Bardzo poszukiwany człowiek: thriller szpiegowski w reżyserii Antona Corbijna

2014-08-08 17:47

Oparty na głośnym bestsellerze Johna le Carré thriller szpiegowski w reżyserii Antona Corbijna, twórcy „Control” oraz „Amerykanina”. Film opisuje szczegóły amerykańskiej wojny z terroryzmem za czasów administracji Georga W. Busha oraz metody prania brudnych pieniędzy.


Dziesięć lat minęło od ataku na World Trade Center. Służby wywiadowcze w całej Europie nadal tropią groźnych islamistów. W Hamburgu, uważanym za gniazdo terrorystów, pojawia się,
bliski śmierci w wyniku tortur, pół Czeczen, pół Rosjanin, Issa Karpow. Mężczyzna rości sobie prawo do gigantycznej fortuny zdeponowanej w prywatnym banku. Wzbudza tym zainteresowanie specjalnej komórki niemieckiego wywiadu powołanej do walki z terrorem, kierowanej przez Günthera Bachmanna. Karpowem i jego kontaktami, zwłaszcza z prawdopodobnie powiązanym z Al Kaidą doktorem Abdullahem, interesują się też inne tajne służby – Urząd Ochrony Konstytucji i CIA. Czy jest on ofiarą opresyjnego systemu czy śmiertelnie groźnym terrorystą, którego kolejny ruch może okazać się tragiczny w skutkach? Rozpoczyna się niebezpieczna wywiadowcza gra, w której nikt nie ufa nikomu...

Mówi reżyser Anton Corbijn

Philip Seymour Hoffman, który zagrał w naszym filmie swą ostatnią rolę, był gigantem o niezwykłej skali talentu. Jego występy miały w sobie zawsze głębię. Wystarczy popatrzeć na filmy, jakie wybierał. Moim zdaniem był najlepszym współczesnym aktorem charakterystycznym. Widać to doskonale, gdy jego drugoplanowe role porównuje się z dokonaniami innych aktorów. Jego siła polegała na całkowitej identyfikacji z postacią, zanurzeniu się w nią. Myślę, że jego przekleństwem było to, że grając, spalał się, wręcz rozpadał w imię tego, co robił.

To moja przyjaciółka Nimi, gdy przeczytała scenariusz „Bardzo poszukiwanego człowieka”, natychmiast zasugerowała, abym pozyskał Philipa. Z perspektywy czasu wydaje się to jedynym słusznym wyborem; właśnie on mógł najlepiej ożywić postać stworzoną przez Johna le Carré. Zawsze wyobrażałem sobie Bachmanna jako kogoś o wyrazistej, mocnej fizyczności, a jednocześnie przenikliwej inteligencji i zmyśle przywódczym. Gdy oglądałem z Philipem jedną z pierwszych montażowych wersji filmu, wprost nie byłem w stanie uwierzyć, że Philip, który siedzi obok mnie, to ten sam człowiek, którego widzimy na ekranie. Wiara w realność odtwarzanej przez niego postaci była totalna. Pomińmy jego potężne kłopoty osobiste – jego występ nigdy na tym nie cierpiał.

Po raz pierwszy spotkaliśmy się podczas sesji fotograficznej dla „Vogue'a” w Nowym Jorku w 2011 roku. Podczas gdy dokonywano poprawek przy jego spodniach, usiedliśmy w sąsiednim pokoju, by omówić koncepcję roli. Philip siedział tam w bieliźnie, ale nie zważał na absurd sytuacji, bo był skoncentrowany na pracy.

Początkowo na planie filmu nie było nam łatwo się porozumieć. Sądzę, że wynikało to w wielkiej części z mojego małego doświadczenia jako reżysera i trudności, jakie miałem ze zwerbalizowaniem tego, czego oczekuję od aktorów. Ale z czasem wszystko zaczęło płynąć naturalnie. Philip stał się Bachmannem i właściwie żadne reżyserowanie nie było potrzebne. Pisząc do mnie maile, już po zakończeniu zdjęć, zwykle podpisywał się jako Günther.

