Bella i Sebastian: wzruszająca opowieść o niezwykłej przyjaźni między człowiekiem a psem

2014-11-16 02:29

Ośmioletni Sebastian mieszka z dziadkiem w niewielkiej wiosce we francuskiej części Alp. Od pewnego czasu spokój tutejszych mieszkańców burzy wieść o grasującym w okolicy tajemniczym dzikim zwierzęciu. Pewnego dnia podczas spaceru po górach Sebastian spotyka na swojej drodze bezpańskiego owczarka. Udaje mu się zdobyć zaufanie zwierzęcia. Jest szczęśliwy, że znalazł przyjaciela. Wkrótce jednak okazuje się, że w psie, któremu chłopiec dał na imię Bella, dorośli widzą niebezpieczne zwierzę dziesiątkujące stada owiec. Czy chłopcu uda się ich przekonać, że to nie sprawka sympatycznej Belli i wraz z nią wytropić prawdziwych winowajców?

Nie ważne czy biegasz po świecie na dwóch nogach czy czterech łapach. Liczy się, że masz serce po właściwej stronie. 

OD KSIĄŻKI DO FILMU POPRZEZ SERIAL

Nicolas Vanier – reżyser i podróżnik.

Od ponad 25 lat Nicolas Vanier przemierzał dzikie przestrzenie górskie. Z jego podróży zrodziło się wiele opowiadań, powieści i dokumentów. Przygoda wiąże się zawsze z całkowitym szacunkiem do natury i ludzi, którzy żyją na jej łonie. Jego dziecięce marzenia były inspirowane opowiadaniami Fenimore’a Coopera i Jacka Londona. Indianie, traperzy, dzikie stworzenia, białe i wrogie bezkresy pobudzały jego wyobraźnię rozwijaną w rytmie jego podróży. Dorosły Nicolas nie stracił fascynacji z dzieciństwa.

Pewnego dnia, wyposażony jedynie w plecak, wyruszył z Dworca Północnego na swoją pierwszą wyprawę. Kiruna w Laponii jest dla Nicolasa Vaniera prawdziwym odkryciem... Po krótkim okresie pracy dokera w porcie w miejscowości Hawr, odlatuje do Quebeku i płynie w kanu z Shefferville do zatoki Ungava u wejścia do cieśniny Hudson, by spotkać tam Innuitów. Następnie wyrusza w 7000-kilometrową podróż z Wyoming do Cieśniny Beringa. Podróż ta obejmuje jazdę konną, jazdę saniami zaprzężonymi w 24 psy. Odkrywa Labrador, stada karibu, Syberię z jej Ewenami, koczowniczych hodowców reniferów, Mongolię i Ocean Arktyczny. Przestrzenie są inspiracją dla jego opowieści oraz licznych dokumentów. Dla Nicolasa człowiek i natura to jedność. Jego przesłanie jest niezmienne: człowiek powinien wreszcie uświadomić sobie swoje destrukcyjne szaleństwo. Podjął również inne wyzwania, takie jak Biała Odyseja. 8000-kilometrowa podróż z Skagway na Alasce, po Quebeku, wyścigi psich zaprzęgów jak na przykład Jukon Quest, jak również spełnienie ostatniego marzenia - samotna Odyseja Syberyjska od Jeziora Bajkał aż do Moskwy.

Człowiek zaangażowany w ochronę środowiska. Aktualnie przygotowuje się do nowej wyprawy, z największego oceanu do największego jeziora świata: chodzi o podróż od Pacyfiku do Bajkału, przez Mandżurię, Mongolię i część południowej Syberii. Przeniesie również na ekrany adaptację swojej powieści „L’or sous la neige” („Złoto pod śniegiem”) opisującej przygodę młodego Amerykanina, który poszukuje złota w Klondike pod koniec XIX wieku.

Rozmowa z Nicolasem Vanierem

 W jaki sposób powstał film BELLA I SEBASTIAN?

W przeciwieństwie do wszystkich prowadzonych przeze mnie dotychczas projektów, to nie ja stoję za stworzeniem BELLI I SEBASTIANA. Pomysł wyszedł od producenta Clémenta Misereza, od moich współscenarzystów Fabiena Suareza i Julietty Sales oraz od ludzi z Gaumontu. Okazuje się, że moje nazwisko było ich pierwszą myślą, kiedy zaczęli zastanawiać się nad wyborem reżysera. I to świetnie zbiegło się w czasie z moimi planami, ponieważ właśnie ukończyłem pracę nad innym projektem.

Jakie jest Pana wspomnienie dotyczące serialu telewizyjnego?

