Sacrum Profanum (dzień IV): nie bójmy się piękna

2015-09-17 12:01

Fryderyk Chopin był gwiazdą pop swoich czasów. Jego kompozycje znali wszyscy melomani, koncerty przyjmowano entuzjastycznie, kobiety za nim szalały, bywał na salonach. I właśnie w takiej bliskiej współczesności konwencji postanowił przybliżyć słuchaczom twórczość polskiego geniusza islandzki kompozytor i producent Ólafur Arnalds we współpracy z niemiecką pianistką Alice Sarą Ott. Efekt był taki, jakiego można się było spodziewać – Sala Teatralna ICE Kraków pękała wczoraj w szwach. 

Reklama: muzyka na żywo na najwyższym poziomie !!! - www.prokoncert.pl - Profesjonalna oprawa muzyczna imprez firmowych, bankietów, spotkań biznesowych, koncertów klubowych i plenerowych, imprez okolicznościowych

Koncert rozpoczęła autorska kompozycja Arnaldsa – Verses. Sugestywne połączenie subtelnej elektroniki z tęskną partią smyczków wprowadziło wszystkich idealnie w nastrój wieczoru. Piano Sonata No. 3 Largo rozpoczęła się od mocnego uderzenia w klawisze fortepianu. Potem jednak szybko gra Alice Sary Ott stała się wyciszona, koncentrując się na dostojnej melodii. Podczas wykonywania Beth’s Theme islandzki kompozytor zasiadł do pianina. Jego lekko przytłumione akordy od razu stworzyły nastrój nieuchwytnej nostalgii. 

Nocturne In C Sharp Minor otworzyło porywające solo na altówce w wykonaniu Björk Óskarsdóttir z towarzyszącego Arnaldsowi i Ott kwintetu smyczkowego. Dla kontrastu Hands, Be Still wniosło do programu mocną dawkę elektroniki – oniryczny pasaż synteztorowy podszyty głębokimi uderzeniami masywnego bitu. Z kolei podczas wykonywaniaNocturne In G Minor gra Alice Sary Ott była uzupełniona dźwiękami otoczenia – szumem, trzaskami, głosami z ulicy. 

We (Too) Shall Rest znów zaczęło się dramatycznie – by potem nabrać lirycznego tonu. Nastrój ten kontynuowała kompozycja Eyes Shut/Nocturne In C Minor. Delikatne dźwięki wydobywające się spod palców niemieckiej pianistki, uzupełnione drżąca partią smyczków, znalazły przedłużenie w utworze Letters Of A Traveller. A potem znów powrócił Chopin w eterycznym Prelude In D Flat Minor (Raindrop), odsłaniając całą emocjonalność swej pięknej muzyki. 

Aby nieco rozbić ten romantyczny klimat i sprowadzić widzów na ziemię, Arnalds zaproponował słuchaczom... zabawę. Alice Sara Ott zagrała pojedynczy dźwięk na pianinie – a publiczność spróbowała go zaśpiewać. Nagrany na podorędziu chór został potem wpleciony przez islandzkiego twórcę w wykonaną po chwili kompozycję. Oficjalną część wieczoru zakończył utwór Written In Stone o epickim rozmachu.

Oczywiście burzliwe oklaski przywołały artystów ponownie na scenę. Nie obyło się bez żartów – bo kiedy Alice powiedziała, że podczas koncertów w ramach trasy The Chopin Project najczęściej mieli z Olafurem na scenie buteleczkę whisky, ktoś z widzów podniósł się i podarował artystom swoją... piersiówkę. Każde z nich pociągnęło łyk – a niemiecka pianistka ostrzegła właściciela: Proszę uważać, bo oboje jesteśmy przeziębieni. Na finał zabrzmiały dwa intymne utwory. Najpierw Ott zagrała Waltz In A Minor No 11 Chopina, a potem Arnalds wykonał przejmujący Song For Grandmother

Przed ich prezentacją niemiecka pianistka opowiedziała o swojej babci z Japonii, która rozkochała ją w muzyce polskiego kompozytora. Kilka lat temu babcia zachorowała na raka płuc i znalazła się szpitalu. Alice pracowała wtedy nad płytą z muzyką Chopina – i chciała, żeby babcia usłyszała ją przed śmiercią. Niestety – jej stan gwałtownie się pogorszył. Wtedy Alice zadzwoniła do babci i zagrała jej przez telefon jeden z utworów, nad którymi pracowała. Słuchając go, staruszka zmarła. Gdyby babcia mogła usłyszeć wczorajszy koncert swej wnuczki - na pewno byłaby z niej dumna.

fot. Wojciech Wandzel, www.wandzelphoto.com

Materiały: Sacrum Profanum

 



Wpisz swoją opinię:

Przepisz tekst z obrazka: Obraz CAPTCHA
Podpis:
Opinie:
Ten artykuł nie posiada jeszcze żadnych opinii.