jak urzeczywistniają się jego wizje, nie możesz mieć, co do tego, żadnych wątpliwości. Patrizia von Brandenstein i Ian Baker pracowali ze mną nad scenariuszem – każda poprawka, każda sugestia z ich strony, krok po kroku udoskonalała moje pierwotne dzieło. Czułem się tak, jakby wszystkie postacie wreszcie opuściły moja głowę. Wyszły z niej i oddały się w ręce innych osób, którym całkowicie ufałem i z pełnym spokojem mogłem powiedzieć: ‘Ok, teraz wy się nimi zajmijcie’.”

Pisanie jest dla Jacka wszystkim” – mówi o swoim bohaterze Clive Owen. – „W przeszłości odniósł sukces, którego od wielu lat, mimo wielu prób i starań, nie udało mu się powtórzyć. Jest bardzo dobrym nauczycielem, ale codziennie wraca po pracy do domu, by kolejny raz zmagać się ze swoją niemocą twórczą.”

Nauczycielem jest naprawdę świetnym” – kontynuuje Owen. – „Pełnym pasji, zapału i wiary w sens swojej pracy. Głęboko wierzy w wartość języka i literatury, uważa że mają one ogromny wpływ na wszystko wokół, również na niego i jego uczniów. Gdy Jack jest w formie, trudno wyobrazić sobie lepszego nauczyciela. Potrafi zarazić swoim entuzjazmem uczniów, lekcje które prowadzi są porywające i odkrywcze. Ale niestety Jack nie zawsze jest w dobrej kondycji. Pije za dużo, choć sobie tego nie uświadamia jest na progu alkoholizmu.”

Jack chciał zostać uznanym pisarzem” – mówi Schepisi. – „Był okres w jego życiu, kiedy miała mnóstwo świetnych pomysłów i wszystko wskazywało na to, że ma także talent, dzięki któremu będzie mógł je zrealizować. Ale okazało się, że jednak talentu mu nie starcza. Jednak jest świetnym nauczycielem i powoli zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, że to jest praca, której powinien się prawdziwie poświęcić. Natomiast ciągle nie zdaje sobie sprawy z tego, jak poważny ma problem z piciem. Musi sobie uświadomić, że picie w jego przypadku nie jest już tylko zwyczajem, ale początkiem choroby. Dopóki tego nie zrozumie, nie uda mu się poukładać wszystkich innych spraw w swoim życiu.”

Jack zabrnął w ślepą uliczkę” – mówi Burch. – „Nie może sobie poradzić z bólem wynikającym z faktu, że nie potrafi już pisać i pogrąża się przez to w piciu. Nie pozostaje to bez wpływu na jego obecną pracę – jego zwierzchnicy w szkole są coraz bardziej zaniepokojeni incydentami, które mu się przytrafiają. Jack wie, że może stracić pracę i jest przerażony tą perspektywą. A my, jako widzowie, bardzo liczymy na to, że mu się uda, bo jest naprawdę niesamowitym nauczycielem.”

To jest bardzo nietypowy romans – mówiąc oględnie” – stwierdza Schepisi. – „W takich filmach, jak ‘Wypisz, wymaluj… miłość’ bardzo ważne jest to, żeby między głównymi bohaterami była prawdziwa chemia. I, wierzcie mi, miedzy Diną i Jackiem aż iskrzy! Emocje wręcz paruję, czuć to w każdej scenie. Widać też jak bardzo oni do siebie pasują – nikt nie mógłby wątpić, że są sobie przeznaczeni i, że ich związek byłby pełen prawdziwej pasji.”

Jestem romantykiem, ale niech to nikogo nie zwiedzie!” – ostrzega reżyser. – „Lubię pokazywać prawdziwe emocje w filmach, ale nie tylko po to, by osiągnąć pożądany efekt. Chcę, żeby widz mógł je poczuć, prawdziwie, tak jak w życiu.”

SŁOWA

W naszym filmie dialogi odgrywają bardzo ważną rolę” – mówi producent i scenarzysta, Gerald Di Pego. – „Jack Marcus wygłasza długą przemowę o potędze słowa. Z wielką pasją miesza różne formy oratorskie i stosuje różne sztuczki, by przykuć uwagą publiczności. Clive miał trudne zadanie wygłoszenia długiego, trudnego monologu i zrobił to bez jednej przerwy, nie opuszczając ani słowa! Gdy kręciliśmy pierwszą scenę rozgrywającą się w klasie, Clive powtórzył swój tekst, a były to cztery strony, chyba z dwadzieścia siedem razy, żebyśmy mogli nakręcić to na różne sposoby.”