Kiedy byłem dzieckiem, byłem uzależniony od tego serialu! Muszę przyznać, że już wtedy fascynowały mnie zwierzęta, natura i góry, i zachowałem w sobie głęboko zakorzenione wspomnienie serialu. Nie zostało to bez odzewu, ponieważ do dzisiaj całkowicie oddaję się psom i naturze. Zatem kiedy zaproponowano mi ten projekt, byłem onieśmielony w związku ze wspomnieniem o serialu, które zachowałem: nie chodziło przecież o banalny serial, ale o długą sekwencję zdarzeń, spośród których jedne były bardziej niezwykłe od innych. Było to więc ogromne wyzwanie. Nie żeby mi się to nie podobało, ale odczuwałem lekki niepokój. Byłem tak przepełniony mocnymi doznaniami, które wywołał we mnie BELLA I SEBASTIAN, że czułem wręcz obowiązek odniesienia sukcesu. Wobec tego, trzeba było stworzyć wersję kinową, tak odmienną od serialu telewizyjnego, przy jednoczesnym zachowaniu wierności wobec historii, czyli wobec bohaterów oraz ich świata.

W jakim kierunku starałeś się poprowadzić film?

Już na pierwszym spotkaniu z Gproducentem filmu wyjaśniłem, że jestem gotowy nakręcić ten film pod pewnymi warunkami. Po pierwsze, należało znaleźć wyjątkowego chłopca, który będzie miał tę siłę spojrzenia oraz osobowość. Następnie, zależało mi na kręceniu podczas trzech pór roku. Na koniec zażyczyłem sobie przenieść akcję filmu w czasy drugiej wojny światowej. Był to pewne uprzedzenie estetyczne, gdyż nie chciałem pokazywać gór takimi, jakimi stały się w dzisiejszych czasach: chciałem odnaleźć pejzaż górski z drewnianymi domkami i z wioskami z kamienia, których harmonia kolorów i materiałów przywołuje na myśl skórę, konopie i drewno ubrań i przedmiotów z tamtych czasów. I właśnie ta chęć estetyczna przysłużyła się dramaturgii i pozwoliła mi odnowić kluczowy wymiar serialu: przygodę, podróż, pojęcie przejścia.

Jak wyglądała współpraca z Pana współscenarzystami?

To było miłe spotkanie, zarówno na poziomie zawodowym, jak i towarzyskim. A to nie jest zawsze takie ewidentne, bo zdarzało mi się pracować ze wspaniałymi scenarzystami, a jednocześnie napotykać problem w zakresie rytmu pracy. W tym przypadku, bardzo szybko się dogadaliśmy i to pozwoliło nam z łatwością i w zupełnie naturalny sposób podzielić się zadaniami. Funkcjonowaliśmy przede wszystkim na zasadzie wymiany: czasem moi współscenarzyści mieli pomysły, o których mi mówili; innym razem idee wyłaniały się podczas dyskusji w gronie naszej trójki. To była prawdziwa praca twórcza.

Czy chciał Pan pozostać wierny bohaterom serialu?

Obejrzałem serial ponownie tylko jeden raz, u mnie w domu, z małym notatnikiem i ołówkiem w ręce. W momencie, w którym coś wydało mi się istotne, czy to jeśli chodzi o bohatera, czy o miejsce, robiłem notatki. Pozwoliło mi to zapamiętać elementy, które koniecznie powinny znaleźć się w adaptacji. Wolałem nie oglądać serialu więcej niż raz, żeby potem móc nabrać dystansu do oryginalnej historii. Następnie przejrzałem punkt po punkcie ze 30 rzeczy, które absolutnie należało zawrzeć w filmie.

BELLA I SEBASTIAN jest dla Pana również nowym wyzwaniem.

Tak, ponieważ poza tematem, który bardzo przypadł mi do gustu, moim celem było stworzenie fikcji, co pozostaje w opozycji do moich dwóch poprzednich filmów, które zbliżają się raczej do dokumentu. Tak samo jak w przypadku mojego przejścia od opowiadań o podróżach do powieści. Teraz mam głęboką chęć opowiadania historii fikcyjnych, z bohaterami, którzy ewoluują. Chciałbym również opowiadać o moim kraju, o Francji, ponieważ uwielbiam to miejsce, nawet jeśli spędziłem wiele lat za granicą. Zaangażowałem się w ten projekt przywiązując dużą wagę do tekstu oraz reżyserii, aby nie stworzyć karykatury.

Szkicuje Pan piękny portret tych małomównych Sabaudczyków.

