Scenariusz z czarnej listy w końcu sfilmowany... a w obsadzie Bill Murray!!!

2014-12-12 00:37

Scenariusz filmu „Mów mi Vincent” trafił w 2011 roku na tzw. czarną listę, czyli zestawienie najlepszych scenariuszy, które nie zostały jeszcze sfilmowane. W tej samej sytuacji znalazł się wtedy m.in. „Django” Quentina Tarantino. Projekt nabrał tempa, gdy główną rolę objął doskonały aktor komediowy Bill Murray („Między słowami”), a w ślad za nim podążyły Melissa McCarthy („Gorący towar”) oraz Naomi Watts („Niemożliwe”).

Maggie (McCarthy) wraz z synem Oliverem wprowadza się do domu na Brooklynie. Jako samotna, pracująca matka nie ma innego wyjścia jak zostawiać chłopaka pod okiem mrukliwego mizantropa z sąsiedztwa, Vincenta (Murray). A ten zabiera podopiecznego do miejsc, gdzie sam jest częstym gościem: na wyścigi konne, do klubu ze striptizem i do lokalnego baru. Często towarzyszy im ciężarna striptizerka, Daka (Watts). Z czasem pomiędzy zgryźliwym, wiecznie spłukanym Vincentem a chłopcem narodzi się niezwykła przyjaźń, która zaskoczy wszystkich, z Vincentem na czele.

Vincent (Bill Murray) to zgryźliwy mizantrop, któremu dni upływają na wyścigach konnych, w ulubionym barze i w towarzystwie zaprzyjaźnionej nocnej damy (Naomi Watts). Pewnego dnia do domu obok wprowadza się Maggie (Melissa McCarthy) z synem Oliverem. Powitanie nowych sąsiadów odbywa się bez ciepłych słów i nie zapowiada początku pięknej przyjaźni. Jednak wiecznie spłukany Vin dostrzega szansę na podratowanie swego opłakanego budżetu. Zostaje może nie najtańszą, ale na pewno najbardziej ekscentryczną niańką w mieście.

Dopaść niezastąpionego Billa

Wymarzyć sobie, że jedną z głównych ról zagra Bill Murray, a doścignąć aktora i namówić go na występ, to dwie różne sprawy. Jak wiadomo, Murray to artysta wszechstronny, pamiętny z przebojowych „Pogromców duchów”, „Dnia świstaka” i „Między słowami”. Nie przypomina większości hollywoodzkich gwiazd. Melfi opowiadał: – Bill nie ma biura ani agenta. Ma tylko numer telefonu, gdzie można zostawiać wiadomości, bez żadnej gwarancji, że je odsłucha. Te moje monologi do maszyny przypominały mi sceny z filmu „Swingers”. Zdeterminowany Melfi nie ustawał jednak w wysiłkach i wreszcie, po sześciu miesiącach, jego cierpliwość została nagrodzona. Spotkał się z aktorem i przegadali na temat planowanego filmu osiem godzin. Murraya tekst scenariusza mocno zainteresował: – To było naprawdę coś innego – mówił. – Opowieść miała odmienny rytm niż większość scenariuszy i było w niej wiele prawdziwych emocji. Styl pisania Teda sprawił, że historia ta unika przesadnego sentymentalizmu. I to właśnie bardzo mi się podoba. Po prostu czujesz, że nie jesteś oszukiwany. Fabuła rozwija się naturalnie, a my płyniemy wraz z nią.

Melfi uważał, że praca z Murrayem będzie niezwykłym doświadczeniem i się nie pomylił: – Nauczyłem się od Billa mnóstwo nie tylko o pisaniu i o reżyserii, ale i o życiu. Mówił mi wiele razy: nie pozwól, by zapanował nad tobą stres, bo stres jest zabójczy dla sztuki i komedii. Nie pozwól, by dana scena zamieniła się w coś, czym nie jest. Nie daj się zwieść czemuś, co ci się wydaje strasznie zabawne. Zaufaj materiałowi i temu, co napisałeś. Zdarzało się, że chciał coś przedyskutować, dokonać zmian – wówczas mówił o tym wyraźnie. Ale poza tym był zdania, że należy pozwolić pracy biec swoim trybem, a nie dokonywać ciągłych korekt, bo to nie wychodzi filmowi na dobre. Naprawdę dostałem od Billa cenną lekcję. A poza tym, moim zdaniem jest to po prostu najbardziej cool gość na ziemi. 