Bachmann ma pod swą pieczą zespół młodych detektywów; była wśród nich para grana przez Ninę Hoss i Daniela Brühla. Philip miał do nich podobny stosunek jak Bachmann do swoich podwładnych – opiekował się nimi na swój sposób, udzielał wskazówek i dodawał odwagi, ale z drugiej strony nie przebywał z nimi zbyt długo, bo tak jak jego bohater nie miał na to czasu. Philip był bardzo zaangażowany w każdy aspekt produkcji. Nocą wymienialiśmy maile na temat scen, które mieliśmy kręcić kolejnego dnia. Miał wiele uwag nie tylko dotyczących swej postaci, ale także całego filmu. Przedstawiłem mu na przykład piosenki, których chciałem użyć. Jedną z nich – „Hoist that Rag” Toma Waitsa – szczególnie sobie upodobał i słuchał jej bardzo często.

Późnym latem, z naszymi partnerkami Mimi O'Donnell i Nimi Ponnudurai, we wspaniałej atmosferze, zjedliśmy razem obiad. Philip był gigantem i myślę, że jego śmierć to ogromna strata nie tylko dla wielbicieli wielkiej sztuki, ale i w zwykłym ludzkim wymiarze. Dla swej sztuki czerpał energię także z ludzkich słabości i upadków. Chcę myśleć, że oddałem mu sprawiedliwość nie tylko tym tekstem, ale i naszym filmem, gdzie był zdumiewający i przyciągnął uwagę widzów. Wiem, że był dumny z tego, co udało się nam zrobić i gdy spotkaliśmy się dwa tygodnie temu, mówił: „Myślę, że powinniśmy nakręcić razem kolejny film. Dalibyśmy radę porządnie zawalczyć i to byłoby naprawdę coś”.

Niestety, to się nigdy nie stanie i właśnie dlatego zakończenie naszego filmu tak trudno jest mi oglądać. The Guardian, 3.02.2014

Opowieści ze śmiertelnego zimna

Film Antona Corbijna jest kolejną adaptacją książki klasyka powieści szpiegowskiej (według wielu – po prostu klasyka) Johna le Carré (właśc. David John Moore Cornwell, ur. 1931), autora dwudziestu trzech utworów prozatorskich. W latach 50. przyszły pisarz był funkcjonariuszem MI-5 (brytyjski kontrwywiad), a potem MI-6 (wywiad zagraniczny). Odszedł ze służby po tym, jak jego tożsamość zdradził Rosjanom ponurej sławy podwójny agent Kim Philby.

Le Carré opisywał w swych utworach, z bezlitosną precyzją, moralną cenę pracy w wywiadzie w dobie zimnej wojny. Dał też wiarygodny obraz technik szpiegowskich i metod polegających na uwodzicielskim kuszeniu i łamaniu charakterów. Nakreślił obraz postimperialnej Anglii i ludzi żyjących wspomnieniami jej dawnej świetności. Autor ten jest niezwykle pomysłowym kontynuatorem tradycji pisarstwa Grahama Greene'a (który także pracował w wywiadzie) oraz wielbicielem Josepha Conrada, a także bezpardonowym krytykiem brytyjskiej hipokryzji. Moralistą unikającym jak ognia kazań, mistrzem konstruowania labiryntowych fabuł o gorzkim przeważnie finale. Wielkim bardem zimnej wojny, który nie stracił jednak inwencji po jej zakończeniu.

Najsłynniejsza postać, jaką stworzył, to pojawiający się w wielu jego utworach znużony i niestrudzony zarazem George Smiley, funkcjonariusz wywiadu, który wytrwale „sprząta bałagan”, a więc stara się minimalizować moralne straty. Musi za to płacić wysoką, także osobistą cenę. Oryginalność twórczości le Carré bierze się z głębokiego przekonania, że stosunki międzyludzkie oparte są w znacznej mierze na grze złudzeń i skłonności do zdrady. Instytucjonalne manipulacje wywiadu, opisane z godną podziwu drobiazgowością i z użyciem niezapomnianego żargonu (który przejęli wkrótce prawdziwi szpiedzy), to tylko jeden z licznych rodzajów kłamstw. Pisarz opisywał zwyczajnych i przerażających biurokratów wywiadu, anty-bondów (o samej postaci Bonda wyrażał się bardzo źle).