Chciałem pokazać świat, który dobrze znam, bo przecież spędziłęm sporą część życia wśród górali, którzy bardzo przypominają mieszkańców Północy. Ci ludzie niewiele mówią, ale dużo robią. Przypomina mi się stary łowca kozic - szaleńczo zakochany w górach, który wprowadził mnie do swojego świata kiedy miałem 17 albo 18 lat. Prawie nigdy się nie odzywał. Mógł się wydawać trochę autystyczny, bo nie był w stanie powiedzieć „Dzień dobry”, czy „Do widzenia”. Pomimo tego, potrafił wsunąć kawałek chleba do plecaka turysty, który miał wiele godzin drogi przed sobą. Uwielbiam ludzi, którzy raczej robią, niż mówią. Jestem zadziwiony jak wygląda dzisiaj komunikacja. W związku z tym, zależało mi na pokazaniu, że relacja między człowiekiem i psem może zbaczać z tego kursu, w którym ludzie stają się całkowicie zaślepieni przez zwierzęta i traktują je jak dzieci! Najważniejsze wydało mi się pokazanie zdrowej relacji między człowiekiem a zwierzęciem, w której każdy pozostaje w swojej roli.

Czy producenci nie wahali się pozwolić Panu kręcić podczas trzech pór roku?

Ani przez moment. I trzeba przyznać, że było to z ich strony bardzo odważne. Nie tylko ze względu na obecność dziecka i psa, ale również ze względu na trudności logistyczne. Było to zatem kosztowne i ryzykowne przedsięwzięcie. Ale przecież nie mogłem pokazać gór tylko w lecie, czy w zimie : miałem prawdziwą potrzebę uchwycenia różnorodności ich kolorów w zależności od pory roku. Góry są bohaterami, tak jak Sebastian.

Jak potoczyło się poszukiwanie miejsc do filmu?

Na tym planie produkcja dużo zaoszczędziła! Można powiedzieć, że przeprowadziłem te poszukiwania w ciągu 30 lat wędrówki po górach. Od razu dokładnie wiedziałem w którym miejscu chcę kręcić: dolina Haute Maurienne Vanoise. Poza tym, podczas pisania scenariusza notowałem na marginesie miejsca, o których myślałem w kontekście różnych scen. Niektóre nazwy pochodzą z serialu, inne są fikcyjne, a jeszcze inne wiążą się ze wspomnieniami z dzieciństwa.

Jakie były największe wyzwania podczas kręcenia filmu?

Nic nie wydało mi się nie do pokonania, ani kręcenie w górach, ani obecność psa. Najtrudniejsza była praca z dzieckiem, ponieważ to na jego barkach i na jego umiejętności wejścia w rolę i przeżycia tych przygód spoczywała duża część filmu. Nawet jeśli od początku byłem pewny, i tak postanowiłem zachować ostrożność, bo przecież w wieku 7 i pół roku wszystko może się wydarzyć… Największym zaskoczeniem była zdolność Félixa do rozumienia o co mi chodzi, do grania w punkt. To właśnie to daje ludziom z ekipy niesamowitą energię. Tak naprawdę, poza jakością scenariusza i reżyserii, to Félix dźwiga projekt.

Jak znalazł Pan małego Félixa?

Otrzymaliśmy blisko 2400 kandydatur do roli Sebastiana. Kierowniczka castingu nigdy nie spotkała się z takim uwielbieniem dla filmu: podczas gdy zazwyczaj ludzie chcą przeczytać scenariusz, popularność serialu i moje nazwisko przy projekcie wystarczyły, żeby wzbudzić entuzjazm wielu rodziców, którzy wysyłali nam zdjęcia swoich dzieci. Wybraliśmy 200 kandydatów, by później na podstawie nagrań i prób wyłonić dwunastu chłopców. Zabrałem ich do Vercors, gdzie mam psy zaprzęgowe. Przez kilka dni obserwowałem i poznawałem kandydatów. I nawet kiedy zostało już tylko trzech pretendentów do roli Sebastiana, wiedziałem już, że to Félix zagra rolę, nawet jeśli początkowo nie wydawał się tak uroczy jak pozostali chłopcy. Zainteresowało mnie, czy mieli już jakieś doświadczenia przed kamerą, czy nie. Spodobała mi się osobowość Félixa, który jest inteligentny i odważny, a zarazem łatwo się w sobie zamyka, niczym ostryga, kiedy nie da mu się odpowiedniej ilości czasu, żeby cię zaakceptował. Ma w sobie coś dekoncentrującego i dziwnego, ale odkryłem w nim również pewną typową tylko dla niego delikatność.

