W strumieniu świadomości - Sacrum Profanum 2014 dzień 5

2014-09-19 15:56

Podejmując wątek przenikania się świata muzyki klasycznej i popularnej, Sacrum Profanum musiało stać się kiedyś miejscem występu Laurie Anderson. I nastąpiło to wczoraj – w ramach tegorocznej rezydencji na festiwalu zespołu Kronos Quartet. Tak się bowiem złożyło, że nestorka amerykańskiej awangardy (przekraczającej wszelkie granice, bo i elektronicznej, i akustycznej) napisała dwa lata temu dla formacji Davida Harringtona kompozycję Landfall. Nie sposób nie było więc przy okazji trzydniowej obecności Kronos Quartet w Krakowie nie zaprosić Anderson do wspólnego wykonania tegoż utworu. Wizyta nowojorskiej gwiazdy zelektryzowała publiczność – i podczas wczorajszego koncertu w Teatrze Łaźnia Nowa sala niemalże pękała w szwach.

Ale warto było się poświęcić, bo obejrzeliśmy zachwycający spektakl o multimedialnym rozmachu. Muzycy Kronos Quartet prowadzili z Laurie Anderson niezwykły dialog. Melodyjne dźwięki ich smyczków poruszały emocje – wnosząc ze sobą głębokie uczucia, od tęsknoty po smutek. Z kolei elektroniczne preparacje amerykańskiej artystki – odwoływały się bardziej do intelektu. W ten sposób klasyczna gra zespołu Harringtona spotykała się z ambientowymi wyziewami i rytmami techno, samplami jazzowych bębnów i radiowymi głosami, falami noise’u i poetyckimi recytacjami.

Wszystko to układało się w poddaną rwanej narracji opowieść o ataku huraganu Sandy na Nowy Jork. Anderson, stosując burroughsowską technikę cut-up, mieszała senne wizje, zapiski z podróży, wspomnienia z dzieciństwa, raporty o ginących gatunkach, tworząc pozornie chaotyczny kolaż myśli i idei, oddający przypadkowość naszego życia i fragmentaryczność postrzegania świata. Artystka posługiwała się swoim głosem (często poddając go komputerowym przetworzeniom), grała na elektrycznych skrzypcach, a fragmenty jej poezji pojawiały się wyświetlone na ekranie zawieszonym za plecami muzyków.„Język jest wirusem” – zdawała się powtarzać za swym dawnym mentorem, wspomnianym już Williamem S. Burroughsem, bo słowa i zdania powoli rozpadały się, były uzupełniane graficznymi symbolami, a ich sensy ulegały postępującej dezintegracji.

Wbrew pozorom nie było to trudne w odbiorze widowisko. Przeciwnie – charakterystyczny głos Anderson, stonowana elektronika, melodyjna gra kwartetu, wszystko to układało się w płynącą spokojnym i łagodnym strumieniem psychodeliczną całość. W połączeniu z niekonwencjonalnym przekazem, widowisko robiło wielkie wrażenie – co oczywiście docenili krakowscy widzowie, zgotowując wykonawcom gorącą owację na stojąco.

Organizatorami Festiwalu są Miasto Kraków i Krakowskie Biuro Festiwalowe.

Fot. Michał Ramus, www.facebook.com/Ramusphotography



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.