Jego powieści chętnie przenoszono na ekran. Jednym z największych sukcesów była adaptacja głośnego utworu „The Spy Who Came from the Cold” („Ze śmiertelnego zimna”, 1965), w reżyserii Martina Ritta, z Richardem Burtonem w roli głównej. Film rozegrano w złowieszczo narastającym rytmie, a czarno-białe zdjęcia autorstwa Oswalda Morrisa doskonale wydobyły klimat prozy le Carré – od paradokumentalnej stylizacji po niemal surrealistyczną paranoję. Film, jak i książki tego autora, były rzecz jasna zakazane w ZSRR i krajach bloku sowieckiego, a sam pisarz mógł pojawić się w Moskwie dopiero na osobiste zaproszenie Michaiła Gorbaczowa.

Nie wszystkie adaptacje filmowe prozy le Carré były udane. Film „Cudzymi rękoma” („War in the Mirror”, 1965), w reżyserii Franka Piersona, uległ schematom ówczesnego kina szpiegowskiego. W „Małej doboszce” („Little Drummer Girl”, 1984, reż. George Roy Hill), opowiadającej o konflikcie palestyńsko-izraelskim, błyszczała tytułowa kreacja Diane Keaton, ale reżyser przyznał, że niestety nie oparł się naciskom producentów i zbyt mocno postawił na zewnętrzną, wizualną atrakcyjność filmu. Jednak sukcesów było więcej. Sidney Lumet podpisał błyskotliwy film „Deadly Affair” („Śmiertelna gra”, 1966), z doskonałą kreacją Jamesa Masona. Dwa seriale wyprodukowane przez BBC – „Tinker, Tailor, Soldier, Spy” (1979) oraz „Smiley's People” (1982, reż. Simon Langton), z Alekiem Guinnessem w roli Smileya (pisarz uwielbiał tego aktora), to przykład adaptacyjnego rzemiosła ocierającego się o geniusz: utwory oddające wszelkie niuanse prozy mistrza. Podobnie wysoko oceniono wyjątkowo pesymistyczne studium zdrady – serial „Szpieg doskonały” („A Perfect Spy”, 1987) Petera Smitha. Skromny telewizyjny film „A Murder of Quality” („Morderstwo doskonałe”, 1991, reż. Gavin Millar) był inteligentną adaptacją wczesnej powieści le Carré (scenariusz stworzył sam pisarz), z Denholmem Eliottem w roli Smileya. „Russia House” (1999) Freda Schepisi i „Krawiec z Panamy” („The Tailor of Panama”, 2001) Johna Boormana oddawały kolejny okres twórczości pisarza, związany z końcem zimnej wojny. O ile Sean Connery w pierwszym filmie nie popsuł go gwiazdorskim popisem, o tyle Pierce Brosnan za bardzo się starał i w dużej mierze zaprzepaścił groteskowy klimat literackiego oryginału.

Powieść „Wierny ogrodnik” („Constant Gardener”, 2001) to jeden z najlepszych utworów pisarza, przerażający obraz cynicznych machinacji korporacji farmaceutycznych. Adaptacja Fernando Meirellesa z 2005 roku, z doskonałą kreacją Ralpha Fiennesa, uderzała chwilami w zbyt patetyczne, obce oryginałowi literackiemu tony. Artystycznym, kasowym i prestiżowym triumfem był natomiast „Szpieg” („Tinker, Tailor, Soldier, Spy”, 2011) Tomasa Alfredsona, z wybitną rolą Gary'ego Oldmana jako Smiley'a, wyróżniony trzema nominacjami do Oscara, doskonale oddający pozorny chłód zimnowojennych zmagań. A potem przyszedł „Bardzo poszukiwany człowiek” Antona Corbijna, na podstawie książki opublikowanej w 2008 roku. Trwają już prace nad kolejną ekranizacją prozy pisarza – adaptacją „Zdrajcy w naszym typie” w reżyserii Susanny White, z Ewanem McGregorem. A sam le Carré kończy już pracę nad kolejną powieścią, ponieważ, jak powiada, „naprawdę szczęśliwy jest tylko wtedy, gdy pisze”.