Clive całkowicie wszedł w swoją rolę” – mówi Nancy Rae Stone. – „Ilość tekstu, którą musiał opanować była niewyobrażalnie duża. Zaangażował się w produkcję filmu bardzo mocno, od samego początku. Nigdy nie braliśmy pod uwagę nikogo innego do roli Jacka – Clive był po prostu idealny. Jest bardzo inteligentny, podobnie jak jego bohater. Kiedy Clive w filmie opowiada o Prouście lub Updike’u, nie masz wątpliwości, że mówi to człowiek, który zna się na rzeczy.”

Rzadko spotyka się taką ilość dialogów w filmach” – mówi Owen. – „Wspaniałe, rozbudowane dialogi sprawiały, że czułem się na planie niemal jak w teatrze. To jedna z rzeczy, które najbardziej mnie pociągają w tym filmie. Dialog jest dla aktora jednym z najważniejszych narzędzi pracy – o ile jest to naprawdę dobry dialog. Większość filmów nie ma takich ambicji, zadowala się kilkoma symbolicznymi kwestiami, ale w ‘Wypisz, wymaluj… miłość’ gram bohatera, który jest pasjonatem języka, więc jego sposób mówienia musi to odzwierciedlać. Nie sposób zbudować wiarygodnie postaci zafascynowanej słowem, jeżeli jej styl mówienia całkowicie tej pasji przeczy. Gerald wykonał kawał świetnej roboty. W scenariuszu jest mnóstwo dialogów, ale gra się z przyjemnością, bo są inteligentne i mają swój rytm. To coś, w co masz ochotę się wgryźć.”

Jako, że Clive Owen został zaangażowany do roli w filmie bardzo wcześnie, miał swój udział w wyborze kandydatki do roli Diny. „Odkąd pamiętam byłem wielkim fanem Juliette Binoche” – wyznaje Owen. – „Zawsze była moją ulubioną aktorką, więc pojawiła się w mojej głowie od razu, gdy zaczęliśmy rozmawiać o roli Diny. Byłem bardzo podekscytowany, kiedy okazało się, że Juliette zgodziła się zagrać ze mną. Nie wyobrażam sobie nikogo innego w tej roli.”

Clive Owen i Juliette Binoche – czy reżyser może mieć więcej szczęścia w życiu?” – komentuje obsadę swojego filmu Fred Schepisi. – „Nie wierzę, że jest ktoś, kto mógłby zagrać to lepiej, niż tych dwoje. Juliette jest aktorką o dużej inwencji, Clive bardzo drobiazgowo przygotowywał się do swojej roli. Nie ustawał w dociekaniach, o wszystko pytał i wszystko kwestionował. Oboje mieli spory wpływ na to jak ostatecznie zostały rozegrane poszczególne sceny, zgłaszali swoje pomysły i wzbogacali je. Wywiązała się między nimi bliska relacja, bez trudu można to było wyczuć. Inspirowali się nawzajem i wspierali w wysiłkach, żeby zagrać jeszcze lepiej. Ćwiczyli razem, a na planie świetnie improwizowali, nie omijając ani jednej linijki tekstu.”

Magia, którą udało im się wykreować zapiera dech w piersiach” – mówi Burch. – „To prawdziwy cud, że udało nam się namówić ich do współpracy.”

Owen i Binoche bardzo się od siebie różnią pod względem podejścia do budowania roli. Każde z nich osiąga mistrzowską klasę na swój własny sposób. „Styl aktorski Juliette charakteryzuje duża swoboda – w każdym ujęciu potrafi zagrać zupełnie inaczej, ale masz pewność, że w którymś momencie nastąpi ten błysk” – mówi Di Pego. – „Próbuje różnych wersji i nagle bum! Mamy to – wspaniały popis Binoche w szczytowej formie.”