Pozostali aktorzy też są wspaniali…

Tchéky Karyo idealnie pasował do roli Césara. Zazwyczaj gra role antypatyczne, a ja chciałem, żeby skierował się w stronę światła, nawet jeśli nie od razu się go polubi. Była to zatem interesująca zmiana jego wizerunku w oczach szerokiej publiczności. Od razu wyjaśniłem mu, że nie ma żadnej dwuznaczności w relacjach z innymi bohaterami: Angelina nie jest jego kochanką, Sebastian jest jego adoptowanym „wnukiem”. Nawet jeśli nie mam dużego doświadczenia w pracy z aktorami, uważam, że moja potrzeba precyzji go uspokoiła. Jeśli chodzi o Margaux Chantelier, tak jak w przypadku Félixa, wybrałem ją spośród bardziej znanych aktorek, ponieważ idealnie pasowała do roli. To było dla mnie oczywiste już od pierwszej próby! Również w przypadku roli porucznika Petera mieliśmy ogromne szczęście. Po wielu bezowocnych poszukiwaniach, kiedy musiałem już podjąć decyzję dotyczącą przydziału tej roli, obejrzałem na telefonie nagranie Andreasa Pietschmanna - wydał mi się wspaniały, a kiedy go spotkałem, pierwsze wrażenie się potwierdziło.

Mehdi, symbol serialu, gra rolę André…

Od początku uważałem, że nie można stworzyć tego filmu bez udziału Mehdiego. Bardzo szybko postanowiłem, że zaproponuję mu rolę André, myśliwego, od którego Sebastian próbuje dowiedzieć się czegoś o « bestii ». Podczas pierwszego spotkania obaj byliśmy ostrożni i nawet zacząłem się zastanawiać, czy nie wolałbym, żeby jednak mi odmówił. Później nie widzieliśmy się aż do rozpoczęcia zddjęć, ale kiedy zaczęliśmy razem pracować, bardzo mnie wzruszył. Ogarnęła go nostalgia, kiedy znów wszedł do tego świata i pewnego dnia powiedział mi najpiękniejszy komplement: „mama byłaby z tego dumna”. Szczerość, z jaką się wypowiadał pozwoliła mi dostrzec jego wrażliwość. Padliśmy sobie w ramiona i od tamtej chwili zostaliśmy przyjaciółmi. Jego obecność była dla mnie motorem i dała mi dużo nowej energii. Również wtedy dostrzegłem jego obawę: zależało mu na tym, by film pozostał wierny jego wspomnieniom o historii, którą stworzyła jego matka.

Czy miał Pan problem ze znalezieniem odtwórców roli Belli?

Wybraliśmy około stu psów na podstawie wagi i wzrostu. Andrew Simpson, który wybierał zwierzęta do OSTATNIEGO TRAPERA i WILKA i któremu bardzo ufam, długo obserwował wyselekcjonowane przez nas psy. Wybrał spośród nich 7 lub 8 i zaczął z nimi pracować, by ostatecznie zostały 3 najbardziej nadające się do roli: Garfield - pierwszoplanowa psia gwiazda - oraz dwa inne, które były jej dublerami. Każdy z nich miał inny charakter - jedne bardziej nadawały się do scen dynamicznych, inne do spokojniejszych. Natomiast tylko Garfield gra w scenach, w których widzimy psa w dużym planie.

Jakie były Pana wybory jeśli chodzi o reżyserię?

Jednym słowem: solidność. Solidność nad którą dużo pracowaliśmy i która nie jest synonimem łatwości. W jej osiągnięciu wspaniale pomagali mi Luc Drion, operator, który ma niesamowite wyczucie kadru oraz precyzję, jak również Eric Guichard, kierownik zdjęć, który odznacza się ogromną dokładnością jeśli chodzi o grę światłem. Współpraca z nimi to wielkie szczęście: szybko się dogadaliśmy, ponieważ dzielimy chęć stworzenia filmu poprzez rytmizację polegającą na zamianie faz opisujących z fazami akcji. Właściwie staraliśmy się, na tyle, na ile to było możliwe, osiągnąć ten cel na jednym planie, co zazwyczaj innym udaje się na dwóch planach.

Proszę opowiedzieć o muzyce.

Armanda Amara poznałem dzięki koproducentowi filmu Gillesowi Legrandowi. Poza jakością pracy Armanda, wspaniałe jest to, że można mu szczerze powiedzieć „nie podoba mi się to”. Nie kłóci się wtedy, nawet jeśli jest pewien tego, co właśnie stworzył, tylko wyrzuca kawałek do kosza i proponuje coś innego. Początkowo nie nadawaliśmy na tych samych falach, co jest logiczne, bo potrzeba dużo czasu, żeby reżyser i muzyk się dogadali. Później, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nastąpiła między nami zmiana nastawienia do siebie i od tamtej pory Armand się uwolnił, jeśli można tak to nazwać. Cudownie było móc zadzwonić do niego i powiedzieć mu, że niektóre jego kompozycje doprowadziły mnie do łez.

W filmie możemy usłyszeć melodię z serialu.

To wydawało mi się kluczowe. Armand również był o tym przekonany. Chociaż praca nad tą melodią mogła być ogromną przeszkodą jeśli chodzi o wolność twórczą. Na szczęście wspaniale poradził sobie z tym wyzwaniem

Mehdi.