Szpiedzy i wielka samotność

Nad ekranizacją nowego szpiegowskiego thrillera autorstwa słynnego brytyjskiego mistrza gatunku producenci myśleli od chwili jego czytelniczego sukcesu. Gail Egan wraz z Andreą Calderwood z firmy Potboiler Productions doprowadziły do ekranizacji „Wiernego ogrodnika” w 2005 roku. Egan tak mówiła o kolejnej produkcji: – To bardzo europejski w charakterze projekt, więc szukaliśmy europejskiego reżysera. Pomyśleliśmy o Antonie, bo wszystkich nas zachwycił film „Control”. „Amerykanin” właśnie oczekiwał na premierę, kiedy werbowaliśmy reżysera do naszego filmu. Nie bez znaczenia było także i to, że Corbijn, słynny fotograf i autor teledysków, doskonale znał Hamburg i klimat tego miasta. Tu kręcił swój pierwszy wideoklip w 1983 roku. – Po 2001 roku świat zmieniał się niespodziewanie szybko. Nagle staliśmy się skłonni do błyskawicznego oceniania ludzi. Zniknęła szarość; czarne to czarne, a białe białe. Taki sposób myślenia bardzo wpłynął na nasze życie. I także o tym jest nasz film – mówił reżyser.

The Ink Factory – firma koprodukująca film, prowadzona jest przez Simona Cornwella i Stephena Cornwella, synów Johna le Carré (czyli Davida Cornwella). Stephen jest także scenarzystą, między innymi thrillera z Liamem Neesonem „Unknown”. „Bardzo poszukiwany człowiek” to debiut producencki Cornwellów w długim metrażu. Amusement Park to z kolei firma producencka działająca w Hamburgu i w Berlinie, kierowana przez Malte Grunerta, odpowiedzialna m.in. za film Davida Mackenzie „Perfect Sense”. Współpraca z Amusement Park miała zapewnić autentyzm niemieckiej scenerii.

Na scenarzystę wybrano Australijczyka Andrew Bovella, autora scenariusza do filmu „Lantana” (2001) z Geoffreyem Rushem oraz jego pierwowzoru, jakim była sztuka teatralna. Był to przemyślany wybór. Stephen Cornwell komentował: – „Lantana” zawierała te elementy, na których bardzo nam zależało – precyzyjną charakterystykę postaci, wyrafinowaną narrację i doskonały obraz zdrady i manipulacji. Chciałbym zwrócić uwagę na oryginalność „Bardzo poszukiwanego człowieka”. Nie mamy tu właściwie charakterystycznych dla thrillera postaci ostro zarysowanych przeciwników. Mamy bohatera, który jest w centrum uwagi wielu ludzi, którzy z różnych powodów czynią rzeczy, które uważają za słuszne.

Corbijn spotykał się z Bovellem kilka razy, także w Hamburgu. Bovell pracował głównie w Australii. – Czekałem na cały tekst, dopiero wtedy mogłem go uczynić bardziej moim. Taką mam metodę pracy – wyjaśniał reżyser. Corbijnowi zależało na tym, by zdjęcia kręcone były jesienią. Jesienna sceneria potrzebna była, by uzyskać wymarzony przez niego klimat opowieści: – Trochę spiskowaliśmy z Philipem w tym celu. Z różnych względów producenci woleli lato. Naciśnij ich – mówiłem mu. I udało się!

Zdjęcia zrealizowano we wrześniu i październiku 2012 roku. Przez 38 dni ekipa pracowała w Hamburgu, dwa dni zaś spędziła w Berlinie. Udało się pozyskać finansowe wsparcie z niemieckiego funduszu federalnego oraz lokalnych funduszy berlińskich i hamburskich. Pisarz kilkakrotnie odwiedził ekipę na planie i był dobrej myśli. – Oczywiście, książka jest jego – podkreślał Stephen Cornwell. – Ale ojciec doskonale rozumiał, że film podpisuje Anton i to jest jego wizja, chociaż zachowuje najistotniejsze intencje literackiego pierwowzoru. Hoffman mówił: – Książka jest po prostu zdumiewająca. Staraliśmy się oddać jej ton. W działaniach wywiadu nie ma nic romantycznego ani efektownego, jak to się na ogół pokazuje w filmach i właśnie to chcieliśmy uświadomić widzom.