Juliette Binoche opisuje pracę na planie z Clive’em Owenem jako czystą przyjemność. „Cały czas się śmialiśmy” – wspomina Binoche. – „Nasi bohaterowie ciągle sobie dokuczają – przychodziło nam to bez trud. Mieliśmy za zadanie odegrać konfrontację pomiędzy kobietą i mężczyzną – dwojgiem artystów, którzy starają się tworzyć mimo przeszkód. Między nimi jest równie wiele wzajemnego uznania i podziwu, co rywalizacji i starcia pomiędzy dwiema silnymi osobowościami. Cudownie było pracować razem, zwłaszcza z takim reżyserem jak Fred. To był zwariowany plan zdjęciowy, bardzo intensywny, jeśli chodzi o pracę, ale jednocześnie wyluzowany.”

Juliette to śmieszka” – mówi Bruce Davison, który zagrał Walta, nauczyciela historii. – „Jest niesamowicie zabawna, rozśmieszała mnie bez ustanku. A gdy patrzyłem na to jak gra, zapierało mi dech w piersiach. Bardzo subtelnie, a zarazem zdecydowanie buduje swoje role. Nie dostrzegasz momentu, w którym jej bohaterka zagarnia całą twoją uwagę. Myślę, że potrafi doprowadzić publiczność do łez po prostu przechodząc przez pokój i nie robiąc nic więcej.”

Bohaterka Juliette Binoche, Dina Delsanto, jest uznaną i odnoszącą sukcesy malarką, która cierpi z powodu przewlekłej choroby – reumatycznego zapalenia stawów. Przygotowując się do roli, Binoche spotkała się z wieloma osobami zmagającymi się z tą chorobą. „Wiele osób na to choruje; to straszna, bardzo bolesna choroba” – opowiada aktorka. – „Obecnie jest wiele leków, które pomagają złagodzić objawy, ale nie każdy je toleruje, czasami organizm odrzuca dany lek. To choroba, w której stale doświadczasz wzlotów i upadków. Dina ma dobre i złe dni – czasami jest nawet w stanie malować, w gorsze dni ból jest zbyt wielki, by mogła utrzymać pędzel.”

OBRAZY

Gdy Dina Delsanto przybywa do Croyden towarzyszy jej reputacja zimnej osoby, ma nawet przezwisko „Pani Sopel”. I nie wiąże się to w żaden sposób z jej artystycznym wizerunkiem. „Dina jest piękna, ale jest to uroda Królowej Śniegu” – mówi Schepisi. – „Stara się robić wrażenie silnej i pewnej siebie, mimo że choroba uniemożliwia jej malowanie. Dina nie jest kimś, kto marzy o byciu wielką artystką – ona jest wielką artystką o niezwykłym talencie, która z powodu choroby nie może robić tego, co jest jej przeznaczeniem. To poważny kryzys w jej życiu. Musi znaleźć inny sposób ekspresji artystycznej, skoro techniki malarskie, które stosowała do tej pory są dla niej niedostępne. I musi znaleźć odpowiednią dla siebie kompozycję leków.”

Myślę, że zdystansowana postawa Diny jest jej reakcją obronną, wynikającą z problemów, których doświadcza w prywatnym życiu” – wyjaśnia Binoche. – „Tak reagują ludzie wrażliwi, chowają się za fasadą pewności siebie. W miarę rozwoju akcji filmu Dina otwiera się coraz bardziej i możemy zobaczyć jej prawdziwe oblicze. Musiałam odkryć ją warstwa po warstwie. Coś się w niej budzi, gdy poznaje Jacka. To jej uśpiona kobiecość. Topnieje lodowa powłoka, Dina coraz częściej się śmieje. Szukałam równowagi w przedstawieniu przeciwstawnych emocji, które nią kierują. Po pierwsze jest w niej pewien opór, niechęć – osobie chorej nie jest łatwo otworzyć się, wpuścić kogoś w swój intymny świat. Ograniczenia fizyczne sprawiają, że nie czujesz się kobieco. Dobór ubrań, koloru szminki ma znaczenie – z jednej strony są maską, z drugiej afirmacją osobowości. Dina wybiera postawę defensywną – nie chce eksponować walorów swojej kobiecości, gdy zmaga się z chorobą i bólem. Przekorna gra w słowa i obrazy pomaga jej odnaleźć ponownie pasję do sztuki i do malowania.”