Mehdi stawia pierwsze kroki przed kamerą w wieku 4 lat, w serialu telewizyjnym « Poly » napisanym i wyreżyserowanym przez jego mamę, Cécile Aubry.

Później wciela się w Sebastiana w trylogii BELLA I SEBASTIAN, SEBASTIAN WŚRÓD LUDZI i SEBASTIAN I MARIE-MORGANE, wciąż we współpracy z Cécile Aubry.

JEUNE FABRE z Véronique Jannot jest ostatnim projektem, w którym współpracuje z matką.

Później kręci filmy w reżyserii Jean-Claude’a Brialy (Un amour de pluie), Michela Boisronda (Catherine et Cie), Alaina Corneau (Le cousin) oraz Claude’a Millera.

Równocześnie poświęca się reżyserii, zostaje asystentem Claude’a Goretty i Yvesa Roberta. Tworzy dziesiątki filmów krótkometrażowych, m.in. „Première Classe” z André Dussolierem i Francisem Husterem. Za ten film, w roku 1985, otrzymują Cezara.

W latach 80’ zostaje aktorem teatralnym, gra w « Maison Rouge » Pierre’a Sali. W „Comment devenir une mère juive en dix leçons” granym z Teatrze de L’Oeuvre, dzieli miejsce na plakatach z Marthą Villalongą oraz André Vallardym.

Gra w dziesiątkach sztuk teatralnych, w tym w „Un point c’est tout” (2008/2009) Laurenta Baffiego w Teatrze du Palais-Royal.

Aktualnie, po ponad 50 latach kariery, Medhi kończy pisać książkę ze wspomnieniami, którą wyda Michel Lafon. 

Rozmowa z Mehdim

Pańska przygoda z BELLĄ I SEBASTIANEM zaczęła się jeszcze w dzieciństwie...

Dokładnie. Grałem Sebastiana w oryginalnym serialu napisanym przez moją mamę, Cécile Aubry. Mama została zauważona dzięki POLY, co pozwoliło Gaumontowi wyprodukować serial „Bella i Sebastian” na początku lat 60-tych. W tamtych czasach istniała już powieść eponimiczna. Od 50 lat rozwijam się w świecie kina jako aktor i muszę przyznać, że byłem ogromnie wzruszony gdy zaproponowano mi udział w tym filmie.

W jaki sposób został Pan « zwerbowany » do tego długometrażowego filmu?

To producent filmu, Clément Miserez, się ze mną skontaktował. Chciał opowiedzieć mi o projekcie, a potem zapytał, czy nie chciałbym w nim zagrać. Urzekła mnie ta propozycja! Prawdę mówiąc, przeniesienie historii z serialu na duże ekrany chodziła mi już po głowie. Natychmiast przystałem na propozycję, a Nicolas Vanier zdobył moje zaufanie: to człowiek żyjący bardzo blisko natury, który potrafił przedstawić tę historię w szczery sposób. Poza tym, castingi zakończyły się sukcesem, również w przypadku ról pobocznych.

Co myśli Pan o scenariuszu, który zachowuje przecież niektóre elementy z serialu, ale do którego wkrada się jednak pewna artystyczna wolność?

Przeniesienie historii w czasy drugiej wojny światowej bardzo mi się spodobało, gdyż dodaje ono opowiadaniu ludzkiego i dramatycznego wymiaru. Wiadomo, w dzisiejszych czasach nie opowiada się już historii, jak to się robiło w latach 60-tych - aby zainteresować dzieci i przykuć ich uwagę, trzeba urozmaicić wątki i opowiedzieć coś mocnego.

W jaki sposób potoczyły się sceny grane z Félixem?

W rzeczywistości niewiele ze sobą pracowaliśmy, więc nie mieliśmy za bardzo czasu żeby się zżyć. Chociaż podczas kręcenia naszej wspólnej, krótkiej sceny miałem wrażenie, że widzę siebie sprzed lat. Ciężko było oswoić Félixa, ponieważ jest bardzo nieufny i nieśmiały. Poza tym, z punktu widzenia kogoś, kto ma doświadczenie reżyserskie stwierdziłem, że najważniejsze jest, by chłopiec zachował tę świeżość i chęć do pracy z Nicolasem. Felix był w „bańce” i nie należało tego zakłócać. Postanowiłem się nie wtrącać i pozwoliłem Nicolasowi nami pokierować.

Czy oglądając film widział Pan swoje odzwierciedlenie w Sebastianie?

Kiedy byłem dzieckiem, różniłem się od Felixa. Nawet jeśli film jest zainspirowany serialem, wnosi coś całkowicie nowego. Wolę zatem myśleć o sobie w kontekście tego filmu jako o profesjonalnym aktorze, który wciela się w André. Nie porównuję tego do mojej gry sprzed 50 lat. Chociaż dawne wspomnienia zimna, gór, śniegu powróciły…

Kim jest André, grana przez Pana postać?