Niezwykły dzieciak poszukiwany

Melfi zdawał sobie sprawę, że kluczem do sukcesu jest nie tylko pozyskanie Murraya, ale i zapewnienie mu doskonałego dziecięcego partnera. Było to tym bardziej istotne, że dużą część historii oglądamy z punktu widzenia małoletniego Olivera: – Jasne było, że potrzebowaliśmy kogoś, kto jest po pierwsze dzieckiem, a dopiero po drugie aktorem. Można sprawić, że większość ludzi dobrze coś zagra – zwłaszcza odnosi się to do dzieci, bardzo otwartych i naturalnych. Ale z drugiej strony należy pamiętać, że aktor, nawet młody, pełen jest profesjonalnych nawyków i sztuczek, tak więc nie zagra dobrze dziecka. W ciągu sześciu miesięcy przesłuchano aż 1500 kandydatów. Szukano kogoś, kogo nie onieśmielą i zbytnio nie oczarują gwiazdy i kto będzie równie naturalny w scenach z Murrayem, Watts i McCarthy. Rola Olivera to ukryty motor filmu, dlatego była tak ważna. Tak mówił o tym reżyser: – To prawda, że głównym bohaterem jest Vincent, lecz postać Olivera jest tak bardzo istotna także dlatego, iż stanowi spoiwo naszej historii. Wiąże pozostałych bohaterów, niejako ich kontroluje. To zadanie trudne dla doświadczonego aktora, a co dopiero dla dzieciaka. Filmowcy uznali, że pochodzący z Filadelfii debiutant Jaeden Lieberher (wystąpił w kilku reklamówkach, na premierę czeka teraz kolejny film z jego udziałem, „Playing It Cool”) jest wręcz fenomenalny. – Jest równie ludzki i prawdziwy jak Bill – mówił reżyser. Murray zaś dodawał: – Każdego dnia lubiłem go coraz bardziej. Był wciąż lepszy i lepszy. Nie można go było powstrzymać. Po prostu lśnił. Było to tym cenniejsze, iż aktor szczerze wyznał, że kilkakrotnie miał trudności w pracy z dziećmi. Producent G. Mac Brown stwierdził: – Jestem przekonany, że znaleźliśmy prawdziwy talent. Jest gotów do następnych występów. Tak się zresztą stało. Jaeden dostał rolę w nowym filmie Camerona Crowe, gdzie zresztą jednym z jego ekranowych partnerów jest Murray. Potem zagrał u boku Michaela Shannona w „Midnight Special” Jeffa Nicholsa.