Juliette Binoche zagrała Dinę, ale też stworzyła wszystkie jej dzieła. Musiała namalować obrazy tak dobrze, jak zrobiłaby to jej utalentowana bohaterka, ale także zróżnicować ich styl, by pokazać, jaki wpływ na prace Diny miała jej choroba. „Starałam się pokazać fizyczny aspekt twórczości Diny, opowiedzieć poprzez obrazy historię jej choroby” – mówi Binoche. – „Można na różne sposoby interpretować tę postać, ale nie należy zapominać, że Dina jest przede wszystkim artystką.”

Juliette musiała zmodyfikować, odpowiednio do sytuacji, swój styl malarski, a także aktorski – podobnie, jak jej bohaterka” – mówi Burch.

To bardzo szczęśliwy dla nas zbieg okoliczności, że Juliette maluje i w dodatku maluje tak dobrze” – mówi Schepisi. – „Film zmusił ją do szukania innej koncepcji malowania, tak jak choroba zmusiła Dinę.”

To niesamowity łut szczęścia, że aktorka, którą zaangażowaliśmy do roli Diny sama jest malarką” – stwierdza Stone. – „Gdy jej postać w filmie maluje, nie jest to udawana scena – Juliette naprawdę maluje i doskonale wie, jak to robić.” Pewnego dnia, podczas zdjęć, okazało się, że jeden z obrazów wymaga poprawek. „Juliette po prostu założyła fartuch, poszła do sąsiedniego pokoju i zaczęła malować to, czego brakowało” – opowiada Stone. – „Obserwowanie jej podczas pracy to niesamowite uczucie – gdy malowała i gdy kreowała swoją postać, w obu przypadkach umiejętnie pokazując wpływ choroby na Dinę i jej twórczość. Dźwigała podwójne brzemię obowiązków przy produkcji tego filmu i z obu swoich zadań wywiązała się doskonale.”

Dina – malarka musi w filmie odpowiedzieć sobie na pytanie, jak ma tworzyć w obecnej sytuacji” – mówi Binoche. – „Ograniczenia fizyczne nie pozwalają jej malować w taki sposób, jak do tej pory. Musi znaleźć inną formę, mniej obciążającą dla chorych stawów. Postanowiliśmy zacząć od malarstwa figuratywnego – tak pracowała Dina przed chorobę, teraz jest sfrustrowana niemożnością kontynuowania swojej twórczości w tej formie i próbuje odnaleźć się w malarstwie abstrakcyjnym, które pozwala jej na zastosowanie innych technik i narzędzi. Uważam, że pokazanie całego emocjonalnego procesu, przez który przechodzi Dina było ekscytującym wyzwaniem.”

Bohaterka filmu jest malarką, gra ją aktorka, która też jest malarką i namalowała wszystkie obrazy swojej filmowej postaci, w stylu, który podyktowała fabuła filmu. Rodzi się pytanie: kto tak naprawdę jest ich autorem – Juliette Binoche czy Dina Delsanto? „Starałam się malować jak Dina, opierając się na wiedzy i umiejętnościach, które ja sama posiadam. Grając Dinę też staram się odtworzyć postać, która nie jest mną, ale którą konstruuję za pomocą moich własnych środków i cech – Dina ma moje oczy, moją twarz i myśli tak jak ja. To co masz w środku wyraża się w tym, co tworzysz. Gdy patrzę na obrazy Diny, czuję, że to nie jest mój styl, ale odnajduję w nich jednak coś znajomego. Fascynujące jak to funkcjonuje. Prosiłam Freda, żeby wyznaczył mi jakieś konkretne zadania odnośnie malarstwa Diny, żebym mogła znaleźć jakiś punkt zaczepienia i zastanowić się, jak poprowadzić wątek zmian w jej twórczości pod wpływem choroby. Fred nie maluje, więc zajęło nam to trochę czasu – musiałam kończyć malowanie w trakcie zdjęć.” W przerwach na planie Juliette poświęcała swój czas malowaniu obrazów Diny.

To dowód na to, że magiczna aura przyświecała naszej produkcji” – mówi Burch. – „Zaprosiliśmy Juliette do współpracy, bo jest wspaniałą aktorką – nie wiedzieliśmy, że oprócz tego maluje, to wyszło na jaw dużo później. Okazało się, że Juliette może nie tylko zagrać malarkę, ale też namalować wszystkie obrazy swojej bohaterki. Nie ma w filmie ani jednego płótna Diny, którego autorką nie byłaby Juliette. Na planie Juliette grała Dinę, po zdjęciach malowała jej obrazy. Trudno nie doceniać jej wkładu w ten film.”