Jest człowiekiem raczej rustykalnym, kimś w rodzaju „robotnika ze wsi”. Ten typ ludzki odnajdujemy w LES GRANDES GUEULES Roberta Enrico. Próbowałem inspirować się tym filmem gdy przygotowywałem się do roli milczącego André - typa, z którego trudno wydusić słowo, który jest jednocześnie hojny i czuły wobec małego chłopca. Cieszę się, bo mogłem stworzyć wizerunek odmienny do tego, który kreowałem do tej pory. Podoba mi się, że mogę tworzyć postać rustykalną, nieinteligencką. Mieszkałem 17 lat w le Cantal, więc jestem blisko natury.

W jaki sposób Nicolas Vanier pracuje z aktorami?

Nicolas nie mówi dużo, ale dokładnie wie czego chce. Szczególnie doceniłem jego elastyczność: on rozumie, że można wypowiedzieć daną kwestię na kilka sposobów i akceptuje pewne zmiany pod warunkiem, że zachowujemy sens dialogu.

Poza tym, Nicolas jest mistrzem świata jeśli chodzi o podkreślanie i wykorzystywanie natury oraz dużych przestrzeni. Udało mu się wspaniale podkreślić zalety aktorów oraz naturalnych pejzaży, co nie jest proste. Z naszej współpracy najlepiej zapamiętałem jego szczerość: stał się moim przyjacielem, a nawet o mało nie przekonał mnie, żebym wyruszył z nim na wyprawę! Chociaż nie jestem pewny, czy to by mu się spodobało.

Jaka była Pana reakcja, gdy oglądał Pan film po raz pierwszy?

Najbardziej poruszyło mnie piękno zdjęć. Nicolas potrafi uwieczniać naturę, kolory i materiały w sposób tak wyjątkowy, że uznałem zimowe światło za zachwycające. Jeśli chodzi o aktorów, wszyscy są idealni w swoich rolach. Andreas Pietschmann, na przykład, ani przez chwilę nie jest karykaturalny, ma nawet sympatyczną stronę charakteru, przez co staje się jeszcze bardziej niepokojący. W ten sposób nie powielamy stereotypowego obrazu nazisty w kinie. Urbain Cancelier radzi sobie z rolą w bardzo subtelny sposób. Tchéky Karyo jest wspaniały w swojej prawdziwie złożonej roli. Jak wielu innych ludzi, byłem pod ogromnym wrazeniem interpretacji Margaux Chatelier, która gra Angelinę pełną emocji i siły. Nie zapominajmy o Dimitrim Storoge’u w roli lekarza Ruchu Oporu, który jest zarazem zdeterminowany i trzeźwo myślący.

Tchéky Karyo.

Urodzony w Stambule, Tchéky Karyo podejmuje studia w zakresie księgowości i zarządzania, ale szybko orientuje się, że mija się z powołaniem. Zapisuje się zatem na kurs sztuki dramatycznej w Teatrze Daniela Sorano, z czasem dołącza do trupy Teatru Narodowego w Strasburgu. W 1982 roku debiutuje na ekranach kinowych w TOUTE UNE NUIT, filmie Chantal Akerman. Tego samego roku otrzymuje nominację do Cezara dla Najbardziej Obiecującego Aktora za rolę w LA BALANCE Boba Swaima.

Znany z grywania brutalnych ról - bandyta w LE MARGINAL (1983) Jacquesa Deraya, zabójca w NARWANEJ MIŁOŚCI (1985) Żuławskiego, jak również z wcielania się w bohaterów takich jak Rémi w LES NUITS DE LA PLEINE LUNE (1984) Erica Rohmera, czy Etienna de Bourbon w LE MOINE ET LA SORCIERE (1987), Tchéky Karyo zostaje zauważony przez szerszą pobliczność dzięki wspaniałemu występowi w L’OURS (1988) Jeana-Jacquesa Annauda. Rola mentora w NIKICIE (1990), a później w JOANNIE D’ARC Luca Bessona w 1999 również przyniosły mu popularność.

Powszechnie znany we Francji, postanawia rozpocząć międzynarodową karierę. Gra u boku Gérarda Depardieu w 1492:CHRISTOPHE COLOMBIE (1995) Ridleya Scotta, następnie pojawia się obok Willa Smitha i Martina Lawrence’a w BAD BOYS (1995) Michaela Baya. Możemy go oglądać również u boku Vincenta Cassela i Moniki Belucci w DOBERMANIE (1997) Jana Kounena, w BABEL (1999) Gérarda Pullicino, w LE ROI DANSE (2000) Gérarda Corbiau, a także w THE PATRIOT, LE CHEMIN DE LA LIBERTE (2000) Rolanda Emmericha, z Melem Gibsonem. W Montrealu nagrywa z Angeliną Jolie TAKING LIVES, DESTINS VIOLES (2004), a po powrocie do Europy otrzymuje rolę w UN LONG DIMANCHE DE FIANCAILLES (2004) Jean-Pierre’a Jeuneta.