Zaufać debiutantowi

Jakość scenariusza, ale i doświadczenia Melfiego, który ma na koncie wiele reklamówek i krótkich metraży, spowodowały, że ekipa mu zaufała. Producent – weteran G. Mac Brown („Zapach kobiety”, „Infiltracja”, „Gloria” Sidneya Lumeta), który pracował w Nowym Jorku wiele razy, przystąpił do nowego zadania bez wahań. Tak mówił o stylu pracy reżysera: – Ted przypominał mi wielkiego Sidneya Lumeta, twórcę „Serpico”. Film miał już od dawna nakręcony w głowie. Zawczasu rozrysował storyboardy, miał zaplanowany każdy kadr, każdy ruch kamery. Gdy znaleźliśmy lokacje, bez trudu zaadaptował je do swej wizji i zmienił je tak, by uzyskać pożądany efekt. Doskonale panuje nad czasem pracy i w tym też przypomina Sidneya, który zwykle kręcił filmy w bardzo zbliżonym czasie – 33–34 dni. Ted postąpił dokładnie tak samo. Zdjęcia nakręcono w lipcu i na początku sierpnia 2013 roku w Nowym Jorku. Trwały 35 dni. Melfi komentował: – Pisanie i reżyseria polegają na tym, że musisz być naprawdę pewnym, czego chcesz się trzymać za wszelką cenę, a z czego można ewentualnie zrezygnować. Sprawę ułatwiał fakt, że Melfi świetnie znał tę część miasta, gdzie powstawał film. Nie chciał pokazywać Brooklynu jako sztucznej atrakcji turystycznej, ogrywać enklaw opanowanych przez hipsterów i turystów. Zauważał: – Wychowałem się na Brooklynie. Nie ma podobnego miejsca na świecie. Kiedy dorastałem, Williamsburg w okolicach North 6th Street był pełen składów i rzeźni, a gangi i prostytutki władały Kent Avenue. Dziś to już zupełnie inny świat. Ale Brooklyn nie stracił swych bebechów i swej duszy. Spotkasz tu ludzi każdej kultury, każdej rasy i każdej religii. Kręciliśmy w znanych mi okolicach – Sheepshead Bay, Park Slope, Williamsburg i na Greenpoincie. Dziewięćdziesiąt procent zdjęć powstało na Brooklynie. To najpiękniejsze tło, jakie można sobie wymarzyć. G. Mac Brown puentował: – To prawdziwa opowieść nakręcona w prawdziwych miejscach. Scenografka Weinberg („Blue Valentine”, „Drugie oblicze”) podkreślała, że film przywodzi na myśl wielkomiejskie klasyczne kino z lat 70.: – Studiowałam ówczesną paletę barwną. Zależało nam na unikatowym połączeniu obrazu przedmieść z nowojorskim, typowo miejskim pejzażem. Wygląd filmu wiąże się z główną postacią. Vincent czuje się chyba bardziej częścią lat 70. niż XXI wieku. Zdjęcia na zewnątrz powstały w Sheppshead Bay, wnętrza zbudowano w brooklyńskich Steiner Studios. Ulubiony bar Vincenta wyszukano na Greenpoincie, klub ze striptizem – na Bronksie, szkołę Olivera w rejonie Bay Ridge na Brooklynie. Sceny z wyścigów nakręcono na torze Belmont na Long Island, podczas prawdziwych gonitw. Pracując nad wyposażeniem domu Vincenta, Weinberg, wraz z reżyserem i innymi współpracownikami, dokładnie omówiła z Murrayem przeszłość jego bohatera, tak by stworzyć nie tylko wystrój domu, ale i ubiór jego lokatora. Znaleziono też dwa stare Chryslery LeBaron z lat 70., by zagrały samochód Vincenta. 

Po prostu święty

Brown był oczarowany energią Murraya: – Pracował niezwykle ciężko, ale każdy dzień przypominał też wielką balangę, gdzie był on nieodmiennie zabawnym mistrzem ceremonii. Melfi stwierdził: – Pracując z Billem uświadomiłem sobie, że jest na swój sposób święty. Daje tak wiele z siebie innym, nie tylko tym, z którymi pracuje. Spędził mnóstwo godzin na ulicach, gadając o zwykłych sprawach ze zwykłymi ludźmi. I nie było w tym żadnej pozy. Jaeden dodawał: – Świetnie jest uczyć się od aktorskich legend. Gdy jeszcze mieszkałem w Filadelfii, oglądałem bez ustanku „Pogromców duchów”. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że kiedyś będę pracował w jednym filmie z Billem Murrayem. To niezapomniane przeżycie.  

Po premierze na MFF w Toronto (trzecie miejsce w plebiscycie publiczności) film zbierał bardzo dobre recenzje. Powszechnie uznano, że Murray po raz kolejny wspiął się na wyżyny swego talentu. 

Materiały: Forum Film



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.