Precyzja jak u szpiega

Stephen Cornwell podziwiał zdecydowanie i precyzję działania reżysera. – Dokładnie wiedział, kogo chce obsadzić w której roli. I, co naprawdę rzadkie, niemal w stu procentach mu się to udało. Na wstępie zatrudniono Hoffmana, niezwykle cenionego aktora, zdobywcę Oscara za tytułową rolę w filmie „Capote” (2006), laureata trzech innych nominacji do tej nagrody. Aktor przyznał, że wobec postaci Bachmanna odczuwał wielką empatię: – Film opowiada o wielu rzeczach, m.in. o tym, jak różne państwa usiłują sobie radzić z kwestią terroru. Ale jest to także portret człowieka, który usiłuje robić to, co uważa za słuszne, trzymać się pewnych zasad. I który płaci za to wysoką cenę. Bo świat ma gdzieś jego reguły. Bachmann uchodzi za miękkiego, a przecież chce wykorzenić zło, w taki jednak sposób, by zachować dla siebie szacunek. Pragnie chwytać nie statystów i marionetki, ale tych, którzy każą robić bomby. Myśli: jeśli inni zobaczą to, co ja widzę, zrozumieją, jak należy postąpić. Ale po raz kolejny może zostać zraniony.

Corbijn tak mówił o współpracy z Hoffmanem: – Był najlepszym aktorem, jakiego w życiu spotkałem. On nie grał Bachmanna, on stał się Bachmannem.

Hoffman tak opowiadał o swej wizji szpiegowskiej profesji: – To ciężka robota, za którą płaci się zawsze wiele. To widać po twarzach tych ludzi. Bachmann potrafi budować relacje z innymi, potrafi być uwodzicielski, ale i niezwykle brutalny. Nakłaniać do rzeczy, których normalnie nikt by za nic nie chciał zrobić.

Daniel Brühl, grający Maxa, podwładnego Bachmanna, wspominał: – Philip wnosił na plan siłę swej postaci, jej niepowtarzalną aurę. Jako aktor był niezwykle skupiony i mocny. Nina Hoss, grająca Irnę Fery, dodawała: – W pracy był nieocenionym kolegą. Potrafił doradzić: powiedz to w ten sposób. To wzmocni twoją postać, nie moją. I miał rację.

Agentkę CIA, Marthę Sullivan, zagrała laureatka Złotego Globu Robin Wright. – Relacja pomiędzy tą dwójką jest bardzo specyficzna – wyjaśniał Hoffman. – Bachmann zawiera z Marthą sojusz, ale absolutnie jej nie ufa. Jednocześnie Martha jest wyjątkowo skupiona na tym, co robi, i kto wie, czy nie jest nawet lepsza od Bachmanna. W dodatku, pomimo wszystko, ona go pociąga swą kobiecością, bardzo amerykańską.

To bardzo istotna postać. I Robin zagrała ją perfekcyjna – zwięźle podsumowywał reżyser.

Nina Hoss (pamiętna zwłaszcza z filmu „Barbara”) tak mówiła o swej bohaterce: – Irna doskonale rozumie Bachmanna i na swój sposób go chroni. Świetnie go zna, wie, co on myśli, mają podobne poczucie humoru. On gra rolę „złego gliny”, ona „dobrego”.

Od lat dobrze znam Ninę i cieszyliśmy się, że będziemy pracować razem – deklarował reżyser. – Doskonale porozumiała się z Philipem. Połączyła ich koleżeńska relacja, podobna do tej, która łączy grane przez nich postaci.

Kanadyjka Rachel McAdams („O północy w Paryżu”) zagrała naiwną prawniczkę działającą na rzecz praw człowieka, Annabel Richter, która znalazła się w dziwnym trójkącie pomiędzy Karpowem a Bachmannem. – Bachmann postępuje z nią wielce obcesowo, ale ma swoje powody – tłumaczył Hoffman. – W dodatku uważa, że swą postawą wyrządza ona więcej szkody niż czyni pożytku. Do aktorki przemówił zawarty w filmie temat samotności: – Moim zdaniem Anton opowiada o tym, jak ludzie poszukują miłości na różne sposoby, szukają Boga czy też oparcia w innym człowieku i błądzą na tej drodze. Należy im współczuć – mówiła.