Kiedy zdaliśmy sobie sprawę z tego, jak dobrą malarką jest Juliette i, że naprawdę jest gotowa namalować obrazy Diny, nasz projekt ewoluował” – kontynuuje Stone. – „Wspólnie zastanawialiśmy się nad tym, jak przedstawić wpływ choroby na obrazy Diny, a potem obserwowaliśmy jak wspaniale radzi sobie z tym Juliette. Mieć na planie aktorkę, która wie, co to znaczy być malarką, było prawdziwym błogosławieństwem.”

Mieliśmy szczęście” – mówi nagrodzona Oscarem scenografka Patrizia von Brandenstein. – „Juliette jest świetną portrecistką i bardzo dobrze radzi sobie w innych stylach malarskich.” Binoche maluje głównie pastelami, akwarelami, węglem, a także farbami akrylowymi i olejnymi. Na potrzeby filmu wybrała farby akwarelowe, ponieważ napięty harmonogram produkcji wymagał techniki, która gwarantuje szybkie schnięcie obrazów. „Przyglądaliśmy się ewolucji prac, które przygotowywała w oparciu o wskazówki wynikające z charakterystyki jej bohaterki. Nie wiem, czy zechce kontynuować malowanie w tym stylu, ale uważam, że doskonale sobie radzi z wyrazistymi kolorami – jej prace są mocne, energetyczne. Fredowi bardzo zależało na tym, żeby Juliette skoncentrowała się na kolorach – uważał, że siła jej wyobraźni będzie, dzięki temu, lepiej widoczna. Juliette bardzo hojnie obdarowała nas swoim czasem i niepowtarzalnym talentem.”

Na długo przed rozpoczęciem zdjęć von Brandenstein i Binoche zaczęły przygotowywać się do zadania, jakim było namalowanie obrazów Diny. Scenografka wyraziła chęć obejrzenia obrazów Juliette, co uruchomiło lawinę maili, telefonów i przesyłek z Francji. „Juliette była w samym środku przeprowadzki, więc nie był to dla niej najlepszy moment na dodatkowe zadania, ale znalazła czas, żeby odnaleźć i przesłać nam ogromną ilość swoich prac. Nawet cudowne portrety i pejzaże, które namalowała jako młoda dziewczyna. Mieliśmy możliwość zapoznania się z pełnym spektrum jej malarskich dokonań” – opowiada von Brandenstein. Część z wczesnych prac Juliette została wykorzystana w filmie, jako prace młodej Diny, ale, jak podkreśla von Brandenstein: „większość obrazów, które widzimy w filmie, Juliette namalowała specjalnie dla nas, w dużej mierze robiła to na bieżąco, na planie – to imponujące dokonanie.” Zadanie było tym trudniejsze, że wiele obrazów Juliette musiała malować etapami – tak, żeby w filmie widać było postęp prac Diny, od czystego płótna, po skończony obraz.

WOJNA

Istnieje pewien rozdźwięk pomiędzy słowami i obrazami, który eksplorujemy w naszym filmie obserwując, z jaką pasją Jack broni dobrej literatury, a Dina dobrego malarstwa” – mówi Di Pego. – „Wojna o słowa i obrazy jest tylko pretekstem do dobrej zabawy. Prawdziwą wojnę każdy z naszych bohaterów będzie musiał stoczyć sam ze sobą. Większość moich filmów dotyka tego tematu: niezależnie od okoliczności, ludzie zawsze czują lęk przed nawiązaniem kontaktu z drugą osobą i odsłonięciem swoich słabości. Izolacja jest bezpieczniejszym wyjściem. Jednak zamknięcie się w sobie i odcięcie od innych jest pewną formą śmierci, więc tak naprawdę pragniemy kontaktu, tym, co nas ogranicza jest strach. Ten rodzaj konfliktu jest głównym tematem mojej twórczości.”