W 2009 wciela się w rolę przywódcy wojennego w serialu telewizyjnym KAAMELOTT Alexandra Astiera. Niedawno mogliśmy go oglądać u boku Gérarda Lanvina w LES LYONNAIS Oliviera Marchala oraz w JAPPELOUP Christiana Duguaya.

Rozmowa z Tchékym Karyo.

César

Jaka była Pańska reakcja kiedy zaproponowano Panu udział w projekcie?

Na początku powiedziałem sobie „ja, który czuję się jak trzydziestolatek, zagram dziadka”. I w tym samym czasie poczułem w głębi duszy, że ta rola jest dla mnie stworzona, bo przecież prywatnie jestem dziadkiem chłopca w wieku Sebastiana! Zdałem sobie sprawę, że czas wziąć to na siebie, że ten film to wspaniała okazja, by oddać hołd kultowemu serialowi lat 60-tych.

Co się Panu spodobało i co Pana wzruszyło podczas lektury scenariusza?

Przeniesienie historii w czasy drugiej wojny światowej wydało mi się bardzo interesujące: scenariusz pokazuje, że nie wszyscy Francuzi kolaborowali, nie wszyscy byli bierni, a także że byli Niemcy, nawet ci będący w armii, którzy nie zgadzali się na nazizm. Szczególnie wzruszyło mnie to, że wszystko widzimy z perspektywy dziecka. Z drugiej strony, wczułem się w postać Cezara, człowieka milczącego i szorstkiego, który żyje na łonie natury i który nawiązuje niesamowitą relację z dzieckiem i stara się mu przekazać wiedzę praktyczną: Cezar ma dużo sympatii do Sebastiana, którą okazuje nie tyle przez gesty, co przez uczenie go oraz przez sposób w jaki patrzy na malca. Według niego, edukacja odbywa się poprzez obserwację natury oraz naukę szacunku do niej: lubimy góry, bo są piękne, ale czujemy respekt, bo mogą być niebezpieczne. Miałem wrażenie, że z pracując z Nicolasem Vanierem jest się w harmonii z górami.

Czy świat Nicolasa Vaniera Pana do Pana wrażliwości?

Znałem jego zaangażowanie i pasję do psów, szczególnie tych zaprzęgowych. Wiedziałem, że przeżył niesamowite, pasjonujące i sprawiające radość przygody na łonie natury, że poprzez swoje podróże zaczął przejmować się ochroną środowiska i że zależy mu na pokazywaniu jej piękna oraz gwałtowności. Kiedy kręciliśmy film jesienią miałem wrażenie, że przygoda w górach brała nas w ramiona i mogła okazać się dla nas niebezpieczna.

Jak przeżył Pan kręcenie w wysokich górach?

To niesamowite, że Nicolas zdecydował się na kręcenie we Francji, ponieważ dzięki temu wiele osób odkryło la Haute-Maurienne. Sam odkryłem ten region kiedy miałem 7 czy 8 lat. Przyjechaliśmy wtedy z ojcem pomagać chłopom odbudowywać mury. Mam wspaniałe wspomnienia z tamtego okresu - kiedy jest się małym, jest się bliżej ziemi i roślinności, więc odczuwa się mocną więź z naturą. Uważam, że film świetnie oddaje to wspomnienie.

Chociaż bardzo ciężko i trudno iść w śniegu, w który wpada się po kolana przy -25 stopniach Celsjusza. Z drugiej strony, natura pozwala nam lepiej wczuć się w graną postać, wyobrazić sobie jej świat. Natura daje nam więc wskazówki jak grać. I to właśnie dlatego Nicolas chciał kręcić ten film w górach.

Jak zagrał Pan swoją postać?

Starałem się być najbardziej naturalny, jak to tylko było możliwe, być sobą by wydobyć ciszę i nią gospodarować, bo Cezar jest wstydliwym milczkiem. Starałem się zatem być precyzyjny i zaufałem reżyserowi.

Co myśli Pan o małym Felixie?

To cudowny mały chłopiec, który przypomina mi postać z mangi! Jego rodzice pracują przy spektaklach, więc dorastał we wspaniałym środowisku artystycznym. Zawsze lubiłem grać z dziećmi i ze zwierzętami, gdyż, nawet jeśli uchodzi to za trudne, zmusza nas do zdania się na instynkt, do bycia spontanicznymi oraz do wsłuchiwania się w innych. Podobała mi się relacja jaką nawiązałem z Felixem - bez wyrachowania i podtekstów. W ten sam sposób Cezar koegzystował z chłopcem. Trzeba było dać się mu „oswoić” i samemu go do siebie przyzwyczaić.