Corbijn bardzo chciał, by w roli Karpowa pojawił się aktor mało znany i koniecznie z Europy Wschodniej, choć wielu wykonawców było zainteresowanych tą rolą. Szefowie castingu zarówno z Anglii, jak i z Niemiec, zasugerowali Grigorija Dobrygina, który zabłysnął w „Jak spędziłem koniec lata”. – To kapitalne odkrycie – cieszył się Corbijn. – Jest nieopatrzony i bardzo zdolny. Gail Egan dodawała: – Przyszedł na casting i od razu pomyśleliśmy: to jest to! Miał w oczach tę intensywność, magnetyzm. I zapuścił wspaniałą brodę. McAdams wspominała: – Anton przypominał nam, mówiąc zresztą mało i wyrażając przy tym wiele, iż emocje między postaciami nie muszą być opisywane słowami. Grigorij był w tym naprawdę dobry. Wnosił na ekran niepewność, aurę tajemnicy, a tak właśnie miała to odbierać publiczność.

Issa to po prostu dzieciak. I produkt tragicznych okoliczności, w jakich przyszedł na świat i w jakich dane mu było żyć. Tak go postrzega Bachmann – wyjaśniał Hoffman.

Długo zastanawiano się, kto ma zagrać bankiera Tommy'ego Brue. – Bardzo nam zależało, żeby przy obsadzaniu tej roli uniknąć oczywistych wyborów – zdradzał reżyser. – Zdecydowaliśmy się na Willema Dafoe, który bardzo często gra złych facetów. Pomyślałem, że będzie bardzo interesujące zobaczyć go w innej roli. Nawiasem mówiąc, Dafoe jest dobrym znajomym Corbijna, który jest autorem ulubionego fotograficznego portretu aktora, powstałego w Nowym Jorku. – Tommy szuka odkupienia za grzechy ojca. I w dodatku bardzo podziwia odwagę Annabel – mówił aktor. McAdams dodawała: – Willem dzień zaczyna od jogi. Jest pełen energii i bardzo otwarty na ludzi.

Ważną rolę enigmatycznego doktora Faisala Abdullaha zagrał ceniony irański aktor Homayoun Ershadi (wystąpił miedzy innymi w „Smaku wiśni” i „Chłopcu z latawcem”). Według Corbijna, Faisal to kolejny człowiek, który ma dobre intencje. Za pomocą swej fundacji chce dotrzeć do potrzebujących, ale przymyka oko na terrorystyczne działania, które są ceną za skuteczność jego starań. Reżyser zauważał: – Jestem przekonany, że ten bohater nie popiera aktywności swych pomocników. Homayoun to wspaniały człowiek. Jego występ jest pełen godności i klasy. Potrafi nas przekonać o dobrym sercu swego bohatera.

Daniel Brühl, grający Maxa, był pełen uznania dla anglojęzycznych aktorów mówiących z niemieckim akcentem. – Zwykle to my, Niemcy, próbujemy mówić z angielskim czy amerykańskim akcentem. Tym razem było odwrotnie. I to Amerykanie ostro pracowali z instruktorem języka, by wypaść wiarygodnie.

Za aktorskie odkrycie Corbijn uznał Mehdiego Dehbi, egipskiego aktora mieszkającego w Belgii, a grającego Jamala, syna Abdullaha. Jamal pracuje z Bachmannem, by wywrzeć nacisk na ojca oraz infiltruje kompanię okrętową Seven Friends. Dlaczego to robi? Corbijn sugerował, że chodzi o szantaż ze strony wywiadu dotyczący jego niemieckiej przyjaciółki. – Mehdi był wielką niespodzianką. Niezwykle skoncentrowany, pozbawiony wszelkiej afektacji – chwalił aktora reżyser.

Stephen Cornwell podkreślał zespołową atmosferę pracy na planie: – Rozmowy aktorów były z reguły bardzo rzeczowe i zupełnie pozbawione egocentryzmu.

Zaraźliwa energia

Egan chwaliła styl reżyserski Corbijna: Wprowadzał na plan atmosferę skupienia i energii. Moim zdaniem wielkie znaczenie ma to, że Anton jest fotografem. Zawsze szuka jak najcelniejszego, wizualnego sposobu wyrażenia tego, o czym opowiada. Potrafi też szybko podejmować decyzje. A to było bardzo ważne. Bo na przeniesienie na ekran obszernego scenariusza mieliśmy tylko czterdzieści dni. Producent Malte Grunert podziwiał zimną krew i doskonałe przygotowanie Corbijna: Pewnego dnia mieliśmy kręcić scenę na stacji. Czekaliśmy na wjazd pociągu, a on nie nadjeżdżał. Poinformowano nas, że zapalił się na wcześniejszej stacji. I rzeczywiście – zobaczyliśmy sześć pędzących wozów strażackich. Zanim podstawiono kolejny pociąg, Anton zdążył nakręcić inną scenę.

