3 Serca: Deneuve, Mastroianni, Gainsbourg - kobieca królewska obsada

2014-11-28 05:25

Pewnej nocy w małym francuskim miasteczku kobieta spotyka mężczyznę. Sylvie mieszka tu od lat, Marc spóźnił się na pociąg do Paryża. Spacer i rozmowy o życiu sprawiają, że w ciągu kilku godzin stają się sobie bardzo bliscy. Umawiają się na kolejne spotkanie w Paryżu. Pech sprawi, że nie Marc nie pojawi się. Niespełniona miłość będzie dręczyć Sylvie przez lata…

Jej siostra Sophie prowadzi mały antykwariat. Kiedy sprzedaż podupada i pojawiają się problemy finansowe, kobieta przestaje radzić sobie z sytuacją. Urzędnik skarbowy, do którego trafia, pomaga jej uporządkować sprawy podatkowe. Pomiędzy Sophie i mężczyzną, który ją wspiera, rodzi się uczucie.

Sophie i Sylvie wspierają się wzajemnie i wiedzą o sobie wszystko… oprócz tego, że zakochały się w tym samym mężczyźnie.

WYWIAD Z BENOIT JACQUOT

Skąd wziął się pomysł scenariusza „3 serc”?

Zawsze, kiedy tworzę oryginalny scenariusz, chcę zaspokoić rozmaite pragnienia. Tym razem, po wielu filmach kostiumowych, chciałem zrobić coś bardziej współczesnego, co działoby się tu i teraz. Chciałem nakręcić film, który rozgrywałby się na prowincji, w jakimś niewielkim miasteczku na południu Francji. Mam wrażenie, że taka przestrzeń sprzyja romantycznym narracjom. Szczególnie zależało mi na zmierzeniu się z historią mężczyzny borykającego się z sekretnym romansem.

Marc zakochuje się w spotkanej przypadkiem Sylvie (Charlotte Gainsbourg), ale ponieważ nie dociera na zaplanowane z nią spotkanie, w efekcie poślubia Sophie (Chiara Mastroianni); nie wie jednak, że ta jest siostrą dziewczyny, dla której stracił głowę.

Od dawna chciałem przyjrzeć się, jaki wpływ na fabułę mogą mieć postaci sióstr. Marc kocha jedną z nich, potem zakochuje się w drugiej, to są inne, ale intensywne miłości. Tylko widz zna całą sytuację i to buduje dramatyczne napięcie. Wraz z Julienem Boiventem usiłowaliśmy zawrzeć w filmie wszystkie te elementy. Bohater spóźnia się na pociąg i w prowincjonalnym miasteczku spotyka kobietę, nie mówią sobie nic na swój temat, jakby grali w jakąś grę. Ale postanawiają się ponownie spotkać i, jak w każdym szanującym się romansie, spotkanie nie dochodzi do skutku. Fabuła ma swój początek.

Spotkania Marca z Sylvie i Sophie mają w sobie coś magnetycznego.

Lubię romantyczne spotkania, które zaczynają się właśnie tak, od spojrzenia, które wyzwala iskrę między bohaterami.

To bardzo poetycka scena: ujęcie, w którym Marc ujawnia swój wiek, przechodząc pod tabliczką z numerem domu.

To przydarzyło się mi naprawdę. Wszystkie moje oryginalne scenariusze pełne są takich zbiegów okoliczności – znaków, które tak cenili surrealiści, otwierających okno na element przypadku w relacji kochanków.

Sylvie natychmiast rzuca swojego chłopaka kiedy poznaje Marca, Sophie podobnie. Tak też robi Marc, kiedy uświadamia sobie, że nie potrafi żyć bez Sylvie. Postaci w filmie podejmują radykalne decyzje.

Mam poczucie, że kobiety zawsze tak się zachowują, gdy odchodzą od partnera. Moje kobiety zawsze tak odchodziły. Miłość nie czeka, działa w zgodzie ze swoim rytmem.

Sylvie pojawia się i znika. Jej obecność jest płynna, stała i ulotna jednocześnie.

Charlotte Gainsbourg jest właśnie taka: wymyka się. Zajmuje czas i przestrzeń w bardzo osobliwy sposób, można odnieść wrażenie, że w każdej chwili może zniknąć. Jej obecność ma naturę zjawy. Jest w tym coś mocnego i efemerycznego jednocześnie. Wyjątkowy urok, w pełnym znaczeniu tego słowa.

3 serca” igrają z czasem literackim.

To czas serca. Nie przestrzega klasycznego kalendarza, łamie tradycyjne zasady narracji. Mamy tu przeskoki czasowe, czasami o wiele lat, i czas teraźniejszy, który pokazany bywa z ogromną precyzją.

Marc odzyska ukochaną dzięki lustru, które Sylvie kupiła na aukcji, a które wylądowało w domu nowożeńców.

Lustro odgrywa tu bardzo ważną rolę – to zresztą osobny rekwizyt w filmach fantasy. Sylvie zakochuje się w tym przedmiocie, kupuje go i stawia w swoim sklepie. W pewnym sensie w lustrze zaklęty jest jej wizerunek. Mając lustro w swoim domu, Marc w pewnym sensie żyje z duchem Sylvie u boku.

Relacja tej sekretnej pary ma tragiczny wymiar. Mimo, że Sylvie kocha siostrę i mówi sobie, ze umarłaby, gdyby Sophie dowiedziała się o jej zdradzie, poddaje się swojej namiętności...