Dlaczego Cezar strzeże się « bestii » tak, jak mieszkańcy miasteczka?

Myślę, że nie jest jej pewny. Przecież kiedy kilka baranów zostaje zabitych, a nie widać nigdzie w okolicy wilków, podważa prawdziwość słów małego. Kiedy grozi, że zabije psa a Sebastian staje mu na drodze, by bronić zwierzęcia, traci pewność swoich przekonań. W pewnym momencie pojmuje, że dziecko żyje w harmonii z Bellą. Bardzo podoba mi się, że mały daje mu nauczkę. Zupełnie jak w L’OURSie, gdzie zwierzę daje nauczkę człowiekowi.

Proszę opowiedzieć w jaki sposób Nicolas Vanier pracuje z aktorami.

Zazwyczaj jeśli zgadzamy się co do sytuacji, które mamy nakręcić, relacja reżyser-aktor jest bardzo prosta. Skoro Nicolas spędził samotnie wiele czasu w naturze i łączy go z nią więź, jego sposób prowadzenia aktora jest zawsze związany z instynktem. Pracował z nami w sposób intuicyjny i życzliwy.

Co Pan czuł oglądając film po raz pierwszy?

Muszę przyznać, że mnie porwał! Nie ma w nim patosu. Oglądając BELLĘ I SEBASTIANA stajemy się dziećmi, szczególnie, że wszystko ukazane jest z punktu widzenia dziecka. Dla mnie ten film jest o tyle cenny, że dorastałem w latach 50-tych - akcja filmu rozgrywa się prawie w tym samym czasie, co moje dzieciństwo…

Rozmowa z Félixem Bossuetem

Sébastian

Jak zaczęła się dla Ciebie ta przygoda?

Mama wysłała moje zdjęcie na casting. Wiedziałem, że jestem jednym z wielu kandytatów. Później chciano się ze mną spotkać - telefonicznie wyjaśniono mi, że będę musiał przeczytać tekst. Gdy tam poszedłem, przeczytałem kwestię. Dookoła mnie było dużo psów, ale nie tych, które potem grały w filmie. Następnie zaproszono mnie na próbę z psami z filmu. Pewnego dnia, podczas wizyty u lekarza, Nicolas Vanier zadzwonił i oznajmił, że dostałem rolę Sebastiana.

Co myślałeś o historii?

Bardzo mi się spodobała i myślałem, że fajnie by było wziąć udział w jej nagrywaniu, nawet jeśli bałem się trochę scen z psami. Powiedziałem sobie, że przecież Sebastian przeżył wiele ciężkich sytuacji, na przykład kiedy kąpał się w potoku. Byłem gotów zrobić to samo!

Mógłbyś opowiedzieć nam jak oswoiłeś psy?

Na początku powtarzałem sceny z psami, których nie ma w filmie. Następnie grałem z psami z obsady, bo trzeba było to wyćwiczyć. Najpierw musiałem pozwolić im mnie lizać, a dopiero potem mogłem je głaskać. Na planie byli treserzy i w sumie trzy psy.

Czy opowiadano Ci o czasach, w których rozgrywa się historia?

Tak, historia dzieje się podczas drugiej wojny światowej.

Opowiedz nam o Sebastianie.

Dla mnie Sebastian jest małym chłopcem, sierotą, który nie ma ani taty, ani mamy. Spotyka psa i początkowo się go boi, a potem zaczyna go oswajać. Często sam chodzi po górach. Jest całkiem odważny. Otaczają go Cezar - przyszywany dziadek, Angelina oraz doktor Guillaume.

Jak pracowało Ci się z Nicolasem?

Kazał mi pracować nad scenami i nad tekstem. Czasem zmieniałem dialogi, jeśli się zgadzał. Później miałem przerwę. Praca trwała rok, objęła 3 pory roku: lato, jesień i zimę. Najtrudniejsza była zima, bo było bardzo zmino.

Dogadywałeś się z pozostałymi aktorami?

Czasem dawali mi rady - Mehdi powiedział mi, żebym nie patrzył prosto na osobę, do której się zwracam, tylko żebym kierował wzrok trochę w bok, żeby nie było widać białka oka. W rzeczywistości wziąłem jego radę pod uwagę z raz albo dwa razy. Tchéky wytłumaczył mi, że jeśli nie mogę wywołać płaczu, lepiej w ogóle nie płakać, niż się zmuszać.

Jak podobał Ci się film?

Bardzo mi się podobał, a momentami bardzo mnie wzruszył. Dziwnie widzieć siebie na ekranie, szczególnie, że to był mój debiut. Chciałbym kontynuować karierę, ale jeśli nie zostanę aktorem, chcę zostać lekarzem!

Materiały: Monolith Film 



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.