Aktorzy wyrażali się o reżyserze z najwyższym uznaniem. Anton to prawdziwy artysta, idziesz za nim, dokąd zechce, bo ufasz jego wizji – mówił Hoffman. – A on z kolei ufa współpracownikom i pozwala im robić to, co uważają za słuszne. Pozwala piłce czasem lecieć, gdzie chce, a nie każdy to potrafi. McAdams potwierdzała tę opinię: Można być pewnym, że niemal przy każdej scenie wzmocni cię jakąś pozytywną uwagą. Wie, że aktorzy bardzo tego potrzebują. I ma doskonałe oko. Wie, co jest estetycznie interesujące i potrafi wzbogacić opowiadaną historię subtelnie akcentowanymi detalami.

Nie trzymam się niewolniczo scenariusza, pozwalam na elementy improwizacji. Zawsze chętnie słucham bardziej doświadczonych od siebie. Ale jeśli z czymś się absolutnie nie zgadzam, to przestaję słuchać – komentował reżyser. Hoss dodawała: – Jest wyjątkowo szybki i precyzyjny. Dokładnie wie, co chce zobaczyć na ekranie. Dafoe także miał swoje obserwacje na temat pracy Corbijna: – Mieliśmy próby, ale nie bardzo rozbudowane. Nie chciał przesadnej analizy postępowania postaci. Nie lubi kręcić zbyt wielu ujęć. Moim zdaniem doskonale wie, jak daną scenę sfotografować. I wokół swej koncepcji buduje całą resztę. Corbijn, choć sam podejmuje kluczowe decyzje, otoczył się doświadczoną ekipą, której sugestii pilnie wysłuchiwał. Za kamerą stanął Francuz Benoît Delhomme, („Rozstania i powroty”, „Propozycja” „Gangster”). Niemiecki scenograf Sebastian T. Krawinkel pracował miedzy innymi z Romanem Polańskim przy „Pianiście”, z Jean-Jacques'em Annaudem przy „Wrogu u bram” oraz z Paulem Greengrassem przy „Ultimatum Bourne'a”. Montażystka Claire Simpson zdobyła Oscara za „Pluton”, gdzie grał Dafoe. Aktor komentował: – Kombinacja bardzo ekonomicznego stylu Antona oraz bezpośredniości i czystości pracy Claire Simpson dała doskonały efekt.

Miasto jako bohater

Powieść była bardzo ściśle osadzona w realiach Hamburga. To bogate miasto o wielkiej portowej tradycji, gdzie mieszczą się potężne firmy związane z transportem morskim, obecnie poddane skutecznej gentryfikacji. Przez lata Hamburg był pełen imigrantów, zwłaszcza pochodzących z Turcji i Północnej Afryki. Ale fakt, że tu właśnie terroryści z Al Kaidy układali swe zabójcze plany, spowodował rodzaj moralnej paniki. Nieufność wobec przybyszy stała się normą. A powieść była rzeczą o zaufaniu i podejrzliwości oraz jej skutkach. Nie można było kręcić gdzie indziej. Producent Grunert tłumaczył: – W powieści każde z miejsc akcji jest precyzyjnie opisane przez kogoś, kto doskonale zna miasto. Byłoby czymś dziwacznym, gdybyśmy próbowali kręcić gdziekolwiek indziej. Chcieliśmy pokazać część portową i przemysłową. Wsparcie ze strony władz miejskich było zdumiewające. Pozwalano nam zamykać stacje kolejowe, tunele, kręcić na dachach i w dzielnicy czerwonych latarni. Dafoe kwitował: – To, że kręciliśmy w tym mieście, było bardzo pomocne. Czuło się tę scenerię, tak ważną dla klimatu opowiadanej historii. McAdams zaś zauważyła: – To bardzo liberalne miasto, które, jak sądzę, otrząsnęło się już z szoku. Różne kultury współegzystują tu na co dzień.

Materiały: Forum Film



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.