Oni żyją w Racinowskiej tragedii. Na planie często powtarzałem Benoit: „Racine, myśl o Racinie”. To trochę jak „Niestety!” kończące jego „Berenikę”: ledwie słyszalna melodia, niezgłębiona i tragiczna.

Charlotte Gainsbourg i Chiara Mastroianni są niezwykle wiarygodne w rolach sióstr.

Bo obie głęboko uwierzyły w historię, którą opowiadamy. Kiedy pisałem „3 serca” myślałem o Charlotte. Pośród wielkich francuskich aktorek ona jest jedną z moich faworytek, a mimo to nie pracowaliśmy wcześniej razem. Chiara pojawiła się później, ponieważ długo wyobrażałem sobie, że Sophie powinna być młodsza od Sylvie. Charlotte była bardzo podekscytowana, gdy zdradziłem jej, że rozważam obsadzenie Chiary. Zgodziła się od razu.

To dla niej nietypowa rola... Daje filmowi bardzo romantyczny, ulotny wymiar.

To niewątpliwie ma związek z jej charakterem, jest niezwykle szczera i bezpośrednia. Paradoksalnie to sprawia, że jednocześnie zdaje się mieć w sobie jakąś tajemnicę, konflikt, nawet ona tak to czuje. Chiara z kolei jest aktorką, która poddaje się postaci, jakby próbowała zrozumieć jej tajemnicę. To nadaje ich aktorstwu ogromną intymność; unikalną prawdziwość. Ogromnie cenię takich aktorów.

W „3 sercach” ponownie pracował Pan z Catherine Deneuve, z którą nakręciliście w 2003 roku „Princesse Marie” o relacji Marie Bonaparte z Freudem.

Znałem Catherine dobrze przed rozpoczęciem zdjęć do tego filmu, tamto wspaniałe, trzymiesięczne doświadczenie wspólnej pracy na zagranicznym planie było jasnym sygnałem, że jeszcze się spotkamy.

Problem polegał na tym, by znaleźć dla niej odpowiednią rolę. Musze przyznać, że bez pomocy Edouarda Weila, producenta, pewnie nie miałbym odwagi zaproponować jej zagrania drugoplanowej postaci. Catherine od razu powiedziała „tak”. Na planie była nie tylko matką, pełniącą rolę gospodyni dla swoich dwóch córek i Marca; była nie tylko aktorką, filmowaną u boku filmowych partnerów. Dla całej obsady i ekipy, i dla mnie, stała się prawdziwą „panią domu”, współpracowała przy tworzeniu menu, bo w filmie jest dużo scen posiłków. W roli gospodyni znalazła wolność, która pozwoliła jej grać subtelnie i uczyniła jej rolę tak istotną. W „3 sercach” rzucane przez nią spojrzenia, sposób, w jaki wchodzi w interakcję z innymi aktorami, ton i rytm jej głosu są kluczowym elementem, pomagającym innym odnaleźć się w ich rolach.

Postać Catherine Deneuve, podobnie jak lokalny urzędnik grany przez André Marcona, rzucają światło na uczuciową sytuację trójki głównych bohaterów, niemal zastępując tym samym oko kamery: oboje doskonale rozumieją, czego są świadkami.

Bez względu na sytuację, w jakiej się znajdują, lubię, aby moi bohaterowie byli inteligentni, przenikliwi w stosunku do siebie i otoczenia, tak, aby nikt przez sekundę nie mógł ich posądzić o głupotę. W tym przypadku widzowie nie czują się mądrzejsi, bo wiedzą, z jaką sytuacją zmaga się Marc: oni widzą Marca oślepionego, a następnie zniszczonego okolicznościami, w które sam się wplątał, nie mają jednak na to żadnej recepty.

Co częste w Pana twórczości, plenery - ogród, las odgrywają tu wyjątkową rolę.

Tak samo ważne jest dla mnie znalezienie właściwych aktorów, którzy zagrają filmowe postaci, jak znalezienie odpowiedniej przestrzeni dla napisanych scen.

W „Żegnaj, moja królowo” pokazuje Pan Wersal, w „3 sercach” - paryskie Ogrody Tuileries. Czy film historyczny kręci Pan tak samo, jak współczesny?

Na pewno nie mam jakiś odrębnych metod. Moje podejście, kadry, kąty kamery niekoniecznie są takie same. Światło w XVIII wieku nie jest identyczne z tym dzisiejszym, różni się sposób, w jaki ludzie się ubierają – i rozbierają. Ale zawsze staram się, żeby kręcąc film osadzony w przeszłości, nadać mu współczesny rys. Mimo tego chciałem, żeby „3 serca” były zakorzenione we współczesności, dookreślone jako dzisiejsze przez wszystkie zewnętrzne czynniki.

Skąd decyzja, by zrealizować finałowe sceny właśnie w Tuileries?

Ta scena inspirowana jest bezpośrednio „Boczną ulicą”. Bohater jest w domu, otoczony swoimi dziećmi, zabraniają mu spotkać się z kobietą, z którą od trzydziestu lat utrzymuje romans. Rozmawia z nią przez telefon, umiera na zawał – a może z powodu złamanego serca? - a jednak znajduje pozytywną stronę tego, że się wtedy nie spotkali - dzięki temu nie zostali małżeństwem. To wzruszający moment.

Materiały: Forum Film 



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.