Dina nie domyśla się, że poprzez batalię o słowa i obrazy, Jack popycha ją do malowania, do tego, by nie rezygnowała ze sztuki” – mówi Binoche. – „Dina nie zauważa tego, ich batalię traktuje bardzo osobiście. Jest w tym coś z gierek, które ludzie zwykle ze sobą toczą – mieszanka urażonej dumy, zawstydzenia, rywalizacji i zabawy. Rzecz w tym, że słowa nie są wyłącznie słowami, a w obrazach nie chodzi wyłącznie o ich piękno – w obu przypadkach istotna jest głębia, to jakie emocje się w nich kryją. Na tym polega zadanie aktora, malarza i każdego artysty – by znaleźć odpowiedź na pytanie: jak wyrazić siebie poprzez medium, które jest naszą formą uprawiania sztuki?”

Wszystko zaczyna się w momencie, gdy uczniowie klasy języka angielskiego dowiadują się przypadkiem, że ich rywale z klasy sztuk pięknych deprecjonują wszystkie inne kierunki sztuki. Ich nauczyciel wpada na pomysł ogólnoszkolnych zawodów, które zaangażowałyby wszystkich uczniów w dyskusję nad wyższością słów lub obrazów. „Szkolne współzawodnictwo jest dla Jacka Marcusa pretekstem do zbliżenia się do Diny Delsanto, ale uczniowie nie zdają sobie z tego sprawy” – mówi Valeria Tian, która w filmie gra Emily, jedną z uczennic. – „Dla nich jest to ekscytująca nowość w nudnej, szkolnej rzeczywistości. Ta niekonwencjonalna rywalizacja wyzwala w nich ducha walki.”

Chcąc sprowokować swoich uczniów, Dina mówi na lekcji, że słowa to kłamstwa i zasadzki. „To stwierdzenie rani Jacka” – mówi Schepisi. – „Chce odgryźć się Dinie i w trakcie wymiany zdań przychodzi mu do głowy pomysł zawodów szkolnych. Zawody są tylko przykrywką, prawdziwa wojna toczy się między Jackiem i Diną. Nieoczekiwanie uczniowie z wielką pasją przystępują do rywalizacji, wywołując bitwę, jakiej szkoła w Croyden nigdy wcześniej nie widziała.”

Większość uczniów i nauczycieli wybiera jedną ze stron, ale są i tacy, którzy pozostają neutralni. „Myślę, że Walt popiera obie frakcje” – mówi Bruce Davison. – „Uważa, że rywalizacja stymuluje uczniów, stawia im wyzwania i zmusza do przemyśleń, które nie miałyby miejsca w innej sytuacji.”

Dina twierdzi, że słowa mogą stać się kłamstwem i pułapką – to jest częściowo prawdą” – mówi Binoche. – „Słowo to wspaniałe narzędzie, jeśli chcesz za ich pomocą wyrazić coś, co ma znaczenie. Ale nie są rzeczą ostateczną. Malarstwo jest dla Diny czymś, co otwiera sferę, w której jeszcze nie ma słów. Jest bardziej kreatywne, bo pozwala obcować z czymś niewidzialnym, jeszcze nienazwanym. To coś co poprzedza słowa. Podobnie jest z poezją – słowa złożone w określonym porządku nabierają nowego znaczenia, przenoszą czytelnika na wyższy poziom, ponieważ nie chodzi w nich tylko o logiczny sens, ale także o emocje, jakie wywołują. Odnoszą się do pytania o to, czym jest człowieczeństwo i jak się go doświadcza. To fascynująca refleksja.”

CASTING

Di Pego twierdzi, że nie wyobraża sobie lepszej obsady w swoim filmie: „Gdyby ktoś dał nam możliwość wybrania reżysera i aktorów spośród twórców z całego świata, nie moglibyśmy wybrać lepiej.”

Nie ma ani jednej fałszywej nuty w tym filmie” – mówi Burch. – „Aktorzy zostali obsadzeni perfekcyjnie.”

Część aktorów została zwerbowana w Vancouver, zwłaszcza do ról uczniów – Valerie Tian (Emily), Adam DiMarco (Dale Swint) i Josh Ssettuba (Cole Patterson). „Uczniowie odgrywają bardzo istotne role w filmie” – mówi Burch. – „Z całych sił starają się skojarzyć ze sobą swoich nauczycieli, czyli Dinę i Jacka. I mają dużo sympatii do nich. Valerie, Adam i Josh świetnie sobie poradzili na planie. Byli naprawdę wspaniali. Jedną z wielu przyjemności w produkcji tego filmu była możliwość obserwowania ich wysiłków.”

