Furia: Brad Pitt za sterami czołgu który wzbudza postrach w niemieckich szeregach

2014-11-02 12:22

Kwiecień 1945 roku. Alianckie wojska rozgromiły niemiecką armię w Ardenach i maszerują wprost na Berlin. Znany z odwagi, zahartowany w boju dowódca czołgu pieszczotliwie nazywanego Furia, sierżant Wardaddy (Brad Pitt) otrzymuje zadanie specjalne. Wraz ze swoją załogą będzie musiał wykonać tajną misję za linią frontu i stawić czoła znacznie potężniejszym silom wroga.

 

REALIA „FURII”

Fabuła „Furia” wyróżnia się dbałością o szczegóły – uzbrojenia, umundurowania i wyposażenia, czy odtwarzania rzeczywistości końca wojny. Film opowiada o losach załogi czołgu typu M4A3E2 (76 mm) HVSS, brytyjskie oznaczenie Sherman IVA, znajdującego się Bovington Tank Museum z 1. plutonu, kompanii A, I batalionu, 66. pułku pancernego, amerykańskiej 2. Dywizji Pancernej (66th Armored Regiment 2nd Armored Division „Hell on Wheels”). Poza wymienionym tytułowym czołgiem „Fury” na planie zdjęciowym pojawiły się jeszcze inne wersje Shermanów: M4A2 (75mm) VVSS, M4A2 (76mm) HVSS, M4A4 (75mm) VVSS, M4A1 (76mm) VVSS. Ich adwersarzem w jednej ze scen okazuje się górujący nad amerykańskim sprzętem niemiecki czołg ciężki Pz. Kpfw. VI Tiger I Ausf. E ze swoją znakomitą armatą (88 mm) 8,8-cm-KwK 36 L/56 roznoszącą z odległości 2 km wszystkie alianckie czołgi, podczas gdy alianci mogli to robić dopiero z 1000 metrów – dzięki bezradności Shermanów wobec Tigera I bywały one określane jako „Tommy Cooker” lub „Ronson” jako że po trafieniu łatwo wybuchały od benzyny napędzającej ich silniki.

Wcześniejsze walki zawsze stawały się pyrrusowym zwycięstwem dla US Army. Przykładem niech będzie bitwa amerykańskiej 2. Dywizji Pancernej z niemiecką 9. DPanc. o Pfaffendorf w listopadzie 1944 roku. Atakujące dwa bataliony Shermanów z 67th Armoured Regiment (ok. 100 czołgów z armatami 75 mm i 76 mm) bez wsparcia lotniczego i miejsca do manewru w miasteczku starły się z 20-25 czołgami Pz.Kpfw. IV, Pz.Kpfw. V Panther i Pz.Kpfw. VI Tiger I. Amerykanie dla wykorzystania swej przewagi liczebnej i nawiązania skutecznego ognia artyleryjskiego szarżowali na wroga. Jeden z Shermanów uzbrojonych w długolufową 76 mm armatę trafił czternaście razy w czołg Tiger I, ale nie przebił jego pancerza i po tym został zniszczony jednym trafieniem 88 mm armaty. Wówczas 67th Armoured Regiment zgłosił zniszczenie pięciu niemieckich czołgów, dopiero przybycie 702nd Tank Destroyer Batallion (wyposażonego w niszczyciele czołgów M36 Jackson z 90 mm armatami M3) kosztowało Niemców dalsze 15 pojazdów, ale 67. pułk stracił łącznie 38 czołgów średnich M4, 19 lekkich M5 oraz ponad 350 czołgistów w jednym starciu. To pokazuje z jakimi problemami stykali się amerykańscy czołgiści.

Wojna została pokazana w filmie „Furia” z perspektywy szeregowych żołnierzy, podczas finałowego amerykańskiego zagonu pancernego w Europie – gdy US Army atakowała w kierunku Łaby, osiągając 11 kwietnia ją w rejonie Schonebeck (główni bohaterowie doń nie docierają). Na ekranie obserwujemy ostatnią drugowojenną kampanię „Hell on Wheels” w regionie Hanower. Na ekranie są pokazane nie tylko czołgi, ale i transportery opancerzone M3 Half Track czy ciężarówki Studebaker US-6, GMC CCKW (G-508) oraz samochody terenowe Willys MB Jeep – pojazdy, które pozwalały wygodnie przemieszczać się amerykańskiej piechocie zmotoryzowanej (w przypadku filmu z 41st Armored Infantry Regiment), podczas gdy armia niemiecka pod koniec wojny była zmuszona do pieszych przemarszów oraz korzystania z zaprzęgów konnych (tzw. Panjewagon) do dyslokacji oraz odwrotu – od początku do końca wojny 80% Wehrmachtu oraz Waffen SS korzystało z trakcji konnej, co zadaje kłam o wyobrażeniom o w pełni zmotoryzowanych jednostkach niemieckich.

U Amerykanów widać też zdobyczne uzbrojenie (Pitt strzela ze niemieckiego karabinka automatycznego Sturmgewehr 44 – StG.44). Poza oryginalną bronią – realizatorzy nie zapomnieli o wszechobecnych wówczas papierosach Camel i Lucky Strike bez filtra, jako, że każdemu żołnierzowi przysługiwał jeden karton papierosów tygodniowo. David Ayer zdecydował się też pokazać sceny kontrowersyjne, m. in zabijanie jeńców niemieckich przez Amerykanów czy też ograbianie trupów wrogów na polu bitwy – tak właśnie bywało, a żołnierze US Army często nie przestrzegali konwencji genewskich.

Widzowie będą wciągnięci w akcję filmu do końca. Można sobie życzyć, żeby nad Wisłą pomyślano o podobnym filmie z M4 Sherman lub Sherman VC Firefly, polskich 1. lub 2. Dywizji Pancernej – pierwsza zdobyła Wilhelmshaven (wraz z całą eskadrą Kriegsmarine i garnizonem bazy), a druga Bolonię – aby pokazać wojnę z poziomu plutonu pancernego „czarnych diabłów”. Zaś film mógłby się nazywać, jak wspomniany wyżej przydomek podwładnych gen. Maczka, albo od nazwy jednego z polskich czołgów - Sztorm, Rozmach, Ryś, etc.

Hubert Kuberski

Magazyn historyczny „Mówią wieki” 

Materiały: Monolith Film



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.