To wspaniała grupa” – dodaje Schepisi. – „Szukaliśmy ludzi oryginalnych, indywidualistów. Ekipa castingowa znalazła doskonałych aktorów, którzy potrafili wiarygodnie zagrać studentów, bo znali ich życie z autopsji. Ich inwencja i poczucie humoru owocowały nieustannymi żartami na planie, tym bardziej, że oni wszyscy znali się już wcześniej. Doskonale zagrali swoje role.”

Valerie Tian wcieliła się w postać Emily, studentki klasy artystycznej, której wychowawczynią i opiekunką podczas konkursu słów i obrazów jest Dina. „Emily jest chorobliwie nieśmiała, stroni od towarzystwa” – wyjaśnia Tian. – „Z kolei jej nauczycielka, Dina Delsanto jest osobą konkretną i lakoniczną. Nie obchodzi jej kim jesteś, ale jako perfekcjonistka oczekuje, że dasz z siebie wszystko. Uczniowie Diny nie są głaskani po głowach. Niektórzy, zwłaszcza ci bardziej wrażliwi mogą się jej trochę obawiać, ale Emily bardzo ją szanuje.”

Dina nie interesuje się specjalnie życiem towarzyskim swoich uczniów, ani tym jak bardzo są zaangażowani w naukę” – mówi Schepisi. – „Jest konsekwentną i wymagającą nauczycielką, która chce im pokazać, że artysta musi być silny, pracowity i zdeterminowany.”

Zdobywca Złotego Globu i nominacji do Oscara, Bruce Davison gra Walta, nauczyciela historii w Croyden. Aktor współpracował wcześniej z Fredem Schepisim przy filmie „Szósty stopień oddalenia”. „Bruce to aktor, który zachwyca swoim talentem” – mówi reżyser. – „Jego bohater Walt jest doświadczonym nauczycielem, od wielu lat w zawodzie, który bardzo ceni swoją pracę. Ma dar łagodzenie sytuacji i stara się pomóc Jackowi, choć jest to poza zasięgiem jego możliwości.”

Walta i Jacka łączy szczera przyjaźń i wzajemna troska” – mówi Davison. – „Myślę, że Walt widzi w przyjacielu siebie samego w młodości. Ma też dużo sympatii do Diny, między innymi dlatego, że jego żona również cierpi na reumatyczne zapalenie stawów. Walt wie doskonale przez co przechodzi Dina.”

Navid Negahban, znany przede wszystkim z roli Abu Nazira – poszukiwanego przez CIA terrorysty z głośnego serialu kanału Showtime „Homeland”, gra w „Wypisz, wymaluj… miłość” dyrektora Croyden, Willa Rashida. „Rashid jest podróżnikiem” – mówi Negahban. – „To człowiek, który bardzo ciężko pracował na swój sukces i jest z niego dumny. Jack jest dla niego ciekawym przypadkiem i wyzwaniem. Ma cechy, których Rashid trochę mu zazdrości. Rashid wierzy w Jacka, stara się być w stosunku do niego cierpliwy i pchnąć go na lepszą drogę. Dina to w jego oczach artystyczna dusza, której pasja płonie żywym ogniem, mimo problemów zdrowotnych. Zdaniem Rashida, szkoła Croyden i jej uczniowie bardzo potrzebują takiej inspiracji.”

Navid jest fantastyczny jako dyrektor” – mówi Burch. – „Na planie bardzo dbał o morale całej ekipy, wszyscy go pokochali.”

W roli Tony’ego, rozczarowanego syna Jacka, zadebiutował Christian Scheider, syn nieżyjącego Roya Scheidera, z którym Schepisi pracował na planie filmu „Wydział Rosja”. Christian występował wielokrotnie w teatrze, ale nie miał dotychczas okazji zagrania w filmie. „Dostaliśmy demo aktorskie Christiana, które bardzo spodobało się Fredowi” – opowiada Nancy Rae Stone. – „Obejrzeliśmy bardzo wiele podobnych prezentacji i były wśród nich prawdziwe perły, ale Christian był najlepszy.”

Christian zagrał Tony’ego, który jest coraz bardziej zawiedziony swoim wiecznie zawalającym różne sprawy ojcem, czyli Jackiem” – mówi Schepisi. – „Christian to solidny młody człowiek, ma dobry charakter, to się czuje.”

Materiały: Kino Świat



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.